ďťż
 
[Rydułtowy,Radlin,Pszów] O wszystkim...





Kris - Pią Kwi 13, 2007 5:51 pm


Sklepy zamiast dyskoteki
dziś


Jeśli nie chcą tu zrobić dyskoteki, mógłby przynajmniej powstać jakiś klub muzyczny, gdzie można się spotkać ze znajomymi – uważa Gracjan Gałdyś (w tle zniszczony budynek byłego kina). Agnieszka Materna

Pszów: Dwie firmy są zainteresowane wyburzeniem budynku byłej dyskoteki w centrum miasta i wybudowaniem tu dużego obiektu handlowo-usługowego. Inwestycja mogłaby radykalnie zmienić centrum miasta. Urzędnicy chcą tu nawet przenieść część swoich biur.

Pszowski burmistrz Marek Hawel wymyślił nowy sposób na zrobienie porządku z niszczejącą od lat ruderą, w której kiedyś znajdowało się miejskie kino, a potem dyskoteka Mega Astra.

Od pięciu lat obiekt stoi pusty i jest fatalną wizytówką pszowskiego "rynku".

Urzędnicy postanowili poszukać inwestora, który za nich rozwiąże problem.

Chcą udostępnić teren pod ruderą prywatnemu właścicielowi, który ma tu wybudować pawilon o powierzchni 3 tysięcy metrów kwadratowych.

Miałyby się w nim znaleźć sklepy, punkty usługowe, a także część biur z urzędu miasta. Urzędnicy i inwestor podpisaliby specjalną umowę o partnerstwie publiczno-prywatnym.

Byłaby to jedna z pierwszych takich inwestycji w Polsce.

Przepisy o partnerstwie publiczno-prywatnym obowiązują już od jakiegoś czasu, ale na razie rzadko kto stosował je w praktyce - mówi Hawel.

- My też się tego trochę obawiamy, dlatego jesteśmy w stałym kontakcie z Instytutem Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w Warszawie - dodaje pszowski burmistrz.

Co zwykli mieszkańcy będą mieli z tych pomysłów?

Jeśli inwestycja wypali, znacznie zmieni się wygląd centrum miasta.

W trzypiętrowym budynku, który ma powstać w miejscu Mega Astry, dwie kondygnacje byłyby przeznaczone na handel i usługi, a jedna na ... biura dla urzędników.

Nasz ratusz działa w dwóch budynkach: tym starym, historycznym, gdzie zbierała się pierwsza rada i w przybudówce, która jest przerobionym domem mieszkalnym - mówi Marek Hawel. - W przybudówce nie ma nawet jak zamontować windy dla niepełnosprawnych. Chcielibyśmy się stamtąd wyprowadzić do nowocześniejszej siedziby - dodaje burmistrz.

W starym budynku mogły powstać mieszkania komunalne lub socjalne, których w mieście w ogóle nie ma. - To byłby dobry pomysł. Pszów to małe miasto, nie ma tu wielu okazałych budynków. A te, które są, powoli się sypią - mówi Marcin Imiejski, mieszkaniec osiedla Biernackiego.

- Tylko żeby ten nowy obiekt pasował jakoś do otoczenia. Przecież w pobliżu stoi bazylika - martwi się pszowianin.

Pszowscy radni zabezpieczyli już w budżecie 20 tysięcy złotych na opracowanie dokumentacji technicznej i skompletowanie wszystkich potrzebnych zezwoleń do rozbiórki rudery.

Urzędnicy przewidują, że do maja zakończą wstępne rozmowy z zainteresowanymi firmami. Później zostanie ogłoszony przetarg.

Zalane piwnice

W budynku stojącym tuż obok centralnego placu miasta przez wiele lat działała popularna dyskoteka. Lokal zamknięto po protestach, mieszkańców, skarżących się na nadmierny hałas i zakłócanie porządku publicznego przez bywalców dyskoteki. Po zamknięciu klubu miasto kilka razy próbowało sprzedać lub wydzierżawić obiekt. Nie było jednak chętnych. Inną z opcji było wyburzenie budynku, wyrównanie terenu i urządzenie na nim parkingu. Na to jednak też nie było pieniędzy. Obecnie rudera jest w fatalnym stanie, ściany są słabe, a piwnice budynku zalane wodą. I obiekt i teren, na którym stoi, są własnością miasta.

Zdaniem mieszkańców

Łukasz Komor:

Nie powinni burzyć tego budynku, tylko z powrotem zrobić tu klub lub dyskotekę. To byłoby najlepsze rozwiązanie.

Po co w ogóle zamykali lokal, skoro nie było na niego innych pomysłów? Teraz budynek jest zniszczony, a młodzież nie ma się gdzie bawić. Do Mega Astry przyjeżdżali młodzi ludzie z całego regionu, nie tylko z Pszowa.

Teraz my musimy jeździć do innych miast, do Wodzisławia albo Krzyżanowic, bo u nas nie ma gdzie ciekawie spędzić sobotniego wieczoru.
MIROSŁAWA KSIĄŻEK - Dziennik Zachodni

http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/wydarzenia/719702.html




Wit - Śro Gru 05, 2007 6:51 pm
Rydułtowy: Szarlota wizytówką miasta

Rydułtowska hałda, najwyższa w całej Europie, już nie będzie bezimienna. Właśnie rozstrzygnięto konkurs na jej nazwę. Wygrała Szarlota - propozycja Mariusza Urbasika, mieszkańca Rydułtów.

Konkurs ogłoszono w kwietniu tego roku. Propozycje mogli składać nie tylko mieszkańcy miasta. - Nie zawężaliśmy kręgu uczestników, ale byliśmy mocno zaskoczeni, gdy napłynęły zgłoszenia nawet z Suwałk na Mazurach i z zagranicy - mówi Krzysztof Jędrośka, sekretarz Rydułtów.

Z blisko stu nadesłanych nazw jurorzy konkursu wybrali najpierw osiem najlepszych, a potem razem z przedstawicielami organizacji społecznych z terenu miasta zdecydowali przyznać zwycięstwo właśnie Szarlocie. Imię to nawiązuje do historycznej nazwy pierwszej rydułtowskiej kopalni Charlotte.

Władze miasta chcą wykorzystać hałdę do promocji Rydułtów w Polsce i na świecie. Szarlota to jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów na Śląsku i najwyższa hałda stożkowa Europie. Oficjalnie podaje się, że ma wysokość 120 metrów, ale w niektórych źródłach mówi się o 134 m.

Autor zwycięskiej nazwy w nagrodę odebrał aparat fotograficzny.

MIR - POLSKA Dziennik Zachodni




Wit - Wto Maj 13, 2008 6:03 pm


Rydułtowy: Czekają na inwestorów
dziś
Miejsce na nowoczesne biura dla kilkudziesięciu firm, szkolenia i wsparcie organizacyjne dla tych, którzy właśnie rozpoczynają działalność w biznesie.

Wszystko to oferuje Rydułtowski Park Przedsiębiorczości, który jest już gotowy na przyjęcie inwestorów. Park to liczący kilkaset metrów kwadratowych teren w centrum Rydułtów, gdzie swoje siedziby mogą budować małe i średnie przedsiębiorstwa, rodzinne firmy i wielkie zakłady produkcyjne. Urzędnicy liczą, że gigantyczny plac szybko zamieni się w tętniące życiem centrum biznesu.

Budowa strefy trwała ponad dwa lata i pochłonęła ponad 17 milionów złotych. Większość pieniędzy dała Unia Europejska, swoją część wyłożył Skarb Państwa.

Pieniądze przeznaczone zostały miedzy innymi na budowę całkiem nowej drogi, która przebiega przez sam środek strefy, podłączenie prądu, gazu i kanalizacji.

KUB - POLSKA Dziennik Zachodni



Wit - Nie Wrz 21, 2008 10:02 am


Nowa radlińska bateria zaczęła już produkować koks
wczoraj
Wczoraj ruszyła produkcja w nowej baterii koksowniczej w Radlinie. Koksownia, będąca częścią giganta - Kombinatu Koksochemicznego Zabrze - dzięki nowej baterii ma zapewnioną bezpieczną egzystencję na co najmniej 30 lat.

Wybudowane przed rokiem 1980, dwie uciążliwe dla środowiska baterie, kończą już swój żywot. Nowa budowla jest jedną z najnowocześniejszych w Europie. Pierwsze komory rozpalono tu już w czerwcu, po roku od rozpoczęcia budowy. Wczoraj w baterii zaczęto produkować koks.

- To historyczny moment. Od chwili rozpoczęcia produkcji ogień będzie się tu palił nieprzerwanie przez 30 lat - mówi Jan Pasz, kierownik zakładu zatrudniającego 300 pracowników. - Dojście do pełnej mocy produkcyjnej zajmie nam jeszcze około trzech miesięcy - dodaje.

Budowa nowej baterii pochłonęła 150 milionów złotych. A to jeszcze nie koniec zakrojonej na szeroką skalę modernizacji. Cała inwestycja ma kosztować ok. 480 milionów złotych.

- To tak, jakby na terenie już istniejącej koksowni wybudować od podstaw całkiem nowy zakład - wyjaśnia Zdzisław Trzepizur, prezes Kombinatu.

Dzięki modernizacji, moce produkcyjne wzrosną o blisko 20 proc. Według optymistycznego wariantu w przyszłym roku koksownia będzie produkowała 750 tys. ton koksu rocznie. Zakład stanie się też znacznie bardziej przyjazny dla środowiska i nie będzie tak uciążliwy dla mieszkających w sąsiedztwie ludzi.

- My już się przyzwyczailiśmy do osobliwego klimatu, jaki tu panuje, bo mieszkamy nieopodal koksowni już od dawna. Ale cieszy nas, gdy słyszymy, że do powietrza dostawać się teraz będzie mniej zanieczyszczeń - mówi Maria Płania, mieszkanka Radlina.

Koksownia, dzięki nowej inwestycji, może konkurować z największymi tego typu zakładami w Europie, a nawet na świecie. Zresztą sam proces modernizacji koksowni był przedsięwzięciem międzynarodowym. Niektóre technologie nasi inżynierowie podpatrzyli w Chinach, a baterię budowała ekipa 60 fachowców z Ukrainy. Większość koksu wyprodukowanego w Radlinie trafia na eksport, głównie do Austrii i Niemiec. Największym dostawcą węgla do produkcji koksu jest Jastrzębska Spółka Węglowa.

Mirosława Książek - POLSKA Dziennik Zachodni



http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/900029.html




Wit - Nie Wrz 21, 2008 9:52 pm


Radlin: Familoki bez górników
19.09.2008
Małgorzata Pawliczek ma 64 lata, na górniczym osiedlu familoków przy ulicy Mielęckiego mieszka od 44. Pod numerem "13" spędziła całe dorosłe życie.

- Z sąsiadkami rywalizowałyśmy, u której w ogródku urośnie większy czosnek i cebula. Marchewki były do obiadu, nacią karmiliśmy króliki. My posadziliśmy wiśnię, sąsiedzi obok gruszkę i wymienialiśmy się owocami.

Teraz ogródki przed większością familoków przypominają śmietniki. Na byłym górniczym osiedlu prawie nie ma już górników. 90 procent mieszkańców to młode rodziny z małymi dziećmi, wiele jest pod stałą kuratelą Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Radlińska Kolonia Emma (z niem. Kolonie Emmagrube) powstała na przełomie XIX i XX wieku. Osiedle zbudowano specjalnie dla rodzin górników tutejszej kopalni Marcel (do 1949 r. Emma).

Choć toalety były na zewnątrz, zadbano o wiele innych wygód dla mieszkańców. A przede wszystkim o to, by osiedle miało swojski, przyjazny charakter.

Stąd wewnątrzosiedlowe ulice przypominały wąskie spacerowe alejki, około 3/4 mieszkańców osiedla miało własne ogrody, między familokami stał dom towarowy, kopalniana gospoda, pralnia i łaźnia.

Był też zakład fryzjerski, sklep z zakąskami i pomieszczenia biblioteki ludowej, a przy każdej ulicy stał tak zwany piekarok - budynek z piecem piekarniczym, w którym gospodynie wypiekały domowej roboty chleb.

- Tu jeszcze budynek stoi, teraz w środku jest garaż - wskazuje ręką Alfred Mokry, emerytowany górnik z Marcela. Choć urodził się i wychował w familoku, kilkadziesiąt lat temu przeniósł się do wygodniejszego mieszkania w nowowybudowanym wtedy bloku na ulicy Solskiego.

Szereg PRL-owskich betonowych prostokątów stoi uliczkę dalej za osiedlem domów z ciemnoczerwonej cegły.

Kiedyś tu się żyło zupełnie inaczej. My spod "13" byliśmy jak jedna wielka rodzina - wspomina Małgorzata Pawliczek. - W dzień praca, wieczorami spotkania na ławce przed domem. Na drodze zawsze wymiecione jak w pokoju było. Każdego tygodnia kto inny miał dyżur i dbał o porządek. Tak samo klatki schodowe sprzątaliśmy. Dzisiaj młodym, którzy tu mieszkają, nie zależy. Każdy po robocie do domu i przed telewizor.

Alfred Mokry pamięta, że wieczorami z sąsiadami siadywał przed familokiem i zaczynało się śpiewanie do wtóru harmonii albo organków.

- A teraz po zmroku lepiej nie wychodzić, bo nie wiadomo, kto się po ulicach wałęsa. Natura w ludziach też już nie ta, teraz im do komputerów, a nie muzykowania - mówi emeryt. - Jak my, starzy, się wytracimy, to już z dawnej tradycji nic nie zostanie - dodaje.

Henryka Pawliczek ma 32 lata, mieszka z mamą i ciocią pod "13".

Jest bibliotekarką, trochę zna historię osiedla, na którym mieszka, ale do szczegółów nie docierała. - Wiem tylko, że z dawnego charakteru familoków nic już nie zostało. No, może te kaflowe piece, których nie daliśmy wymienić i którymi nadal ogrzewamy mieszkanie - śmieje się młoda kobieta.

"Kafloki" mają dla niej nieodparty urok.

- To prawie jak, jakbyśmy mieszkały w prywatnym domku, możemy napalić w piecu, kiedy chcemy, nie musimy czekać, aż odkręcą kaloryfery - dodaje.

Kłopot jest tylko z węglem, który trzeba z piwnicy do mieszkania na piętrze wynosić po stromych schodach w wiadrach.

"13" to najbardziej okazały familok na całym osiedlu. Oprócz mieszkań mieści się tu także miejskie przedszkole.

Właściciel, czyli władze miasta, odnowił dach, właśnie kończy się czyszczenie zabytkowych ceglanych murów. Znów wyglądają jak z początku XX wieku.

- To był zawsze jeden z najładniejszych budynków. Kiedyś mieszkały tu rodziny urzędników z kopalni - opowiada Antoni Świerk, właściciel ładnego, dwupokojowego mieszkanka.

Jego żona, Róża, pochodzi z pobliskich Niedobczyc, on sam, zanim przeprowadził się do Radlina, mieszkał w Bytomiu. "Na familokach" są od 27 lat.

- Takich jak my jest jednak coraz mniej. Dziś na tym górniczym osiedlu mieszkają głównie młode rodziny, które z kopalnią nie mają nic wspólnego. Górniczej tradycji szukać tu ze świecą - dodaje pani Róża.

Ich blok to wyjątek. Większość urokliwych ceglanych murów się sypie, remontu wymaga niemal każdy dach, natychmiast do wymiany jest większość okien. Miejskie inwestycje idą tu bardzo opornie, bo na odnowienie pogórniczej perełki architektonicznej potrzebne są kolosalne pieniądze.

- Chlewiki, gdzie kiedyś hodowaliśmy króliki i kaczki, dziś są wyburzane albo przerobione na garaże. Mało kto już dba o porządek na podwórku. Nikt wieczorami nie wychodzi przed dom, żeby pośpiewać. Ludzie nie są już sobie życzliwi - kiwa głową Róża Świerk.

Na niemiecką modłę

Osiedle w radlinie zwane Kolonią Emma zaczęto wznosić już w 1897 roku. W ciągu kilku lat powstało kilkanaście domów urzędniczych i robotniczych przy ul. Paderewskiego (obecnie Czecha) i Kościuszki (obecnie Pocztowa) oraz Korfantego. Istnieją archiwalne przesłanki, że stara kolonia została zaprojektowana przez wrocławskiego architekta A. Bechera (przypisuje mu się też projekt podobnego osiedla kopalni Rymer w Niedobczycach). Drugi etap rozbudowy osiedla Emma przypada na lata 1910-1913. Powstała wtedy nowa kolonia, której budynki zostały skupione wokół ul. Mielęckiego.

W skład całego zespołu wchodziło 14 domów urzędniczych dla 41 rodzin, 49 domów robotniczych dla 176 rodzin oraz 20 pojedynczych pokoi dla samotnych mężczyzn. W skład koloni wchodziły też trzy domy noclegowe z 740 łóżkami dla zamiejscowych górników. Jeden z nich zachował się przy ul. Mariackiej.

Geneza budownictwa patronackiego na Górnym Śląsku wiąże się z rozwojem przemysłu na tym terenie powodującego konieczność zatrudniania w zakładach pracy dużej liczby robotników i zapewnienia im odpowiednich warunków socjalnych.




Mirosława Książek - POLSKA Dziennik Zachodni

http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/w ... 99589.html



Wit - Pon Paź 13, 2008 9:50 pm


Radlin: Ulga pomoże zaradnym
10.10.2008
Każdy, kto w Radlinie wybuduje nowy obiekt, przeznaczony pod działalność gospodarczą lub rozbuduje już istniejącą firmę, będzie mógł liczyć na ulgę w podatku od nieruchomości. Miejscowi urzędnicy pracują już nad uchwałą zwalniającą przedsiębiorczych mieszkańców z tej opłaty.

Musimy zrobić coś, by zachęcać właścicieli nawet małych firm do rozwoju. W okolicznych miastach obowiązują już takie ulgi. Nie chcemy, żeby nasi przedsiębiorcy budowali siedziby swoich firm w sąsiednich gminach, tylko u nas - wyjaśnia Waldemar Machnik, skarbnik w radlińskim ratuszu.

Na 1741 firm zarejestrowanych w radlińskim wydziale działalności gospodarczej, czynnych jest obecnie niespełna 900. - Przez jedenaście lat, odkąd jesteśmy samodzielnym miastem, wiele firm uległo likwidacji. Tym bardziej zależy nam, by powstawały nowe - mówi Anna Bujak, naczelnik wydziału działalności gospodarczej.

Nad projektem urzędnicy pracują od blisko dwóch miesięcy. Konsultowali się z Forum Firm Miasta Radlin i indywidualnymi przedsiębiorcami. - Kilka ich sugestii wzięliśmy pod uwagę, inne musieliśmy odrzucić. Nasza uchwała powinna jednak być bardzo pozytywnie odebrana - mówi Machnik.

Nowe przepisy przewidują, że na stuprocentową ulgę z podatku od nieruchomości mogą liczyć ci, którzy rozbudowują już istniejące obiekty albo budują całkiem nowe i przeznaczą je pod działalność.

- Początkowo na ulgi mieli się załapać tylko ci drudzy. Doszliśmy jednak do wniosku, że osoby, które prowadzą działalność na przykład przy własnym domu, też powinny być promowane przy rozwijaniu firmy - dodaje skarbnik.

Z podatku od nowych obiektów inwestorzy będą zwolnieni na okres trzech lat. Inicjatywie przyklaskują radlińscy przedsiębiorcy. - To duża szansa zwłaszcza dla tych, którzy chcą się rozwijać. Obecnie za metr kwadratowy nieruchomości przeznaczonej pod działalność płacimy ponad 17 złotych. Zwolnienie z tego podatku może przyciągnąć wielu nowych inwestorów, ludzie będą może częściej chcieli próbować pracy na własny rachunek - ocenia Dariusz Mika, właściciel pizzerii w Radlinie.

Przepis czeka jeszcze tylko na pozytywną opinię Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Potem projekt uchwały trafi pod głosowanie rady miasta.

- Będziemy chcieli przedstawić projekt uchwały na najbliższej, listopadowej sesji. Na tym samym posiedzeniu, na którym będą też podejmowane decyzje w sprawie przyszłorocznych stawek podatkowych - mówi sekretarz radlińskiego urzędu, Piotr Absalom.

Nowe przepisy mogą zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2009.

Urzędnicy wyliczyli, że rocznie z tytułu ulgi w podatku od nieruchomości do budżetu nie wpłynie od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. - To nie są ogromne koszty, biorąc pod uwagę korzyści, jakie możemy osiągnąć. Pobudzimy życie gospodarcze w mieście, powstaną być może nowe firmy, a co za tym idzie i miejsca pracy. Z tych zaś odprowadzane są różne podatki, które poprzez budżet centralny w części do nas wrócą. Na dobrą sprawę odzyskamy więc sporą część tych pieniędzy - mówi Waldemar Machnik.

Wystarczy uchwała

Każda gmina może w ramach pomocy regionalnej zwolnić przedsiębiorcę z podatku od nieruchomości.

Wystarczy w tym celu podjęcie uchwały na podstawie art. 7 ust. 3 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych. Uchwała powinna określać tryb i formę zgłaszania przez przedsiębiorcę zamiaru korzystania z pomocy, jak również termin zakończenia nowej inwestycji lub utworzenia miejsc pracy. Po wejściu uchwały w życie, lecz jeszcze przed rozpoczęciem realizacji inwestycji, przedsiębiorca powinien zgłosić do gminy, że zamierza skorzystać z pomocy i od tego momentu nabędzie do niej prawo.

Mirosława Książek - POLSKA Dziennik Zachodni

http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/w ... 07456.html

Pszów: Zburzą dyskotekę
dziś
Szpecący Rynek Pszowa budynek byłej dyskoteki Mega Astra zostanie wyburzony. Mimo wielu koncepcji zagospodarowania tego terenu, obiekt znajduje się w tak fatalnym stanie, że jego dalsze istnienie zagraża bezpieczeństwu przechodniów. Władze miasta zdecydowały więc o jego rozbiórce.

- Przygotowujemy przetarg na wyburzenie budynku. Powinien zniknąć z powierzchni ziemi jeszcze w tym roku, być może już w listopadzie - mówi Marek Hawel, burmistrz Pszowa.

Dyskoteka została zamknięta sześć lat temu. Choć obiekt był bardzo popularny wśród młodzieży z całego powiatu, władze, po protestach mieszkańców nie zgodziły się na kontynuację w nim "rozrywkowej" działalności. Pszowianie mieszkający w pobliżu narzekali na uciążliwe towarzystwo, zwracali też uwagę, że hałaśliwa dyskoteka znajduje się zbyt blisko bazyliki Matki Boskiej Uśmiechniętej, będącej sanktuarium Maryjnym znanym na całym Śląsku.

Od czasu zamknięcia lokalu, budynek stoi pusty i niszczeje. Choć to mienie komunalne, urzędnicy nie zdecydowali się na remont.

- Nie byłby on opłacalny. Obiekt jest naprawdę w fatalnym stanie technicznym. Grunt pod nim jest wart więcej niż same mury - podkreślał wielokrotnie burmistrz.

Pomysłów na zagospodarowanie placu w samym centrum miasta było już wiele. Urzędnicy szukali prywatnych inwestorów z dużą kasą, którzy wybudowaliby tam centrum usługowo-handlowe w ramach tak zwanego partnerstwa publiczno-prywatnego. Miasto dałoby grunt, a prywatny inwestor wybudowałby trzypiętrowy gmach, w którym jedno piętro byłoby przeznaczone na nową siedzibę urzędu miasta. Ratusz dzierżawiłby pomieszczenia za około 100-200 tysięcy złotych rocznie. - Byłoby to więc takie budowanie nowego urzędu na raty - mówi Hawel. - W starym budynku ratusza ledwo się mieścimy, przydałyby się nowe biura, a dyskoteka stoi w bardzo reprezentacyjnym miejscu - mówi Hawel.

Rozmowy na ten temat były już mocno zaawansowane. Okazało się jednak, że konsorcjum firm, które wygrało przetarg na zagospodarowanie terenu, ma problemy ze zdobyciem wymaganego zabezpieczenia finansowego. Miasto musiało unieważnić przetarg. W tej sytuacji po zburzeniu budynku miasto zainwestuje najprawdopodobniej w wybudowanie na placu parkingu i alejek spacerowych.

Mirosława Książek - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/908733.html
.....................
Mega Astra w Pszowie...nigdy nie byłem ale znane miejsce na imprezowej mapie Ślaska w latach 90-tych



Wit - Pią Lis 28, 2008 10:25 pm


Rydułtowy: Nowa hałda
21.11.2008
Na Barbórkę na rydułtowskiej hałdzie, która jest najwyższym górniczym stożkiem w Europie, pojawi się potężny napis "Szarlota". Dwudziestometrowe litery, które złożą się na imię hałdy, zamontuje kopalnia KWK Rydułtowy-Anna. - To wspólny pomysł kopalni i władz miasta. Zależało nam, by jakoś dodatkowo wypromować hałdę lub ją oświetlić. Napis rodem z Hollywood będzie jak znalazł - mówi Krzysztof Jędrośka, sekretarz urzędu miasta.

Być może napis uda się podświetlić. Projekt przygotowują władze kopalni. Chcą skierować na litery reflektor zamontowany na szybie Leon 4. Litery, pokryte będą specjalną odblaskową farbą. Napis ma być najlepiej widoczny z ul. Raciborskiej i Bohaterów Warszawy. MIR

- POLSKA Dziennik Zachodni

http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/w ... 24632.html
.................
Heh...oby tylko nie oszpecili tym hałdy



Wit - Śro Gru 03, 2008 11:50 pm


Rydułtowy niczym Hollywood dzięki hałdzie
wczoraj
Ponad 2,5-metrowej wysokości litery ustawione w pobliżu czubka hałdy, składające się na wyraz Szarlota, witają wszystkich wjeżdżających do Rydułtów. 20-metrowy napis to wspólna akcja kopalni Rydułtowy-Anna i miejscowego ratusza.

- Ale czad. Nasze Rydułtowy będą teraz porównywane z Hollywood. Chyba nigdzie indziej w żadnym mieście nie ma podobnej atrakcji. Teraz w zimie, gdy hałdy nie zakrywają liście drzew, napis widać kapitalnie - nie kryje entuzjazmu Agnieszka Pełka, młoda mieszkanka Rydułtów.

- To świetna promocja miasta, za co bardzo dziękujemy władzom kopalni. Jeżeli kiedyś zgubicie się w szerokim świecie, poszukajcie hałdy z napisem Szarlota. To będzie znak, że jesteście w Polsce, w Rydułtowach - śmieje się Krzysztof Jędrośka, sekretarz urzędu miasta.

Prawie dwa razy wyższe od człowieka litery zostały zamontowane w zeszły piątek na wschodniej części hałdy, w okolicach tak zwanego zwału płaskiego. Widać je najlepiej od strony centrum miasta. Napis ma być w przyszłości także podświetlany nocą. - Najpierw był pomysł, aby hałdę podświetlić tradycyjnie, ale trzeba by było wybudować nową linię energetyczną, co byłoby bardzo kosztowne. Poza tym dyrekcja kopalni obawiała się amatorów wszystkiego, co metalowe - mówią w urzędzie.

Wymyślono więc inny sposób: napis ma być podświetlany przez reflektor zamontowany na budowanym szybie Leon IV. Litery, pokryte specjalną odblaskową farbą, będą świetnie widoczne także w nocy. Rydułtowska "góra" to największa w Europie hałda stożkowa. Widać ją ze wszystkich wzniesień w regionie. Jest widoczna nawet w Czechach. Oficjalnie podaje się, że ma wysokość 120 metrów, ale w niektórych źródłach mówi się o 134 metrach. Hałda zajmuje 37 hektarów powierzchni.

W zeszłym roku władze miasta ogłosiły konkurs na nazwę dla tej atrakcji turystycznej. Mieszkańcy nadesłali kilkadziesiąt propozycji, spośród których wybrano Szarlotę - pomysł Mariusza Urbasika, który nawiązał do historycznej nazwy pierwszej rydułtowskiej kopalni - Charlotte.

Mirosława Książek - POLSKA Dziennik Zachodni

http://slask.naszemiasto.pl/wydarzenia/930334.html
.............
fota ze strony UM w Rydułtowach





Wit - Pon Gru 15, 2008 5:37 pm
Hollywood w Rydułtowach. No, prawie Hollywood
Tomasz Głogowski2008-12-15, ostatnia aktualizacja 2008-12-15 12:10



Na hałdzie w Rydułtowach pojawił się napis rodem z Hollywood. Ogromne podświetlane litery nieprzypadkowo układają się w imię Szarlota, bo tak nazywa się od niedawna ten największy w Europie stożek.

Słynny napis "Hollywood" na szczycie góry Lee w Los Angeles widoczny jest nawet z kosmosu. "Szarlocie" do takiej promocji trochę brakuje, ale hałda ma stać się atrakcją turystyczną gminy. Wjeżdżając do miasta, trudno bowiem nie zauważyć 2,5-metrowych liter pomalowanych odblaskową farbą. - To dla nas świetna reklama. Nie dość, że nie wstydzimy się naszej hałdy, to jeszcze jesteśmy z niej dumni - mówi Kornelia Newy, burmistrz Rydułtów, i dodaje, że hałda jest doskonale widoczna nawet w Czechach.

Podświetlony napis na hałdzie to wspólna akcja magistratu i miejscowej kopalni Anna-Rydułtowy. Zaczęło się rok temu, gdy miasto ogłosiło konkurs na nazwę hałdy. Trzeba wiedzieć, że to największy w Europie stożek, mierzący aż 120 m (niektórzy podają, że 134 m). Organizatorzy konkursu od razu zastrzegli, że nazwa musi być poważna i monumentalna, bo w przyszłości hałda stanie się oficjalnym logo i znakiem rozpoznawczym Rydułtów.

Spośród kilkudziesięciu propozycji, nie zawsze poważnych, wybrano pomysł Mariusza Urbasika, który nawiązał do historycznej nazwy pierwszej rydułtowskiej kopalni Charlotte.

Początkowo planowano też podświetlenie całej hałdy, ale to wymagałoby budowy nowej linii energetycznej. Na taki wydatek nie było już jednak stać ani kopalni, ani magistratu. Ostatecznie Piotr Bulenda, główny inżynier kopalni, wymyślił, by ustawić osadzony na fundamentach 20-metrowy napis. Podświetlona przez reflektor z szybu Leon 4 "Szarlota" pierwszy raz rozbłysnęła na Barbórkę.





Wit - Sob Sty 31, 2009 2:31 pm


Pszów: Parking zamiast biurowca
23.01.2009

W centrum miasta, w miejscu budynku, w którym mieściła się ostatnio dyskoteka jest teraz pusty plac. Zakończyły się właśnie prace rozbiórkowe przy obiekcie, który od kilku lat nie mógł się doczekać inwestora. Teren zostanie wyrównany i na razie będzie przeznaczony na parking.

Władze wiązały z tym miejscem ambitne plany,ale spaliły one na panewce. Od początku 2008 r. burmistrz Marek Hawel próbował zainteresować działką inwestorów. W ramach partnerstwa publiczno-prywatnego chciał, by jakaś firma wybudowała nowoczesny biurowiec, w którym na parterze byłyby sklepy, a część piętra wynajmowałby urząd na swoje biura. Niestety, konsorcjum, które wygrało przetarg, miało problemy ze zdobyciem zabezpieczenia finansowego i przetarg trzeba było unieważnić.

Zdaniem Hawla, nie wszystko jest jeszcze stracone. - Nadal jesteśmy właścicielem atrakcyjnego terenu. Jego wartość jest wyższa, niż zburzonego obiektu - przekonuje. Dyskotekę trzeba było rozebrać, bo stan techniczny budynku zagrażał przechodniom.

MIR - POLSKA Dziennik Zachodni

http://wodzislawslaski.naszemiasto.pl/w ... 51009.html



Maverick - Pon Mar 23, 2009 7:43 am
Witam.
Jak widzę został tutaj poruszany temat hałda w Rydułtowach.
Osobiście jako eksplorator (poszukiwacz) mykam po takich obiektach i nie tylko jak w dzień tak i w nocy co daje niesamowitą frajdę.
Oczywiście jeśli się wybierasz na taką wycieczkę to musisz być bardzo ostrożny a szczególnie w nocy,dlatego że:czyhają osuwiska,paleniska,gazy i podobne niespodzianki.
Jak to wygląda w realiach,hmm to trzeba samemu zobaczyć
Jak wiadomo nie każdy może więc przytoczę tutaj kilkanaście fotografii z scenerii hałdy w Rydułtowach.

W dzień:











Nocne:











Jeśli będą chętni by jeszcze coś pokazać a administracja forum nie będzie mieć nic przeciwko temu,to wam coś wrzucę.



Wit - Pon Mar 23, 2009 5:01 pm
Witamy, bardzo fajne fotki
Oczywiście prosimy o więcej ciekawostek, może jakieś industriale właśnie z Twoich okolic



Maverick - Pon Mar 23, 2009 6:08 pm
To jeszcze parę fotek













I ja po prawej



Ok.będę wam coś wrzucał ciekawego.



Wit - Pią Lis 05, 2010 8:55 pm
Żyją w cieniu Szarloty
Aldona Minorczyk-Cichy
Dzisiaj 13:53:16 , Aktualizacja dzisiaj 14:08:44

Lata przemijają, ludzie odchodzą z tego świata, a ona stoi, rośnie i pięknieje. O hałdzie, która nieoczekiwanie staje się dumą mieszkańców Rydułtów

Krysia Garbas popijając w swoim pokoju poranną kawę patrzy z okna na hałdę Szarlotę, symbol Rydułtów. Lata przemijają, ludzie odchodzą z tego świata, a ona stoi, rośnie i pięknieje. Kilka lat temu zamontowali na niej podświetlany napis, zupełnie jak na wzgórzu w Hollywood. Tylko Roberta de Niro nie widać, no i Steven Spielberg też się na hałdę jakoś nie kwapi. Ale rydułtowianie nie tracą nadziei i na punkcie hałdy mają prawdziwego hopla. Zrobili z niej symbol miasta. Bo jak się nie ma czym pochwalić, to trzeba się chwalić tym, co się ma.

Gdzie nie spojrzysz, tam ją widać

Tu już jeden film był kręcony. Bogusław Porwoł robił na hałdzie swoje "Rydwany węgla". Pokazał historię kopalni Rydułtowy-Anna, jedynej naszej żywicielki. Zaczątki Hollywood już mamy - wspomina Krysia Garbas, społecznica i członkini Towarzystwa Miłośników Rydułtów. W ręce ściska książkę "Urok Szarloty" miejscowego pisarza i piewcy Śląska Jerzego Buczyńskiego.
Jej całe życie związane jest z hałdą. Tak jak i innych w Rydułtowach. Szarlota jest taka wielka, że gdzie się nie obrócisz, to ją zobaczysz. Widać ją z Orlovej w Czechach i z Opolszczyzny. Co do jej wysokości trwają gorące spory. Według jednych ma 120 metrów, według innych aż 134, czyli jak ktoś skrupulatnie wyliczył - jest zaledwie o 13 metrów niższa od egipskiej piramidy Cheopsa. No i podobno jest najwyższą hałdą stożkową w Europie.
- Ja ją wolę od tej w Egipcie, bo jest nasza i cudna bez względu na porę roku. Ptaszki tam się masowo osiedlają. Jedna strona już zupełnie zarosła. Z drugiej ciągle kopalnia prowadzi prace - podkreśla pani Krysia.

Zachwyca się Szarlotą w dzień, podziwia ją nocą. I nie tylko ona. W internecie aż roi się od zdjęć hałdy, widoków z jej szczytu.
- Jeśli kiedyś zgubicie się w szerokim świecie, poszukajcie hałdy z napisem Szarlota. To będzie znak, że jesteście w Polsce, w Rydułtowach - żartuje Krzysztof Jędrośka, sekretarz gminy, orędownik zrobienia symbolu z Szarloty.
W 2007 roku władze gminy doszły do wniosku, że nie mają zbyt wielu zabytków, co utrudnia promocję. Postawiono więc na górującą nad okolicą hałdę.
- W okolicach Barbórki ogłosiliśmy konkurs na jej nazwę. Nie spodziewaliśmy się jakiegoś większego zainteresowania, a tu stał się cud. Najpierw o konkursie napisały lokalne media, potem "Dziennik Zachodni". Następnie przyjechała telewizja. Za nią - druga. Puścili materiał o nas na ogólnopolskiej antenie i... się zaczęło - mówi Jędrośka.

Świeci jak w Hollywood

Propozycje na nazwę nadchodziły z całego kraju. Kilka było też z zagranicy. Wybrano pomysł Mariusza Urbasika z Rydułtów, bo wymyślona przez niego Szarlota nawiązywała do historycznej nazwy pierwszej kopalni Charlotte. - Tę niemiecką nazwę też proponowano, ale niepolityczna była. Jak to tak polską hałdę po niemiecku nazywać? A "Szarlota" wszystkich pogodziła - mówi sekretarz.
Rok później postanowiono na hałdzie umieścić nazwę i dodatkowo podświetlić ją po zmroku. Przypadkiem wyszło jak na wzgórzu hollywoodzkim w Los Angeles. Każda z liter ma 2,5 metra wysokości. Cały napis ma 20 metrów szerokości. Z wielu kilometrów wita wszystkich wjeżdżających do Rydułtów. I o dziwo, wbrew obawom dyrekcji kopalni, nie zainteresowali się nim zbieracze złomu. A może jako lokalni patrioci tak po ludzku się zachwycili?
- Największy kłopot był z odpowiednim podświetleniem napisu. Najpierw chciano reflektory umieścić na szybie Leon IV. Dopiero inżynier Bulenda problem rozwiązał i oświetlenie ulokował na stoku hałdy. Tylko pracownicy narzekają, że co jakiś czas muszą się tam wspiąć, by wymienić żarówki - opowiada Jędrośka.

Wyzwanie dla prawdziwych facetów

Gmina z Szarlotą wiąże poważne plany, ale możliwości póki co ma ograniczone. Dopóki kopalnia fedruje, do hałdy będzie mocno ograniczony dostęp. Na dodatek jeszcze zupełnie nie wygasła. Są miejsca, gdzie się pali. Wejście na nią grozi też osunięciami. Zanim zostanie przywrócona miejscowej społeczności - miną długie lata. - Poczekamy. Jak nie my, to nasze prawnuki będą z niej miały pociechę - mówi z nadzieją w głosie Krysia Garbas.
A sekretarz dodaje, że Szarlota jest tak atrakcyjna, że mieli próbę jej zawłaszczenia:
- Izba Przemysłowo-Handlowa Rybnickiego Okręgu Przemysłowego ustanowiła nagrodę - Piramidę Wiedzy, Fachowości i Przyjaźni "Ślonsko Hołda". Statuetka - wypisz wymaluj nasza Szarlota! Ale my się nie gniewamy i chętnie naszym symbolem się dzielimy. Niech wszystkim służy - żartuje Jędrośka.
Gmina nazwy Szarlota i jej wizerunku nie ma zamiaru zastrzegać. A ostatnio zgłosiła hałdę, tunel kolejowy i Izbę Pamięci w budynku wagi drobnicowej przy kopalni Rydułtowy-Anna do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego.
- Tu pojawił się problem, bo Szarlota jest na terenie kopalni i nie ma do niej swobodnego dostępu. Dyrektor kopalni tylko kilka razy w roku zgadza się na zorganizowanie tam wycieczki. Ale robimy co w naszej mocy, by obiekt udostępnić - mówi sekretarz Jędroska.
Ludzie na hałdę i tak wchodzą nielegalnie. Widoki, jakie się z niej roztaczają zapierają dech w piersi. Krysia Garbas wspięła się na nią po raz pierwszy w życiu z fotoreporterem "DZ" Arkiem Golą. I jest zachwycona.
- Zawsze ją z dołu tylko podziwiałam, a tam z góry takie widoki, że do końca życia nie zapomnę - mówi.

Chętnych do przemykania się na hałdę przez parkingi pełne tirów jest wielu. W lutym pojawiła się tam grupa narciarzy. Swoje wrażenia z dwukrotnego zjazdu ze zbocza Szarloty opisali na skiforum.pl: "Zjazd z Szarloty jest dużym przeżyciem metafizyczno-estetycznym i zgodnie uważamy, że każdy pełnokrwisty śląski chop powinien go zakosztować". W tym roku wybiera się tam kolejna ekipa, która w sezonie zimowym 2011 chce zdobyć Koronę Śląskich Hałd. To Silesian Winter Hardcore Expedition 2011. Ma się zacząć od zdobycia Szarloty. Następne w kolejce są m.in. hałda "Skalny" w Łaziskach, "Red Rock" w Tarnowskich Górach, Murcki i Kostuchna w Katowicach, świętochłowicka "Ajska", Pochwacie w Jastrzębiu-Zdroju i "Kościelniok" w Krzyżowicach.









http://rybnik.naszemiasto.pl/artykul/64 ... ,id,t.html