ďťż
 
Spółka Giesche: Katowice są nasze!





Bartek - Pon Wrz 17, 2007 6:52 am
Spółka Giesche: Katowice są nasze!

Piotr Uszok, prezydent Katowic, toczy zacięty bój. Stawka jest ogromna: chodzi w niej o przedwojenne zobowiązania, niewyobrażalne pieniądze i jedną trzecią miasta!

Grudzień 2006 roku, otwarcie tunelu pod katowickim rondem. Do prezydenta Uszoka podchodzi mężczyzna i pyta: - Kiedy dostaniemy te nieruchomości z Giszowca? Prezydent nie wie, o co chodzi, obiecuje sprawdzić. Gdy dociera do niego sens pytania, włosy stają mu dęba. Sprawa dotyczy co najmniej jednej trzeciej powierzchni miasta! Są tam zabytkowe osiedla Nikiszowiec i Giszowiec znane z filmów Kazimierza Kutza, kamienice w Szopienicach i Zawodziu i działki w różnych punktach Katowic.

Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba sięgnąć do historii.

Giesche miał miasto w kieszeni

Wrocławski kupiec Georg Giesche żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku jak wielu śląskich kupców udzielał pod zastaw pożyczek zawsze cierpiącym na brak gotówki Habsburgom. Ale tylko on dostrzegł, jak wielkie możliwości tkwią w eksploatacji zasobów górniczych Górnego Śląska. W 1704 roku cesarz Leopold I w zamian za swoje niespłacone długi dał jemu i jego potomkom monopol na wydobywanie galmanu (rodzaj rudy zawierającej cynk) ze Śląska.

Wkrótce ród Giesche stał się jednym z najpoważniejszych producentów węgla kamiennego na Górnym Śląsku. Byli bajecznie bogaci. Oprócz kopalń węgla należały do nich cztery kopalnie galmanu i ołowiu oraz kopalnia rudy cynku Matylda koło Świętochłowic. Posiadali też huty cynku, srebra i ołowiu. Ich fabryki urosły w katowickich Szopienicach, Bogucicach i Załężu, zbudowali nowoczesne osiedla robotnicze w Giszowcu i Nikiszowcu.

Do podziału Śląska w 1922 r. potężna spółka rodu Giesche nazywała się Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben. Potem utworzono Giesche SA z siedzibą w Katowicach oraz Georg von Giesches Erben AG we Wrocławiu. W 1926 r. Niemcy sprzedali swoje udziały w polskiej części Górnego Śląska. Akcje kupili Amerykanie. Po wojnie majątek firmy został znacjonalizowany.

Pasjonat dokumentów zdobywa stare akcje

Marek Niegrzybowski jest znany jako prezes gdyńskiej firmy Doradca/Nexus. W 2000 roku przygotowywał dla Ministerstwa Zdrowia program restrukturyzacji służby zdrowia. Na Śląsku kontrakt był wart około 500 tys. zł i obejmował m.in. sporządzenie listy szpitali do zamknięcia. Podobny program dla województwa warmińsko-mazurskiego Nexus opracował za blisko 360 tys. zł.

Gazety pisały też o prywatyzacji przedsiębiorstwa połowów dalekomorskich Dalmor. Wycenę przygotowywała firma Nexus, ale Ministerstwo Skarbu Państwa wstrzymało wtedy cały proces, bo pojawiły się podejrzenia, że Nexus zaniżył wartość przedsiębiorstwa.

Dzisiaj Niegrzybowski mówi o sobie: pasjonat starych dokumentów. To on dotarł do akcji, które spółka Giesche SA emitowała przed wojną. - Wraz z grupą znajomych z Trójmiasta odkupywaliśmy je od spadkobierców osób, które były w ich posiadaniu - mówi. Nie zdradza, ile ma akcji i za jaką cenę je kupił.

Ważne, że w połowie 2005 roku Niegrzybowski na ich podstawie reaktywuje spółkę Giesche SA. W Krajowym Rejestrze Sądowym czytamy, że kapitał założycielski wynosi pół miliona złotych.

Niegrzybowski ogłasza, że jego firma jest sukcesorką przedwojennej Giesche SA. Spółka - jak jej wielka poprzedniczka - zajmuje się więc m.in. górnictwem rud żelaza, wydobyciem węgla brunatnego i kamiennego, hutnictwem. Działalności jednak nie prowadzi. Niegrzybowski chce najpierw odzyskać własność: kopalnie, huty, domy, grunty, które kiedyś należały do rodu Giesche, a teraz są własnością skarbu państwa, gminy, prywatnych firm i osób oraz spółdzielni mieszkaniowych.

Niegrzybowski nie chce słyszeć, że majątek firmy został znacjonalizowany i nic mu się nie należy. - W przypadku Giesche SA zastosowano ustawę wywłaszczającą mienie poniemieckie, a przecież akcje firmy należały do Amerykanów. Spółka tak naprawdę nigdy nie została więc wyrejestrowana - tłumaczy.

Uszok: Nie oddam im miasta!

Prezydent Uszok: - Domy, grunty, mieszkania, kopalnie, fabryki i huty! To jedna trzecia powierzchni Katowic. Nie zamierzam nikomu tego oddawać. To niepojęte! Będę walczył do końca, bo to mi brzydko pachnie.

Uszok na bieżąco śledzi wszystkie ruchy spółki. Odkrył, że jej przedstawiciele starają się na drodze administracyjnej obalić decyzję, na mocy której majątek rodu Giesche został znacjonalizowany (dlatego w najbliższym czasie prezydent spotyka się z ministrem skarbu).

W sądzie toczy się także kilkanaście spraw o odzyskanie różnych nieruchomości wytoczonych przez Giesche SA. - Jeśli wygrają choć jedną, zostanie uruchomiona lawina, wtedy trudno nam będzie już cokolwiek zrobić, a chodzi o majątek o ogromnej wartości - mówi Uszok. Dlatego napisał do ministra sprawiedliwości, sprawą zajął się już prokurator.

Mają jednak szansę?

Tymczasem zdaniem prawników spółka ma szanse na odbiór nieruchomości. Jeśli spełni dwa warunki, może mieć otwartą drogę do reprywatyzacji. Po pierwsze, musi wykazać ciągłość swojego istnienia, po drugie, unieważnić nacjonalizację.

- Takie przedwojenne spółki mogą się reaktywować i odzyskać swoje przedwojenne mienie. Stało się tak w przypadku Hotelu Europejskiego w Warszawie i w kilku innych przypadkach - przyznaje mecenas Roman Nowosielski specjalizujący się w odzyskiwaniu przedwojennego mienia.

Giesche SA może się także powołać na ustawę reprywatyzacyjną, której projekt jest już gotowy. Przewiduje on wypłacenie 15 proc. wartości utraconego mienia. Rekompensaty przysługiwać mają m.in. spadkobiercom byłych właścicieli oraz spółkom prawa handlowego. Utworzony będzie fundusz rekompensacyjny zasilany m.in. z dochodów z prywatyzacji, sprzedaży nieruchomości skarbu państwa.

Jeśli Giesche SA wywalczy odszkodowanie, na jej konto mogą wpłynąć niewyobrażalne pieniądze.

Co zrobicie z Nikiszowcem?

Niegrzybowski jest pewien, że odzyska nieruchomości należące przed wojną do Giesche SA.

- Co zrobicie z Nikiszowcem? - pytamy.

- Nie mamy jeszcze kompleksowej wizji - odpowiada prezes Niegrzybowski, a mecenas Leszek Pachulski, pełnomocnik spółki, dodaje: - Z dzielnicy na pewno nie znikną przedszkola czy przychodnie.

Niegrzybowski uzupełnia: - Właściciele prywatnych mieszkań nie mają się czego bać. Proszę pani, tak naprawdę, to na osiedlach zostaną nam tylko kawałeczki działek. - To po co wam one - pytamy?

Niegrzybowski: - Nawet na tym można zarobić.

Prezydent Uszok: - Stanie się tak, ale po moim trupie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Jestem w szoku...




kropek - Pon Wrz 17, 2007 3:43 pm


Wojewoda śląski: nie boję się spółki Giesche

Spółka Giesche chce odzyskać przedwojenne mienie w Katowicach. Oznacza to, że 30 proc. miasta może trafić w prywatne ręce. Prezydent Piotr Uszok zapowiada, że się na to nie zgodzi. Co na to wojewoda?

Anna Malinowska: Bywa Pan czasami w Giszowcu czy Nikiszowcu?

Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski:Bywam. Często zabieram tam, zwłaszcza do Nikiszowca, znajomych spoza Śląska. Oglądamy stare uliczki, budynki. To miejsce z klimatem, kawałek żywej śląskiej historii.

Chciałby Pan, by ten kawałek historii przeszedł w prywatne ręce?

- Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Ze względu na tradycje, na całą spuściznę kulturową - na pewno nie. Mówię w tym momencie przede wszystkim jako obywatel, człowiek z tego regionu. Jeśli jednak miałoby to służyć rewitalizacji Nikiszowca, tak aby stał się prawdziwą atrakcją turystyczną, z pomocą inwestorów, prywatnego kapitału, to trudno byłoby się temu kategorycznie sprzeciwiać.

Wielu przedsięwzięć, z różnych zresztą powodów, nie są w stanie porządnie i skutecznie przeprowadzić samodzielnie podmioty publiczne. Udział prywatnych, komercyjnych uczestników może wnieść wiele pozytywnych wartości w tego rodzaju projekty. Muszą one być jednak najpierw dokładnie przemyślane, starannie skonstruowane pod względem prawnym, musi być dokładnie określony cel i jasne korzyści zarówno publiczne, jak i tego, kto wykłada kapitał. Oczywiście, ewentualny inwestor prywatny musiałby być absolutnie wiarygodny.

Czy spółka Giesche, która została ostatnio reaktywowana do przejęcia przedwojennych nieruchomości, spełnia takie wymogi?

- Tu mówimy o całkiem innej sprawie, w której jednak wolałbym wypowiadać się ostrożnie, ponieważ aktualnie trwa postępowanie administracyjne i nie powinienem uprzedzać ewentualnych rozstrzygnięć. Musimy jednak pamiętać, spółki takie jak Giesche zostały przez wojnę i późniejsze wydarzenia w Polsce w istocie zmiecione z powierzchni ziemi.

Nikt pewnie nie miał wówczas głowy do tego, aby je formalnie rozwiązywać, wykreślać z rejestrów etc. Twierdzenie, że z uwagi na ich formalne nierozwiązanie istnieją one w sposób ciągły i nieprzerwany, mimo okupacji, nastania PRL-u, ukonstytuowania się zupełnie nowego porządku prawnego itd., wydaje mi się, najdelikatniej mówiąc, prawniczo wysoce ryzykowne. A co więcej: czasy ludzi, którzy za pomocą trudnej do wytłumaczenia życzliwości urzędników, dzięki różnego rodzaju sprytnym kruczkom stawali się z dnia na dzień milionerami, mamy, póki co, za sobą.

Kiedy dowiedział się Pan o istnieniu takiej spółki?

- Kilka miesięcy temu informacje takie dotarły do mnie nieoficjalnie i oczywiście skłoniło mnie to do odpowiedniej reakcji, o której szczegóły proszę mnie nie pytać. Natomiast obecnie wiem o tym z uwagi na formalne postępowanie administracyjne, które zostało wszczęte z wniosku osób podających się za organy tej spółki. Domagają się oni unieważnienia decyzji nacjonalizujących niektóre spośród należących niegdyś do niej nieruchomości.

Brzmi to niemal jak science fiction. 30 proc. Katowic miałoby trafić w prywatne ręce.

- Spora część gruntów w Katowicach przed wojną należała do spółki Giesche SA. To jest bezsporny fakt historyczny. Jednak od tego faktu do wniosku, że dziś jakieś osoby, które twierdzą, że stanowią organy funkcjonującej w sposób prawnie nieprzerwany od tamtych czasów do dziś spółki Giesche, droga

jest, w mojej ocenie, bardzo, bardzo daleka.

Z pewnością żaden prawnik przy zdrowych zmysłach nie da się przekonać, że wszystko to, co działo się od lat 30. ubiegłego wieku do dziś, pozostaje bez znaczenia na byt i tożsamość prawną spółki, która wówczas działała w Katowicach.

Podobnie nie są bez znaczenia te fakty prawne, rozporządzenia i inne czynności, które dotyczyły losów tych nieruchomości po wojnie. Zapewne wiele z nich nie należy obecnie do Skarbu Państwa, ale jest obecnie własnością różnych osób i podmiotów, które nabyły je w dobrej wierze. Jestem więc w tej sprawie dość spokojny.

To, co teraz wydaje się nieprawdopodobne, w jakiejś przyszłości dla ludzi, którzy w tych nieruchomościach żyją, może się okazać ponurą rzeczywistością.

- Nie widzę poważnych powodów do obaw. Zresztą nawet gdybyśmy rozważali scenariusz, jaki zapewne ma pani na myśli, to przecież część mieszkań może być wykupiona przez lokatorów. Najemcy lokali mieszkalnych korzystają ze szczególnej ochrony prawnej w zakresie warunków umów najmu itd.

Życie tymczasem pokazuje, jak ustawa jest przestrzegana. Słynna sprawa rodziny B., która kupiła bloki wraz z lokatorami i narzuciła stawki za czynsze z sufitu, najlepiej to pokazuje.

- Powtarzam, lokatorzy korzystają z bardzo rygorystycznej ochrony prawnej. Jeśli właściciele naruszają ich prawa, mają wiele instrumentów obrony. A prawo na ogół jest po ich stronie. Ale w sprawie, o której mówimy, to na razie scenariusze wybitnie hipotetyczne.

Wyobraża Pan sobie, że wielopokoleniowe rodziny górnicze mogłyby opuścić Nikiszowiec?

- To jest odrębna sprawa, bo gdy rozmawiamy o Nikiszowcu, to z jednej strony - chcielibyśmy, żeby stał się on tętniącą życiem atrakcją turystyczną, a z drugiej - nie wywoływać konfliktu z mieszkańcami. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że osoby, które tam mieszkają, być może wcale nie oczekują najazdu turystów na swoje osiedle, kramów z pamiątkami, otwartych do późnej nocy pubów.

Jeśli coś takiego miałoby na Nikiszowcu powstać, to nie będzie to zapewne działo się przy aplauzie tamtejszych mieszkańców. Sprawdźcie państwo, jak reagowali parę lat temu mieszkańcy gliwickiego rynku, czy jak nadal reagują mieszkańcy niektórych ulic w Katowicach. Ten konflikt jest realny i trzeba wybierać.

Osobiście uważam, że tego rodzaju przedsięwzięcia należy prowadzić, jednakże ułatwiając mieszkańcom przeprowadzkę w inne miejsca, zamieniając dotychczasowe mieszkania w biura, pracownie artystyczne, kluby. Tak jak zrobiono to zresztą w wielu miastach na świecie. Choć akurat w przypadku Nikiszowca mamy do czynienia nie tylko z mieszkańcami określonej dzielnicy, ulic czy budynków. To silna tradycja, więzy rodzinne i sąsiedzkie, pewien mikroświat, który ludzie opuszczają z naprawdę wielkim trudem. Jednak najwyższa pora zacząć o tym rozmawiać.

Być może pozytywnym efektem tej dziwnej sprawy ze zmartwychwstaniem spółki Giesche będzie mobilizacja władz Katowic i administratorów tych budynków, aby zajęli się poważnie sprawą Nikiszowca.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice


Wojewoda śląski Tomasz Pietrzykowski w niedzielę na Nikiszowcu. - Czasy ludzi, którzy dzięki kruczkom stawali się z dnia na dzień milionerami, mamy już za sobą
Fot. Marta Błażejowska / AG

www.gazeta.pl



babaloo - Pon Wrz 17, 2007 7:29 pm
Ta sprawa może pokrzyżować wiele planów (Nikiszowiec, Park technologiczny itd.). Trzeba ją szybko załatwić, a do tego czasu oficjalnie bagatelizować, bo utrzymywać w tajemnicy to już się niestety nie da.



maciek - Pon Wrz 17, 2007 7:35 pm
^^^ Ten szum medialny, który nie ominął nawet faktów TVN wcale nie służy miastu. Wręcz przeciwnie takie sprawy szybko nie rozwiązane mogą tylko zaszkodzić.




salutuj - Pon Wrz 17, 2007 7:44 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Bartek - Pon Wrz 17, 2007 7:50 pm
Czyżby chodziło o te tereny zaznaczone na żółto

http://www.giszowiec.sewera.pl/grafa/ma ... iesche.jpg

Dla mnie jest to lekki szok i również mam nadzieję że wszystko szybko się wyjaśni ponieważ nie sądzę że inwestor będzie chciał kupić działkę pod inwestycję wiedząc że być może za parę dni przyjdzie mu koleś z Gdańska i powie że to jego działka...



salutuj - Pon Wrz 17, 2007 7:57 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



macu - Pon Wrz 17, 2007 8:01 pm
A ja mam nadzieję, że skończy się to tak, że okaże się że prawa nie ma do żadnej ziemi czy to nieużytków czy Nikisza.



Bartek - Pon Wrz 17, 2007 8:07 pm
Szkoda tylko że taki odważny, a nie chce się ujawnić w TV skoro ma tyle ziemi której wartość sięga 40mld zł!

Z drugiej strony widać że gość chce mieć swoje 5minut

Obejrzyjcie sobie fakty http://www.tvn24.pl/fakty.html jest tam powiedziane że ta firma przegrała już kilka spraw sądowych, więc gość w ramach załamania poszedł do GW która podchwyciła temat



salutuj - Pon Wrz 17, 2007 8:09 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Kris - Pon Wrz 17, 2007 8:29 pm
Niegrzybowski ogłasza, że jego firma jest sukcesorką przedwojennej Giesche SA. Spółka - jak jej wielka poprzedniczka - zajmuje się więc m.in. górnictwem rud żelaza, wydobyciem węgla brunatnego i kamiennego, hutnictwem. Działalności jednak nie prowadzi. Niegrzybowski chce najpierw odzyskać własność: kopalnie, huty, domy, grunty, które kiedyś należały do rodu Giesche, a teraz są własnością skarbu państwa, gminy, prywatnych firm i osób oraz spółdzielni mieszkaniowych.



absinth - Pon Wrz 17, 2007 10:24 pm
srednio wierze w powodzenie przedsiewziecia tych hochsztaplerów.



d-8 - Wto Wrz 18, 2007 5:39 am
ale bzdety. gazety nie maja o czym pisac a tu taki kawalek ciasta sie trafil no i jada z koksem. za tydzien nikt o tym nie bedzie pamietal. przeminie z wiatrem



Bruno_Taut - Wto Wrz 18, 2007 1:25 pm

srednio wierze w powodzenie przedsiewziecia tych hochsztaplerów.

Przepraszam, a dlaczego hochsztaplerów? Grupa ludzi wpadła na ciekawy pomysł zrobienia w krótkim czasie dużych pieniędzy, a czy im się uda, roztsrzygnie sąd. Widzisz w tym coś złego?

W takich sprawach najbardziej żałosne są wypowiedzi w stylu "minęły czasy, w których cwaniacy dzięki prawnym kruczkom...". Jakiś urzędnik, w dodatku ponoć prawnik z wykształcenia, nawet nie ukrywa, że o rezultatach prawnych sporów nie decydują paragrafy, ale poczucie sprawiedliwości. Proponuję od razu przywrócić sąd Boży.



salutuj - Wto Wrz 18, 2007 1:28 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Bruno_Taut - Wto Wrz 18, 2007 1:30 pm

a to co zalosnego jest w tym ze nie ukrywa? czepiasz sie

No w sumie masz rację. Punkt dla niego za szczerość.



absinth - Wto Wrz 18, 2007 3:32 pm

Przepraszam,

nie ma za co


a dlaczego hochsztaplerów? Grupa ludzi wpadła na ciekawy pomysł zrobienia w krótkim czasie dużych pieniędzy, a czy im się uda, roztsrzygnie sąd. Widzisz w tym coś złego?

z tego samego powodu, z ktorego moge nazwac znachorem kogos kto twierdzi, ze codzienne wcieranie w podbrodek ptasiego guana leczy choroby serca pobierajac jeszcze za to piniadze, ale jak slusznie zauwazyles to czy tak jest czy nie oceni juz lkardilog, ewentualnie patomorfolog na sekcji zwlok...




babaloo - Wto Wrz 18, 2007 4:32 pm



z tego samego powodu, z ktorego moge nazwac znachorem kogos kto twierdzi, ze codzienne wcieranie w podbrodek ptasiego guana leczy choroby serca pobierajac jeszcze za to piniadze, ale jak slusznie zauwazyles to czy tak jest czy nie oceni juz lkardilog, ewentualnie patomorfolog na sekcji zwlok...


W tym wypadku rozstrzygnięcie może nie być aż takie oczywiste ze względu na bałagan towarzyszący kiedyś nacjonalizacji. A nacjonalizacja nie rozwiązuje przecież Spółki Akcyjnej.

Oststecznie jestem jednak dobrej mysli tyle, że niepotrzebnie mogą się za tym ciagnąć problemy.



absinth - Wto Wrz 18, 2007 4:56 pm
z balaganu sobie zdaje sprawe,
ciekawe jakie niespodzianki sa jeszcze w ksiegach wieczystych

a cala sprawa z Giesche ...coz klimat sie ociepla i sezon ogorkowy trwa nawet w trzeciej dekadzie wrzesnia



Mies - Wto Wrz 18, 2007 5:30 pm
Trochę podobny numer zrobił kiedyś Krauze.



Bruno_Taut - Wto Wrz 18, 2007 7:40 pm


nie ma za co

z tego samego powodu, z ktorego moge nazwac znachorem kogos kto twierdzi, ze codzienne wcieranie w podbrodek ptasiego guana leczy choroby serca pobierajac jeszcze za to piniadze, ale jak slusznie zauwazyles to czy tak jest czy nie oceni juz lkardilog, ewentualnie patomorfolog na sekcji zwlok...


Pieprzenie kotka za pomocą młotka. Krótka piłka. Hochsztapler to tyle co oszust. Na czym polega oszustwo w tym przypadku?



Kris - Wto Wrz 18, 2007 7:41 pm

Spółka Giesche procesuje się o dom z ogrodem
Rozmawiała Anna Malinowska
2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-18 20:38


Sporna nieruchomość przy ul. Morawy. Na zdjęciu dozorca Alfred Gatnar
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Reaktywowana przez gdyńskiego biznesmena spółka Giesche rości sobie prawo do nieruchomości w Katowicach. W grę wchodzą np. domy w Nikiszowcu, dzisiaj należące do Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Okazuje się, że to nie pierwsza tego typu sprawa - obie strony toczą już z sobą proces.

Anna Malinowska: Po 60 latach reaktywuje się spółka Giesche i domaga się m.in. dawnego majątku w Nikiszowcu. Co Pan o tym sądzi?

Tomasz Gackowski, pełnomocnik Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej: Wolałbym na razie nie rozmawiać o legalności działania tej spółki. Nasza spółdzielnia otrzymała pozew, w którym spółka Giesche rozpoczyna proces. Ma doprowadzić do zwrotu nieruchomości przy ul. Morawy. To stara dom z ogrodem w Szopienicach. Sprawa trafiła do sądu i nie chcę, żeby moje komentarze w sprawie Nikiszowca wykorzystywano potem przeciwko nam w sądzie.

A jak silne są argumenty Waszych procesowych przeciwników w sprawie tego domu?

- Naszym zdaniem nie można mówić, czy taki zwrot jest słuszny, czy też nie bez zbadania najpierw genezy sprawy w kontekście postępowania administracyjnego. Otóż dom ten został przejęty przez państwo na podstawie dekretu PKWN-u z 1944 roku. Potwierdzono to odpowiednimi zapisami w księdze wieczystej. Jeśli ktoś uważa, że musimy go oddać, to niech wpierw zmieni wcześniejszą decyzję administracyjną! My sami złożyliśmy w sądzie wniosek o rozpatrzenie, czy była zgodna z prawem. Sąd odesłał sprawdzenie tej kwestii do wojewody.

Co się stanie, jeśli spółka udowodni, że nacjonalizacja w przypadku szopienickiego domu była niezgodna z prawem?

- Wtedy nasi przeciwnicy mogą mieć otwartą furtkę do jej przejęcia lub żądania wypłaty odszkodowania. A w całej Polsce ludzie przystąpią do handlu starymi dokumentami, akcjami itp. Do tej pory skupowali je przede wszystkim miłośnicy staroci na targach za symboliczne 5 zł. Jeśli teraz okaże się, że na takich papierach można robić dochodowe interesy, ruszy niebezpieczna lawina.

Dla kogo niebezpieczna?

- Dla zasad dobrego współżycia społecznego. Już teraz przypadek spółki Giesche źle wpływa na atmosferę wokół osób, które mają pełne prawo ubiegać się o zwrot dawnych nieruchomości. Pamiętajmy, że jesteśmy na Śląsku, skąd wiele osób wyjechało do Niemiec. Są wśród nich tacy, którzy nigdy nie zrzekli się polskiego obywatelstwa. Jednak gdy wyjeżdżali z kraju, władze państwowe zabierały ich domy. Robiono to bezpodstawnie, jeśli ktoś polskie obywatelstwo wciąż posiadał.

Teraz coraz częściej ludzie, którzy podobną historię przeżyli, walczą o zwrot swoich domów w sądach. Zaznaczam: swojego majątku lub swoich ojców. Chyba widać tu pewną subtelną różnicę - inaczej, gdy kobieta chce odzyskać dom, który zbudował jej ojciec, w którym się urodziła i mieszkała jej cała rodzina, a inaczej, gdy ktoś skupił przedwojenne akcje. Ale to już są kwestie poczucia moralności.

Jak prawnik patrzy na takie działanie? Wiele osób uważa, że to tylko strachy na Lachy.

- Sprawa jest bardzo skomplikowana, ale, niestety, to nie są fantasmagorie. Na pewno nie jest to przypadek, który można zbagatelizować! A słyszałem już, że niektórzy mają taki stosunek do spółki Giesche. W najgorszym przypadku, moim zdaniem, spółce w niektórych sytuacjach trzeba będzie wypłacić odszkodowanie.

Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale wykluczyć tego nie mogę. Sąd, jeśli sprawa do niego trafi, weźmie zapewne pod uwagę losy nieruchomości przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Ktoś przecież ponosił koszty, płacił podatki, remontował. I co wtedy? Jemu też należałoby zapłacić, zwrócić za to pieniądze? Jeśli tak, to kto miałby to zrobić? Państwo czy nowy, w mniemaniu spółki, prawowity właściciel? To oczywiście tylko dywagacje, ale myślę, że w tej sprawie o ogromnym znaczeniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,4500558.html



Bartek - Czw Wrz 20, 2007 1:26 pm
Taki dzisiejszy news

Oddalono pozew Niemki o zwrot nieruchomości na Mazurach

Sąd Okręgowy w Olsztynie (Wamińsko-mazurskie) oddalił pozew obywatelki Niemiec, Agnes Trawny domagającej się odszkodowania za pozostawioną na Mazurach nieruchomość. Trawny musi zapłacić 99 tys. zł kosztów sądowych.
68-letnia obywatelka Niemiec domagała się od Skarbu Państwa 1,5 mln zł a od gminy Jedwabno 1 mln zł. Agnes Trawny - mieszkająca na Mazurach do połowy lat 70. - otrzymała w 1970 roku jako ojcowiznę działki w Nartach i Witkówku o łącznej powierzchni 59 ha. Gdy w 1977 r. wyjechała na stałe do Niemiec, ówczesny naczelnik gminy Jedwabno wydał decyzję o przejściu tej nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa.

Na mocy wyroku Sądu Najwyższego w 2005 roku Trawny odzyskała część nieruchomości, czyli gospodarstwo rolne w Nartach. Przed sądem Trawny domagała się odszkodowania za pozostałe grunty, przejęte od Skarbu Państwa przez gminę, która podzieliła je na 32 działki i sprzedała nabywcom.



salutuj - Czw Wrz 20, 2007 1:38 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Wit - Czw Wrz 20, 2007 5:58 pm
Czego spółka Giesche chce od Katowic?
rozmawiała Anna Malinowska2007-09-20, ostatnia aktualizacja 2007-09-20 17:41



Sprawa żądań spółki Giesche SA, którą reaktywował biznesmen z Trójmiasta, nie przestaje bulwersować katowiczan. Na podstawie przedwojennych papierów wartościowych uważa się on za właściciela wielu nieruchomości. Wczoraj Sejmik Województwa Śląskiego jednogłośnie przyjął apel do Sejmu RP w sprawie uregulowania przepisów prawnych związanych z reprywatyzacją i zmianami własnościowymi po 1945 roku. Radni zaznaczyli, że występują z taką inicjatywą w odpowiedzi na roszczenia spółki Giesche SA wobec nieruchomości na terenie Katowic. - Niech to będzie wyraz naszej solidarności z działaniami prezydenta Katowic Piotra Uszoka w celu obrony ładu prawnego i zasad współżycia społecznego - stwierdzili.

O tym, czym jest spółka Giesche SA i jakie ma plany, rozmawiamy z jej pełnomocnikiem, mecenasem Leszkiem Pachulskim.

Anna Malinowska: W jaki sposób Marek Niegrzybowski dotarł do spadkobierców firmy Giesche SA?

Leszek Pachulski: Nie wiem. Ja zająłem się sprawą, gdy akcjonariusze byli już posiadaczami papierów wartościowych.

Jak wyglądają takie akcje?

- To bardzo piękne papiery. Wyemitowane zostały w 1929 roku, formatu większego niż A4, opatrzone pieczęcią firmy.

Dużo tego jest?

- Kapitał akcyjny spółki wynosił 172 mln, dzielił się na 172 akcje na okaziciela. To było bardzo dużo jak na ówczesne czasy. Proszę sobie wyobrazić, że kapitał zakładowy przedwojennego Banku Polskiego był prawie o połowę mniejszy.

Macie wszystkie 172 akcje?

- Aktualnie po reaktywacji spółki akcjonariusze posiadają 99,9% akcji.

Jakie nieruchomości należące niegdyś do Giesche SA chcecie odzyskać? Również zakłady przemysłowe, np. kopalnie?

- Przed wojną Giesche SA miała około 1/3 miasta. To nie tylko wschodnia część Katowic, czyli Giszowiec, Nikiszowiec, Szopienice, ale też część zachodnia, czyli Załęże, tereny położone na południe od dzisiejszej Drogowej Trasy Średnicowej aż do działek na wschód od ul. Bocheńskiego. I dalej na południe, ten teren sięgał do dzisiejszej autostrady. Spółka chce odzyskać ziemię i nieruchomości - te, które były znacjonalizowane nielegalnie przez komunistów i, niestety, także przez obecne władze miasta, na razie nie myśleliśmy ani o fabrykach, ani kopalniach.

Twierdzicie, że nacjonalizacja majątku Giesche SA odbyła się niezgodnie z prawem. Jak udowodnicie to przed sądem?

- Część nieruchomości znacjonalizowano w oparciu o dekret o mieniu poniemieckim, wskazując, że spółka Giesche SA była w okresie od 1 września 1939 roku do 6 lutego 1946 roku kontrolowana przez osoby obywatelstwa niemieckiego lub gdańskiego. Przed sądem wykazuję, że jest to nieprawda. Przedstawiłem dowody, np. korespondencję z zasobów archiwów państwowych w Warszawie. Wynika z niej, że ten majątek w okresie wojny był amerykański, nie niemiecki.

Mienie, które chcecie przejąć, nie przynosi dziś zysków. To czasem niewielkie domki jak ten przy ul. Morawy, w sprawie którego już toczy się proces. Czy chodzi wam o ziemię?

- Takie zaniedbane domki jak ten przy ul. Morawy chcemy wyremontować i sprzedać albo zagospodarować w inny sposób, np. wydzierżawić.

Czy naprawdę wierzycie, że odbierzecie jedną trzecią miasta?

- Spółka nie stara się odzyskać wszystkich nieruchomości, ale gdybyśmy nie wierzyli, nie rozpoczynalibyśmy jakichkolwiek działań. Na szczęście niewiele zależy tu od magistratu, decydują sądy.

Ludzie w Nikiszowcu są przerażeni. Nie wiedzą, co stanie się z ich mieszkaniami w przyszłości.

- Lokatorów bronią przepisy prawa. Zresztą dawni właściciele Giesche SA wybudowali domy na Nikiszowcu i Giszowcu dla zwykłych ludzi, także dziś spółka nie zamierza nikomu robić krzywdy.



Wit - Czw Wrz 20, 2007 6:07 pm
Powstał Komitet Obrony Giszowca i Nikiszowca
Anna Malinowska2007-09-20, ostatnia aktualizacja 2007-09-20 18:23



To reakcja na cykl naszych artykułów o tym, że reaktywowana spółka akcyjna Giesche rości sobie prawa do jednej trzeciej miasta.

Johann Bros, twórca galerii Szyb Wilson w Nikiszowcu, o roszczeniach spółki dowiedział się z "Gazety". - Po tym, jak przeczytaliśmy rewelacje związane z pojawieniem się spółki, zrozumieliśmy pewne fakty - przyznaje. - Od pewnego czasu podjeżdżają pod galerię jacyś ludzie. Oglądają budynek z zewnątrz, nie wchodzą, nie szukają kontaktu z pracownikami. Teraz mnie olśniło, kto to może być! Zrozumiałem też, dlaczego unieważniono przetarg na kupno nieruchomości, gdzie jest galeria - denerwuje się Bros.

Galeria Szyb Wilson powstała dziewięć lat temu. Wyremontowała szyb, gdzie można oglądać ciekawe wystawy, a na utrzymanie zarabia głównie podnajmowaniem pomieszczeń wokół niego. Nie jest jednak właścicielem obiektu. Katowicki Holding Węglowy, do którego Wilson należy, zawarł z nią jedynie umowę dzierżawy na czas nieokreślony. W sprawie sprzedaży ogłoszono w zeszłym roku przetarg. Został jednak unieważniony. Czyżby ze względu na to, że dwa lata temu reaktywowała się spółka, która rości sobie prawo do przedwojennego majątku?

- Przetarg się nie odbył, bo tak zadecydowała rada nadzorcza. Nie wiem, czym się kierowała. Nie wiem też, czy wówczas holding wiedział o istnieniu spółki Giesche - twierdzi Ryszard Fedorowski, rzecznik holdingu.

Przypomnijmy - jej akcjonariusze chcą unieważnienia nacjonalizacji obiektów. Twierdzą, że należały do Amerykanów, a nie Niemców. Złożyli w sądzie kilkanaście spraw.

- To jest chore! Ludzie, którzy twierdzą, że posiadają akcje przedwojennej spółki i na tej podstawie chcą odzyskać majątek, budzą dawno już uśpione demony przeszłości - uważa Bros, który wczoraj ogłosił powstanie Komitetu Obrony Giszowca i Nikiszowca - osiedli, które przed wojną należały do spółki.

- Chcemy sprawę nagłośnić i pokazać, że ludzie na takie praktyki się nie godzą. Będziemy też lobbować, by takie historie nie miały miejsca. By zatkano lukę, która umożliwia podobne działania - przekonuje Monika Paca, współtwórczyni komitetu.

- Sprawy w sądach ciągną się latami. Przez ten czas nikt nie będzie chciał lokować pieniędzy w takich perełkach, jak Giszowiec czy Nikiszowiec. Dzielnice będą niszczeć. Nawet jak spółka Giesche nic nie wskóra, będzie można powiedzieć: operacja się udała, pacjent zmarł - przestrzega Bros.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice




Wit - Wto Paź 09, 2007 12:31 pm


Z rodziną Gieschów jest jak z yeti
Rozmawiał Jacek Madeja2007-10-06, ostatnia aktualizacja 2007-10-07 10:46

Wszystko dlatego, że główna linia rodziny szybko wymarła. Zaczęło się od Georga Gieschego, który pod koniec XVII wieku zaczął robić interesy w Bobrku, dzisiejszej dzielnicy Bytomia. Później przejął je syn Fryderyk Wilhelm i na jego bezpotomnej śmierci w 1754 roku historia rodu o tym nazwisku właściwie się kończy.
Przedsiębiorstwo zostaje w rodzinie i zostaje nazwane Georg von Giesches Erben, czyli Spadkobiercy Jerzego Gieschego, ale nikt z nich nie nosi już tego nazwiska. Cały majątek, już wtedy niemała fortuna, przypadł siostrze Fryderyka Wilhelma i dwóm siostrzenicom.

Jacek Madeja: Jakie były początki biznesowej kariery Gieschów?

Piotr Matuszek, historyk z Archiwum Państwowego w Katowicach: Georg pochodził z sandomierskiej rodziny Gizów. To byli mieszczanie. Jego ojciec Adam po wystąpieniu ze służby wojskowej w cesarskiej armii przeniósł się pod Wrocław, gdzie kupił ziemię. Początkowo Georg wybrał karierę kupiecką - miał sklep z suknem na wrocławskim rynku. Szybko pomnażał majątek. Pomogła nie tylko głowa do interesu, ale i małżeństwo, z którego miał duży posag.

Poważnych pieniędzy dorobił się jednak na Górnym Śląsku.

- Razem z Kacprem von Pelchrzimem, właścicielem dóbr w Bobrku, zaczęli wydobywać galman. W 1704 r., w zamian za pieniądze przekazane na wojskowe potrzeby, Gieschemu udało się uzyskać od cesarza Leopolda I monopol na wydobycie i sprzedaż galmanu na 20 lat. Przywilej był potem przedłużany wielokrotnie, również i przez pruskie władze.

I to był klucz do sukcesu?

- Galman to ruda cynku, z którego wyrabia się mosiądz. W tym czasie na ten metal był ogromny popyt. Był potrzebny do wyrobu naczyń, okuć czy pokryć dachowych. Ale dopiero lata 20. XIX wieku to prawdziwy cynkowy boom. Wtedy angielscy producenci przeżywali kryzys i Górny Śląsk stał się jednym z poważniejszych dostawców tego surowca w Europie. Bajońską fortunę zbili nie tylko potomkowie Gieschego, ale i Karol Godula.

Niemałe dochody przynosiło chyba też wydobycie węgla?

- Wtedy jeszcze wszystko kręciło się wokół cynku. Na początku Gieschowie spławiali galman rzekami do Gdańska i Prus. Później sami wzięli się za jego przetworzenie. Pierwszą hutę spółka zbudowała w 1809 r. koło Szarleja. Mniej więcej w tym samym czasie ruszyła też pierwsza kopalnia węgla kamiennego, z której całe wydobycie szło na potrzeby hutnictwa. To był ogromny zysk, że i ruda cynku, i węgiel były na miejscu. Spółka szybko się rozwijała i w końcu stała się potężnym wielobranżowym koncernem, który oprócz kopalń cynku, ołowiu i srebra oraz węgla kamiennego miał też walcownie, fabryki kwasu siarkowego, nawozów sztucznych, cegielnie, a nawet fabrykę porcelany w Bogucicach.

Kto był właścicielem tego wszystkiego?

- Z biegiem czasu liczba spadkobierców Fryderyka Wilhelma rosła. Trudno powiedzieć, jaka to była liczba osób, ale wiązał je wspólny majątek. Pomiędzy sobą dzielili się zyskami i wybierali przedstawicieli do zarządu firmy. W 1829 r. przełamano tę tradycję, sprzedając część udziałów osobom trzecim, ale prawo pierwokupu wciąż przysługiwało potomkom Gieschego. W 1845 r. opracowano pierwszy statut firmy, który 15 lat później zatwierdziły władze państwowe. Od tego czasu spółka występuje pod nazwą Bergwerksgesellschaft Georg von Giesches Erben (Spółka Górnicza Spadkobierców Jerzego von Giesche).

Dlaczego po potomkach Gieschego, oprócz zakładów przemysłowych i osiedli robotniczych, nie ma na Górnym Śląsku właściwie żadnego śladu?

- Oni tutaj zarabiali pieniądze, ale przez cały czas byli związani z Wrocławiem. Pewnie większość z nich tam mieszkała. Wszystkie kopalnie i huty były tutaj, ale spółka była zarejestrowana we Wrocławiu i tam odbywały się kolegia zarządu. Można przypuszczać, że duża część współwłaścicieli spółki nigdy nie widziała na oczy źródła swojego majątku. Trzeba pamiętać, że to był inny rodzaj własności niż Hencklowie von Donnersmarckowie czy Ballestremowie, którzy mieli na Górnym Śląsku ogromne majątki ziemskie. Dlatego też budowali tu swoje rezydencje.

Koncernowi Giesche zawdzięczamy za to unikatowe osiedla robotnicze.

- Powstanie Giszowca i Nikiszowca to zasługa Anthona Uthemanna, dyrektora zarządu spółki, i po części też pruskiego prawa. Ustawa o zakładaniu nowych osiedli z 1904 r. narzucała wymogi dość wysokiego standardu socjalnego na ich twórców. Uthemann nie tylko skrupulatnie je spełnił, ale też znacznie przekroczył. Budowa osiedli to była jego idĂŠe fixe, w którą całkowicie się zaangażował.

To prawda, że do koncernu należała jedna trzecia Katowic?

- Dziś trudno powiedzieć. Na pewno znaczna część. Koncern budował familoki i kolonie robotnicze w całym mieście wokół swoich zakładów przemysłowych. Również w Szopienicach, Wilhelminie, Załężu, Rozdzieniu, Borkach czy Obrokach. Oprócz tego był właścicielem rozległych obszarów w innych śląskich miastach, a nawet małopolskim Chrzanowie i Trzebini.

W 1922 roku po podziale Górnego Śląska firma też została podzielona.

- Jedna piąta majątku znalazła się po niemieckiej stronie, reszta w państwie polskim. Z tego powstało odrębne przedsiębiorstwo pod nazwą Giesche Spółka Akcyjna z siedzibą w Katowicach. Nowa spółka wydała duże pieniądze na kupno huty cynku w Trzebini, kopalni Sobieski w Borach i fabryki porcelany w Bogucicach. Zakłady nie przyniosły spodziewanych zysków, co pogorszyło sytuację finansową całego koncernu. Właśnie dlatego w 1926 r. spadkobiercy Gieschego, którzy musieli dokapitalizować spółkę, zdecydowali się sprzedać większościowy pakiet amerykańskiemu holdingowi SACO (Silesian-American Corporation).

W SACO, które stało się firmą-matką spółki Giesche SA, 51 proc. akcji należało do Anaconda Cooper Mining Co., a 40 proc. pozostało w rękach dawnych właścicieli Gieschego. W czasie wojny firma była objęta zarządem komisarycznym, a w 1945 r. została znacjonalizowana.

Później Anaconda Cooper Mining Co., kontrolowana przez Williama Averella Harrimana, amerykańskiego polityka i biznesmena, znów nie miała szczęścia, bo zainwestowała w kopalnie w Chile, które następnie znacjonalizował rząd Allende. Ostatnio na eBayu, w dziale kolekcjonerskim, znalazłem akcje Anacondy. Można je kupić za kilka dolarów.



Bartek - Śro Paź 10, 2007 10:19 am
Dzisiaj w Katowickim dodatku Gazety Wyborczej pojawiło się ogłoszenie spółki Giesche do mieszkańców Katowic

http://i186.photobucket.com/albums/x202 ... iesche.jpg

To jest zrzut ekranu z wydania elektronicznego tej gazety i musiałem to poskładać z kilku screenów żeby można było odczytać, dlatego jest taki trochę pokręcony

Co sądzicie o tym ogłoszeniu? Uszok pewnie dzisiaj ma ciśnienie 200/100 bo po części mają oni rację z tym że władze zaniedbują wiele dzielnic, jak nie całe Katowice...



absinth - Śro Paź 10, 2007 3:30 pm
tia "spolka jest nierozerwalnie ze Slaskiem związana" i dlatego własnie na pierwszym zgromadzeniu akcjonariuszy przeiosla siedzibe z Katowic do Gdyni...

inna rzecz, ze sprawa spolki zainteresowala sie prokuratura



Bartek - Czw Paź 11, 2007 3:45 pm
Dzisiaj będzie na ten temat w Aktualnościach

Sprawę prowadzi ABW



salutuj - Czw Paź 11, 2007 4:25 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Bartek - Czw Paź 11, 2007 4:53 pm
Giesche pod paragrafem

Katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie firmy Giesche SA, która podaje się za tę samą, do której przed wojną należało wiele nieruchomości w Katowicach i ubiega się o ich zwrot.
Śledczy podejrzewają, że mogło dojść w tej sprawie do usiłowania oszustwa.

Zadaniem prokuratury jest zbadanie, czy działania przedstawicieli spółki Giesche są legalne.
Przedstawiciele spółki twierdzą, że należąca do przedwojennego rodu potentatów przemysłowych i nosząca ich nazwisko spółka Giesche oraz działająca obecnie firma to ten sam podmiot. Spółka wszczęła kilka postępowań sądowych o zwrot nieruchomości w Katowicach i Piekarach Śląskich. Zabiega między innymi o zabytkowe katowickie osiedla Nikiszowiec i Giszowiec oraz tereny Huty Szopienice.
Władze Katowic kwestionują roszczenia firmy i wykluczają jakąkolwiek formę ugody.

M.Poloczek

zobacz w "Aktualnościach"



babaloo - Czw Paź 11, 2007 6:42 pm
Nie wiem czym zajmuje się w tej sprawie prokurator, ale ten artykuł to jakieś nieporozumienie.

Chyba sąd rejestrowy wiedział czy rejestruje w KRS starą czy nową spółkę



Wit - Czw Paź 11, 2007 8:11 pm
Wojewoda nie będzie wiceprezesem Giesche SA
Tomasz Pietrzykowski2007-10-11, ostatnia aktualizacja 2007-10-11 21:04



W "Gazecie" z 10 października ukazało się duże płatne ogłoszenie podpisane przez "Zarząd Spółki Giesche SA" zawierające list otwarty adresowany do "mieszkańców Śląska i władz lokalnych". Odpowiada na niego wojewoda Tomasz Pietrzykowski

Autorzy listu roztoczyli przed mieszkańcami Śląska wspaniałe perspektywy rozwoju regionu po ewentualnym przejęciu przez "spółkę Giesche SA" ogromnych terenów inwestycyjnych i mieszkalnych w Katowicach oraz innych miastach Śląska. Pod adresem władz lokalnych, w szczególności prezydenta Katowic oraz mnie, skierowano natomiast zarzut "absurdalnych ataków i niczym nieuzasadnionych oskarżeń". Nagromadzenie kłamstw i nadużyć w liście jest jednak na tyle duże, że nie może on pozostać bez odpowiedzi, tak aby nie zaistniało wrażenie, że zawiera on choć minimalną ilość informacji prawdziwych.

Podstawowym przekłamaniem jest już sam tytuł owego listu, w którym autorzy podają się za "Zarząd spółki Giesche S.A.," założonej w 1704 roku, w sposób bezpośredni sugerując, że kierują tą samą spółką, która przed wojną "władała hutami, kopalniami i fabrykami na Śląsku", a dzięki temu "śląskie miasta i osiedla wyglądały znacznie lepiej niż dziś, ( ) kwitły i tętniły życiem, mówiono o nich perły architektury" etc. Otóż rzecz w tym, że ukrywający się pod enigmatycznym określeniem "zarząd Spółki Giesche S.A.", panowie nie są żadnym zarządem założonej w 1704 roku i władającej przed wojną śląskimi kopalniami, hutami i fabrykami spółki, ale grupką sprytnych, młodych "tygrysów biznesu" z Pomorza, którzy po znalezieniu na jakiś aukcjach staroci przedwojennych dokumentów spółki Giesche, mających dziś wyłącznie walor ciekawostek historycznych, próbują obecnie przejąć za darmo gigantyczny majątek, jaki należał przed wojną do śląskiego koncernu. W ten sposób kupując za grosze akcje spółki, które przed wojną miały charakter rzeczywistych papierów wartościowych, a dziś są jedynie kolekcjonerską błyskotką, jakich wiele w każdym muzeum, autorzy listu domagają się uznania ich praw do "reprywatyzacji" osiedli i fabryk obejmujących 30 proc. obecnej powierzchni miasta Katowice. Tak ordynarne i bezczelne próby łatwego wzbogacenia się na naiwności urzędników przekraczają nawet te najgorsze standardy, do jakich przyzwyczaiły nas afery III RP. Otóż pragnę z całą stanowczością oświadczyć - minęły już czasy, gdy poprzez proste triki prawne różne grupki spryciarzy stawały się z dnia na dzień multimilionerami, nie dzięki swoim umiejętnościom, talentom i pracy, ale dziecinnej wręcz naiwności i łatwowierności urzędników odpowiedzialnych za majątek publiczny. Nierzadko zresztą tego rodzaju bezkrytyczni urzędnicy dziwnym trafem odnajdywali się nazajutrz w roli wiceprezesów "zarządów spółek", wobec których okazywali się tak zadziwiająco życzliwi. Dziwi jedynie przekonanie reprezentantów dzisiejszej "założonej w 1704 roku spółki Giesche S.A.", że w Polsce nic od początku lat 90. się nie zmieniło, że dziś także publiczny majątek rozdawany będzie na prawo i lewo każdemu sprytnemu kombinatorowi legitymującemu się bezwartościowymi świstkami oraz oszałamiającymi wizjami rozwoju, jaki nastąpi dzięki ich wzbogaceniu. Wzruszające zaiste są przy tym "plany spółki w zakresie społecznej infrastruktury, takiej jak przedszkola, szkoły, szpitale, domy kultury". Podziw budzą zapewnienia, że "spółka zamierza umożliwić nabycie na własność zajmowanych przez lokatorów mieszkań na warunkach na pewno bardziej korzystnych niż proponowane dotychczas przez miasto". Argumentacja autorów listu przypomina stary dowcip o kobiecie, która z każdego mężczyzny potrafi zrobić milionera. Pod warunkiem że wcześniej był miliarderem. List pełen jest tego rodzaju groteskowych manipulacji językowych, mowa tam na przykład o nieruchomościach "należących do Giesche SA", które zostały im "bezprawnie zagarnięte", "społecznym niepokoju" wywoływanym przez "przeróżnych pseudoobrońców ludu". Okazuje się zatem, że to nie panowie z "zarządu spółki Giesche" próbują bezprawnie zagarnąć ogromny śląski majątek - to im go zagarnięto! To nie ich bezczelna próba skoku na olbrzymi majątek wywołuje społeczny niepokój, tylko ci, którzy stają jej na przeszkodzie! To nie oni są pseudo-spółką Giesche, to ich przeciwnicy są pseudoobrońcami interesu publicznego, uniemożliwiającymi dobrodziejom z Trójmiasta wybudowanie nam przedszkoli, szkół, szpitali, domów kultury i parków. Posługując się typowymi dla siebie semantycznymi nadużyciami, autorzy określają się sami "inwestorami", chcącymi "zagospodarować pustostany, ożywić stare fabryki, aktywizować gospodarkę". Droga wolna Panowie "inwestorzy" - przystępujcie do przetargów, kupujcie pustostany, aktywizujcie stare fabryki. Pierwsza okazja będzie już w przyszłym tygodniu - PKP wystawiła na sprzedaż budynek starego dworca. Cena wywoławcza - 45 mln złotych. Ale w języku polskim słowo "inwestor" to ktoś, kto w majątek inwestuje, a nie usiłuje go przejąć za darmo. Na to w języku polskim jest zupełnie inne słowo.

Już zupełnie na marginesie charakterystyczny drobiazg. List kończy zapewnienie, że "od dwóch lat spółka prosi władze lokalne (...) Pana Wojewodę o podjęcie merytorycznych rozmów". Oświadczam, że autorzy listu także w tej sprawie kłamią w żywe oczy. Ani razu nie została podjęta jakakolwiek próba kontaktu ze mną, co jest łatwe do sprawdzenia, bo wszelkie takie próby obligatoryjnie rejestrowane są przez mój sekretariat. A więc kolejna, tym razem bezdyskusyjna i oczywista, nieprawda. Inna sprawa, że nawet gdyby takie próby zostały podjęte, z pewnością do żadnych "merytorycznych" rozmów pomiędzy mną a "zarządem spółki Giesche" by nie doszło. Nie te czasy panowie. Nie zostanę u was wiceprezesem.



Bruno_Taut - Pią Paź 12, 2007 7:47 am
PiSowski urzędnik młody, a zdążył nasiąknąć marksistowskimi ideami. To właśnie pewien intelektualista z Trewiru utrzymywał, że decydujące znaczenie ma to, ile wysiłku kosztuje nas wykonanie jakiejś pracy. Spieszę z wyjaśnieniem, że w warunkach wolnorynkowej gospodarki dobry pomysł spryciarza jest czasem wart grube miliony i nie ma w tym niczego anormalnego. A czy zmyślny plan wypali, to zależy od sądów.



Wit - Nie Paź 21, 2007 8:45 pm
Spółka Giesche pozywa wojewodę
Anna Malinowska2007-10-21, ostatnia aktualizacja 2007-10-21 22:01



Przedstawiciele reaktywowanej, przedwojennej spółki Giesche żądają od Tomasza Pietrzykowskiego, wojewody śląskiego, przeprosin i sprostowania. Nie spodobała im się jego opinia na temat działań spółki, którą opublikował na łamach "Gazety".
Gdy spółka Giesche opublikowała komunikat, w którym zapewniała mieszkańców Katowic, by nie martwili się o swoje mieszkania i nieruchomości, wojewoda napisał artykuł. Nie ukrywał w nim swojego krytycznego spojrzenia na zasadność roszczeń spółki wobec miasta. Giesche SA poczuli się pomówieni.

Leszek Pachulski, pełnomocnik spółki, przesłał do naszej redakcji pismo, w którym spółka żąda od Pietrzykowskiego sprostowania. Jego zdaniem wojewoda niewłaściwie ocenił sytuację prawną spółki i podał w wątpliwość wartość przedwojennych akcji. Nie spodobało mu się, że wojewoda nazwał spółkę "pseudo-spółką Giesche".

Wojewoda dziwi się żądaniom pełnomocnika Giesche SA. - W mojej ocenie obecna spółka nie jest tą samą, która działała przed wojną i nie ma z nią nic wspólnego. Dlatego też nazwałem ją pseudospółką Giesche - mówi. Sam nie otrzymał żądania sprostowania. Zapewnia, że jeśli jeszcze raz miałby się odnieść do działalności reaktywowanej spółki, wyraziłby takie same poglądy. - Nie będę niczego prostować i za nic przepraszać - podkreśla. Jeśli wojewoda nie opublikuje sprostowania, Giesche SA chce oddać sprawę do sądu.

O spółce Giesche SA piszemy w "Gazecie" od kilku tygodni, gdy okazało się, że jej przedstawiciele kupili przedwojenne akcje i na ich podstawie w katowickich sądach prowadzone są sprawy związane ze zwrotem nieruchomości. Przed wojną do spółki Giesche SA należała jedna trzecia miasta. Przedstawiciele spółki tłumaczą, że Giesche nigdy nie została wykreślona z rejestru, a oni dysponują zdecydowaną większością przedwojennych akcji.

Nasze publikacje wywołały na Śląsku burzę. Sprawdzanie legalności działania spółki rozpoczęły prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.



caterina - Nie Cze 29, 2008 8:02 pm
Giesche legalna? Odpowiedź w Tarnobrzegu

Postępowanie w sprawie legalności działania spółki Giesche przeniesiono z Katowic do Tarnobrzegu. Decyzję podjął prokurator krajowy.
Rok temu ujawniliśmy, że reaktywowała się przedwojenna spółka Giesche. Jej przedstawiciele skupili bowiem przedwojenne akcje firmy i na ich podstawie w katowickich sądach prowadzone są sprawy związane ze zwrotem nieruchomości. Przed wojną do Giesche należała aż jedna trzecia miasta!

Nasze publikacje wywołały na Śląsku burzę. Sprawą zainteresowała się prokuratura. Śledztwo zostało teraz przeniesione do Tarnobrzegu w województwie podkarpackim. - Powinno tam zakończyć się szybciej, bo tarnobrzeska prokuratura ma mniej spraw niż my - uważa Marzena Matysik-Folga z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że Giesche nigdy nie została wykreślona z rejestru, a dziś to oni dysponują zdecydowaną większością przedwojennych akcji. Dodają, że majątek Giesche został po wojnie nielegalnie znacjonalizowany, bo zrobiono to, opierając się na dekrecie o mieniu poniemieckim, tymczasem majątek spółki był amerykański.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,3501 ... 03-06#more



wojtast1 - Pon Mar 30, 2009 9:14 am
Jak feniks z makulatury

Reaktywowana przedwojenna spółka Giesche, która walczy o znacjonalizowane mienie, odzyskała już 140 ha w Katowicach. Zarówno firma, jak i jej akcje od dawna nie powinny jednak istnieć

Akcje przedwojennej spółki Giesche, która w 2005 r. została reaktywowana i walczy teraz ze Skarbem Państwa o odzyskanie przejętych przez PRL nieruchomości, już raz były podstawą do wypłaty odszkodowań. Informację tę potwierdza Ministerstwo Finansów. - Na mocy postanowień układu z 16 lipca 1960 r., zawartego między rządami USA i PRL, firmie Silesian-American Corporation przyznano odszkodowanie za znacjonalizowane mienie m.in. spółki akcyjnej Giesche - informuje Magdalena Kobos, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów. Po wypłacie odszkodowania w latach 60. akcje Gieschego wróciły do Polski. - Należy przypuszczać, że zostały przekazane do zniszczenia - dodaje.

Z ustaleń "Forbesa" wynika, że trafiły na makulaturę, skąd jeszcze w czasach PRL-u wykupili je handlarze starociami. Wiele lat później zainteresował się nimi gdyński biznesmen Marek Niegrzybowski. Z grupą wspólników skupił 70 proc. ze 172 przedwojennych akcji i wznowił żywot firmy. Teraz dochodzi ona praw do znacjonalizowanych nieruchomości. Giesche przed wojną posiadała m.in. 9 tys. hektarów ziemi w Małopolsce. - Toczymy kilkadziesiąt spraw sądowych i administracyjnych o wykreślenie Skarbu Państwa z ksiąg wieczystych - mówi w rozmowie z magazynem "Forbes" Leszek Pachulski, prawnik reprezentujący przedwojenną firmę. - Dotychczas zakończyło się osiem postępowań, z czego sześć wygraliśmy. Około 140 hektarów z katowickich dzielnic Szopienice, Dąbrówka Mała, Ligota i Giszowiec wróciło do spółki - informuje.

Mecenas twierdzi, że nawet jeśli akcje spółki były w przeszłości podstawą wypłaty odszkodowań, to ona sama, która nigdy nie przestała istnieć, żadnych rekompensat nie otrzymała. A to upoważnia ją do walki o mienie niesłusznie przejęte przez PRL. Pierwsze wygrane sprawy sugerują, że z powodu błę-dów urzędników PRL-u Polska dwa razy zapłaci za to samo.O spółce Giesche piszemy też na stronach 66-69 w artykule "Papiery z ukrytą wartością"

http://www.newsweek.pl/forbes/artykuly/ ... tury-,37,1

Co Wy na to??



salutuj - Pon Mar 30, 2009 10:01 am
pożywiom uwidim



Iluminator - Pon Mar 30, 2009 10:03 am
Dłuższa publikacja na ten temat była właśnie bodajże w lutowym wydaniu Forbsa.

No cóż, historia troszeczkę zamieszała i teraz spryciarze na tym zyskują. Ktoś wpadł na pomysł, tanio kupił prawa do majątku, wynajął dobrych prawników i teraz zarabia. Ja to jednak nazwałbym jednym określeniem: biznes.



bty - Pon Mar 30, 2009 8:26 pm
hm jeżeli coś rzeczywiście odzyskali w dwa lata to są niezwykle sprawni. Trochę się zajmowałemodyzyskiwaniem utraconych majątków i jest to żmudna wieloletnia zabawa.



wojtast1 - Czw Kwi 02, 2009 12:45 pm
hmm no więc ciekawe, czy to w ogóle prawda..??



Kris - Pon Sie 24, 2009 7:05 pm
Giesche na YouTube. To prawdziwy rarytas!
Anna Malinowska, Piotr Płatek
2009-08-24, ostatnia aktualizacja 2009-08-24 20:49

Przedwojenny film z Zakładów Giesche w Katowicach można od kilku dni oglądać w internecie. Widać na nim pracę hutników, zakładową kapliczkę czy przejazd kolejką Balkan. - To prawdziwy rarytas! Będziemy starać się wykorzystać film w naszej ekspozycji - cieszą się katowiccy muzealnicy.
Film umieścił na stronie YouTube internauta podpisujący się jako Pathe1939. Znalazł go w Muzeum Holocaustu w Stanach Zjednoczonych. - Jest prawdopodobnie autorstwa Juliena Bryana, dziennikarza amerykańskiego, który nakręcił w Polsce sporo filmów - opowiada internauta, który chce pozostać anonimowy.

Bryan w latach 1936-1937 przebywał w Polsce, gdzie dokumentował życie na Górnym Śląsku. We wrześniu 1939 roku przyjechał do Warszawy i za zgodą prezydenta Stefana Starzyńskiego filmował barbarzyńskie naloty lotnictwa niemieckiego. W czasie oblężenia miasta był jedynym zachodnim dziennikarzem, który pozostał wśród obrońców. 21 września 1939 roku opuścił Warszawę, zabierając ze sobą taśmy filmowe.

Jego film z Zakładów Giesche pochodzi najprawdopodobniej z 1937 r. W sporej części przedstawia Hutę Uthemanna, której pozostałości dziś można oglądać w katowickich Szopienicach. Huta była największym zakładem w okolicy. Choć obiekt był wpisany do rejestru zabytków, z całego kompleksu budynków można dziś podziwiać tylko cechownię i wieżę ciśnień. Rozebrano estakadę po wąskotorówce, halę pieców i budynek, w którym formowano ceramiczne piece, tzw. mufle.

- Właśnie te elementy huty, których już nie ma, są uwidocznione na filmie! Nie ma jakichkolwiek wątpliwości, że to Huta Uthemanna. Doskonale widać również teren Elektrociepłowni Jerzy. Dziś nie ma po niej śladu. Przed wojną zakład mieścił się gdzieś pomiędzy Nikiszowcem i dzisiejszą kopalnią Wieczorek - mówi Jadwiga Lipońska-Sajdak, dyrektorka Muzeum Historii Katowic.

[youtube]RgWiFT_rU3c[/youtube]

Oprócz pokazania przedwojennego przemysłu i pracy hutników Bryan uchwycił sceny czysto obyczajowe. Jest więc zakładowa kapliczka, scena z odpoczynku robotników, kiedy palą fajki, czy przejazd kolejki Balkan, kursującej między Giszowcem a Nikiszowcem. - Całość świetnie obrazuje, czym były Zakłady Giesche. Potężnym, samowystarczalnym konglomeratem. Tuż obok zakładów funkcjonowały osiedla mieszkaniowe. Całość była jak enklawa, gdzie w jednym miejscu ludzie pracowali i normalnie żyli. Nigdy nie spotkałam się z obrazem nakręconym w tym miejscu. Owszem, dysponujemy archiwalnymi fotografiami, ale film jest dla nas bezcenną wartością - cieszy się Lipońsk-Sajdak.

Katowiccy muzealnicy chcą teraz wykorzystać film na potrzeby własnej placówki. - Wystąpimy z zapytaniem o takie możliwości. W Nikiszowcu będzie wyremontowana nasza placówka i ten film świetnie uzupełniałby kolekcję - mówią.

O tajemniczym internaucie Pathe1939 wiadomo tylko, że jest prawnikiem z Wielkopolski, studiował w Anglii. Od kilku lat wyszukuje w polskich i zagranicznych archiwach stare przedwojenne filmy. W internecie umieścił ich już ponad 300. - Chcę promować historię Polski. Początkowo filmy miały być tylko wojskowe, aby obrazować tematy w internetowej encyklopedii przedwojennego uzbrojenia. Potem ludzie zaczęli naciskać na inne filmy. Polacy mają niesamowity głód oglądania materiałów archiwalnych i filmów historycznych - mówi Pathe1939.
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,3501 ... ytas_.html



Kris - Pon Wrz 14, 2009 9:31 am
Przedwojenne spółki mogą odzyskać miliardy
Akcje
07:00 14.09.2009
poniedziałek

Mieszkaniec Gdańska ma szansę stać się właścicielem trzeciej części Katowic należącej kiedyś do firmy Giesche SA. Coraz więcej jest spraw, w których w grę wchodzi odzyskanie całych ulic czy dzielnic.

Możliwość reprywatyzacji majątku koncernu obejmującego tak duży obszar Katowic otwiera orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego. Stwierdził on, że przedwojenna spółka Giesche SA wciąż istnieje.

Wystawione przed wojną akcje koncernu Giesche SA w Katowicach zgromadził Leszek N., obecny właściciel reaktywowanej spółki, której siedzibą jest teraz Gdynia. Na tej podstawie ubiega się o odzyskanie jej majątku na Śląsku.
Władze Katowic nie mają wątpliwości, że obecnej spółce Giesche SA nie należy się zwrot majątku przedwojennego koncernu, a prezydent Katowic zażądał wyjaśnienia okoliczności jej reaktywacji - mówi Waldemar Bojarun, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Katowice.

Do dziś nie zakończyło się bowiem śledztwo prowadzone przez ABW pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
Ma ono ustalić, czy przedwojenne akcje Giesche SA w Katowicach posiadane obecnie przez akcjonariuszy Giesche SA w Gdyni miały wartość majątkową czy tylko kolekcjonerską. Chodzi o sprawdzenie przebiegu sukcesji prawnej przedwojennych akcji Giesche SA od momentu, gdy ich prawnym właścicielem był Skarb Państwa po przekazaniu ich stronie polskiej przez rząd amerykański, do wejścia w ich posiadanie przez obecnych akcjonariuszy - mówi prok. Jerzy Dybus, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Rozpatrując skargę kasacyjną spółki, NSA stwierdził m.in., że istotny jest jej wpis do Krajowego Rejestru Sądowego, który oznacza, iż istnienie tego podmiotu nie zostało dotychczas podważone.
Sąd rejestrowy zbadał wszystkie dokumenty. Wpis został dokonany zgodnie z prawem i nigdy nie złożono wniosku o jego wykreślenie - twierdzi radca prawny Leszek Pachulski, pełnomocnik spółki.

Są tylko przypuszczenia

W ten sposób zostało już reaktywowanych ponad 1000 firm. Część z nich odzyskała swoje majątki. Niektóre prowadzą postępowania reprywatyzacyjne, głównie przed ministrem gospodarki.

Takie postępowania prowadzi, m.in. w sądach, również spółka Giesche SA z Gdyni.
Koncern Giesche SA nigdy nie został wykreślony z przedwojennego rejestru handlowego, a przynajmniej część jego majątku znacjonalizowano bezprawnie jako poniemiecki, podczas gdy jego jedynym akcjonariuszem była firma amerykańska - wyjaśnia Leszek Pachulski.

W 2007 r. spółka wystąpiła do prezydenta Katowic o wydanie wypisów i wyrysów z ewidencji gruntów trzech działek o powierzchni 140 ha w Katowicach, które zamierza wpisać do własnych ksiąg wieczystych. Postępowanie zostało jednak wstrzymane ze względu na trwające śledztwo.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, do którego spółka poskarżyła się na bezczynność prezydenta Katowic, uznał konieczność wstrzymania postępowania w sprawie wyrysów i wypisów do czasu rozstrzygnięcia, czy obecna spółka Giesche SA jest tożsama z koncernem Giesche SA.

Akcje majątkowe czy kolekcjonerskie

NSA uchylił ten wyrok. Stwierdził, że zgodnie z art. 217 k.p.a. postępowanie powinno się zakończyć albo wydaniem żądanych wyrysów i wypisów, albo odmową ich wydania. Postępowanie prokuratorskie nie mogło stanowić przeszkody do zakończenia postępowania przed prezydentem Katowic (sygn. I OSK 104/09). Pełnomocnik spółki zapowiedział, że złoży następne wnioski o wydanie wypisów i wyrysów kolejnych gruntów, o które się ubiega. Jej cały potencjalny majątek ocenia na 40 mld zł.

Amerykańskiej firmie Silesian-American Corporation, która od 1926 r. była posiadaczem 100 proc. akcji Giesche SA, Polska wypłaciła w latach 60. odszkodowanie za znacjonalizowane nieruchomości. Po wypłacie akcje wróciły do Polski. Istnieje wersja, że trafiły do zbieraczy staroci. Jak było naprawdę - nie wiadomo.

Józef Forystek, adwokat z kancelarii Forystek i Partnerzy
Większość przedwojennych spółek nie została wykreślona z rejestru handlowego. Z mocy ustawy nacjonalizacyjnej z 1946 r. upaństwowiono jedynie ich majątek - ale nie same spółki. Taka spółka ma się prawo domagać przerejestrowania do KRS i wykazywać przed sądami i urzędami, że jej majątek został przejęty z naruszeniem prawa. Żeby jednak przedwojenne akcje na okaziciela zachowały swoje prawa, musiały być - zgodnie z dekretem z 1947 r. - zarejestrowane do 1949 r. i ostemplowane w placówkach konsularnych, bankach lub izbach handlowych. Jeżeli ktoś dysponuje takimi akcjami, może nimi legalnie obracać, a więc sprzedawać i kupować, a także wykonywać prawa akcjonariusza spółki. Akcje o charakterze kolekcjonerskim nie posłużą do reaktywacji spółki.

Danuta Frey
Rzeczpospolita
http://gielda.wp.pl/POD,3,a,1,b,1,c,11,index.html?P[numer]=11489422&P[obr]=&ticaid=18beb



absinth - Pon Wrz 14, 2009 3:13 pm

Żeby jednak przedwojenne akcje na okaziciela zachowały swoje prawa, musiały być - zgodnie z dekretem z 1947 r. - zarejestrowane do 1949 r. i ostemplowane w placówkach konsularnych, bankach lub izbach handlowych. Jeżeli ktoś dysponuje takimi akcjami, może nimi legalnie obracać, a więc sprzedawać i kupować, a także wykonywać prawa akcjonariusza spółki.

interesujace



Iluminator - Pon Wrz 14, 2009 3:38 pm
Cała ta zabawa z akcjami jest śmieszna i przerażająca zarazem. Żeby dzielić majątek spółki to powinni zebrać przecież wszystkie wyemitowane akcje i równo podzielić na akcjonariuszy. Inną sprawą jest to, że przecież Silesian-American Corporation dostało odszkodowanie.



ZbeeGin - Pią Wrz 18, 2009 4:30 pm

Aldona Minorczyk-Cichy
2009-09-18 05:00:10, aktualizacja: 2009-09-18 05:00:11

Zakłady, kamienice, osiedla Giszowiec, Nikiszowie i dzielnica Załęże - to warta miliardy złotych spora część Katowic, którą miasto może stracić na rzecz reaktywowanej w 2005 roku spółki Giesche SA.

Firma ta odzyskała już 140 hektarów katowickich gruntów i walczy dalej. Szanse na przejęcie tego majątku ma coraz większe, a wszystko przez PRL-owski bałagan w dokumentach.

Przedwojenna familia Giesche przez dwa stulecia rządziła śląskim węglem i dorobiła się gigantycznego majątku. W 1922 roku, kiedy część Śląska znalazła się w polskich rękach, potężna spółka Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben podzieliła się na dwie części, polską i niemiecką. W 1926 roku Niemcy sprzedali Amerykanom swoje udziały w polskiej części Górnego Śląska. Po wojnie ogromny majątek firmy został bezprawnie znacjonalizowany przez komunistów jako mienie poniemieckie. W 1960 roku Amerykanie otrzymali odszkodowanie za utracony majątek. Zapłaciła Polska i akcje Giesche przywiezione zostały z USA do kraju. Prawdopodobnie miały zostać zniszczone, lecz z niewiadomych przyczyn trafiły w ręce kolekcjonerów starych papierów dłużnych. Od nich kupił je Marek Niegrzybowski, prezes znanej firmy konsultingowej w Gdyni, także zbieracz starych dokumentów. Kiedy Niegrzybowski zorientował się, jaki skarb znalazł się w jego rękach, w 2005 roku reaktywował firmę Giesche SA, która nigdy nie została formalnie zlikwidowana ani wypisana z rejestrów. Teraz Niegrzybowski walczy o odzyskanie majątku. Jego szanse zwiększa niedawny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który orzekł, że przedwojenna spółka Giesche SA wciąż istnieje, co kwestionowały władze Katowic.

- To się stało przez PRL-owskie niedbalstwo. Wtedy nikt nie przejmował się formalnościami. Dzięki temu właściciel Giesche ma teraz szansę otrzymać gigantyczne odszkodowanie za utracony majątek. To może mu się udać, bo ze strony Skarbu Państwa tej sprawy nikt nie pilnuje - uważa Tomasz Pietrzykowski, prawnik i były wojewoda śląski.

Leszek Pachulski, pełnomocnik zarządu Giesche SA, zapowiada kolejne kroki prawne: - Będziemy udowadniać, że powojenna nacjonalizacja konkretnych nieruchomości w odniesieniu do majątku Gieschego była nieważna i dokonywać zmian w księgach wieczystych. Z takimi wnioskami występujemy do resortów gospodarki, spraw wewnętrznych i rolnictwa. Orzeczenie NSA powinno dać tym instytucjom do myślenia. Do tej pory rozpatrywanie naszych prostych wniosków przeciągało się, a prezydent Katowic, Piotr Uszok, informował dziennikarzy, że Giesche SA odzyska majątek po "jego trupie" - mówi Pachulski.

Przed II wojną światową spółka Giesche SA była na Śląsku potęgą przemysłową. Teraz jej nowi akcjonariusze roszczą sobie prawo do wartego miliardy złotych majątku. Szanse na jego odzyskanie mają spore. To już się dzieje. W 1960 roku warszawscy urzędnicy nie dopełnili formalności związanych z wyrejestrowaniem spółki, unieważnieniem jej akcji, po zapłaceniu przez Polskę odszkodowania amerykańskim spadkobiercom firmy.

Gdyby w 1960 roku papiery wartościowe spółki Giesche SA zostały zniszczone, dziś nie byłoby problemu. Do Polski trafiły z USA, po wypłaceniu przez rząd PRL-u należnego odszkodowania za znacjonalizowany po wojnie majątek udziałowcom spółki Silesian-American Corporation, która od 1926 roku była posiadaczem 100 proc. akcji Giesche SA. Papiery miały zostać zniszczone, ale trafiły do rąk kolekcjonerów. W 2005 roku kupił je Marek Niegrzybowski z Gdyni i bez problemu reaktywował spółkę, przenosząc jej siedzibę z Katowic na Wybrzeże.

- Nie mamy wątpliwości, że spółce zwrot majątku się nie należy - podkreśla Waldemar Bojarun, rzecznik prezydenta Katowic. W 2007 roku prezydent powziął podejrzenie o popełnieniu przestępstwa i powiadomił prokuraturę. Śledztwo w sprawie roszczeń spółki Giesche prowadzone było początkowo w Katowicach, ale 2 czerwca 2008 roku przekazano je do Tarnobrzega.

- Toczy się ono w sprawie usiłowania doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości przez osoby działające w imieniu spółki Giesche. Chodzi o majątek wartości 227 mln zł należący do miasta Katowice, Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej i Katowickiego Holdingu Węglowego - wyjaśnia prok. Jerzy Dybus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Prokurator ustalił wstępnie, że reaktywowana w 2005 roku firma Giesche SA zażądała zwrotu majątku znacjonalizowanego jako mienie poniemieckie w 1946 roku. Faktycznie było to jednak mienie poamerykańskie, na co nikt wówczas nie zwrócił uwagi.

- Dlatego obecnie sprawdzamy drogi sukcesji prawnej akcji spółki, zwłaszcza od momentu, gdy w 1960 roku stały się własnością Skarbu Państwa. Do usiłowania wyłudzenia lub wyłudzenia mogło dojść tylko w sytuacji, gdy wolą bezwzględną Skarbu Państwa było zniszczenie papierów wartościowych, a one zamiast tego zostały skradzione - informuje prok. Dybus. Akta sprawy mają już kilkadziesiąt tomów, a końca śledztwa nie widać, potrwa jeszcze kilka lat. Śledczy sprawdzają archiwa resortu finansów, gospodarki, NBP.

Leszek Pachulski, pełnomocnik zarządu Giesche SA, twierdzi, że półtora roku temu jego klienci o 6.00 rano zostali najechani przez agentów ABW z Katowic i Gdańska. Agenci przeszukali siedzibę spółki, zabrali dokumenty. To jednak właściciela firmy nie zraziło do dochodzenia praw do majątku. W jego skład oprócz Giszowca i Nikiszowca wchodzą niemal całe Załęże wzdłuż ul. Gliwickiej aż do Średnicówki, do tego działki na Roździeniu, w Piekarach Śląskich i kamienice.

W 2007 roku spółka wystąpiła do prezydenta Katowic o wydanie wypisów i rysunków z ewidencji gruntów trzech działek o powierzchni 140 ha w Katowicach. Spółka chce je wpisać do własnych ksiąg wieczystych. Postępowanie wstrzymano jednak, zasłaniając się trwającym wciąż śledztwem. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach uznał to za zasadne do czasu rozstrzygnięcia, czy obecna spółka Giesche SA jest tożsama z przedwojennym koncernem Giesche SA. Niedawno NSA uchylił ten wyrok. Stwierdził, że postępowanie powinno się zakończyć albo wydaniem rysunków i wypisów, albo odmową ich wydania. Toczące się śledztwo nie może być przeszkodą. Ta decyzja otwiera spółce drogę do kolejnych roszczeń.

Niczego nie wywieziemy, to zostanie na Śląsku

Leszek Pachulski, pełnomocnik zarządu Giesche SA

W sześciu procesach dotyczących zapisów w księgach wieczystych udało nam się doprowadzić do wykreślenia nielegalnych wpisów, jakich dokonali między innymi urzędnicy prezydenta Piotra Uszoka. Spółka odzyskała nieruchomości w Ligocie, Gi-szowcu i Roździeniu. W sumie ponad 100 hektarów. Jesteśmy realistami. Wiemy, że nie odzyskamy dawnej kopalni Giesche czy huty szopienic-kiej. One zostały przejęte zgodnie z prawem. Ale są jeszcze działki w Roździeniu i Piekarach Śląskich. W Katowicach jest kamienica przy ul. Dąbrowskiego i dawna siedziba spółki przy ul. Podgórnej. Chcemy je odzyskać i troszczyć się o nie, a nie tylko eksploatować. Niczego nie wywieziemy. To zostanie na Śląsku, będzie się rozwijać. W Warszawie, gdzie majątek jest zwracany uprawnionym osobom, następuje rozwój miasta. Władze Katowic nie są w stanie tego zrozumieć. Mają mentalność rodem z PRL-u.

Źródło: http://polskatimes.pl/dziennikzachodni/stronaglowna/163356,giesche-wraca-po-katowice,id,t.html



Bartek - Śro Lut 10, 2010 11:04 am
Komunikat ABW

W dniu 09.02.2010 r. w godzinach wieczornych funkcjonariusze katowickiej Delegatury ABW zatrzymali cztery osoby w związku z prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu śledztwem, dotyczącym usiłowania doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem m.in. Skarbu Państwa.

Wszystkie zatrzymane osoby to posiadacze przedwojennych, historyczno-kolekcjonerskich akcji spółki Giesche S.A., którzy na drodze postępowań cywilnych i administracyjnych dochodzili odszkodowań za znacjonalizowany majątek należący do przedwojennego podmiotu o tej nazwie. Zatrzymań dokonano na terenie Trójmiasta oraz Warszawy.

Sprawa dotyczy terenu Katowic i miast ościennych. Według ustaleń poczynionych w śledztwie minimalna wartość majątku, którego zwrotu domagali się podejrzani, to 341 mln zł.

W dniu dzisiejszym Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu przedstawi zatrzymanym zarzuty popełnienia przestępstwa z art. 13 § 1 kk w zw. z art. 286 § 1 kk, w zw. z art. 294 § 1 kk, w zw. z art. 12 kk.

Wymienione przestępstwa zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 10.

Zespół prasowy ABW
http://www.abw.gov.pl/portal/pl/8/504/F ... u_z_s.html




Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 11:36 am
Taaaak, we wspaniałym państwie żyjemy. Ktoś chce zyskać jego kosztem, więc państwo posyła prokuratorów i czekistów, tfu, ABW.



rasgar - Śro Lut 10, 2010 12:25 pm

Taaaak, we wspaniałym państwie żyjemy. Ktoś chce zyskać jego kosztem, więc państwo posyła prokuratorów i czekistów, tfu, ABW.

Niestety jest to prawda.

Pod lupę można brać okoliczności potwierdzenia ciągłości istnienia spółki Giesche, ale nie samych posiadaczy przedwojennych akcji - chyba (oczywiście), że istnieją poważne podejrzenia, iż w nielegalny sposób przyczynili się do "zalegalizowania" swoich kolekcjonerskich papierów wartościowych.



Iluminator - Śro Lut 10, 2010 2:00 pm
^^^

Właśnie istnieje poważne podejrzenie, iż w nielegalny sposób przyczynili się do "zalegalizowania" swoich kolekcjonerskich papierów wartościowych

I dobrze, wyłapać kombinatorów. ABW do dzieła!

------------------

Rząd rzuca wyzwanie firmom, które wznawiają działalność na podstawie przedwojennych papierów wartościowych i domagają się zwrotu znacjonalizowanego majątku - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".
Bronią rządu ma być nowelizacja ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym, która utrudni rejestrowanie takich firm i podda ich działanie ścisłej kontroli. Według ustaleń "DGP" projekt nowego prawa jest efektem raportu ABW, który trafił do wszystkich ministrów.

- Wynika z niego, ze wskrzeszanie przedwojennych firm to zorganizowany proceder. Jeśli czegoś nie zrobimy, państwo straci dziesiątki miliardów złotych - mówi "DGP" jeden z adresatów dokumentu. Nowelizacja ustawy o KRS zakłada, że sędzia, zanim wpisze przedwojenną firmę do rejestru, musi zbadać, czy okaziciel papierów wartościowych spółki ma do nich prawa, np. wynikające ze spadku, czy też kupił je w antykwariacie. Projekt wprowadza też duże uprawnienia dla prokuratorów. Będą oni mogli kontrolować odrodzone firmy.

Od pięciu lat funkcjonuje pod przedwojenną nazwą spółka Giesche SA, której założycielom wystarczyły akcje zakupione od kolekcjonera. Tymczasem Polska już raz spłaciła faktycznych spadkobierców Giesche SA - największego przedwojennego przedsiębiorstwa przemysłu ciężkiego w Polsce. ABW pod nadzorem prokuratury w Tarnobrzegu prowadzi śledztwo w sprawie Giesche SA w kierunku oszustwa na ogromną skalę.



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 2:02 pm
Kombinatorów, spekulantów, sabotażystów i kułaków! Wyłapać i do Gułagu!



Iluminator - Śro Lut 10, 2010 2:09 pm
Z tymi spekulantami to się zagalopowałeś No chyba, że spekulant łamie prawo...



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 3:34 pm
A co tam prawo. Dajcie człowieka a paragraf się znajdzie.



Bartek - Śro Lut 10, 2010 4:51 pm
To jeszcze z PAP

Uszok: sprawa Giesche potencjalnym zagrożeniem dla Katowic i państwa (wywiad)
2010-02-10 16:25

10.02. Katowice (PAP) - Próba przejęcia nieruchomości należących przed wojną do spółki Giesche przez rzekomych sukcesorów praw majątkowych tej spółki, była potencjalnie olbrzymim zagrożeniem nie tylko dla Katowic ale także dla bezpieczeństwa państwa - ocenia prezydent Katowic Piotr Uszok.

W 2007 r. Uszok zaalarmował ABW. W środę prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu (Podkarpackie) poinformowała o zatrzymaniu czterech osób - posiadaczy przedwojennych, historyczno-kolekcjonerskich akcji spółki Giesche S.A., które skupowali od kolekcjonerów. Na podstawie tych akcji chcieli uzyskać nieruchomości w Katowicach lub odszkodowania za utracony majątek. Chodzi o kwotę ponad 341 mln zł. Mają usłyszeć zarzut usiłowania wyłudzenia na szkodę Skarbu Państwa.

Spółka Giesche występowała o zwrot nieruchomości w Katowicach i Piekarach Śląskich. Zabiegała m.in. o zabytkowe katowickie osiedla Nikiszowiec i Giszowiec, gdzie toczyła się akcja filmów Kazimierza Kutza, oraz niektóre tereny i nieruchomości Huty Szopienice. Kwestionowała też nacjonalizację budowanych przez ród Giesche domów mieszkalnych. Przedstawiciele firmy przekonywali, że należąca do przedwojennego rodu potentatów przemysłowych i nosząca ich nazwisko spółka Giesche oraz obecna firma to ten sam podmiot.

Władze Katowic od początku uważały roszczenia firmy za bezprawne. Prezydent Katowic Piotr Uszok z zadowoleniem przyjął środową informację z prokuratury, podkreśla jednak, że nie kończy to postępowania prawnego.

PAP: Czy na wieść o prokuratorskich zarzutach dla ludzi związanych z rzekomą spółką Giesche odetchnął pan z ulgą?

Piotr Uszok: w pewnym sensie tak, chociaż mam świadomość, że to na razie jedynie zamknięcie pierwszego etapu działania bardzo złożonego i wciąż niezakończonego. Ale informacja o prokuratorskiej ocenie tej sprawy jest dla mnie bardzo ważna, bo sam zainspirowałem te działania, składając wniosek do ABW. Uczestniczyłem też w wielu spotkaniach, zmierzających do wyjaśnienia tych kwestii. Chodziło mi przede wszystkim o nakreślenie zagrożeń nie tylko dla Katowic, ale dla państwa. Próbę przejęcia nieruchomości, należących przed wojną do spółki Giesche, należy rozumieć jako zagrożenie bezpieczeństwa państwa.

PAP: Ani przez moment nie miał pan obaw, że roszczenia spółki mogą być zasadne i trzeba będzie oddać jej dużą część katowickich nieruchomości?

Piotr Uszok: od początku było dla nas oczywiste, że roszczenia te są całkowicie bezzasadne, ale mając w pamięci różne zjawiska z przeszłości, sprawy nie można było bagatelizować. Mówię chociażby o przejmowaniu krakowskich kamienic przez potomków rodzin żydowskich w latach 90. Analizując wyroki sądowe w podobnych sprawach chwytałem się za głowę. Dlatego m.in. stwierdziłem, że roszczenia spółki Giesche tworzą bardzo poważne zagrożenie tego rodzaju. Potencjalnie mogło to być dla miasta naprawdę olbrzymie zagrożenie.

PAP: Czyli były wątpliwości dotyczące tego, że Katowice mogą przegrać ten spór na drodze prawnej?

Piotr Uszok: Szokująca była dla mnie w ogóle rejestracja tej spółki, na podstawie przedwojennych, kolekcjonerskich papierów, a w efekcie zwołanie walnego zgromadzenia, z udziałem notariusza itp. Wprawdzie sądy, na podstawie określonych procedur, dokonują rejestracji niekoniecznie dokonując merytorycznej analizy, jednak z całą pewnością odpowiednie osoby zaufania publicznego powinny na samym początku zdecydowanie bardziej ostrożnie podchodzić do tego procesu.

Rozmawiał: Marek Błoński (PAP)

mab/ bno/ wkr/



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 5:01 pm
A co za różnica czy kupili w antykwariacie czy dostali w spadku?

Ale histeria. Ktoś chce zabrać państwu mienie, które owo państwo zagrabiło i dewastowało przez lata.



Iluminator - Śro Lut 10, 2010 5:37 pm
Duża różnica. Jeśli dostali w spadku, to można zlokalizować pierwotnych właścicieli papierów wartościowych. Jeśli już ich znamy, to możemy sprawdzić, czy ci dawni właściciele dostali zadośćuczynienie.

Polska już raz wypłaciła rekompensaty dawnym właścicielom. Jeśli ktoś udowodni, że nie to powinna im się należeć taka rekompensata. Kupując akcje w antykwariacie nie można tego udowodnić i kupowane w ten sposób papiery są de facto nabywane jedynie w celu kolekcjonerskim, a nie jako stanowiące prawo do jakiegoś majątku. Tym bardziej, że udziały w spółkach akcyjnych na początku lat 90tych zostały zdematerializowane.

A dewastował PRL jako utopijny system, który z założenia był nieefektywny i prowadził do nieoptymalnego wykorzystania środków pracy, którymi odgórnie zarządzał.



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 5:43 pm
A RP bardzo chętnie kontynuuje dziedzictwo PRL, będąc państwem pazernym i czerpiącym korzyści z komunistycznej grabieży.
Papier to papier. Państwo ma problem, który samo stworzyło. I dobrze mu tak.



Iluminator - Śro Lut 10, 2010 5:56 pm
Polska już raz wypłaciła rekompensaty dawnym właścicielom.

Papier jest i można sobie go powiesić na ścianie. Tylko do tego on teraz służy.

Jeśli państwo ma problem, tzn że każdy z nas ma problem. W sumie to nawet jedni mają większy problem - wszyscy którzy są na garnuszku tego państwa. Widać to chociaż teraz po sytuacji w Grecji.

A przed grabieżą PRL, były inne grabieże i gdyby nie one, to tych problemów by nie było i żylibyśmy w zupełnie innej rzeczywistości.



absinth - Śro Lut 10, 2010 6:23 pm
Bruno jakos nie umiem zrozumiec Twojego stanowiska w tej sprawie. Co Twoim zdaniem przemawia za ta dziwna raktywacja?



kiwele - Śro Lut 10, 2010 6:50 pm

Bruno jakos nie umiem zrozumiec Twojego stanowiska w tej sprawie. Co Twoim zdaniem przemawia za ta dziwna raktywacja?

Idem!



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 7:33 pm

Bruno jakos nie umiem zrozumiec Twojego stanowiska w tej sprawie. Co Twoim zdaniem przemawia za ta dziwna raktywacja?

Chęć zysku, która jest motorem wielu ludzkich działań i rozwoju. A za reakcjami z reguły stoi zwykła zawiść. Kiedy słyszę, że komuś się nie należy, bo się nie narobił, to od razu mam ochotę zaproponować eksterminację wszystkich, którzy dobrze żyją, a nie mają odcisków na dłoniach.

Panowie wpadli na pomysł szybkiego wzbogacenia się. Sądy mają rozstrzygnąć czy ich roszczenia są uzasadnione czy nie. Uruchamianie prokuratury i ABW świadczy o mafijnym charakterze tego państwa. A histerie różnych Pietrzykowskich i Uszoków.

@Ilu, historia najnowsza uczy, że największym problemem dla obywatela nie są problemy państwa, ale samo państwo. Państwo wypłaciło rekompensaty, powiadasz? A kto Ci takich rzeczy naopowiadał? Mój pradziadek nie przyjął proponowanych mu przy nacjonalizacji drukarni śmiesznych pieniędzy. I podobnie uczyniło wiele innych osób. Nie mówiąc już o tych, których mienie zostało zagrabione jako poniemieckie.

Swoją drogą interesująco poczytać jak zwolennicy polskiej nibyprawicy bronią polityki PRL. A zdarza się to bardzo często.



kiwele - Śro Lut 10, 2010 7:43 pm


Chęć zysku, która jest motorem wielu ludzkich działań i rozwoju. A za reakcjami z reguły stoi zwykła zawiść. Kiedy słyszę, że komuś się nie należy, bo się nie narobił, to od razu mam ochotę zaproponować eksterminację wszystkich, którzy dobrze żyją, a nie mają odcisków na dłoniach.

Panowie wpadli na pomysł szybkiego wzbogacenia się. Sądy mają rozstrzygnąć czy ich roszczenia są uzasadnione czy nie. Uruchamianie prokuratury i ABW świadczy o mafijnym charakterze tego państwa. A histerie różnych Pietrzykowskich i Uszoków.

@Ilu, historia najnowsza uczy, że największym problemem dla obywatela nie są problemy państwa, ale samo państwo. Państwo wypłaciło rekompensaty, powiadasz? A kto Ci takich rzeczy naopowiadał? Mój pradziadek nie przyjął proponowanych mu przy nacjonalizacji drukarni śmiesznych pieniędzy. I podobnie uczyniło wiele innych osób. Nie mówiąc już o tych, których mienie zostało zagrabione jako poniemieckie.

Swoją drogą interesująco poczytać jak zwolennicy polskiej nibyprawicy bronią polityki PRL. A zdarza się to bardzo często.


Czy jest jakas watpliwosc co do natury wlasnosci tych akcji?
Sa one wlasnoscia legalnych spadkobiercow czy rzeczywiscie zostaly kupione jako starocie, papierki kolekcjonerskie?*)
Nie mowmy, ze sa one na okaziciela, to byloby zbyt oczywiste cwaniactwo w tym przypadku.
Sprawy z pradziadkiem nie mozna uogolniac w taki sposob.
Ciekawe jaka orientacje ideowa trzeba wykazywac, by stanac po stronie tych kolekcjonerow w momencie zmiany odslony dla tych papierow?

A tak w ogole to czego rozsadnego mozemy sie spodziewac od osoby, ktora jako przypis do kazdego swojego postu umieszcza takie szczeniacko prowokujace zdanie.

*)Byloby zalosnie zabawne, gdyby porownywac nabywanie tych kolekcjonerskich papierow wartosciowych do przypadkowego nabycia na pchlim targu jakiegos obrazu nieznanego malarza, ktory nastepnie okazuje sie dzielem jakiegos wielkiego mistrza.



Bruno_Taut - Śro Lut 10, 2010 7:47 pm
A histerie Pietrzykowskich i Uszoków są żałosne - miało być. Połknąłem część zdania.



Iluminator - Czw Lut 11, 2010 7:57 am
O wypłacie rekompensat dotyczyło stricte spółki Giesche i najpierw zamieściłem cytat z PAPu (uznając to źródło za wiarygodne). Niestety chyba niektórym pewne kwestie trzeba pisać pogrubioną czcionką i ponownie to zamieściłem już wycinając z kontekstu.

----------------

Tak, państwo jest złe, niech żyje anarchia!



Strona 1 z 2 • Wyszukiwarka znalazła 150 wypowiedzi • 1, 2 ca6, Satel
wyk4, Budownictwo studia, mechanika
Block Lawrence - Bernie Rhodenbarr 05 - Wlamywacz.rar
Ponadto miałem być rodzinnym facetem jak mężczyzna, którego najbardziej podziwiałem: Al Bolitar, mój ojciec...
Mala prosiba o inny kolor Dark Master
[PKC][LAB][Ostatnia laborka][Prawie na MAXA] PKC liczniki&rejestry opracowanie