ďťż
 
[Śląskie] Spółdzielnie mieszkaniowe, problemy lokatorów etc





Henryk - Nie Wrz 23, 2007 2:39 pm
Witam.
Zapraszam do dyskusji na temat: Wspólnoty mieszkaniowe, czy małe i autentyczne spółdzielnie. Co jest lepsze? :-)

Przedstawiam różnice wspólnota/spółdzielnia.

Wspólnota mieszkaniowa.

Ogół właścicieli, których lokale wchodzą w skład określonej nieruchomości, tworzy wspólnotę mieszkaniową. Wspólnota mieszkaniowa może nabywać prawa i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozwana.

Spółdzielnia mieszkaniowa.

Spółdzielnia jest dobrowolnym zrzeszeniem nieograniczonej liczby osób, o zmiennym składzie osobowym i zmiennym funduszu udziałowym, które w interesie swoich członków prowadzi wspólną działalność gospodarczą.
Spółdzielnia może prowadzić działalność społeczną i oświatowo-kulturalną na rzecz swoich członków i ich środowiska.

Prawa własności.

a) Wspólnota:
- prawo odrębnej własności lokalu.

b) Spółdzielnia:
- spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu
- spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu
- prawo odrębnej własności lokalu.

Organa statutowe.

a) Wspólnota:
- zebranie właścicieli
- zarząd

b) Spółdzielnia:
- walne zgromadzenie
- rada nadzorcza (może zostać zastąpiona komisją rewizyjną)
- zarząd

Uczestnictwo członków w zebraniu/zgromadzeniu i podejmowanie uchwał.

a) Wspólnota:
1. Uchwały właścicieli lokali są podejmowane bądź na zebraniu, bądź w drodze indywidualnego zbierania głosów przez zarząd; uchwała może być wynikiem głosów
oddanych częściowo na zebraniu, częściowo w drodze indywidualnego ich zbierania.
2. Uchwały zapadają większością głosów właścicieli lokali, liczoną według wielkości
udziałów, chyba że w umowie lub w uchwale podjętej w tym trybie postanowiono,
że w określonej sprawie na każdego właściciela przypada jeden głos.
3. Jeżeli suma udziałów w nieruchomości wspólnej nie jest równa 1 albo większość
udziałów należy do jednego właściciela bądź gdy obydwa te warunki spełnione
są łącznie, głosowanie według zasady, że na każdego właściciela przypada jeden
głos, wprowadza się na każde żądanie właścicieli lokali posiadających łącznie co najmniej 1/5 udziałów w nieruchomości wspólnej.
4. O treści uchwały, która została podjęta z udziałem głosów zebranych indywidualnie, każdy właściciel lokalu powinien zostać powiadomiony na piśmie.

b) Spółdzielnia:
1. Walne zgromadzenie może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem obrad podanych do wiadomości członków w terminach i w sposób określonych w statucie.
2. Uchwały podejmowane są zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy uprawnionych do głosowania, chyba że ustawa lub statut stanowią inaczej.
3. Z obrad walnego zgromadzenia sporządza się protokół, który powinien być podpisany przez przewodniczącego walnego zgromadzenia oraz przez inne osoby wskazane w statucie.
4. Protokoły są jawne dla członków spółdzielni, przedstawicieli związku rewizyjnego, w którym spółdzielnia jest zrzeszona, oraz dla Krajowej Rady Spółdzielczej.
5. Protokoły przechowuje zarząd spółdzielni co najmniej przez dziesięć lat, o ile przepisy w sprawie przechowywania akt nie przewidują terminu dłuższego.
6. Członek może brać udział w walnym zgromadzeniu tylko osobiście, chyba że ustawa stanowi inaczej. Osoby prawne będące członkami spółdzielni biorą udział w walnym zgromadzeniu przez ustanowionego w tym celu pełnomocnika. Pełnomocnik nie może zastępować więcej niż jednego członka.
7. Członek ma prawo korzystania na własny koszt z pomocy prawnej lub pomocy eksperta. Osoby, z których pomocy korzysta członek nie są uprawnione do zabierania głosu.
8. Każdy członek ma jeden głos bez względu na ilość posiadanych udziałów. Statut spółdzielni, której członkami mogą być wyłącznie osoby prawne, może określać inną zasadę ustalania liczby głosów przysługujących członkom.

Odpowiedzialność.

a) Wspólnota:
Za zobowiązania dotyczące nieruchomości wspólnej odpowiada wspólnota mieszkaniowa bez ograniczeń, a każdy właściciel lokalu - w części odpowiadającej jego udziałowi w tej nieruchomości.

b) Spółdzielnia:
1. Spółdzielnia odpowiada za swoje zobowiązania całym majątkiem.
2. Członek spółdzielni nie odpowiada wobec wierzycieli spółdzielni za jej zobowiązania.
3. Członek spółdzielni uczestniczy w pokrywaniu jej strat do wysokości zadeklarowanych udziałów.

Powstawanie (tworzenie).

Wspólnoty powstają z mocy prawa (przymusowo), a spółdzielnię mieszkaniową zakłada się dobrowolnie. W zasobach komunalnych wspólnota powstawała, gdy chociaż jeden lokal został wyodrębniony. Na analogicznej zasadzie powstaje wspólnota w zasobach spółdzielczych, gdzie wspólnotę tworzą: spółdzielnia i właściciele lokali wyodrębionych, którzy zrezygnowali z przynależności do spółdzielni.

Status prawny.

Wspólnota nie ma osobowości prawnej, natomiast spółdzielnia posiada osobowość prawną.

Spółdzielnię "zwykłą" od autentycznej można poznać po jej statucie, to tak ogólnie. W autentycznej spółdzielni - tak prawie jak w wspólnocie - wszystkie decyzje podejmuje walne zgromadzenie członków, zarząd zajmuje się bieżącymi sprawami, a rola rady nadzorczej ogranicza się tylko do czynności czysto rewizyjnych.

_______________

Oto co pisał ojciec spółdzielczości polskiej Edward Abramowski:

A więc przede wszystkim, władza prawodawcza stowarzyszeń należy do ogółu członków, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Tylko uchwały zgromadzenia ogólnego, przyjęte większością głosów, mają moc obowiązująca dla stowarzyszenia. Uchwały te są w ciągłej zależności od woli swych twórców i jeżeli, po pewnym czasie okażą się niedogodne, zgromadzenie następne może je usunąć i zastąpić innymi. W tworzeniu uchwał, ich doskonaleniu i krytyce mogą brać udział wszyscy członkowie. Prawo inicjatywy prywatnej jest tutaj nieograniczone: każde uzdolnienie i energia osobista, każda idea w czyimś umyśle wyrosła i rozwinięta, może znaleźć dla siebie odpowiednie pole twórczości i mocą przekonywania wejść w życie stowarzyszeń. Prawodawstwo, jeśli można ten termin państwowy zastosować do zrzeszeń wolnych, jest tutaj w ciągłej styczności i w ciągłym uzależnieniu od potrzeb i od przekonań tego ogółu, dla którego powstaje i działa.

Władza wykonawcza, tj. zarząd i administracja stowarzyszenia, jest wybierana przez zgromadzenia ogólne na czas ograniczony i zostaje pod dwojaką kontrolą stowarzyszenia; pod kontrolą zgromadzenia ogólnego, któremu musi przedstawiać szczegółowe sprawozdanie ze swej działalności, oraz pod kontrolą komisji, wybranej w tym celu przez zgromadzenie. Rola zarządu jest zazwyczaj ograniczona do wykonywania i tych zadań, które stanowią stałą funkcję stowarzyszenia. O ile by zaś stowarzyszenie przekonało się, że wykonywanie to nie zgadza się z duchem jego uchwał i dążeń, może w każdej chwili poddać je surowej krytyce i zmienić skład zarządu.
_______________

Zachęcam użytkowników tego forum do aktywnej dyskusji na powyższy temat.

Pozdrawiam serdecznie,

Henryk Mościbrodzki
sygnatariusz POWNAS
Skype: spl908455




Wit - Pon Mar 02, 2009 12:19 am
czynsze, spółdzielnie, ceny prądu czy wody, czyli codzienne uroki życia na naszych osiedlach:



Sprzedani z lokalami
13.02.2009
Lokatorzy mieszkań zakładowych Zakładów Metalurgicznych Silesia SA zostali sprzedani wraz ze swoimi mieszkaniami.

Sprawa dotyczy 900 rodzin i 50 budynków w Wełnowcu, które własnymi rękami i za własne pieniądze stawiali pracownicy zakładów. Dziś nie mogą wykupić mieszkań i zmuszeni są płacić horrendalne czynsze. Walczą o sprawiedliwość w sądach. Jednak w tym tygodniu pierwsze powództwa w tej sprawie zostały przez sąd oddalone. W zeszłym tygodniu w salce parafialnej w kościele w Józefowcu mieszkańcy spotkali się z Januszem Tarasiewiczem, śląskim pełnomocnikiem Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców oraz posłem PiS Adamem Gawędą. - Sygnały o takich samych problemach docierają do mnie z różnych stron kraju. Problem lokatorów mieszkań zakładowych, którzy zostali pominięci w procesie prywatyzacji, jest masowy - przyznaje Tarasiewicz i obiecuje interwencje na szczeblach ministerialnych. Właśnie otrzymał protokół katowickiej delegatury NIK o wynikach kontroli zbywania mieszkań zakładowych w latach 2004-2006 przez spółki handlowe, w których Skarb Państwa jest podmiotem dominującym. Skontrolowano 17 spółek, w tym dwie w Katowicach. Stwierdzone nieprawidłowości dotyczyły m.in. naliczania obniżek ceny sprzedaży mieszkań w nieprawidłowej wysokości.

W 1996 roku Zakłady Metalurgiczne Silesia w ramach komercjalizacji przekształciły się w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa ZM Silesia SA. Rok później spółka się sprywatyzowała. Grupa Impexmetal SA nabyła większość jej akcji i utworzyła Spółkę Mieszkaniową Dom, która zajęła się administrowaniem budynków.

- W tym czasie nikt nie złożył nam propozycji kupna mieszkań - mówi Wiesława Jaworska, przedstawicielka protestujących.

Tadeusz Labiak o wykup zaczął się starać jeszcze przed prywatyzacją.

- Pisałem pisma i dostawałem różne pokrętne wypowiedzi - wspomina. W ZM Silesia przepracował 20 lat. Pamięta, że ten, kto chciał dostać mieszkanie, musiał sto godzin pracować przy budowie domów. - A teraz nikt nie chce z nami rozmawiać, tylko pieniędzy na czynsz się domagają - Labiak jest rozgoryczony. - Oczywiście przez te lata za wszystkie remonty, wymiany okien, musieliśmy wykładać z własnej kieszeni. A mieszkają tu głównie emeryci i renciści - dodaje.

Od września za metr kw. nie płaci już 2,30 zł, ale 6, 60 zł czynszu. - Za 37-metrowe mieszkanie, za taką klitkę, płacę prawie 500 zł! Co za złodziejska prywatyzacja! - denerwuje się pan Tadeusz. Sprawę, podobnie jak 200 innych lokatorów, oddał do sądu. Na trzecią rozprawę pójdzie w marcu.

- Będziemy sprzedawać mieszkania, gdy zobowiązani zostaniemy do tego wyrokami sądu - podkreśla Jan Woźniak, członek zarządu ZM Silesia SA. - Te mieszkania nigdy nie były nikomu zaoferowane do sprzedaży. Lokatorzy chcieli je dostać po cenach preferencyjnych, czyli prawie za darmo - tak tłumaczy stanowisko spółki. - A czynsze podnieśliśmy w granicach określonych przez prawo.

W Sądzie Rejonowy Katowice Zachód zostały ogłoszone pierwsze trzy wyroki w sprawach z powództwa lokatorów zasobów mieszkaniowych ZM Silesia SA. Powództwo zostało oddalone w całości. W ocenie sądu ZM Silesia SA, spółka nie jest zobowiązana do sprzedaży mieszkań lokatorom po cenie preferencyjnej na zasadach prawa pierwokupu, ponieważ w okresie w 2001-2005 Skarb Państwa nie był podmiotem dominującym, ani w ZM Silesia SA, ani w Impexmetal SA.

Utrzymywanie mieszkań zakładowych, które były własnością przedsiębiorstw państwowych i spółek należących do Skarbu Państwa po rozpoczęciu transformacji ustrojowej stało się nieopłacalne. Przedsiębiorcy zaczęli je sprzedawać. Przepisy z 2000 roku pozwalały najemcom mieszkań zakładowych na ich wykup na zasadach pierwszeństwa i preferencyjnych.

Jak pokazują interwencje lokatorów mieszkań i kontrola NIK, spółki niechętnie sprzedają lokale na zasadach preferencyjnych, bo przynosi im to straty.

Katarzyna Wolnik - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/960346.html



Wit - Wto Mar 24, 2009 10:33 pm


Dopłaty pomogą ludziom udźwignąć podwyżki ceny wody?
dziś
O tym jak woda może wypłukiwać kieszenie, wiedzą dobrze mieszkańcy śląskich miast. Od kwietnia ceny podnosi Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów, największy dostawca wody w naszym regionie (korzysta z niej 3 mln osób). - Ze względu na niekorzystne uwarunkowania rynkowe, które wpłynęły głównie na wzrost cen energii elektrycznej oraz wzrost kosztów zakupu materiałów niezbędnych do uzdatniania wody, Górnośląskie Przedsiębiorstwo Wodociągów SA w Katowicach jest zmuszone do zmian cen - czytamy w komunikacie katowickich wodociągów.

Stawki wzrosną od 16,5 do ponad 20 proc. Do tej pory woda z GPW kosztowała 1,52 zł za metr sześcienny (cena netto). Teraz będzie to od 1,77 zł za m sześc. do 1,83 zł. I jest to cena hurtowa, co oznacza, że odbiorca końcowy i tak zapłaci więcej. Bo na cenę mają wpływ także inwestycje, a np. w Katowicach i Rudzie Śląskiej otwarto nowe oczyszczalnie ścieków, podpisano też kontrakty na budowę kanalizacji w kolejnych dzielnicach Rudy. Koszt: prawie osiem milionów euro. Część inwestycji sfinansuje wprawdzie unia, ale 35 proc. trzeba wyłożyć z miejskiej kasy.

Jak to będzie wyglądać w praktyce? Np. rudzianie od kwietnia zapłacą prawie 11 zł za kubik wody (1 m sześc.). Do tej pory cena wynosiła 9,13 zł. - Mieszkańcy boją się, że kolejnej podwyżki po prostu już nie udźwigną - mówi Dariusz Potyrała, radny z Rudy Śląskiej, którego klub Lewica i Demokraci zaproponował wprowadzenie dopłat do wody w tym mieście. Pomysł radni rzucili na lutowej sesji, kiedy podejmowano uchwałę w sprawie zatwierdzenia taryfy zbiorowej zaopatrzenia w wodę i zbiorowego odprowadzania ścieków. Prezydent Andrzej Stania go podchwycił i obiecał, że przejrzy miejski budżet i coś wymyśli. - Na razie sprawdzamy, jakich przesunięć w budżecie możemy dokonać. To nie są proste decyzje - przyznaje Stania. Jego zdaniem, dopłaty do wody, wzorem dodatków mieszkaniowych, powinny trafiać wyłącznie do najuboższych mieszkańców. Ale, niestety, zgodnie z prawem tego robić nie można: dopłacać można tylko całej grupie odbiorców. Takie grupy są dwie: to gospodarstwa domowe i pozostali odbiorcy (np. firmy). Jeśli więc do dopłacania dojdzie, mogą na to liczyć najprawdopodobniej tylko rudzkie gospodarstwa domowe. Wstępny projekt uchwały jest już gotowy. Władze miasta muszą określić, ile pieniędzy na dopłaty można przeznaczyć z budżetu, następnie te kwotę trzeba przeliczyć na ilość wody zużywanej przez mieszkańców. Może być potrzebnych nawet kilka milionach złotych. Radni będą o dopłatach dyskutować na najbliższej sesji, 3 kwietnia.

Pomysł z dopłatami nie jest nowy, kilka lat temu "przerabiano" już w Dąbrowie Górniczej. - Problem powstał, gdy zaczęto się zastanawiać, jaki przyjąć kryteria i kto miałaby zajmować się sprawdzaniem dochodów mieszkańców. Stanęło na tym, że od 2004 roku dopłaty obejmują wszystkie gospodarstwa domowe - mówi Mirosław Janicki, zastępca dyrektora Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Dąbrowie Górniczej. W 2009 roku gmina dopłaca w gospodarstwach domowych 10 gr netto do m. sześc. wody i 45 gr netto do ścieków. - Pomniejszone o te kwoty rachunki uiszczają mieszkańcy, resztę, na podstawie umowy z wodociągami, dopłaca miasto - tłumaczy Marcin Bazylak, naczelnik wydziału strategii, promocji i komunikacji społecznej dąbrowskiego magistratu.

Dopłaty stosują też Lędziny (53 gr do kubika wody i 3,21 zł do kubika ścieków, dopłaty obejmują tylko gospodarstwa domowe), Świerklaniec (1,77 zł do kubika wody i 3,55 do ścieków) czy sołectwo Pisarzowice w gminie Wilamowice.- Dopłacamy, by wyrównać ceny w całej gminie. Pozostałym sołectwom wodę dostarczają nasze wodociągi, zaś Pisarzowice mają wodę dostarczaną przez bielską firmę Aqua SA - wyjaśnia Marian Trela, burmistrz Wilamowic.

Bielska Aqua stosuje jednak upusty handlowe dla klientów wskazanych przez gminy. Chodzi o odbiorców o najniższych dochodach. Ci powinni zgłosić się do spółki z zaświadczeniem z MOPS-u. - Spółdzielnie mieszkaniowe same wskazują nam liczbę mieszkańców objętych upustem - mówi Magdalena Kóska ze spółki Aqua SA. Rodziny te płacą za m sześc. wody 1 grosz. Upust dotyczy jednak tylko dwóch kubików na osobę miesięcznie. Za wodę zużytą ponad limit trzeba zapłacić według obowiązujących taryf. W ubiegłym roku z upustów skorzystało ponad 2 tys. rodzin.

Nie ma się co łudzić, że w kolejnych latach taryfy będą stały w miejscu. Podwyżki czekają miasta, które dopiero zaczynają realizacje inwestycji związanych z uporządkowaniem gospodarki wodno-ściekowej. Póki co w najniższe taryfy ma Zabrze, dzięki własnym ujęciom wody i Jastrzębie Zdrój, które wodę sprowadza... z Czech.

Ile płacimy za wodę?

Ceny za 1 m sześc. wody i ścieków brutto:

Jastrzębie Zdrój - 8,10 zł (taryfa obowiązuje do 30 kwietnia 2009)

Gliwice - 8,70 (taryfa do 15 kwietnia, potem wzrośnie do 10,42 zł)

Katowice - 9,86 zł

Dąbrowa Górnicza - 9, 93 zł

Bytom - 10,55 zł

Chorzów - 11,07 zł

Mikołów - 11,77 zł (do 12 czerwca 2009)

Świerklaniec - 12,68 zł

Lędziny - 13,78 zł

Agnieszka Widera - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/977877.html



Wit - Wto Maj 19, 2009 9:30 am
Trrol nie chce sprzedać ludziom mieszkań
Anna Malinowska 2009-05-18, ostatnia aktualizacja 2009-05-18 22:34:50.0



Jedenaście lat temu kopalnia "Siemianowice" przekazała za darmo 50 bloków spółce Trrol. W umowie zastrzeżono, że lokatorzy będą mogli wykupić mieszkania na preferencyjnych warunkach, ale nowy właściciel nie chce się na to zgodzić.

Kopalnia "Siemianowice" już nie istnieje. Niektóre z bloków, które do niej należały, przejęła spółdzielnia mieszkaniowa "Michał". Inne znalazły się w rękach spółki Trrol. Ryszard Skiba z Solidarności KWK "Siemianowice" pamięta na pewno: - Związki nie zgadzały się na przejęcie mieszkań przez Trrola, ale nikt nie brał naszego zdania pod uwagę.

Lokatorzy nie protestowali. Pokazują wywieszkę, która na klatkach schodowych pojawiła się 10 lat temu. Trrol zapewniał, że będą mogli wykupić mieszkania na własność. - Ale kiedy zaczęliśmy dopytywać jak i za ile możemy kupić lokale, odsyłano nas z kwitkiem - żali się Urszula Utikal.

Mieszkańcy, w większości starsi ludzie, emeryci, wspominają czasy, gdy bloki były budowane. - Pieniądze szły na to z naszego funduszu socjalnego. Na każde z mieszkań trzeba było wpłacić kaucję - mówią. Ponad 700 rodzin postanowiło zmusić spółkę Trrol do wywiązania się z obietnicy i złożyło wnioski w sądzie. Nie liczą na wiele.

- Wykup mieszkań zakładowych to dziś prawdziwy problem społeczny. Dla sądu to bardzo skomplikowane sprawy. Przez ostatnie 20 lat stan prawny potwornie się zagmatwał. Co nowa ekipa rządząca to inna koncepcja. Wciąż zresztą brakuje odpowiednich regulacji prawnych - mówi sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik katowickiego sądu okręgowego.

Eugeniusz Olczak, prezes spółki Trrol dziwi się, że ludzie chcą kupować mieszkania. - I co z tego będą mieli? Jedynie to, że mieszkanie można sprzedać. Na razie polityka naszej firmy jest taka, że nie sprzedajemy - mówi.

W rozwiązaniu konfliktu stara się pośredniczyć prezydent Siemianowic, ale jedyne co może zrobić, to naciskać na parlamentarzystów, by w końcu uchwalili ustawę, która uregulowałaby sprawy mieszkań zakładowych. - To wszystko, co możemy zrobić - wzdycha Michał Tabaka, rzecznik siemianowickiego magistratu.




Wit - Śro Sie 12, 2009 3:39 pm


Kryzys? Czynszu nie płacę! 04.08.2009

Coraz więcej lokatorów spółdzielni mieszkaniowych i budynków komunalnych nie płaci czynszu. Straszenia sądem nie traktują poważnie, bo eksmisje to zazwyczaj fikcja, gdyż samorządy nie mają lokali socjalnych.

Według najnowszego raportu Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor, problemy z dłużnikami mają wszystkie spółdzielnie. W 66 proc. z nich zaległości trzymiesięczne ma co dziesiąty najemca. To zaś jest powodem np. przekładania remontów, rezygnacji z zieleni wokół bloków.

- Dla tych notorycznie niepłacących trzeba znaleźć mieszkania socjalne - nie ma wątpliwości Stefan Zajdel z Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. - Nie może być tak, że uczciwi płatnicy utrzymują całą resztę.

Na alarm biją już spółdzielnie mieszkaniowe, a w przyszłym roku ich sytuacja będzie jeszcze gorsza. Już teraz długi byłyby znacznie wyższe, gdyby nie ustawa umożliwiająca wykup mieszkań za przysłowiową złotówkę. Skorzystać z tego przywileju mogą jedynie osoby z czystym kontem. Ustawa obowiązuje do końca tego roku, a już teraz wiadomo, że wiele osób spłaciło długi tylko po to, by wykupić lokal, po czym ponownie się zadłużają.

Do Urszuli Smykowskiej, zastępcy dyrektora w Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w której zadłużenie mieszkańców należy do największych w regionie, wpływają pisma, w których lokatorzy tłumaczą się z długów.

- To nie tylko pisanie o skutkach kryzysu. Lokatorzy informują, że wykupili zagraniczną wycieczkę i zapłacą we wrześniu albo, że mają do spłaty raty za samochód i na czynsz im nie wystarczy - irytuje się Smykowska, która w spółdzielni odpowiada za finanse.

Według Krajowego Rejestru Długów, zadłużenie lokatorów w maju br. wynosiło 1,94 mld zł. Przeciętny dłużnik zalegał ponad 10 tys. złotych.

Spółdzielnie mieszkaniowe już od dawna nie radzą sobie z niepłacącymi lokatorami. Im ich więcej - tym większa bezradność wspólnot. Dłużnicy czują się bezkarni, a płacący lokatorzy wyzyskiwani rosnącymi opłatami, które muszą jakoś rekompensować ubytki w spółdzielczych kasach. Na szczęście spółdzielnie zaczynają inwestować w windykację. Efekty są.

W Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej zadłużenie lokatorów jest na poziomie 10-12 procent. To jedno z wyższych w województwie. W skali kraju to jednak żadna rewelacja. Bywa, że zaległości sięgają aż 25-30 proc. Według danych Krajowego Rejestru Długów, lokator-rekordzista jest winny jednej ze spółdzielni w województwie warmińsko-mazurskim aż 167 tys. zł!

W Beskidzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej zadłużenie czynszowe sięga 7 procent rocznych wpływów.

- Te pieniądze w końcu i tak wpływają. Mamy bardzo dobry dział windykacji. No i górale są najwyraźniej bardziej odpowiedzialni niż mieszkańcy innych rejonów kraju - mówi Henryk Nalepa, prezes spółdzielni z Bielska-Białej. Dodaje, że największe problemy z płatnościami od lokatorów zawsze ma podczas letnich wakacji oraz w grudniu, przed Bożym Narodzeniem - wiadomo lokatorzy wydają wtedy pieniądze na rodzinne uciechy.

W częstochowskiej SM Północ sytuacja w ostatnich latach się poprawiła. Mają tam jedne z najlepszych wyników w regionie. Powód? Katorżnicza praca działu windykacji. Prezes Jan Lemański trzy lata temu postawił na monitorowanie płatności, rozmowy z dłużnikami, szukanie polubownych rozwiązań.

- Z roku na rok długi lokatorów są mniejsze. Obecnie nie przekraczają 6 proc. W końcu za to mi płacą, by spółdzielnia dobrze działała - podkreśla Lemański.

Dodaje, że na 10 tysięcy lokatorów, długi przekraczające 10 tys. złotych ma w jego spółdzielni tylko 6 osób. Wyroki eksmisyjne są dwa.

Właśnie eksmisje spędzają sen z oczu zarządzającym katowicką spółdzielnią. Tam na przymusową wyprowadzkę czeka około stu najemców.

- Samorząd nie ma dla tych osób lokali socjalnych. Nie jesteśmy jednak jako spółdzielnia bezradni. Zażądaliśmy odszkodowań i są nam wypłacane - wyjaśnia Urszula Smykowska, zastępca dyrektora w Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Procedura powinna wyglądać następująco: długi, sprawa sądowa, wyrok o eksmisji, zlecenie jej wykonania komornikowi. Aby jednak do eksmisji mogło dojść, gmina musi mieć wolny lokal socjalny. Samorządy tłumaczą się ich brakiem. Swoje niewielkie zasoby przeznaczają na tzw. nagłe potrzeby: dla pogorzelców, ofiar powodzi, katastrof budowlanych.

W Warszawie na lokale socjalne oczekuje 3000 osób, w Katowicach kilkaset. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, co roku w całym kraju przeprowadza się około 7000 eksmisji.

Niewiele samorządów buduje mieszkania socjalne. Statystycznie w każdej z gmin przybywało rocznie... jedno mieszkanie. Urzędnicy woleli płacić odszkodowania. W Katowicach w kolejce czeka ok. tysiąca osób, większość z wyrokami eksmisyjnymi. Wyjątkiem jest Dąbrowa Górnicza. Do końca roku przybędzie tam 60 lokali, m.in. dzięki dotacji (326 tys. zł z Banku Gospodarstwa Krajowego) na przebudowę budynku przy ul. Łącznej. Dziś miasto ma 535 mieszkań socjalnych.

Jedynym ratunkiem jest skuteczna windykacja. Zrozumiały to nie tylko spółdzielnie mieszkaniowe, ale także zarządzający zasobami komunalnymi. Sosnowiecki Miejski Zakład Zasobów Lokalowych centrum windykacji tworzy właśnie kosztem 2 mln zł. Te pieniądze zostaną wydane na remont pomieszczeń i sprzęt, dzięki któremu łatwiej będzie na bieżąco rejestrować wpłaty i zaległości lokatorów. Zdaniem dyrektora MZZL, Grzegorza Starkowskiego, to jedyny sposób, aby odzyskać ponad 35 mln zł zaległości czynszowych. Jedna trzecia z tej kwoty to długi z ubiegłego roku. Na razie skuteczność windykatorów jest niewielka. Jednym z powodów jest to, że mieszkańcy domów należących do MZZL nie widzą powodu, aby spłacać swoje zobowiązania. Budynki, w których mieszkają, są w kiepskim stanie, nie remontowane od lat.

- Czuję się usprawiedliwiona. Nie pamiętam, kiedy malowano klatkę. Instalacja elektryczna wygląda, jak pajęczyna. Za co mam płacić? - pyta jedna z kobiet.

Zdaniem Henryka Kwiatkowskiego, lokatora z ul. Moniuszki, który bezskutecznie domaga się naprawy dachu, firma powinna się cieszyć, że ktokolwiek płaci za mieszkania. Sosnowiecki radny Arkadiusz Chęciński nazywa sprawę po imieniu: - Zamiast budować mieszkania, remontować stare, wydajemy na biurowce MZZL. Taniej byłoby zatrudnić zewnętrzne firmy.

Jednak zdaniem dyrektora Starkowskiego to niemożliwe, bo wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych, a te są chronione przez przepisy.

Aldona Minorczyk-Cichy - POLSKA Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/1032109.html



Wit - Wto Gru 29, 2009 8:58 pm
W przyszłym roku nasze portfele będą chudsze
Ewa Furtak2009-12-28, ostatnia aktualizacja 2009-12-28 19:43



Podwyżki odczują m.in. właściciele samochodów. Więcej z domowych budżetów będziemy musieli przeznaczyć na rachunki. I lepiej rzucić papierosy, bo zapłacimy za nie jak za zboże.

Ciężkie czasy nadchodzą dla palaczy. W 2010 roku akcyza na papierosy wzrośnie i za paczkę papierosów trzeba będzie zapłacić o kilkadziesiąt groszy drożej. Wzrost cen odczują także właściciele samochodów. Przegłosowana już wyższa opłata paliwowa na olej napędowy oznacza wzrost ceny litra tego paliwa o około 16 gr. Ale to - niestety - tylko część podwyżek. Wzrost cen paliwa oznacza, że więcej zapłacimy za bilety komunikacji miejskiej. KZK GOP planuje, że od marca ceny biletów mają wzrosnąć o około 5,5 proc.

Więcej będzie nas kosztowało utrzymanie mieszkania. Burzliwa dyskusja toczy się wokół cen prądu. Jeszcze we wrześniu przedsiębiorstwa energetyczne złożyły do Urzędu Regulacji Energetyki tzw. wnioski taryfowe. Chcą, żeby cena prądu dla gospodarstw domowych wzrosła nawet do 18 proc. Prezes URE uznał tak wysoki wzrost cen za nieuzasadniony i wezwał przedsiębiorstwa do złożenia korekt. Tuż przed świętami, 23 grudnia, wnioski taryfowe większości przedsiębiorstw zostały zatwierdzone. Za prąd od stycznia u tych dystrybutorów zapłacimy więcej, ale tylko o kilka procent. - Już teraz prąd w Polsce jest wystarczająco drogi. Nie tylko dla odbiorców prywatnych, także dla przedsiębiorców. Rachunki za energię to ogromna część kosztów. Tylko w jednym dużym osiedlowym sklepie płacę rachunki w wysokości kilkunastu tysięcy złotych za dwa miesiące - mówi Roman Matyja, bielski radny i handlowiec.

Mieszkańców Górnego Śląska interesują przede wszystkim stawki Vattenfalla. Na pewno rachunki od tego dystrybutora nie wzrosną od 1 stycznia. Spółka wygrała z URE w sądzie, który uznał, że nie musi zatwierdzać w URE swoich taryf. - Ale co będzie dalej, nie wiadomo - mówi Łukasz Zimnoch, rzecznik spółki.

W wielu miastach regionu wzrosną ceny za wodę i odprowadzanie ścieków. W bielskiej spółce wodociągowej Aqua zapłacimy aż o ponad 5 proc. więcej (zarówno za wodę, jak i za ścieki). Spółka argumentowała, że musi zdobyć pieniądze na rozbudowę kanalizacji. Radni - choć niejednogłośnie i po burzliwej dyskusji - zgodzili się na to. Rachunki za wodę i ścieki wzrosną także w Żywcu - o około 7 proc. Tutaj przyczyną jest również konieczność inwestycji w kanalizację. - Przeznaczyliśmy jednak w budżecie prawie 350 tys. zł na dopłaty dla mieszkańców do rachunków za wodę i ścieki. Jest kryzys, więc dla ludzi liczy się każda złotówka - mówi Antoni Szlagor, burmistrz Żywca.

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35 ... udsze.html
..............

heh...u mnie wczoraj nowy czynsz i podwyżka wywozu śmieci, dziś odczyt ponowny wodomierzy, "bo podwyzka wody" ....watenfala i pegeniga nie wspomnę



Wit - Wto Sty 12, 2010 7:09 pm
Vattenfall nie pieści nas prądem. W lutym podnosi ceny
Tomasz Głogowski2010-01-12, ostatnia aktualizacja 2010-01-12 19:44



Jeżeli masz zmywarkę, płytę elektryczną albo kilka komputerów, podwyżki prądu dotkną cię nieco mniej niż "typowego" odbiorcę, który ma tylko podstawowe urządzenia elektryczne, jak np. lodówka, telewizor, radio. Ale to słabe pocieszenie, bo od 1 lutego za prąd i tak wszyscy zapłacimy więcej. Od 30 zł do 50 zł rocznie.
Jeszcze w lipcu zeszłego roku cieszyliśmy się, bo Vattenfall, największy na Górnym Śląsku dostawca energii elektrycznej, obniżył ceny prądu o 2 proc. Teraz podnosi. Od 1 lutego ceny prądu dla klientów indywidualnych wzrosną średnio o 5 proc. Oznacza to, że typowa rodzina, która zużywa 2 tys. kilowatogodzin energii rocznie, czyli tak naprawdę ma tylko podstawowe urządzenia zasilane prądem, jak np. lodówka, telewizor czy radio, zapłaci co miesiąc o 3,13 zł więcej. Rocznie - razem z opłatami za dystrybucję - daje to o ponad 50 zł więcej.

- Nadal jednak będziemy jednym z trzech najtańszych dostawców energii w kraju - pociesza Grzegorz Lot, dyrektor do spraw sprzedaży i marketingu Vattenfalla.

W nieco lepszej sytuacji niż typowi odbiorcy będą ci, którzy mają w domu więcej urządzeń na prąd, np. zmywarkę, płytę elektryczną czy kilka komputerów. Klienci, którzy zużywają około 5 tys. kilowatogodzin energii rocznie, dostaną rachunki większe o 44 zł.

Najmniej podwyżki dotkną odbiorców, którzy ogrzewają prądem domy lub mieszkania (co najmniej 11 tys. kilowatogodzin zużycia), bo ich rachunki będą wyższe o około 30 zł rocznie. To słabe pocieszenie, biorąc pod uwagę, że duzi odbiorcy indywidualni i tak płacą za energię nie mniej niż 5 tys. zł rocznie.

Paradoksem jest, że choć cena energii spadła o 1,9 proc., w tym roku za prąd zapłacimy więcej. Powodem jest stała miesięczna opłata za tzw. obsługę rozliczenia handlowego, którą wprowadził Vattenfall i będzie nam doliczał do rachunku 4,15 zł. Firma tłumaczy, że musi obowiązkowo kupować coraz więcej droższej energii ze źródeł odnawialnych i gazowych. Dla przykładu ze źródeł "zielonych" musi teraz pochodzić 10,4 proc. energii, podczas gdy rok temu było to tylko 8,7 proc.

To, że ceny energii wzrosną od lutego, nie oznacza, że to już koniec podwyżek w tym roku. Firma tłumaczy, że musi kupować prąd na wolnym rynku, gdzie ceny wciąż się zmieniają. Raz mogą być niższe, raz wyższe, dlatego Vattenfall namawia klientów, by zawierali umowy na czas określony, np. na rok. Będą mieli wtedy gwarancję stałej ceny. Coraz więcej klientów decyduje się na takie rozwiązanie, tak samo jak na nowe formy płacenia za prąd. Zamiast płacić za tzw. prognozowane zużycie, coraz więcej klientów rozlicza się co miesiąc albo dwa za faktyczne zużycie. W takim wypadku wystarczy tylko podać przez telefon albo internet odczyt licznika i dostaniemy rachunek pocztą.

Po raz kolejny Vattenfall nie zgłosił nowych taryf do zatwierdzenia przez Urząd Regulacji Energetyki. Stało się tak, bo w listopadzie zeszłego roku sąd drugiej instancji przyznał firmie rację i uznał, że jest ona zwolniona z tego obowiązku.

http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35 ... dnosi.html