ďťż
 
Czy wiedziales? Nasze sławy w dziedzinie kultury, nauki, itd





MarcoPolo - Pon Lis 07, 2005 11:27 am
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3003229.html

23-letni górnik najlepszym didżejem w Polsce



Michał Baj
Fot. WOJCIECH MATUSIK / AG

szj 06-11-2005, ostatnia aktualizacja 06-11-2005 21:58

Górnik z jastrzębskiej kopalni Borynia - 23-letni Michał Baj (DJ Eprom) - został mistrzem Polski didżejów federacji ITF w Krakowie. W piĹĄtkowych zawodach rywalizowali didżeje, którzy gramofony traktujĹĄ jako pełnoprawne instrumenty muzyczne. Michał zmiażdżył rywali w kategorii scratching, a w finale nie dał szans DJ Pistoletowi. W nagrodę będzie reprezentował Polskę w mistrzostwach Europy w Dublinie i mistrzostwach �wiata w Pradze.

- On jednĹĄ rękĹĄ potrafi zagrać lepiej niż inni dwiema. Dopóki będzie startował, nam zostaje walka o drugie miejsce - przyznajĹĄ jego rywale.

Michał pracuje kilometr pod ziemiĹĄ przy likwidacji �cian. - Jak skończy się fedrunek �ciany, zabezpieczamy to miejsce i wydostajemy stamtĹĄd wszystkie maszyny - mówi utalentowany muzyk. - Ta muzyka, którĹĄ zaprezentowałem na zawodach, to były moje wizje górnictwa - dodaje ze �miechem.

Michał nie jest zwiĹĄzany z żadnym klubem muzycznych, często jednak gra w osiedlowych pubach. Inspiracje z kopalni będzie czerpał jeszcze do końca roku. Bo już od stycznia przenosi się do Warszawy, gdzie będzie pracował w sklepie dla didżejów.




MarcoPolo - Pon Lis 14, 2005 12:55 pm
Słynna aktorka w nie mniej słynnym mieÂście

Na swym koncie ma Oskara, Cezara i nagrodę weneckiego festiwalu. ZnanĹĄ z "Angielskiego pacjenta", "Czekolady" czy filmu KieÂślowskiego "Niebieski" Juliette Binoche z PolskĹĄ łĹĄczy nie tylko KieÂślowski. Okazuje się że jej dziadkowie mieszkali przed wojnĹĄ w Częstochowie i tu urodziła się jej matka.

Słynna aktorka



Słynna aktorka zna historię swych bliskich i obiecuje, że do Częstochowy przyjedzie. Kolonia francuska nie na Czarnym LĹĄdzie ale w Częstochowie. To tu urodziła się matka słynnej aktorki Juliette Binoche. Częstochowskie Âślady rodziny aktorki znaleÂźć można w miejskich archiwach i w ...teatrze, gdzie przed laty występowała Julia Helena Młynarczyk - babka Juliette Binoche. Prezydent miasta, kiedy dowiedział się o częstochowskich korzeniach La Binoche - jak z szacunku mówiĹĄ o niej Francuzi, przygotował dokumenty ÂświadczĹĄce o tym jak ważnĹĄ dla jej dziadka Henryka Stalensa była Częstochowa. Sama aktorka była tu już kiedy kręciła w Polsce film KieÂślowskiego "Niebieski". Teraz obiecała powrócić, dziękujĹĄc za pamięć o przeszłoÂści, która jak sama napisała "jest w nas zawsze obecna" .
Autorka: Anna Migalska



babaloo - Pią Sty 06, 2006 12:03 am
Nie chciałem tworzyć nowego wątku, więc wklejam tutaj. Proponuję rozszerzyć tytuł tematu i po "kultury" dodać "i nauki". To wywiad w newsweeku z dr Markiem Migalskim, politologiem z UŚ. To jeden z nielicznych cytowanych w mediach przedstawicieli świata nauki ze śląska.

http://newsweek.redakcja.pl/wydania/art ... ykul=14127



miglanc - Pią Sty 06, 2006 12:06 am
Z tymi przedstawicielami to sie nie zgodze. Ostatnio co chwile widze w wiadomosciach TVP komentarze ludzi z naszego WNS(dr Łęcki, prof. Wódz, prof Szczepański). To zasluga Durczoka chyba.
A ostatnio mozna zauwazyc coraz wiecej ludzi z regionu w kulturze.




SPUTNIK - Pią Sty 06, 2006 10:24 pm
No jeszcze czasami jak TVP robi zakręcony program o wszystkim i o niczym to wypowiada się prof. Sławek :wink:



jacek_t83 - Pią Sty 06, 2006 10:37 pm
skoro juz Sputnik zacząłeś mój wydział prezentować to dodam jeszcze, że na tvn-ie leci program "wydanie drugie poprawione", które prowadzi prof. Kłosiński razem z Kazimierą Szczuką.



SPUTNIK - Pią Sty 06, 2006 10:51 pm
skoro nauka to równeż Prof. Bochenek i Zębala kardiochirurdzy z Zabrza i Katowic.
@ jacek a Prof. Sławek to nie rezyduje obecnie w Cieszynie ?



jacek_t83 - Pią Sty 06, 2006 10:54 pm
ma katedre u nas na wydziale "zaklad literatury porownawczej" czy jakos tak. z tego co wiem to ma jakies mieszkanie w Cieszynie bo dawno temu w GW byl artykul, z serii "widze coos tam mysle cos tam" i oprowadzal wlasnie po Cieszynie



Bruno_Taut - Pią Sty 06, 2006 10:56 pm
Ma chyba dom w Goleszowie.



jacek_t83 - Czw Lut 23, 2006 4:01 pm
We wrześniu w 141 rocznicę nadania Katowicom praw miejskich Galeria Artystyczna na Placu Grunwaldzkim w Katowicach wzbogacona zostanie o wizerunek kolejnej postaci. Lista 10 kandydatów została już sporządzona po konsultacjach z kilkudziesięcioma wiodącymi instytucjami oraz stowarzyszeniami kultury, działającymi w Katowicach. Teraz do katowiczan należy decyzja o tym, który z wybitnych twórców związanych z naszym miastem uhonorowany zostanie na cokole w Galerii.

Wiecej info na stronie UM.
Chcemy miec wplyw na to co sie dzieje w miescie wiec glosujmy

Ankieta



jacek_t83 - Nie Mar 19, 2006 1:08 pm
Mysle, ze tego pana tez mozna tu uwiecznic
Artykul z Dziennika Zachodniego

Kto stworzył śląski western?



Jest tylko jeden człowiek w Polsce, który stworzył western. I na dodatek jest to człowiek ze Śląska, z Bojszów koło Pszczyny, którego nazwisko jest odmieniane przez wszystkie liczące się stacje telewizyjne, radiowe i prasę światową. I tak jest od blisko 30 już lat.

A ponieważ najciemniej jest po latarnią, Józef Kłyk z Bojszów przez długie lata w Polsce pozostawał zupełnie nieznany. Przełomem były tu dopiero lata 90., kiedy zaczęto szerzej mówić o tym pasjonacie, człowieku-orkiestrze, ale zawsze były to opinie utrzymane w konwencji ciekawostki, fajerwerku.

A tymczasem Józek - bo tak o nim mowią Przyjaciele - pozostawał zawsze i pozostaje nadal - człowiekiem ogromnej, tytanicznej wręcz pracy, niesamowitej skromności, i przykładem niezwyklej klasy talentu. Bowiem film to tylko jedno z jego wcieleń. Istnieje również mniej znany Kłyk-ilustrator.

Jak na rasowego króla kina amatorskiego przystało najbardziej śląski filmowiec ceni sobie niezależność. To sprawie, że jego produkcje wlaściwie poza wąskim gronem przyjaciół, ludzi związanych z Górnym Śląskiem są niedostępne.

Wierzcie, Kłyk niechętnie startuje we wszelkiego rodzaju festiwalach, czy przeglądach, bo wie że środowisko filmowców jest niemal hermetyczne, zamknięte, niechętnie przyjmując wszelkiego rodzaju "nowości". Co tu dużo mówić, tym światkiem też rządzą układy i koneksje towarzyskie. A Kłyk jako niezależny nie lubi w to wchodzić, chce żeby mu nie przeszkadzano. I taką wolność ceni sobie najbardziej. Dlatego - mimo wielu przeciwności - co jakiś czas z jeszcze większym zapałem powraca na filmowy plan.

Grzegorz Sztoler



SPUTNIK - Pon Mar 20, 2006 6:12 pm
We czwartek o godzinie 19 Wojcieciech Killar otrzyma tytuł "Honorowego Obywatela Miasta Katowice ". Z tej okazji odbędzie się koncert NOSPR-u z towarzyszeniem Chóru Filharmonii Ślaskiej.

Nareszcie Katowiece zaczeły wykorzystywac swój potencjał kulturowy do promocji miasta.



absinth - Pon Mar 20, 2006 9:24 pm

Nareszcie Katowiece zaczeły wykorzystywac swój potencjał kulturowy do promocji miasta.

w ogole ostatnio jakies takie ozywienie ze strony wladz. mam nadzieje ze energii starczy tez na okres po pewnym waznym wydarzeniu ktore bedzie mialo miejsce jesienia



d-8 - Wto Mar 21, 2006 5:09 am

w ogole ostatnio jakies takie ozywienie ze strony wladz. mam nadzieje ze energii starczy tez na okres po pewnym waznym wydarzeniu ktore bedzie mialo miejsce jesienia

optymizmem powialo



SPUTNIK - Wto Mar 21, 2006 5:03 pm




Wit - Czw Mar 23, 2006 10:47 pm
"Kilar: Katowice to moja Ameryka

Marcin Mońka 23-03-2006 , ostatnia aktualizacja 23-03-2006 22:37

Wojciech Kilar został wczoraj honorowym katowiczaninem. - Szkoda, że nie mogę przyznać jakiegoś tytułu Katowicom. Zawsze je jednak głęboko noszę w sercu - uśmiechnął się kompozytor

Podczas uroczystości w Górnośląskim Centrum Kultury złoty klucz do symbolicznych bram miasta wręczył kompozytorowi Piotr Uszok, prezydent miasta. Arcybiskup Damian Zimoń mówił: - Wszyscy tak dobrze czujemy się tutaj z panem. Gdyby nie przybył pan do Katowic, nie byłoby tego światła, które ze Śląska promieniuje na świat.

Od lat o Wojciechu Kilarze nie mówi się inaczej jak katowiczanin. Z urodzenia lwowiak, przyjechał tu w 1948 roku. - Śląsk znałem już wcześniej, w dzieciństwie zaczytywałem się prozą Gustawa Morcinka, fascynował mnie ten świat. Gdy tu przybyłem, od razu odczułem śląską zdolność do asymilowania różnych kultur. Zawsze przypominało mi to Amerykę - opowiada kompozytor. O sobie mówi: "Ślązak ze Lwowa, ale Ślązak". - Wojciech jest człowiekiem przyzwoitym, porządnym, religijnym, pracowitym, słowem ma te wszystkie cechy, jakie przypisuje się ludowi śląskiemu. Ten piękny gest ze strony władz miasta jest ostatecznym usankcjonowaniem jego przynależności do tego regionu. Śląsk to miejsce, w którym wypełnia się jego życie, miał tu wspaniałych pedagogów. Nikt go tu nie okradł, nikt go tu nie napadł - opowiada reżyser Kazimierz Kutz, do którego filmów Kilar komponował muzykę.

W Katowicach kompozytor spotkał Barbarę, przyszłą żonę, poznał przyjaciół i skomponował utwory, którymi zachwyca się świat. Niedawno skończył kolejny - "Magnificat".

Kutz: - Kiedyś zapytano Wojciecha w Stanach Zjednoczonych, co trzeba zrobić, by pisać taką muzykę. Odpowiedział: "Trzeba mieszkać w Katowicach".

Wczoraj w GCK Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach zagrała m.in. "Poloneza" do filmu "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy oraz "Krzesanego". Półtora roku temu muzycy zespołu sprawili Kilarowi ogromną niespodziankę, podróżując z jego muzyką po miejscach bliskich kompozytorowi. Odwiedzili też Lwów, jego rodzinne miasto, wykonując tam "Missa pro pace". - Teraz oglądam ten koncert na płycie i nie mogę ukryć wzruszenia. Perfekcyjnie zagrany koncert, w którym tak ważną rolę pełnią reakcje ludzi, moich rodaków: lwowskiej publiczności i katowickich muzyków - przyznaje kompozytor.

Kilar sam odpisuje na listy, które z całego świata docierają do jego małego domku na Brynowie. - Nie wyobrażam sobie, bym mógł zatrudnić sekretarkę, która pisałaby za mnie listy do ludzi. Tak mnie tutaj, na Śląsku, nauczono, że do drugiego człowieka trzeba mieć szacunek - wyznaje kompozytor. Tę jego skromność podkreślają wszyscy. - Kilar jest dla mnie jednym z nielicznych autorytetów. Odkąd poznałam jego oraz jego muzykę, nauczył mnie skromności. Jest człowiekiem sławnym, który tej sławy nigdy nie pokazuje. Na koncertach szkolnych rozmawia o muzyce z dzieciakami, uczy piękna, malowania świata muzyką. Myślę, że to obywatelstwo przyznano nie tylko ze względu na jego dokonania, ale też za wspaniałą postawę życiową - mówi Grażyna Szymborska, dyrektorka Filharmonii Śląskiej."

Gazeta Wyborcza

..................................................................

Cóż więcej dodać....wspaniały człowiek!



jacek_t83 - Pią Mar 24, 2006 8:13 am
"Kilar: Katowice to moja Ameryka
Kutz: - Kiedyś zapytano Wojciecha w Stanach Zjednoczonych, co trzeba zrobić, by pisać taką muzykę. Odpowiedział: "Trzeba mieszkać w Katowicach".




absinth - Pią Mar 24, 2006 9:02 am
Brawo dla Kilara i dla naszego UM ze potrafia docenic takich ludzi



MarcoPolo - Wto Kwi 25, 2006 6:26 am
2 Wiktory telewizyjne dla katowickiego Mumio !!!

Rozdano Wiktory za 2005 rok
(Inf. wł., PAP, Gal/24 kwietnia 2006 20:22)

W warszawskim Teatrze Narodowym rozdano Wiktory dla najbardziej popularnych osobowości telewizyjnych 2005 roku. Wyróżnienia przyznano po raz 21. w historii telewizji.

Wśród laureatów znaleźli się członkowie kabaretu Mumio, których już wkrótce będzie można zobaczyć na dużym ekranie w komedii "Hi Way"

Galę poprowadził Wojciech Mann... także nagrodzony tego wieczoru.

Swoim występem uroczystość uświetnili m.in.: Maryla Rodowicz, Natasza Urbańska, Janusz Józefowicz i Waldemar Malicki. Orkiestra wystąpiła pod dyrekcją Piotra Rubika.

W tym roku nagrody przyznano w następujących kategoriach:

najpopularniejszy polityk: Kazimierz Marcinkiewicz
najwyżej ceniony dziennikarz, komentator, publicysta: Andrzej Turski oraz Tomasz Siekielski i Andrzej Morozowski
najpopularniejszy aktor: Piotr Adamczyk
najwyżej ceniony piosenkarz lub artysta estrady: kabaret Mumio
najlepszy prezenter lub spiker TV: Justyna Pochanke
najlepszy twórca programu telewizyjnego lub artystycznego w TV: Tomasz Lis
osobowość telewizyjna: Wojciech Mann
największe odkrycie telewizyjne 2005 roku: Kabaret Mumio
najpopularniejszy sportowiec: polska reprezentacja siatkarek
Wiktor publiczności: Kamil Durczok

SuperWiktory, które przyznawane są za całokształt osiągnięć, otrzymali w tym roku m.in.: Lech Wałęsa, Jean Michele Jarre, aktorzy Witold Pyrkosz i Jan Kobuszewski oraz dziennikarz radiowy i telewizyjny Jan Turski, a także były trener reprezentacji narodowej w piłce nożnej Kazimierz Górski.

Pomysłodawcą Wiktorów jest dziennikarz Józef Węgrzyn. Kandydatów typują członkowie Telewizyjnej Akademii Wiktorów, składającej się z laureatów dotychczasowych edycji. Wybór opierają na własnych gustach i listach kandydatów, zgłoszonych przez ekspertów - ludzi z branży i autorytety w dziedzinie mediów.

Wiktor jest niewielką statuetką z brązu, zaprojektowaną i wykonaną przez artystę plastyka Andrzeja Renesa. Wiktory można otrzymywać wielokrotnie, nagrodę SuperWiktora, przyznawaną od 1992 roku, tylko raz w życiu. W 1989 roku statuetką Wiktora wyróżniono tylko jedną osobę - papieża Jana Pawła II.



jacek_t83 - Wto Kwi 25, 2006 7:59 am
widze, ze rowniez Durczok dostal :D



m20 - Nie Maj 14, 2006 2:07 pm
MyÂśle, że to tutaj pasuje :

Lech Majewski w Museum of Modern Art w Nowym Jorku

Od 3 maja w Museum of Modern Art w Nowym Jorku trwa prezentacja „Retrospektywa twórczoÂści Lecha Majewskiego” ukazujĹĄca różnorodnoÂść zainteresowań artysty oraz ich wielowymiarowoÂść

Spektakl "Tramwaj" w reżyserii Lecha Majewskiego był częÂściĹĄ prezentacji Województwa ÂŚlĹĄskiego podczas EXPO 2000 w Hanowerze.
Ĺ  RKS Witold Trólka
Lech Majewski jest trzecim polskim artystĹĄ, którego wystawę zdecydowało się zorganizować Museum of Modern Art w Nowym Jorku – uznawanym powszechnie za centrum sztuki Âświatowej. WczeÂśniejsze prezentacje Magdaleny Abakanowicz i Tadeusza Kantora zaowocowały nie tylko wzrostem w skali międzynarodowej zainteresowania sztukĹĄ tych artystów, ale również PolskĹĄ i całĹĄ sferĹĄ odniesień subkulturowych, obecnych w ich twórczoÂści. Nie ulega wĹĄtpliwoÂści, że podobnie stanie się w przypadku prezentacji Lecha Majewskiego. Prezentacja w tym muzeum jest dla każdego artysty swoistym paszportem potwierdzajĹĄcym jego uczestnictwo w Âświecie kultury.

TwórczoÂść Lecha Majewskiego, reżysera filmowego i teatralnego, pisarza, poety, malarza, jest głęboko zwiĹĄzana ze ÂŚlĹĄskiem. Urodził się w Katowicach. PoczĹĄtkowo studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, by w 1973 roku rozpoczĹĄć naukę na Wydziale Reżyserii Reżyser PWSFTViT w Łodzi. Jest to artysta o międzynarodowej sławie i utrwalonej pozycji na rynku sztuki i twórczoÂści filmowej. W swoich pracach odwołuje się do krainy dzieciństwa i poszukuje ze ÂŚlĹĄskiem artystycznej konfrontacji.

„Retrospektywa twórczoÂści Lecha Majewskiego” w nowojorskim muzeum obejmuje m.in. pokaz videoartu "Krew Poety" oraz filmy "Ewangelia według Harry'ego, "Pokój saren", "Rycerz" , "Angelus", "Ogród rozkoszy ziemskich", "Basquiat - taniec ze ÂśmierciĹĄ", "Wojaczek".

http://www.silesia-region.pl/



absinth - Nie Maj 14, 2006 5:25 pm
tylko zeby w UM potrafili takie perelki wykorzystac

Angelus to byl fajny film

Los Angelus



Safin - Nie Maj 14, 2006 6:16 pm
większość filmów Majewskiego jest niestety ciężko dostepna. Wie ktoś może gdzie można nabyć/zobaczyć jego filmy? nawet przez neta trudno...
"Angelus" był genialny, "Ogród Rozkoszy Ziemskich" też pierwsza klasa.



MarcoPolo - Pią Cze 16, 2006 3:36 pm
Z TVP3

Made in Silesia

w sobotę 17 czerwca, godz. 16:50

Co mają ze sobą wspólnego: prysznic, krem Nivea, maszyna parowa, najdłuższa sieć tramwajowa na świecie i Frankenstein??? Odpowiedź jest prosta: miejsce urodzenia ich twórców, czyli ŚLĄSK! Niewielu z nas zdaje sobie sprawę jak bardzo pomysłowi byli Ślązacy i ile wspaniałych wynalazków, które zrewolucjonizowało nasze życie, powstało właśnie w naszym regionie. W kolejnych programach chcemy pokazać naszym widzom historię Śląska i Ślązaków przez pryzmat "śląskich światowych" wynalazków i odkryć. Postaramy się tym samym zanegować stereotypowe myślenie o naszym regionie, postrzeganym jako stolica węgla i stali, a tymczasem lista rzeczy i ludzi, z których możemy być dumni, nie zna końca... Każdy z odcinków naszego programu będzie miał charakter podróży filmowej po Śląsku, w których będziemy przedstawiać jednego z "bohaterów". Chcemy, aby widz oglądając nasz program, miał wrażenie, że samodzielnie odkrywa śląskie tajemnice, dlatego audycja będzie miała charakter żywego, dynamicznie zmontowanego reportażu. W kilku słowach nawiążemy do teraźniejszości, opowiadając o korzyściach płynących z danego wynalazku dla każdego z nas.
Autorki: Ewelina Tomasik i Donata Chruściel
Czas: 15 minut





maciek - Pią Cze 16, 2006 4:23 pm
Czy chodzi o TVP3?



MarcoPolo - Pią Cze 16, 2006 4:47 pm
tak po meczu uzupelnie linka.



absinth - Sob Cze 24, 2006 11:25 am
polecam ten artykul:



Chcę odwiedzić Katowice!

Piotr Greiner 23-06-2006 , ostatnia aktualizacja 23-06-2006 17:38

A gdyby w stolicy Górnego ÂŚlĹĄska urodziła się Maria Skłodowska-Curie?

W cotygodniowym felietonie OpowieÂści roztomajte, który ukazał się 5 maja 2006 roku pod tytułem „Czas na opamiętanie”, Michał Smolorz zwrócił uwagę na upływajĹĄcĹĄ 28 czerwca setnĹĄ rocznicę urodzin w Katowicach Marii GĂśppert-Mayer - laureatki Nagrody Nobla z fizyki w 1963 roku - i brak reakcji ÂślĹĄskich Âśrodowisk samorzĹĄdowych, ale również, co z największĹĄ przykroÂściĹĄ konstatuję naukowych, na ten fakt. Cóż można dodać do użytych przez Michała Smolorza argumentów, przecież oczywistych dla wszystkich, którym na sercu bogata tradycja historyczna naszego regionu, i za jej również pomocĹĄ budowanie nowego, nowoczesnego Górnego ÂŚlĹĄska w Polsce i w Europie? Również w wymiarze ÂświadomoÂściowym. Nowoczesnego siłĹĄ intelektualnego jego mieszkańców, a nie spychanego ciĹĄgle przez wielu do narożnika krupnikowego.

Michał Smolorz w swoim tekÂście nie rozwinĹĄł jednego ważnego aspektu, który ma dla tej sprawy wielkie znaczenie - korzeni rodzinnych noblistki. Maria GĂśppert-Mayer bowiem nie tylko urodziła się w Katowicach i tu mieszkała trzy lata, ale też wywodziła się ze starej ÂślĹĄskiej rodziny i była katowiczankĹĄ w drugim pokoleniu. Ciekawe, ilu dzisiejszych mieszkańców Katowic może się pochwalić takĹĄ genealogiĹĄ?

Z dziada wrocławianka, z ojca katowiczanka

Jej ojciec Fryderyk G(ppert wywodził się z prawdziwej dynastii ÂślĹĄskich lekarzy, prawników, uczonych i profesorów wyższych uczelni. Jej protoplastĹĄ był wywodzĹĄcy się ze Szprotawy na Dolnym ÂŚlĹĄsku pradziad Marii - Henryk Robert G(ppert (1800-1884) - syn aptekarza, który po ukończeniu studiów lekarskich na uniwersytecie wrocławskim zrobił błyskotliwĹĄ karierę naukowĹĄ. Dzięki osiĹĄgnięciom z zakresu botaniki, paleobotaniki i paleontologii w wieku 31 lat objĹĄł katedrę na macierzystej uczelni. Założył przy niej Muzeum Botaniczne i przez wiele lat kierował ogrodem we Wrocławiu (który nadal stanowi jednĹĄ z atrakcji tego przepięknego miasta - stolicy ÂŚlĹĄska). Jako jeden z pierwszych uczonych prowadził badania nad roÂślinami kopalnymi z różnych epok geologicznych (pozyskiwanych m.in. z górnoÂślĹĄskich kopalń węgla), a ÂświatowĹĄ sławę przyniosło mu empiryczne udowodnienie w 1848 roku tezy o organicznym pochodzeniu węgla kamiennego. Był jednym z największych uczonych ÂślĹĄskich w XIX wieku - chlubĹĄ Alma Mater Wratislavensis.

Dziadek Marii - Henryk - po studiach prawniczych wybrał karierę urzędniczĹĄ, która doprowadziła go do stanowiska radcy w departamencie szkolnictwa wyższego w pruskim Ministerstwie Kultury w Berlinie. PoÂślubił on Gertrudę z domu Landsberg, pochodzĹĄcĹĄ ze znakomitej, zasymilowanej wrocławskiej rodziny żydowskiej. Jej ojciec Ludwik był rajcĹĄ Wrocławia i zapisał się w dziejach tego miasta jako założyciel pięknego Parku Południowego. Ich syn, a ojciec Marii - Fryderyk - poszedł w Âślady wielkiego dziadka i po studiach w Berlinie i Heidelbergu ukończył medycynę. W 1900 roku przybył do Katowic, gdzie znalazł zatrudnienie w inspektoracie sanitarnym na powiat katowicki. Ponadto otworzył prywatnĹĄ praktykę lekarskĹĄ w zakresie pediatrii przy ul. Warszawskiej 1 (budynek nieistniejĹĄcy, zajmowany przez bryłę Zenitu).

W Katowicach poznał matkę Marii, również noszĹĄcĹĄ imię Maria, z domu Wolff. Wolffowie, pochodzĹĄcy z Halle, sprowadzili się do młodego miasta Katowice w 1871 roku, kiedy to dziadek noblistki - dr Waldemar Wolff - otrzymał pracę w otwartym właÂśnie pierwszym gimnazjum w tym mieÂście. Prowadził w nim zajęcia z przedmiotów humanistycznych oraz z religii dla uczniów wyznania ewangelickiego. Zmarł przedwczeÂśnie w 1893 roku i został pochowany, podobnie jak jego zmarła w 1923 roku żona Katarzyna z domu Flesche na starym, nieistniejĹĄcym już cmentarzu ewangelickim. Ich córka Maria urodziła się w 1874 roku i została ochrzczona w koÂściele ewangelickim przy ul. Warszawskiej. W położonej obok tej ÂświĹĄtyni szkole powszechnej ukończyła swojĹĄ edukację na poziomie podstawowym.

Z Katowic na Harvard

ÂŚlub Fryderyka GĂśpperta i Marii Wolff odbył się 19 wrzeÂśnia 1901 roku w katowickim zborze. Nowożeńcy zamieszkali w dużym mieszkaniu Wolffów przy ul. Młyńskiej nr 5. I tu 28 czerwca 1906 roku przyszła na Âświat nasza noblistka, która na chrzcie otrzymała imiona Maria Gertruda - w archiwum parafii Zmartwychwstania Pańskiego zachował się stosowny wpis w księdze chrztów, jedna z nielicznych materialnych zachowanych w Katowicach po Niej pamiĹĄtek.

Do katowickich miscellanea dodać trzeba, że Fryderyk GĂśppert położył wielkie zasługi w zwalczaniu epidemii zapalenia opon mózgowych wÂśród dzieci, która przetoczyła się w zimie 1905 roku przez Katowice i okoliczne miejscowoÂści. Na podstawie przeprowadzonych wówczas studiów opublikował pracę naukowĹĄ poÂświęconĹĄ nowej, fizjologiczno-chemicznej metodzie leczenia tej choroby. Przyniosła mu ona tzw. habilitację i powołanie na stanowisko profesora katedry pediatrii na jednym z najlepszych ówczesnych uniwersytetów europejskich Georg-August-Universität w Getyndze. Powiatowy lekarz z Katowic obejmuje profesorskie stanowisko na ówczesnym Harvardzie! StĹĄd Maria GĂśppert całĹĄ edukację szkolnĹĄ i uniwersyteckĹĄ odbyła w Getyndze. Tam uzyskała doktorat pod promotorstwem wielkiego Maksa Borna - skĹĄdinĹĄd ÂślĹĄskiego noblisty, ale karierę naukowĹĄ zrobiła w Stanach Zjednoczonych (w tym, niestety, w ramach Manhattan Project), gdzie osiedliła się w 1930 roku, po Âślubie z amerykańskim naukowcem Joem Mayerem.

Niepozorna tabliczka na brudnym murze

Czy te genealogiczne wywody majĹĄ jakieÂś znaczenie? Moim zdaniem majĹĄ, tak jak majĹĄ w przypadku Marii Skłodowskiej, która urodziła się w Warszawie, ale wyedukowała się na paryskiej Sorbonie, wyszła za mĹĄż za francuskiego uczonego Pierre'a Curie i całĹĄ karierę naukowĹĄ zrobiła we Francji.

Tak się złożyło, że jednym z honorowych goÂści, zaproszonych przez polskie władze państwowe na obchody 100. rocznicy urodzin Marii Skłodowskiej-Curie, które z wielkĹĄ oprawĹĄ były obchodzone w 1967 roku w Warszawie, była Maria GĂśppert-Mayer. Do ówczesnej komunistycznej Polski przyjechała zresztĹĄ po pokonaniu sporych formalnych trudnoÂści, bowiem jako naukowiec zaangażowany w badania nad fizykĹĄ atomowĹĄ musiała na podróż do kraju "zza żelaznej kurtyny" uzyskać zezwolenie odpowiednich służb specjalnych USA. Jej udział w tych uroczystoÂściach nie był przypadkowy, a wręcz symboliczny - była drugĹĄ kobietĹĄ po wielkiej Polce, która otrzymała Nagrodę Nobla z fizyki, i zaledwie trzeciĹĄ kobietĹĄ, która została do tej pory wyróżniona jednĹĄ z noblowskich nagród o charakterze naukowym (przed niĹĄ, w 1947 roku, nagrodę otrzymała Amerykanka Gerty Cori z medycyny). Na pytanie ówczesnego prezesa Polskiej Akademii Nauk profesora Henryka Jabłońskiego, czy dostojny goÂść ma jakieÂś wyjĹĄtkowe życzenia, odpowiedziała bez wahania: "Chcę odwiedzić Katowice".

Jak odpowiadajĹĄ Katowice i dalej Górny ÂŚlĹĄsk na przypadajĹĄcĹĄ w tym roku 100. rocznicę urodzin Marii GĂśppert-Mayer i szerzej na tę postać, wielkiego naukowca o Âświatowej renomie? Za Michałem Smolorzem dotychczas: "niepozornĹĄ tabliczkĹĄ na brudnym murze".

O przyczynach tej impotencji mam własnĹĄ teorię, którĹĄ dobrze oddaje sławny bon mot wypowiadany przez mojego ulubionego aktora Jerzego Stuhra w kultowym filmie "Seksmisja": "Skłodowska też była kobietĹĄ". I o płeć w tym wszystkim na pewno nie chodzi.

Autor jest historykiem, pracownikiem Uniwersytetu ÂŚlĹĄskiego i dyrektorem Archiwum Państwowego w Katowicach


Przyszła noblistka z Maksem Bornem w 1928 roku
fot. archiwum Piotra Greinera


Tu na zdjęciu z mężem Joe w 1930 roku
fot. archiwum Piotra Greinera
====================================================

Doprawdy to zadziwiajace ze u nas nie potrafi sie wykorzystac takich rzeczy do promocji miasta Pewnie gdyby w Katowicach urodzil sie Kopernik to tez by nawet nie mial wlasnej ulicy a przy okazji ilutamsetlecia urodzin nikt by nawet nie myslal jak go uhonorowac... (moze nawet gdyby urodzil sie u nas to by bylo to niebezieczne bo jeszcze by padlo podekrzenie ze to Niemiec... o zgrozo)
Dziwi mnie ze katowicka noblistka nie ma swojej ulicy w Katowicach widac bardziej zasluzone sa dla nas Gawrony, Węgorze czy Fiołki i inne elementy flory i fauny bo one akurat w Katowicach maja swoje ulice...



Wit - Sob Cze 24, 2006 12:55 pm
Heh ...zgadzam się...może warto zastanowić się jak można to zmienić?



salutuj - Sob Cze 24, 2006 1:04 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



MarcoPolo - Pią Lip 21, 2006 7:43 am


Wojciech Kilar pracuje nad muzyką kameralną i filmową

Wojciech Kilar, który przez kilka ostatnich lat koncentrował się na tworzeniu monumentalnych utworów, nawiązujących do najistotniejszych zagadnień kondycji ludzkiej, pracuje teraz nad kameralnymi utworami i muzyką filmową.



Być może przyjmie wkrótce jedną ze stale napływających propozycji z Hollywood, które w ostatnim czasie odrzucał, właśnie ze względu na pracę nad innymi, wymagającymi utworami.

Jak podkreślił w środowej rozmowie z PAP, czuje teraz potrzebę odmiany. "Ostatnie lata to był okres pisania dużych utworów wokalno-instrumentalnych - msza, dwie symfonie; zrealizowałem też to, o czym od dawna marzyłem, czyli +Magnificat+. Po tym okresie wielkich utworów do wielkich tekstów - z Pisma Świętego, do tekstów Dantego, poczułem potrzebę płodozmianu" - powiedział Wojciech Kilar.

Mistrz odpoczywa więc, pisząc m.in. mazurki na fortepian. Przyjął też propozycję napisania muzyki do najnowszego filmu Krzysztofa Zanussiego - włoskiej produkcji pt. Czarne słońce". Artyści współpracują od lat, Wojciech Kilar napisał muzykę do wielu filmów Zanussiego.

Jak mówi, kino tego reżysera stawia wysoko poprzeczkę autorowi muzyki: "Trudniej się pisze do takich filmów, niż do dzieł widowiskowych. Po inspirację trzeba tu sięgać do nieco wyższych półek intelektualnych" - zaznaczył kompozytor.

Jednocześnie Kilar tworzy szkice do większego utworu oratoryjnego, opartego na tekstach z Apokalipsy św. Jana.

(PAP)

http://ww6.tvp.pl/2857,20060719371333.strona



jacek_t83 - Śro Sie 02, 2006 10:26 am
[/img]http://miasta.gazeta.pl/i/30/katowice/00.gif[/img]

Andrzej Celiński nominowany do Emmy Award

Marcin Mońka
01-08-2006, ostatnia aktualizacja 01-08-2006 21:33

Katowicki reżyser ma szansę na dwie statuetki Emmy Award - telewizyjnego Oscara w dziedzinie dokumentu. Czy je otrzyma, okaże się 25 września podczas gali w Nowym Jorku

Nagrody Emmy może przynieść Celińskiemu wyprodukowany dla telewizji HBO film "The children of Leningradsky" ("Dzieci z Leningradzkiego") według własnego scenariusza i we wspólnej reżyserii z Hanną Polak. Bohaterami dokumentu są bezdomne dzieci mieszkające na moskiewskich dworcach. To jeden z najsłynniejszych polskich dokumentów filmowych. W zeszłym roku był nominowany do Oscara w kategorii "dokumentalny film krótkometrażowy. Choć nie otrzymał statuetki, znalezienie się w gronie wyróżnionych było i tak wielkim sukcesem katowickiego twórcy.

Teraz dokument nominowano aż w dwóch kategoriach: "nieprzeciętne indywidualne osiągnięcie w sztuce montażu" oraz "najlepszy film dokumentalny". Jest to prawdopodobnie pierwsza w historii podwójna nominacja do Emmy Award przyznana polskiemu twórcy za polski film w USA. Wcześniej szansę na nagrodę mieli m.in. operator Andrzej Jeziorek i dźwiękowiec Piotr Domaradzki, którzy w 1995 roku uczestniczyli w realizacji amerykańskiego filmu dokumentalnego "One Survivor Remembers" ("Zachowane wspomnienia).

- Zaskoczyła mnie zwłaszcza nominacja za montaż. "Dzieci z Leningradzkiego" to produkcja niezależna. Był to pierwszy film, który montowałem. Właśnie na nim uczyłem się sztuki montażu - mówił nam wczoraj Celiński. Jego film wciąż robi ogromną karierę na rozmaitych festiwalach i przeglądach, m.in. w zeszłym roku otrzymał nagrodę roku International Documentary Association IDA. - Cieszę się, że film "Dzieci z Leningradzkiego" wciąż znajduje oddźwięk wśród widzów, że jest oglądany, komentowany, zmusza do myślenia. Mnie jednak zależy bardziej na jego drugim przesłaniu. Powstanie filmu wiązaliśmy przecież z akcją pomocy tym dzieciom. Mam nadzieję, że kolejna nominacja sprawi, że ich losem zainteresują się kolejne osoby - mówi reżyser.

Konkurencja na 27. News and Documentary Emmy Awards jest jednak spora. O nagrody walczy grubo ponad setka filmów. - Wysoka jakość filmów przekłada się na liczbę nominacji - deklarował podczas ich ogłaszania Bill Small, szef News and Documentary Emmy Awards. Film Celińskiego i Polak będzie konkurował z dokumentami poświęconymi huraganowi Katrina i wojnie w Iraku.

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35018,3521496.html



Tequila - Sob Sie 12, 2006 6:25 am


Nowy dyrektor "Silesii-Film"

dziś

Cecylia Gasz-Płońska będzie nowym dyrektorem instytucji filmowej Silesia-Film. Jej kandydatura została oceniona najwyżej przez komisję konkursową oraz zarząd województwa śląskiego. W finałowej czwórce pokonała Urszulę Biel, Adama Pazerę oraz Michała Smolorza.

- Stwierdziliśmy, że pani Gasz-Płońska będzie najodpowiedniejszym kandydatem na to stanowisko - mówi Sergiusz Karpiński, wicemarszałek województwa. - Teraz zwrócimy się jeszcze o opinię w tej sprawie do stowarzyszenia filmowców oraz związków zawodowych.

Gasz-Płońska przez trzy ostatnie lata pracowała w "Silesia-Film" jako specjalista ds. zarządzania i kontroli.

- Dopóki nie będzie to ogłoszone oficjalnie, wolę wstrzymać się od komentarzy. Na pewno jednak traktuje to jako spory sukces - stwierdziła Gasz-Płońska.
(mz) - Dziennik Zachodni

http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/635201.html



jacek_t83 - Nie Wrz 17, 2006 3:47 pm


Alchemik z Gleiwitz

Aleksandra Klich
2006-05-04, ostatnia aktualizacja 2006-05-04 13:27
Sto lat temu ludzie myli zęby proszkiem, ręce - ługiem i nie znali kremów. Recepturę pasty, pierwszego kremu i plastra na rany opracował gliwiczanin Oskar Troplowitz


Oskar Troplowitz

Na rynku w Gliwicach, u wylotu ulicy Bytomskiej, tam, gdzie stał rodzinny dom Troplowitzów, stoi dzisiaj kamienica wybudowana tuż po wojnie. W niczym nie przypomina przedwojennego budynku, który poszedł z dymem, gdy Rosjanie weszli do Gliwic.

Przodkowie Oskara byli odważni. Gdy wybrali się w podróż na Śląsk, Żydom nie było wolno osiedlać się tu w miastach. Zaryzykowali. W Gliwicach przyjęli nazwisko od swej rodzinnej miejscowości: Troplowitz (dziś Opavica w Czechach).

Jakub na początku XIX wieku otworzył w Gliwicach sklep z alkoholem. Dzięki handlowi spirytusem rodzina szybko awansowała do klasy średniej.

Salomon, syn Jakuba, ze spirytusu przerzucił się na wina, a jego syn Louis założył firmę budowlaną. Został głównym budowniczym synagogi w Gliwicach.

Oskar rodzi się 18 stycznia 1863 roku. Louis pragnął, by mały wyrósł na porządnego Żyda, więc wysłał go do wrocławskiego Gimnazjum Marii Magdaleny. Marzy o historii sztuki, ale ojciec nie chce utrzymywać artysty darmozjada. Na szczęście szwagrowi Louisa, Gustawowi Mankiewiczowi, dobrze się wiedzie. Jego apteki w Berlinie i Poznaniu świetnie prosperują. Oskar zdaje w gimnazjum tzw. małą maturę i idzie na praktykę do apteki wuja. Po trzech latach wraca z Berlina do Wrocławia, by studiować farmację na uniwersytecie. Tych studiów nie kończy - przenosi się na filozofię do Heidelbergu. Tam uzyskuje doktorat i... wraca do apteki Mankiewicza.

W maju 1890 roku w jednym z pism farmaceutycznych Paul Carl Beiersdorf ogłasza, że chce sprzedać swe laboratorium dermatologiczne. Ludzie mówią, że fabrykant stracił sporo pieniędzy przez pewnego duńskiego spekulanta. Na dodatek jego 16-letni syn zastrzelił się, bo nie przeszedł do następnej klasy. Beiersdorf ma dosyć życia, kariery, pieniędzy.

Zakład w Altonie, dzisiejszym Szlezwiku-Holsztynie, Beiersdorf prowadzi z pomocą znanego w Niemczech dermatologa, doktora Paula Gersona Unny. Troplowitz dostrzega swą życiową szansę. Boi się jednak pochopnego podejmowania decyzji. W końcu zakład kosztuje 70 tys. marek. Sama zaliczka wynosi 30 tys.!

Jedzie do Altony z wujem Gustawem. We wrześniu podpisuje z Beiersdorfem notarialny akt kupna.

Najważniejsza jest tradycja. Nowy właściciel nie zmienia więc nazwy fabryki, ale kupuje nowe maszyny. Po kilku miesiącach rządów Troplowitza mało kto pamięta, że maści w Altonie mieszano ręcznie. Zmiany idą jeszcze dalej. Troplowitza odwiedza dentysta, znajomy z Gliwic. - Zrób coś z tym proszkiem. Przecież to niewygodne! Tym się nie da myć zębów. Już woda z octem była lepsza!

Jest rok 1891. Troplowitz podchwytuje pomysł. Wystarczy do proszku dodać składnik spajający i jest pasta! Pierwszą nazywa Florisal, drugą - Kalichloricum. Potem obie łączy w jedną - taką, którą można myć zęby codziennie. Kilka lat później pastą Troplowitza szorują rano i wieczorem zęby setki tysięcy Europejczyków i Amerykanów.

Tymczasem Troplowitz rozpoczyna produkcję m.in. plastra, który zakrywa zranione miejsce, nie powodując podrażnienia skóry. Kupują go sportowcy i turyści. W ciągu kilku lat plaster staje się przebojem na całym świecie.

Potem Troplowitz kupuje fabrykę mydła. Najpierw produkuje mydła medyczne, potem toaletowe. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy uzyskuje idealny kształt: gładkie, owalne, białe mydełko. Żona znajomego radzi mu, by nazwać je Nivea, czyli po łacinie: śnieżnobiała. Pachnące kostki Troplowitz wysyła do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Wszędzie na świecie powstają więc niewielkie zakłady produkujące pasty do zębów, plastry i mydła na licencji Troplowitza.

W styczniu 1891 roku spełnia się marzenie wuja Gustawa: Oskar żeni się z jedną z jego córek, bliską kuzynką Gertrudą. Ślub biorą w Poznaniu, zaraz potem wyjeżdżają do Altony. Szybko się bogacą. Oskar kupuje działkę w Hamburgu, stawia fabrykę i dom.

W 1902 roku dr Izaak Lifschutz jest już, mimo młodego wieku, znanym człowiekiem - wynalazcą zapałek. Wtedy też dokonuje drugiego ważnego odkrycia. Wyodrębnia z wełny owczej składnik o właściwościach emulsji, który nazywa euceritem. Przez kilka lat eucerit w formie maści przepisują na receptę lekarze.

W pracowniach chemicznych w Hamburgu trwają gorączkowe poszukiwania nowej formuły. Troplowitz przeczuwa, że dzieli go mały krok od stworzenia kolejnego "cudu". Ale co zrobić, gdy zamiast białego, pachnącego kremu z retort wciąż wylewa się żółta, pełna grudek maź? Trzeba dodać euceritu! W 1911 r. Troplowitz kupuje od Lifschutza patent na emulgator. Do trzech podstawowych składników - wody, tłuszczu i euceritu - dodaje glicerynę, cytrynę i niewielką ilość esencji różanej i liliowej. Tak powstaje pierwszy krem: eliksir młodości nowoczesnej Europy.

Kilka lat przed wybuchem I wojny światowej robotnicy z fabryki Troplowitza są proletariacką elitą. Na Boże Narodzenie dostają pieniądze, a w ciągu roku mogą liczyć na płatny urlop. Jedzą za darmo w stołówce, a swe dzieci zostawiają na czas pracy w przyzakładowym żłobku. Ich szef w głębi duszy pozostał artystą. Ma przyjaciół wśród paryskiej bohemy, kolekcjonuje prace awangardowych malarzy. Kupuje m.in. jeden z pierwszych obrazów Pabla Picassa. Na ścianie swego salonu wiesza słynną "Kobietę pijącą absynt". Kilkanaście lat później, już po śmierci Gertrudy Mankiewicz, doliczono się w kolekcji Troplowitzów 63 obrazów.

Wojna przerywa sielankę. Do wojska powołują najlepszych pracowników: chemików, dermatologów, farmaceutów. Troplowitz jest coraz słabszy. Zaczyna chorować. Skacze mu ciśnienie, czasem boli go serce. Nie potrafi już pracować po kilkanaście godzin na dobę. Nie cieszą go fabryka ani pieniądze. Na krótko wyjeżdża z żoną do Karlsbadu. Najchętniej jednak wypoczywa w swej niewielkiej posiadłości Westensee. Dzień przed śmiercią wraca do Hamburga. Chciał w sobotę zajrzeć do fabryki. Umiera na udar mózgu.

Korzystałam z monografii Oskara Troplowitza autorstwa Ekkeharda Kauma

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,72055,3322954.html

w koncu tez znany czlowiek a któż z nas nie korzystał z kremu Nivea



absinth - Nie Wrz 17, 2006 3:57 pm

Salomon, syn Jakuba, ze spirytusu przerzucił się na wina

a tak na powaznie to tacy ludzie powinni miec przynajmniej swoja ulice...



jacek_t83 - Pon Wrz 18, 2006 3:28 pm
Film Michała Rosy z Zabrza otrzymał nagrode specjalna na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni:

NAGRODY SPECJALNE JURY ufundowane przez Przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Panią Elżbietę Kruk przyznało filmom: „Co słonko widziało” w reżyserii Michała Rosy (...).

http://www.fpff.pl/index.php?a=314

GRATULUJEMY!!!



Mies - Wto Wrz 19, 2006 9:31 am
Wczoraj przeczytałem, że Krystian Lupa jest z Jastrzębia Zdroju.



DivinaCommedia - Wto Wrz 19, 2006 10:35 am

Film Michała Rosy z Zabrza otrzymał nagrode specjalna na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni:

NAGRODY SPECJALNE JURY ufundowane przez Przewodniczącą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Panią Elżbietę Kruk przyznało filmom: „Co słonko widziało” w reżyserii Michała Rosy (...).

http://www.fpff.pl/index.php?a=314

GRATULUJEMY!!!


Szkoda tylko, że film jest z 2005 roku...
ale z tym jednym ze współpracowników operatorskich w tym filmie, był znany niektórym Adaś Palenta, o którym jeszcze niejeden raz usłyszymy



jacek_t83 - Czw Wrz 21, 2006 8:50 am




I to jest wiadomosc, ktora mnie najbardziej ucieszyla z calego dzisiejszego Echa



jacek_t83 - Nie Wrz 24, 2006 10:46 am
Jan Wincenty Hawel

http://two.xthost.info/artdecoration/slask9_22.JPG
http://two.xthost.info/artdecoration/slask9_23.JPG
http://two.xthost.info/artdecoration/slask9_24.JPG



Wit - Pon Wrz 25, 2006 9:48 pm


W Katowicach pochowano legendę sportów saneczkowych

Maciej Blaut2006-09-25, ostatnia aktualizacja 2006-09-25 16:19

Pochodzący z Szopienic Jan Steler był projektantem torów saneczkowych na igrzyska w Grenoble, Sapporo, Lake Placid, Albertville, Lillehammer i Salt Lake City.

Od dłuższego czasu cierpiał na chorobę serca. Zmarł 12 sierpnia we Francji. Na życzenie rodziny urnę z jego prochami sprowadzono do kraju i pochowano wczoraj na cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach.

Zaczynał jako ładowacz dołowy w kopalni Kleofas Katowice-Załęże, a potem był technikiem budowlanym w Państwowym Przedsiębiorstwie Budowlanym w Katowicach. Po maturze zdanej w 1948 r. rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej, gdzie uzyskał dyplom architekta. Był współprojektantem słynnej warszawskiej dzielnicy MDM.

Od 1948 r. uprawiał bobsleje, saneczkarstwo i skeleton. Był założycielem sekcji bobslejowo-saneczkowej przy AZS-ie Katowice. Po przeprowadzce do Warszawy współorganizował sekcję saneczkową przy GKKF. W 1955 r. był kierownikiem ekipy saneczkarzy na pierwsze mistrzostwa świata w Oslo i tam został wybrany na Kongresie Międzynarodowej Federacji Saneczkowej (FIL) na przewodniczącego komisji technicznej. W 1959 r. nie wrócił z wyjazdu polskich saneczkarzy do Francji. Zamieszkał w Marsylii i - już jako obywatel francuski - pracował jako architekt. Projektował m.in. siedziby wielkich francuskich banków oraz konsulatu USA w Marsylii. Jako członek Międzynarodowego Zrzeszenia do Budowy Urządzeń Sportowych pracował przy tworzeniu torów saneczkowych. Tworzył trasy torów na IO w Grenoble, Sapporo, Lake Placid, Albertville, Lillehammer i Salt Lake City.

Kiedy dowiedział się, że Polska ubiega się o organizację IO w 2006 r., chciał bezpłatnie przekazać projekt sztucznie lodzonego toru w Mikuszowicach. Niestety, komitet organizacyjny IO uznał, że tor powstanie koło Zakopanego, a na dodatek ówczesne władze Bielska-Białej nie zainteresowały się gestem Stelera.

Od 1971 do 1994 r. był sekretarzem generalnym FIL. Potem - aż do śmierci - pracował jako wiceprezydent FIL ds. spraw międzynarodowych. Został odznaczony m.in. przez rządy: USA, Austrii, Francji, Łotwy, Korei Płd. W 1993 r. MKOl uhonorował go orderem olimpijskim. Od 1998 r. był honorowym prezesem Polskiego Związku Sportów Saneczkowych. - W Polsce nie był specjalnie znany. Wszystko pewnie za sprawą tej ucieczki z 1959 r. Dopiero w latach 90. zaczął regularnie odwiedzać nasz kraj - przede wszystkim rodzinę w Katowicach. Przypomniały sobie o nim także polskie władze i prezydent Aleksander Kwaśniewski nadał mu polskie obywatelstwo - mówi Bogusław Marszałkowski, sekretarz PZSSan i przyjaciel Stelera.

- Najbardziej efektownym pomnikiem pamięci Jana Stelera będzie budowa w Krynicy Zdroju toru wedle jego pomysłu. Jeśli projekt uda się zrealizować, to nasz tor będzie jednym z najpiękniejszych na świecie - mówił, żegnając Selera, Jan Błoński, prezes PZSSan. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyły też władze FIL z prezesem Josefem Fendtem na czele. Jan Steler miał 76 lat.
.........................................................................................................
Nie słyszałem o Nim, a bardzo bogaty życiorys miał Pan Jan Steler.
Pokój Jego Duszy



YCB - Wto Lis 14, 2006 9:08 am


Z Królewskiej Huty do Hollywood
Jacek Madeja

W poniedziałek rozpoczęły się obchody 100. rocznicy urodzin Franza Waxmana, jednego z najsłynniejszych kompozytorów muzyki filmowej. Dzięki niemu Chorzów znajduje się w czołówce najbardziej uhonorowanych Oskarami miast świat.

- Jest bardziej znany w USA niż w Polsce, a tylko nieliczni pamiętają, że jego rodzinnym miastem jest Chorzów. To trzeba jak najszybciej zmienić - mówi Marek Kosma Cieśliński, prezes Stowarzyszenia "Filmowy Chorzów", które jest głównym organizatorem uroczystości rocznicowych.

O śląskich korzeniach słynnego kompozytora przypomina dziś jedynie rodzinny dom Wachsmannów przy ul. 11 Listopada. To właśnie tutaj przed stu laty, w rodzinie zamożnego przemysłowca stalowego, urodził się Franz Wachsmann. W Królewskiej Hucie (tak brzmiała ówczesna nazwa miasta) przyszły kompozytor spędził pierwsze 17 lat życia. Przez pół roku pracował nawet w okienku jednego z miejscowych banków. Później wyjechał na studia muzyczne do Drezna i Berlina.

Po dojściu Hitlera do władzy, ze względu na żydowskie pochodzenie, musiał uciekać do USA, gdzie zmienił nazwisko na Waxman. W Hollywood współpracował z czołowymi wytwórniami filmowymi, tj. Paramount, MGM i Warner Bros, szybko stając się jednym z najbardziej znanych twórców muzyki filmowej na świecie.

Skomponował muzykę do ponad 150 filmów, z których najbardziej znane to "Bulwar Zachodzącego Słońca", "Okno na podwórze" czy "Miejsce pod słońcem". - Waxman to absolutna czołówka światowa. Gdyby porównywać go do sław aktorskich, to śmiało można o nim powiedzieć, że jest jak Marilyn Monroe muzyki filmowej. Z dwoma nagrodami Akademii Filmowej i dziewięcioma nominacjami sprawił, że Chorzów jest czołówce oscarowych miast na świecie - mówi prof. Andrzej Gwóźdź, filmoznawca z Uniwersytetu Śląskiego.

Uroczystości w chorzowskim kinie Panorama potrwają cały tydzień. Pokazom filmów Waxmana będą towarzyszyć sympozja naukowe i wykłady. Uświetni je przyjazd Johna Waxmana, syna kompozytora, który odsłoni tablicę poświęconą ojcu. Będzie to pierwsza pamiątka poświęcona słynnemu kompozytorowi w jego rodzinnym mieście.

- Obchody dodatkowo nobilituje fakt, że Chorzów będzie miastem, które zapoczątkuje światowe obchody urodzin Waxmana, kontynuowane potem w Berlinie, Tel Awiwie i Los Angeles - mówi Cieśliński.






MarcoPolo - Wto Lis 21, 2006 4:31 pm
Proponuje zrobic tu liste slaw naszej aglomeracji do pozniejszego krotkiego opracowania.

Dobra zaczynam liste od oczywistosci, bo moim zdaniem to powinna byc lista postaci znanych i nieznanych:
1. Wojciech Kilar
2. Lech Majewski
3. Krystian Zimmerman
4. Ireneusz Dudek
5. Mumio
6. Maria Goepert-Mayer
7. Jerzy Duda-Gracz
8. KAT
9. Myslovitz
10. Władysław Szpilman
11. Stachursky ;P



jacek_t83 - Wto Lis 21, 2006 4:50 pm
dlaczego kasujesz moje posty!! to juz jest szczyt!!
zdania nie zmienie, temat o akcji powinien trafic na priv bo bez sensu jest sie sprzedawac za darmo. to miala byc akcja o wiekszy zasiegu niz tylko forum. uwazam to za besensowne ale jak tak chcesz robic to prosze bardzo.

EDIT: i znowu zmieniles tytul watku! robi sie nam kolejne skyscraper ze kazdy zapisuje temat jak chce i jest jeden wielki burdel



MarcoPolo - Wto Lis 21, 2006 5:03 pm
Sluchaj, ja nie mam do Ciebie specjalnego zalu, ze zmieniasz moje posty, tematy, przesuwasz itp.. Wiec daj tez na luz i nie pisz technicznych postow jak mozesz je napisac na gg chociazby. Moim zdaniem warto propagowac idee ktora obgadalismy ostatnio na SMM, kazdy moze sie wlaczyc. Troche spontanicznoisci temu forum, stowarzyszeniu i miastu nie zaszkodzi. Bo do pieczenia chleba troche nas potrzeba. Ale zmienilem tresc posta. ;P
Respect!



jacek_t83 - Wto Lis 21, 2006 5:23 pm

Sluchaj, ja nie mam do Ciebie specjalnego zalu, ze zmieniasz moje posty, tematy, przesuwasz itp..
spoko. palcem juz nie kiwne mozesz byc pewny



SPUTNIK - Wto Lis 21, 2006 6:45 pm

Proponuje zrobic tu liste slaw naszej aglomeracji do pozniejszego krotkiego opracowania.

Dobra zaczynam liste od oczywistosci, bo moim zdaniem to powinna byc lista postaci znanych i nieznanych:
1. Wojciech Kilar - kompozytor
2. Lech Majewski -rezyser
3. Krystian Zimmerman - pianista
4. Ireneusz Dudek- muzyk bluesowy
5. Mumio - kabaret
6. Maria Goepert-Mayer - fizyczka, noblistka
7. Jerzy Duda-Gracz - malarz
8. KAT - zespol metalowy
9. Myslovitz- zespol rockowy
10. Władysław Szpilman- pianista, kompozytor
11. Stachursky - muzyka dance;P


12. Sławomir Idziak- operator filmowy
13. Mikołaj Górecki- kompozytor
14. Jan Miodek- jezykoznawca, polonista
15. Stanisław Sojka- muzyk
16. Zembala ( kardiochirurg )
17. Magdalena Piekorz- pani rezyser;)



Bruno_Taut - Wto Lis 21, 2006 7:39 pm
Aglomeracji czy regionu? Bo Stachursky jest średnio związany z aglomeracją, a Szpilman z regionem.



Mies - Wto Lis 21, 2006 7:49 pm
A ilu to niby "naszych" ma w rzeczywistości prawie zerowe związki z regionem, poza tym że się tu urodzili. Przykładowo taka Maria GĂśppert-Mayer, która wyjechała z Katowic gdy była dzieckiem. Wielka mi katowiczanka.



SPUTNIK - Wto Lis 21, 2006 7:55 pm

A ilu to niby "naszych" ma w rzeczywistości prawie zerowe związki z regionem, poza tym że się tu urodzili. Przykładowo taka Maria GĂśppert-Mayer, która wyjechała z Katowic gdy była dzieckiem. Wielka mi katowiczanka.

no akurat MGM starała się długi czas o zezwolenia by móc znowu odwiedzić Katowice co jednak o czymś świadczy

prędzej z tego grona wykluczyłbym dudę- gracza który pobyt w Kato traktował w kategoriach "krzyża pańskiego"



Bruno_Taut - Wto Lis 21, 2006 7:55 pm
Pewnie, tylko się urodzili - to przecież żaden związek. Takie nic, które zostaje w paszporcie na całe życie. Proponuję poczytać o związkach Marii Goeppert-Mayer z regionem. Np. o jej przynależności do Światowego Związku Górnoślązaków.



jacek_t83 - Wto Lis 21, 2006 8:02 pm
skoro na dworcu we wrocku jest tablica poswiecona cybulskiemu to w kato moze byc tablica poswiecona MGM
a w ogole cybulski zginal w kato czy we wro ??



SPUTNIK - Wto Lis 21, 2006 8:19 pm

skoro na dworcu we wrocku jest tablica poswiecona cybulskiemu to w kato moze byc tablica poswiecona MGM
a w ogole cybulski zginal w kato czy we wro ??


w kato , ale we wro jst tablica poświęcona "miejsću wyruszenia w ostatnią podróż" jak by nie było jest to przykład na pewien sposób myślenia o promocji , który u nas ciągle kuleje



jacek_t83 - Wto Lis 21, 2006 8:33 pm

w kato , ale we wro jst tablica poświęcona "miejsću wyruszenia w ostatnią podróż" jak by nie było jest to przykład na pewien sposób myślenia o promocji , który u nas ciągle kuleje
tak tez myslalem ale teraz juz nie jestem taki pewny:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Cybulski
http://www.culture.pl/pl/culture/artyku ... i_zbigniew
http://www.geocities.com/Paris/LeftBank ... ulski.html 8 marca 1967 r. żegnając się z przyjaciółmi na wrocławskim
dworcu, opowiadał jak cieszy go perspektywa pracy nad adaptacją
"Lalki" Prusa. Miał zagrać Wokulskiego. Być może byłaby to rola
jego życia, która przebiłaby "Popiół i diament". Nie było mu
jednak dane jej zagrać. Nie zdążył nawet rozpocząć pracy nad
scenariuszem. Zginął skacząc do pędzącego pociągu, jak kiedyś
przed laty, grany przez niego bohater "Pociągu" Kawalerowicza.
Kończył właśnie pracę nad ostatnim swoim filmem "Morderca
zostawia ślad" w reżyserii Ścibora-Rylskiego. W ostatecznym,
ekranowym kształcie filmu zabrakło już jednak jego głosu.



Safin - Wto Lis 21, 2006 8:40 pm

prędzej z tego grona wykluczyłbym dudę- gracza który pobyt w Kato traktował w kategoriach "krzyża pańskiego"



MarcoPolo - Wto Lis 21, 2006 8:50 pm
Na dobra sprawe Bruno to nie wiem. Jako ze pisza tu ludzie wielu stron aglomeracji to mysle ze ma sens napisac o naszej zroznicowanej aglomeracji. Kazdy sie moze zajac swoja dzialka i byc z kogos/czegos dumnym. Jak to podsumowac robi sie jeszcze weselej i ciekawiej.

Co do Stachurskiego, to byl jednak zwiazany z aglomeracja.
http://www.stachursky.pl/index.php?symbol=biografia.htm
Nie jestem pewien czy nie studiowal w Katowicach.

PS. Na liscie dominuje na razie muzyka i film.
26. Horst Ecker - Janosch - pisarz
27. Jan Kiepura - spiewak



Safin - Wto Lis 21, 2006 8:58 pm

Na dobra sprawe Bruno to nie wiem. Jako ze pisza tu ludzie wielu stron aglomaracji to mysle ze ma sens napisac o naszej zroznicowanej aglomeracji. Kazdy sie moze zajac swoja dzialka i byc z kogos/czegos dumnym. Jak to podsumowac robi sie jeszcze weselej i ciekawiej.

PS. Dominuje muzyka i film.

wypisujmy wszystkich! Na prosty[choć mało potrzebny] podziął Katowice: reszta okolicy przyjdzie moze czas.


PS. Dominuje muzyka i film.

Taki mamy robotniczy region
dla równowagi, hajer nad hajery:
WINCENTY PSTROWSKI
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wincenty_Pstrowski
nie od nas ale u nas fedrował



Bruno_Taut - Wto Lis 21, 2006 9:09 pm
No to jeszcze fusbalok nad fusbaloki - Ern(e)st Wilimowski.



MarcoPolo - Wto Lis 21, 2006 9:13 pm
Ou je!
Mariusz Czerkawski
Otylia Jędrzejczak
obecnie też Pudzianek korzysta z tego ze katowicki AWF jest de best



Safin - Wto Lis 21, 2006 9:32 pm
28. Wilamowski
29. Czerkawski
30. Jedzrzejczak
31. Adamek
31. B Warzycha...ale chyba tylko w kontaktach z grekami
31. C Podolski, Klose,
32. Witold Szalonek http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_szalonek_witold
http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Szalonek



Safin - Wto Lis 21, 2006 9:53 pm
No to jazda z Artystami
[dzięki: Weronika" Ruda Śląska" K. ]

(21. Tadeusz Siara)
33. Marian Osislo
34. Jacek Rykala
35. Szmatloch
36. Tomasz Jura
37. Ireneusz Walczak
38. Romaniuk
39. Zbigniew Błukacz
40. Belmer
41. Zbigniew Pieczykolan
42.Naliwajkowie [ona i on ]

43.Baraniecki[fantasy]

RZEźBA:
44.Brachmanski
45.Kiciński stary i młody
46.Burzyński

47. Ola Herisz[witraże]-w googlo nie ma, ale jest wielokrotna stypendystką ministra kultury...
48...



Mies - Wto Lis 21, 2006 10:25 pm

Pewnie, tylko się urodzili - to przecież żaden związek. Takie nic, które zostaje w paszporcie na całe życie. Proponuję poczytać o związkach Marii Goeppert-Mayer z regionem. Np. o jej przynależności do Światowego Związku Górnoślązaków.

To równie dobrze prezydent KĂśhler na takiej podstawie powinien zostac uznany za wybitnego przedstawiciela regionu zamojskiego. Chwalenie się ludźmi którzy mają słabiutkie związki z regionem jest wyrazem kompleksów gdy robi się to tak na siłę. Jest sporo osób którymi można się chwalić, bo to z czego słyną powstawało właśnie w Katowicach co jednocześnie świadczy pozytywnie o mieście. To że późniejsi nobliści właśnie uciekali z regionu, tylko potwierdza ówczesną zaściankowość Górnego Śląska, bo kto z nich skończył tu studia? Nikt. Ich biogramy na stronie UŚ to jakieś kuriozum, bo związki z nimi UŚ ma zerowe.
No to że miała w paszporcie napisane Kattowitz to może jeszcze dostateczny powód żeby jej postawić 10 metrowy pomnik?

Wiecie co? Przypuszczam że nad Katrowicami przelatywał Jurij Gagarin. Jego też należy obowiązkowo wciągnąć na listę wybitnych osobistości związanych z regionem.
Psa Łajkę też.

Co do Cybulskiego to zginął we Wrocławiu. Pogrzeb był w Katowicach i tu został pochowany.

Bogumił Kobiela chodził do szkoły w Katowicach i miał tu rodzinę.



salutuj - Śro Lis 22, 2006 12:55 am
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Safin - Śro Lis 22, 2006 1:14 am
Do chwalnie się jeszce nam daleko. Narazie zbieramy tylko listę ludzi jakkolwiek zwiazanych z regionem, miastem.

48. Bogumił Kobiela
49. Kazimierz Kutz
50. Michał Smolorz ...jak jest (propozycja) Durczoka...
51 Henryk Bereska



Bruno_Taut - Śro Lis 22, 2006 6:36 am

Pewnie, tylko się urodzili - to przecież żaden związek. Takie nic, które zostaje w paszporcie na całe życie. Proponuję poczytać o związkach Marii Goeppert-Mayer z regionem. Np. o jej przynależności do Światowego Związku Górnoślązaków.

To równie dobrze prezydent KĂśhler na takiej podstawie powinien zostac uznany za wybitnego przedstawiciela regionu zamojskiego. Chwalenie się ludźmi którzy mają słabiutkie związki z regionem jest wyrazem kompleksów gdy robi się to tak na siłę. Jest sporo osób którymi można się chwalić, bo to z czego słyną powstawało właśnie w Katowicach co jednocześnie świadczy pozytywnie o mieście. To że późniejsi nobliści właśnie uciekali z regionu, tylko potwierdza ówczesną zaściankowość Górnego Śląska, bo kto z nich skończył tu studia? Nikt. Ich biogramy na stronie UŚ to jakieś kuriozum, bo związki z nimi UŚ ma zerowe.
No to że miała w paszporcie napisane Kattowitz to może jeszcze dostateczny powód żeby jej postawić 10 metrowy pomnik?




Mies - Śro Lis 22, 2006 9:09 am
Co tu ma do rzeczy jej ojciec? Czy ktoś ma być hołubiony z powodu dobrych genów po wybitnym ojcu? Na stronie UŚ napisano, że wyjechała z Katowic gdy miała 3 lata, więc przesadnie nie ma się czym szczycić. Można wspominać, o tym że ktoś taki się tu urodził, jest tablica ku czci ale fakt życia tutaj przez 3 lata nie mógł wpłynąć na jej rozwój intelektualny i późniejsze osiągnięcia.



Mies - Śro Lis 22, 2006 9:12 am

Wiecie co? Przypuszczam że nad Katrowicami przelatywał Jurij Gagarin. Jego też należy obowiązkowo wciągnąć na listę wybitnych osobistości związanych z regionem.
Psa Łajkę też.


Myślę że Mickiewicza należy wciągnąć na listę wybinych Polaków. Urodził się Litwinem, kwał życia spędził w Rosji i Francji a umarł w Turcji.



MarcoPolo - Śro Lis 22, 2006 9:24 am
Mies , to jest na razie luzna lista. Potem bedzie doprecyzowany zwiazek z miastami.
Safin, Kloze to chyba Opole bardziej. nie czytalem nic poza kilkoma artykulami Smolorza, i bez urazy, sadze ze zaden tam z niego wybitny. Pytanie czy jest chociaz znany poza regionem.



Mies - Śro Lis 22, 2006 9:41 am
No dobra, tak sobie dyskutuję z nudów

Taki 52. Grzegorz Jarzyna to jest powszechnie znany i chyba go nie było na liście.



Bruno_Taut - Śro Lis 22, 2006 12:14 pm
Jeżeli Maria Goeppert-Mayer, wybitna uczona (tak, tak - to z tego względu winna byc "hołubiona"), poczuwała się do związków z Katowicami i Górnym Śląskiem, a wiele wskazuje, że tak było, to jest to wystarczający powód, by właśnie w Katowicach poświęcić jej więcej uwagi niż prowincjonalnym postaciom, które nie mogą poszczycić się choćby porównywalną skalą osiągnięć.



jacek_t83 - Śro Lis 22, 2006 12:20 pm

Wiecie co? Przypuszczam że nad Katrowicami przelatywał Jurij Gagarin. Jego też należy obowiązkowo wciągnąć na listę wybitnych osobistości związanych z regionem.
Psa Łajkę też.


Myślę że Mickiewicza należy wciągnąć na listę wybinych Polaków. Urodził się Litwinem, kwał życia spędził w Rosji i Francji a umarł w Turcji.



Mies - Śro Lis 22, 2006 1:04 pm

Jeżeli Maria Goeppert-Mayer, wybitna uczona (tak, tak - to z tego względu winna byc "hołubiona"), poczuwała się do związków z Katowicami i Górnym Śląskiem, a wiele wskazuje, że tak było, to jest to wystarczający powód, by właśnie w Katowicach poświęcić jej więcej uwagi niż prowincjonalnym postaciom, które nie mogą poszczycić się choćby porównywalną skalą osiągnięć.
Czy ja twierdzę, że nie była wybitna? Twierdzę tylko, że zasługi jej tatusia nie mają tu nic do rzeczy i dziwi mnie wymienianie jej ojca w tym kontekście. Myślałem że czasy zachwytów ze względu na rodziców już minęły. A te jej emocjonalne związki z Katowicami, które opuściła jako 3 letnie dziecko mogły być tak silne jak mojej małej kuzynki związki z jakimś Hobbitolandem. Lista jest lightowa, wiec można tu i pomieścić sporo osób które tylko pracowały w Katowicach jak np Holoubek ale jak sie na poważnie przyjrzeć ich związkom z miastem to są raczej niewielkie.



Mies - Śro Lis 22, 2006 1:05 pm

Wiecie co? Przypuszczam że nad Katrowicami przelatywał Jurij Gagarin. Jego też należy obowiązkowo wciągnąć na listę wybitnych osobistości związanych z regionem.
Psa Łajkę też.


Myślę że Mickiewicza należy wciągnąć na listę wybinych Polaków. Urodził się Litwinem, kwał życia spędził w Rosji i Francji a umarł w Turcji.



Bruno_Taut - Śro Lis 22, 2006 1:15 pm

Jeżeli Maria Goeppert-Mayer, wybitna uczona (tak, tak - to z tego względu winna byc "hołubiona"), poczuwała się do związków z Katowicami i Górnym Śląskiem, a wiele wskazuje, że tak było, to jest to wystarczający powód, by właśnie w Katowicach poświęcić jej więcej uwagi niż prowincjonalnym postaciom, które nie mogą poszczycić się choćby porównywalną skalą osiągnięć.
Czy ja twierdzę, że nie była wybitna? Twierdzę tylko, że zasługi jej tatusia nie mają tu nic do rzeczy i dziwi mnie wymienianie jej ojca w tym kontekście. Myślałem że czasy zachwytów ze względu na rodziców już minęły. A te jej emocjonalne związki z Katowicami, które opuściła jako 3 letnie dziecko mogły być tak silne jak mojej małej kuzynki związki z jakimś Hobbitolandem. Lista jest lightowa, wiec można tu i pomieścić sporo osób które tylko pracowały w Katowicach jak np Holoubek ale jak sie na poważnie przyjrzeć ich związkom z miastem to są raczej niewielkie.



jacek_t83 - Śro Lis 22, 2006 1:19 pm

Wiecie co? Przypuszczam że nad Katrowicami przelatywał Jurij Gagarin. Jego też należy obowiązkowo wciągnąć na listę wybitnych osobistości związanych z regionem.
Psa Łajkę też.


Myślę że Mickiewicza należy wciągnąć na listę wybinych Polaków. Urodził się Litwinem, kwał życia spędził w Rosji i Francji a umarł w Turcji.



Mies - Śro Lis 22, 2006 1:23 pm
@ Bruno
Nie czytasz dokładnie. Czy ja napisałem, że chcę zastąpić Mayer Holoubkiem? A teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której miasto mocno promuje się osobą Mayer i np ktoś z zewnątrz intetesując się nieco bardziej tą sprawą dowiaduje się, że mieszkała tu przez pierwsze 3 lata życia.
Moim zdaniem promujące się w ten sposób miasto, w oczach kogoś takiego wyszłoby dość idiotycznie.

@Jacek
Paweł pewnie ma swoje racje, ale czy przekonałl Marię Janion?



Bruno_Taut - Śro Lis 22, 2006 1:27 pm
Gołdap promuje się jako cel najdłuższej podróży Immanuela Kanta. Nie widzę w tym niczego idiotycznego.



Mies - Śro Lis 22, 2006 1:28 pm
Bo wiadomo, że nigdzie nie jeździł i ma to swoje znaczenie. Jak dla mnie w każdym razie.



jacek_t83 - Śro Lis 22, 2006 1:37 pm

@Jacek
Paweł pewnie ma swoje racje, ale czy przekonałl Marię Janion?

moge mu dac numer do IBLu niech probuje hahaha "próbój!" pamietacie ten motyw?? Tey - Z tylu sklepu

a i czy ktos mi powie jak to bylo z tym Cybulskim? Czy zginal w Kato czy we Wro. Bo jak w Kato to trzeba poprawic wpis w wikipedii i napisac do innych portali bo wszedzie pisza ze zginal we Wro smiercia tragiczna.



Mies - Śro Lis 22, 2006 1:42 pm
Zginął we Wrocławiu na 100% Pogrzeb był w Kato i tu go pochowano na Francuskiej.



jacek_t83 - Śro Lis 22, 2006 1:47 pm
dzieki Mies!


[...]
a w ogole cybulski zginal w kato czy we wro ??


w kato , ale we wro jst tablica poświęcona "miejsću wyruszenia w ostatnią podróż" jak by nie było jest to przykład na pewien sposób myślenia o promocji , który u nas ciągle kuleje



SPUTNIK - Śro Lis 22, 2006 5:18 pm
to chyba z przemęczenia. w związku z powyższym do końca tygodnia nie będe udzielał się w wątkach merytorycznych



MarcoPolo - Śro Lis 22, 2006 5:27 pm
Mies , na tym etepie lista powinna byc jak najbardziej obszerna.
2. Miejsce urodzenia oraz zycia rodzicow czasem ma bardzo duze znaczenie.



Mies - Śro Lis 22, 2006 8:58 pm
Dobra, dobra - tak sobie tylko marudziłem



YCB - Pią Lis 24, 2006 10:53 am


Chorzowski zdobywca Oscarów
Jacek Madeja

Królewska Huta, rok 1909. W mieszkaniu przy Bismarckstrasse 63, gdzie mieszkają Wachsmannowie, od rana wielkie poruszenie. Pod nieuwagę rodziców trzyletni Franz, czy to z ciekawości, czy chęci zabawy, wspina się na piec, gdzie stoi garnek z gotującą się wodą. Chłopiec wylewa sobie wrzątek na oczy. Wzrok udaje się uratować, ale od tego momentu aż do końca życia jego twarz będą skrywać grube szkła okularów

Być może właśnie wtedy, chcąc zrekompensować stratę, natura obdarza malca absolutnym słuchem. Kiedy ponad 40 lat później będzie już jednym z najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej na świecie, rozchwytywanym przez czołowych reżyserów hollywoodzkiej "fabryki snów", nigdy nie zapomni, że jego droga do słowy rozpoczęła się na Śląsku. Zawsze będzie podkreślał, że pochodzi z Królewskiej Huty.

Śląskie ślady Wachsmannów

Chorzowskie tropy Wachsmannów po latach skutecznie zatarł czas. Od kilku lat bada je dr Marek Kosma Cieśliński, kierownik chorzowskiego kina Panorama i prezes stowarzyszenia "Filmowy Chorzów". W poszukiwaniu śląskich korzeni kompozytora Cieśliński przekopał stare miejskie archiwa i kroniki. Tam odnalazł adres Wachsmannów: Bismarckstrasse 63. To pod tym adresem 24 grudnia 1906 roku urodził Franz Wachsmann.

W anonsach prasowych Cieśliński wyszperał reklamy zakładu skupu artykułów metalowych, który prowadził Otto Wachsmann, ojciec kompozytora. Znajdował się tuż obok, pod nr. 61. - To kamienice przy dzisiejszej ul. 11 Listopada 45 i 47. Wciąż stoją w tym samym miejscu. Jednak gdzie było mieszkanie, a gdzie zakład, dziś już nie sposób ustalić - mówi Cieśliński.

Rodzina Wachsmannów na Śląsk przewędrowała w latach 30. XIX wieku. Ojciec kompozytora, Otto, urodził się w Siemianowicach, matka, Rozalia, w Pyskowicach. Do Królewskiej Huty przeprowadzili się w 1904 roku. Dziś śladów po Wachsmannach można szukać w budynku dawnej Ludowej Szkoły Żydowskiej nr 6, obecnie siedzibie chorzowskiego sanepidu. Tutaj najprawdopodobniej uczy się piątka starszego rodzeństwa małego Franza. Tuż obok, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się dom handlowy Hutnik, stała zburzona w 1939 roku przez nazistów synagoga. Można przypuszczać, że Wachsmannowie przychodzą tutaj na co tygodniowe nabożeństwa.

Królewską Hutę opuszczają w 1911 roku, kiedy Franz ma pięć lat. Przenoszą się do Tworoga, gdzie ojciec kompozytora prowadzi gospodarstwo rolne. Stamtąd po kilku latach wyjeżdżają do Opola. Tam Otto Wachsmann znów powraca do metalowego biznesu.

Cieśliński: - To byli bardzo mobilni i przedsiębiorczy ludzie. Potrafili przenosić się z miejsca na miejsce, żeby zarobić na chleb.

Muzyka pieniędzy nie daje

Franz od najmłodszych lat uczy się gry na fortepianie. Marzy, by zostać muzykiem. Ojciec chłopca twardo stąpa po ziemi i uważa, że z muzyki nie da się wyżyć. Sadza więc syna w okienku jednego z opolskich banków, ale Franz na stanowisku kasjera wytrzymuje tylko dwa i pół roku. W wieku 17 lat decyduje się wyjechać na studia muzyczne do Drezna. Widząc jego determinację, ojciec nie protestuje. - To był rodzaj umowy. Miał spróbować w banku, gdyby nie był szczęśliwy, mógł jechać do Drezna - wspomina dziś John Waxman, syn kompozytora.

Z Drezna Wachsmann przenosi się do Berlina, gdzie uczy się kompozycji i dyrygentury w tutejszym konserwatorium. W wolnych chwilach poświęca czas lżejszej muzyce. Żeby opłacić studia, koncertuje razem z Weintraub Syncopators, jednym z najbardziej znanych zespołów jazzowych w latach 20. Właśnie wtedy poznaje Ericha Pommera, szefa wytwórni filmowej UFA. Ten daje mu pierwsze poważne zlecenie - chce, by Wachsmann opracował muzykę i dyrygował orkiestrą w czasie nagrań do filmu "Błękitny Anioł" z debiutującą wtedy Marleną Dietrich w głównej roli. Młody kompozytor z zadania wywiązuje się znakomicie.

Wkrótce pojawiają się nowe zlecenia. Jednak po dojściu Hitlera do władzy Wachsmann nie ma czego szukać w Niemczech. Jest Żydem, a na dodatek twórcą sztuki określanej przez nazistów mianem zwyrodniałej. Kiedy w 1933 roku zostaje pobity przez nazistowskie bojówki, ucieka do Paryża.

Na podbój nieznanego świata

W Paryżu poznaje Billy'ego Wildera. Mieszkają w tym samym hotelu. Łączy ich wiele - są równolatkami, uciekinierami, obaj pracują w branży filmowej. Szybko stają się przyjaciółmi. Później razem wyjadą do Hollywood.

John Waxman: - Wilder był zawsze obecny w najważniejszych momentach życia ojca. Był jego najbliższym powiernikiem. Rodzice opowiadali, że swoje imię zawdzięczam właśnie jemu. Kiedy się urodziłem, w 1940 roku, ojciec od razu zadzwonił do Billy'ego, chwaląc się, że ma syna Thomasa.

- To złe imię - zawyrokował Wilder.

- To może Wilhelm? - dopytywał Wachsmann.

- Coś ty, to się teraz w Ameryce źle kojarzy.

- No to jak?

- Po prostu John - powiedział Wilder. I tak już zostało.

Mimo że Paryż jest tylko przystankiem w drodze do USA, Wachsmann nie marnuje tutaj czasu. We francuskiej stolicy nawiązuje współpracę z legendą niemieckiego kina Fritzem Langiem. Razem z Jeanem Lenoirem pisze muzykę do jego filmu "Lilom".

W 1934 roku do Stanów Zjednoczonych ściąga go Pommer. Zleca mu napisanie muzyki do filmu Joego Maya "Music in the Air". W czołówce filmu kompozytor po raz pierwszy używa przybranego nazwiska. Od tej pory staje się Franzem Waxmanem.

Rok później staje przed pierwszym poważnym wyzwaniem - ma napisać muzykę do wielkiej produkcji Jamesa Whale'a "Narzeczona Frankensteina", o której później jeden z krytyków napisze, że "stała się kopalnią dla serii westernów i filmów klasy B".

Waxman szybko staje się jednym z najbardziej rozchwytywanych kompozytorów w Hollywood. Współpracuje z największymi hollywoodzkimi wytwórniami, m.in. z: Universalem, MGM, Warner Bros, 20th Century Fox czy Columbią. Najlepsi reżyserzy dobijają się do jego drzwi, chcąc, by pisał dla nich muzykę. Wśród nich są Hitchcock ("Rebeka", "Podejrzenie", "Okno na podwórze"), Victor Fleming ("Dr. Jekyll i Mr. Hyde") czy Raoul Walsch ("Cel Birma").

O mały włos Waxman zostałby kompozytorem do filmowego przeboju wszech czasów "Przeminęło z wiatrem". Producent, obawiając się, że główny kompozytor Max Steiner nie zdąży ze zleceniem na czas, zobowiązał Waxmana do napisania tzw. security score (muzyki na wszelki wypadek). Steiner terminu dotrzymał, ale i tak w ścieżce dźwiękowej filmu wykorzystano fragment skomponowany przez Waxmana.

Waxman jest jednym z najbardziej pracowitych muzyków w Hollywood. Pisze muzykę do ponad 150 filmów. Jest również kompozytorem muzyki klasycznej, dyrygentem i impresariem. Na czym polegał sukces genialnego kompozytora? - Był po prostu niezwykle pracowity. Zawsze powtarzał, że komponowanie to zawód jak każdy inny. Nie siedział i nie czekał, aż muza usiądzie mu na ramieniu, tylko brał się do roboty. Nawet kiedy oglądaliśmy telewizję, potrafił wyskoczyć na chwilę w czasie przerwy na reklamę i dopisać kilka nut - wspomina John Waxman.

W swoim dorobku Waxman ma dwa Oscary (za muzykę do "Bulwaru zachodzącego słońca" i "Miejsca pod słońcem") i aż 12 nominacji. Przez krótki czas - jako jedyny Górnoślązak - jest nawet członkiem hollywoodzkiej Akademii Filmowej, którą opuszcza na znak protestu w 1954 roku.

Prof. Andrzej Gwóźdź, filmoznawca z Uniwersytetu Śląskiego: - Waxman to absolutna czołówka światowa. Gdyby porównywać go do sław aktorskich, śmiało można o nim powiedzieć, że jest Marilyn Monroe muzyki filmowej. Z dwoma nagrodami Akademii Filmowej i 12 nominacjami sprawił, że Chorzów jest w czołówce oscarowych miast na świecie.

Po wojnie Waxman wielokrotnie przyjeżdżał do Europy. Koncertował m.in. w Czechosłowacji i Związku Radzieckim. Do Chorzowa jednak nigdy nie powrócił. Zmarł w 1967 roku w Los Angeles.


Franz Waxman dyryguje orkiestrą na planie filmu Paprika (1930)


Reklama zakładu skupu artykułów metalowych, którą prowadził Otto Wachsmann


John Waxman, syn Franza, z córką w Chorzowie




Mies - Pią Lis 24, 2006 11:22 am
Krzysztof Globisz urodził się w Siemianowicach, a potem mieszkał u nas na Ligocie. Jego rodzina chyba nadal tam mieszka.

Nie wiem czy się nie mylę ale chyba Aleksander Bardini mieszkał zaraz po wojnie w Katowicach.



Safin - Pią Lis 24, 2006 3:39 pm
http://de.wikipedia.org/wiki/Katowice

Na tej niemieckiej stronce wypisano kilka znanych osób z naszego miasta. Kogo z pominiętych wypisalibyście?



MarcoPolo - Wto Lis 28, 2006 4:08 pm
Tomek Sikora - biathlon



Wit - Wto Lis 28, 2006 4:29 pm
Adaś Małysz



MarcoPolo - Wto Lis 28, 2006 4:36 pm
Ale on to jest malo wielkomiejski.

Stasio. - Raper?



MarcoPolo - Sob Gru 02, 2006 2:53 pm
Wojciech Kuczok, pisarz
Rafał Wojaczek - poeta
Zbigi Religa - kardiochirurg, minister (sic!)



jacek_t83 - Sob Gru 02, 2006 3:07 pm

Wojciech Kuczok, pisarz
Rafał Wojaczek - poeta

jak mawia moj ulubiony prof. Aleksander Wilkoń - sami grafomani




MarcoPolo - Sob Gru 02, 2006 3:09 pm
de gustibus non disputandum est
ja ich nawet nie znam



jacek_t83 - Sob Gru 02, 2006 3:46 pm

de gustibus non disputandum est
ja ich nawet nie znam

ale o tym czy to dobra czy nie literautra, juz sie dyskutuje



MarcoPolo - Sob Gru 02, 2006 3:55 pm
Ale to chyba temat na inny watek, bo tu za kryterium warto byprzyjac obiektywnie pojmowana popularnosc( rowniez ograniczona do pewnych srodowisk np. krytykow itp) lub osiagniecia.



Mies - Sob Gru 02, 2006 4:08 pm

Wojciech Kuczok, pisarz
Rafał Wojaczek - poeta

jak mawia moj ulubiony prof. Aleksander Wilkoń - sami grafomani




jacek_t83 - Sob Gru 02, 2006 4:36 pm

Czesław Miłosz widocznie też był grafomanem bo uznał że nalezy go umieścić w swoim skrypcie o historii literatury polskiej dla amerykańskich studentów. Gdyby uznać, że grafomanami byli wszyscy ci artyści których tak określano, to zostałoby pewnie z tego grona jakieś 30%, o których możnaby uczyć że "wielkimi poetami byli".
Wilkoń napisał skrypt dla studentów amerykańskich o literaturze polskiej?? Z tego co wiem to Milosz taki skrypt napisal, ale nie pamietam juz czy sie tam umiescil
Wilkoń na codzien wykłada w Neapolu ale czy napisal jakis skrypt dla wloskich studentow, w ktorym umiescil Miłosza to nie wiem
Faktem jest, że Wojaczekk to grafoman tak jak Stachura i tyle co do Kuczoka, nie mam zdania, jest mi obojętny. aczkolwiek nie porywa mnie.
pewnie babaloo by sie nie spodobal bo to taki kolejny masochistyczny pisarz. wystarczy chocby sam tytul jego ksiazki "Gnój"



Mies - Nie Gru 03, 2006 12:00 am
Nie pisałem o Wilkoniu ale o wymienianiu przez Miłosza wartościowych polskich poetów. Jeśli uznał za takiego Wojaczka to pewnie sam też był grafomanem. Co do Stachury to zgoda, natomiast co do Wojaczka to przy jego masochiźmie taki Kuczok to ciepłe kluchy.



jacek_t83 - Nie Gru 03, 2006 8:05 am

Nie pisałem o Wilkoniu ale o wymienianiu przez Miłosza wartościowych polskich poetów. Jeśli uznał za takiego Wojaczka to pewnie sam też był grafomanem. Co do Stachury to zgoda, natomiast co do Wojaczka to przy jego masochiźmie taki Kuczok to ciepłe kluchy.
a to o to lotto. heh to się nie zrozumieliśmy no coż zdaża się czasem
ale ciesze się, że zgadzamy się co do Stachury

ok, to ja teraz wkleje liste znanych katowickich Żydów. do materiałów dotarłem dzięki uprzejmości Yad Vashem:

Carl Borinsky, PhD., son of Louis Borinsky, member of the City Council (1872-1892) was born on June 11, 1861 in Katowice. He was a professor of German Language and Literature at the University of Munich and among other works published: “Poetry of the Renaissance” (1896); “Lessing” (1900); “History of German Literature from its Beginning Until Now” (1921). He died in Munich in 1922.

Hans Sachs, M.D., was the son of Elias Sachs, member of the City Council (1880-1894). He was born in Katowice on June 6, 1877 and in 1914 became professor at the University of Munich. By 1920 he was head of the academic department for research in immunization and serum therapy as well as the head of the department of cancer research. He was one of the developers of the Sachs-Georgi reaction as a diagnostic test for syphilis. He died in Dublin, Ireland in 1945.

Kurt Goldstein, M.D., the son of Dr. Adolf Goldstein, a member of the City Council (1884-1894) and City Administrative Committee (1892-1894), was born on June 6, 1878 in Katowittz. In 1922 he became Professor of Neurology, Psychiatry, and Psychopathology and later became the Director of the Neurological Institute at the University of Bonn. He died in the Hague (Holland).

Franz Landsberger, an art historian, was the son of Adolf Landsberger, a member of the City Council (1884-1894) and member of the City Administrative Committee (1892-1894). He was born in Katowice on June 14, 1893. Until 1933 he was the publisher of “Schlesische Monatshefte” in Breslau and his publications included “Breslau” (Famous Artisitc Sites) in 1926, and “Ancient Silesian Paintings” in 1927. He became Director of the Jewish Museum in Berlin (1933-1935) and served as Professor and Director of the Jewish Museum at Hebrew Union College in Cincinnatti, Ohio (1939-1958).

Arnold Zweig was born in Gross-Glogau, Silesia on November 10, 1887. His life in Kreutzburg and Katowice had a great influence on his literary creations. He studied at the Reali Gimnasium in Katowice and his first poem “The Guests” first appeared in the Kattowitzer Zeitung (1909). He became especially well known for his best selling novel “The case of Sergeant Grischa” (1927). He died in East Berlin, his last place of refuge.



maciek - Nie Gru 03, 2006 8:25 am
Jaca, wytłumacz mi jedną rzecz. Jak Ci Panowie mogli być w radzie miejskiej mając np. 4 lata ?



jacek_t83 - Nie Gru 03, 2006 8:36 am
e tam, 4 lata to jeszcze nic, moze to byly genialne dzieci ale zobacz na Landsbergera, ten to zostal radnym jeszcze przed urodzeniem

a tak na serio to odpowiem ci na twoje pytanie jak mi Izrael odpisze podejrzewam ze im sie jakies bledy wkradly...



maciek - Nie Gru 03, 2006 8:39 am

e tam, 4 lata to jeszcze nic, moze to byly genialne dzieci ale zobacz na Landsbergera, ten to zostal radnym jeszcze przed urodzeniem


No też to zauważyłem, ale już nie śmiałem nawet wspominać



jacek_t83 - Nie Gru 03, 2006 6:47 pm
Maciek, ale z nas epy hahahaha wez przeczytaj jeszcze raz te informacje ktore wkleilem



salutuj - Nie Gru 03, 2006 11:54 pm
www.pajacyk.pl - Wejdź i nakarm głodne dziecko



Mies - Pon Gru 04, 2006 9:08 am
Dodałbym do tej listy Lucjana Sikorskiego, któremu jak mało komu miasto zawdzięcza swój dzisiejszy wygląd. Postać to prawie zapomniana, ale to właśnie Sikorskiemu Katowice zawdzięczają tak liczne przykłady architektury modernistycznej. Z racji funkcji jaką pełnił (był głównym radcą budowlanym? w magistracie miejskim) zatwierdzał lub odrzucał przedkładane projekty budowlane, godząc sie z reguły tylko na formy nowoczesne. Sam między innymi zaprojektował bardzo ciekawą kolonię na ulicy Raciborskiej.
W dużym stopniu to gust Sikorskiego nadał charakter dzisiejszym Katowicom (oczywiście mam na myśli budynki budowane przez miasto i osoby prywatne, bo budynki państwowe i ich forma były w gestii Urzędu Wojewódzkiego).



MarcoPolo - Pon Gru 04, 2006 9:59 am
Ktora to kolonia?



jacek_t83 - Pon Gru 04, 2006 10:07 am

Ktora to kolonia?
karna



Bruno_Taut - Pon Gru 04, 2006 3:44 pm

Ktora to kolonia?

Po prawej stronie przed rektoratem ASP. Trochę tam śladów niemieckiego ekspresjonizmu. Sikorskiemu podobno czyniono zarzut z utrzymywania kontaktów ponad państwową granicą.

Był już Nottebohm, twórca pierwotnego układu urbanistycznego?



jacek_t83 - Pon Gru 04, 2006 3:53 pm
Florian Henckel von Donnersmarck, ten od Życia na podsłuchu. to z tyn Donnersmarcków czy nie??



Bruno_Taut - Pon Gru 04, 2006 3:55 pm
Z tych. Ale urodził się już na Zachodzie.



jacek_t83 - Pon Gru 04, 2006 4:07 pm
zawsze mozemy go adoptowac



Mies - Pon Gru 04, 2006 4:14 pm
Szukałem właśnie Lucjana Sikorskiego w słowniku architektów polskich (trzymanie tego w pracy to już przegięcie) i nawet go tam nie wymienili

Zaprojektował też budynek Urzędu Miejskiego na Młyńskiej.



MarcoPolo - Pon Gru 04, 2006 4:46 pm
Byc moze to nasze myslenie zyczeniowe uznaje tych architektow za znanych/uznanych ponadlokalnie.



Mies - Śro Gru 06, 2006 6:52 pm
Wracając jeszcze do Zbyszka Cybulskiego. Początkowo od 1946 r. mieszkał z rodzicami w kamienicy na skrzyżowaniu Dyrekcyjnej i Staromiejskiej. Potem jego rodzice mieszkali do 1950 r. w Siemianowicach przy ul. Parkowej 14 (na parterze). W latach 1950-1965 Cybulscy mieszkali przy ul. Powstańców Śląskich 36a m. 15, a po śmierci jego ojca, jego matka i brat zamieszkali na Koszutce przy Placu Grunwaldzkim 4 b nr 64. Zbyszek Cybulski już tam oczywiście na stałe nie mieszkał, ale tam jeszcze przed śmiercią odwiedzał co niedzielę matkę.



MarcoPolo - Pon Gru 11, 2006 11:34 am
Byl juz Dzerzi Dudek?



jacek_t83 - Pon Gru 11, 2006 12:02 pm
szkoda ze Ząbkowice Śląskie leżą na Dolnym a nie na Górny Śląsku ale cicho bo Wrocek sie skapnie i znowu się będziemy wkurzać



Mies - Pon Gru 11, 2006 12:08 pm
Bogumił Kobiela urodził się w Katowicach w 1931 r. na ul. Poniatowskiego. Chodził do liceum Kopernika (mieściło się wtedy jeszcze w budynku u zbiegu ul. Lompy i Jagiellońskiej).



jacek_t83 - Czw Gru 14, 2006 11:16 am

"Newsweek", nr 50/2006, s. 4.



maciek - Czw Gru 14, 2006 11:28 am

[url]http://url151.imageshack.us/url151/3102/henckelao5.th.jpg[/URL]

To z ostatniego newsweeka?



jacek_t83 - Czw Gru 14, 2006 11:37 am
tak, zapomnialem napisac, juz poprawione



Strona 1 z 5 • Wyszukiwarka znalazła 496 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5