ďťż
 
[Śląskie] Rewitalizacje obiektow poprzemyslowych





absinth - Śro Cze 08, 2005 1:11 pm
czekam kiedy u nas bedzie mozna podziwiac takie cuda...
a to Praha





Ja wymiekam swietna rewitalizacja
mam nadzieje ze to co robi TriGranit z budynkami po kopalni Gottwald bedzie choc w polowie tak dobre




polar21 - Śro Cze 08, 2005 4:21 pm
Jakieś info co mieściło się w tym obiekcie?

P.S.

To doskonały temat, by wrzucać zdjęcia zagranicznych obiektów poprzemysłowych po rewitalizacji



MarcoPolo - Śro Cze 08, 2005 5:16 pm
Wspaniałe miasto!!!! Też tam chciałem osiĹĄÂść po pewnych wakacjach. PowinniÂśmy od nich brać wzorce !!! Wspaniałe adaptacje!!!



absinth - Śro Cze 08, 2005 5:33 pm
MarcoPolo hehe ja caly czas chce tam osiasc
juz 7 razy bylem w Pradze i nie nudzi mi sie
nawet sie czeskiego ucze
w Polsce tez sie da: centrum handlowe stara papiernia w Konstancinie- Jeziornej choc ta czeska rewitalizacja batrdziej mi sie podoba






Wit - Śro Cze 08, 2005 7:27 pm
Nie orientujecie sie może, co będzie w tym odrestaurowanym ceglanym budynku w kompleksie huty cynku na Wełnowcu?
Poza tym w Katowicach świetnym przykładem adaptacji dawnych zabudowań poprzemysłowych jest Stary Browar w Szopienicach. Nie jest może efektowny,ale świetnie odrestaurowany. Mieszczą się tam teraz pomieszczenia biurowe. Trzeba jakieś foty porobić



MarcoPolo - Śro Cze 08, 2005 7:35 pm

Nie orientujecie sie może, co będzie w tym odrestaurowanym ceglanym budynku w kompleksie huty cynku na Wełnowcu?

Tez mnie to interesuje. Restauracja trwa już dosyć długo...



absinth - Śro Cze 08, 2005 10:34 pm
od strony hald to niestety dalej malo ciekawie wyglada
w sumie Muzeum w Tychach tez jest niezlym przykladem rewitalizacji takich obiektow



tremolo - Nie Sie 07, 2005 1:47 pm
Jak wiadomo z budownictwa, łatwiej jest coś wyburzyć i postawić nowego. W Mysłowicach wyburzono ostatnio 100letni (około) obiekt fabryki Agata. Nawet małe dziecko wie że wszystko to był jeden przekręt. Budynek stał. Ale inwestor przekupił Inżyniera tak żeby ten powiedział - "To grozi zawaleniem". Zburzyli zabytkowy budynek fabryki mebli AGATA, która jak sięgam moją młoda pamiecią jeszcze 15 lat temu chodziła. Co najśmieśniejszego, kopary i buldożery ledwo sobie radziły z porządnym poniemieckim betonem!
Teraz mamy coś przypominającego zabawkę Market Kaufland, jakby z klocków zrobiony, u góry porobili jakieś wycinki kół imitujące okna z fabryki...
A co będize z tym:
http://mtvk.pl/tremolo/galeria3/PICT0617.JPG
czy z tym
http://mtvk.pl/tremolo/galeria3/Utyman%201.jpg
nie leży przy drodze ani w holu przy dzielnicy handlowej więc niech niszczeje (!)



absinth - Nie Sie 07, 2005 1:55 pm
wieza cisnien na Borkach byla jakis czas temu wystawiona na sprzedaz
obiekt bardzo piekny trzeba przyznac ale zaniedbany
choc caly czas ogrodzony jej mam nadzieje nic nie grozi
natomiast wieza cisnien Uthemanna hmmm jest delikatnie mowiac w nienajlepszym stanie w srodku wszystko co bylo metalowe ( z wyjatkiem zbrojenia betonu) zostalo juz ukradzione
mimo ze obiekt jest wpisany na liste zabytkow to niszczeje
natomiast ta hala ktora tez widac na zdjeciu ma sie calkiem calkiem gdyz miesci sie tam jednostka ratowniczo gasnicza strazy pozarnej
ma nawet calkiem nowe gonty na dachu
ale jak dlugo to potrwa nie wiadomo bo strazacy buduja nowa siedzibe dla tej jednostki a z uwagi na to ze jest to jedyny nierozkradziony budynek w okolicy to zlomiarze rzuca sie na niego jak hieny kiedy tylko straz go opusci tak jak to z reszta zrobiono z sasiednimi budynkami ( takze zabytkowymi) muflarni hali piecow destylacyjnych i cechowni



Tequila - Nie Sie 07, 2005 6:48 pm
W Rudzie Śląskiej wyremontują zabytkowy szyb

Agnieszka Wróbel 07-08-2005 , ostatnia aktualizacja 07-08-2005 20:14

Szyb Andrzej to unikat. Z dala wygląda jak wieża zamku. Niestety, czas i szkody górnicze odcisnęły na nim swoje piętno. Ściany popękały, a okna i drzwi trzeba było zamurować, bo do budynku zaczęli dobierać się złomiarze. Ale to się wkrótce zmieni

Szyb Andrzej to unikat. Z dala wygląda jak wieża zamku. Niestety, czas i szkody górnicze odcisnęły na nim swoje piętno. Ściany popękały, a okna i drzwi trzeba było zamurować, bo do budynku zaczęli dobierać się złomiarze. Ale to się wkrótce zmieni.

Andrzej dosłownie odzyska dawny blask. W nocy będzie oświetlony ze wszystkich stron, dzięki czemu stanie się atrakcją Wirka. Wkrótce budynek odzyska dach. W przyszłym miesiącu ruszy rekonstrukcja stalowego ostrosłupa, który chronił wnętrze szybu przed deszczem i śniegiem.

- Na razie szyb Andrzej będzie miał status zabytkowej ruiny, podobnie jak obiekty na Szlaku Orlich Gniazd. Marzy nam się, żeby dobudować nowe dwa skrzydła i przenieść tu bibliotekę miejską - mówi Henryk Mercik, miejski konserwator zabytków w Rudzie Śląskiej. Jego zdaniem byłby to doskonały mariaż architektury przemysłowej z kulturą.



Wit - Nie Sie 07, 2005 7:48 pm
Przynajmniej jedna pozytywna wiadomość o śląskich zabytkach techniki



absinth - Nie Sie 07, 2005 7:50 pm
ciesze sie
a sam szyb jest obecnie w dosc podlym stanie...



Ptaszydlo - Pon Sie 15, 2005 4:57 pm
Sporo informacji o szybie Andrzej, a po naszymu Aszynborn, można znaleźć na stronie miejskiego konserwatora zabytków w Rudzie Śląskiej - http://www.mkz.ruda-sl.pl/index.html .

W planie rozwoju miasta przewidziany jest on jako przyszła siedziba Miejskiej Biblioteki Publicznej w R.Śl. - jednak na tą inwestycję przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Jeśli idzie o stan obiektu to rzeczywiście jest fatalny, jednak na szczęście miasto jest odpowiedzialne za jego utrzymanie, bo jest wpisany do rejestru zabytków.

Szkoda że w notce prasowej nie podano kiedy mają rozpocząć się prace- szyb oglądam codziennie, jak na razie nic w jego otoczeniu się nie dzieje.



solo - Pon Sie 15, 2005 5:18 pm

czekam kiedy u nas bedzie mozna podziwiac takie
Ja wymiekam swietna rewitalizacja
mam nadzieje ze to co robi TriGranit z budynkami po kopalni Gottwald bedzie choc w polowie tak dobre

Ja niestety mam wątpliwości... Zauważyłem, że naszym projektantom brak odwagi, polotu, wyobraźni czy chole...a wie czego jeszcze i nie potrafią zaoferować śmiałych rozwiązań.



pimys - Pon Sie 15, 2005 6:00 pm
mysle ze projektantom nic nie brakuje. to wszechobecny brak funduszy



absinth - Pon Sie 15, 2005 7:16 pm


Jeśli idzie o stan obiektu to rzeczywiście jest fatalny, jednak na szczęście miasto jest odpowiedzialne za jego utrzymanie, bo jest wpisany do rejestru zabytków.
.

w Polsce to jeszcze nic nie znaczy ze budynek jest wpisany do rejestru zabytkow
vide Uthemann



Tequila - Pon Sie 15, 2005 7:48 pm
lub mozna go z tej listy wykreslić - vide Stara Cynkownia.



Tequila - Wto Sie 16, 2005 9:29 pm
Płonąca hałda w Zabrzu zagraża ludziom

Płonąca hałda

Tomasz Głogowski 16-08-2005 , ostatnia aktualizacja 16-08-2005 20:53

W Zabrzu Biskupicach z nieznanych dotąd przyczyn zapaliła się nieczynna od lat hałda. Miasto ostrzega: - To prawdziwy wulkan. Spacerowanie w tym rejonie grozi śmiercią! Wielu mieszkańców nic sobie jednak z tego nie robi. Na hałdzie biegają i jeżdżą na rowerach.

Rejon ul. Trębackiej w Zabrzu. Ogromna, 300-hektarowa hałda wygląda normalnie. O tym, że pod spodem szaleje prawdziwe piekło, świadczą smród i wypalone wokół rośliny. Żar o temperaturze kilkuset tysięcy stopni zaatakował ich korzenie.

Do najbliższych domów jest stąd bardzo blisko, zaledwie 300 m. - Każdy, kto ma trochę rozsądku, powinien omijać tę hałdę z daleka. To prawdziwy wulkan - przestrzega Katarzyna Kuczyńska, rzeczniczka prasowa zabrzańskiego magistratu.

Hałda zapaliła się niespodziewanie i właściwie nie wiadomo dlaczego. Miasto podejrzewa, że została źle zrekultywowana przez nieistniejącą już Rudzką Spółkę Węglową. Dlatego co kilka dni wynajęta przez gminę firma montuje wokół hałdy taśmy ochronne. Zaglądają tu policja i straż miejska. Cóż z tego, skoro wielu mieszkańców nie przejmuje się tym. Spacerują po hałdzie, jeżdżą po niej na rowerach i biegają. Nie rezygnują też złomiarze, którzy przeszukują górę w poszukiwaniu kawałków metali.

Ale miejscowi, którzy mieszkają najbliżej, nie lekceważą zagrożenia.

Wojciech Grzyb mieszka tu od urodzenia, czyli od 40 lat. Hałdę omija z daleka. - Tam jest pełno zasypanych tuneli, jeszcze po kopalni Pstrowski. Wystarczy tylko źle stanąć i szyb się zawali. Człowiek spadnie i spali się na popiół - mówi pan Wojciech, który przypomina sobie, że jego ojciec wiele lat temu pracował przy rekultywacji tego terenu. - Ale coś z tą rekultywacją nie wyszło, bo jak zawieje od tamtej strony, to smród jest nie do wytrzymania. Okna trzeba zamykać - dodaje.

- Przez lata był spokój, a teraz okazało się, że mamy pod domem bombę ekologiczną. Kto mi zagwarantuje, że te śmierdzące opary nie są trujące - denerwuje się inny mieszkaniec ul. Trębackiej. - No i panie szkoda tych roślin. Mieliśmy tu zielono, a teraz wszystko wokół wypalone - dodaje.

Gmina wezwała na pomoc specjalistów z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. W sobotę badali, czy wyziewy z hałdy nie zagrażają ludziom. Wyniki będą znane lada dzień.

- Mamy już plan rekultywacji. Na początku wokół hałdy wybudujemy specjalne rowy zabezpieczające, potem zacznie się gaszenie - zapewnia Kuczyńska.

Cała operacja ma kosztować ok. 5 mln zł.





absinth - Wto Sie 16, 2005 10:13 pm
z tym
" Żar o temperaturze kilkuset tysięcy stopni "
to chyba troche przesadzili



Hoover - Śro Sie 17, 2005 6:50 am

z tym
" Żar o temperaturze kilkuset tysięcy stopni "
to chyba troche przesadzili

może im chodziło o żar wewnątrz hałdy. To można się zgodzić.....



absinth - Śro Sie 17, 2005 9:57 am
raczej nie
w epicentrum wybuchu jadrowego jest oklo 1 miliona stopni i dotyczy to jedynie krotkiej chwili bo juz zaledwie po jednej dziesieciotysiecznej sekundy kula ognia ochladza sie do temperatury 300 tysiecy stopni Celcjusza
czyli mniej wiecej takiej jaka permanentnie miala by byc wewnatrz haldy



MarcoPolo - Nie Sie 21, 2005 3:24 pm
http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2874735.html

Drugie życie fabryk

Największy obecnie projekt rewitalizacyjny. Na terenie XIX-wiecznej fabryki Poznańskiego w Łodzi powstanie wielkie centrum handlowo-rozrywkowe Manufaktura
Fot. Sergiusz Pęczek / AG


Na ÂŚlĹĄsku jest mnóstwo terenów po kompaniach węgla, które mozna przeznaczyć na centra kultury. W Katowicach szyb Wilson przejęły osoby prywatne, tworzĹĄc w nim galerię rzeÂźby i malarstwa
Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE


DziÂś na tereny Stoczni Grańskiej weszła sztuka. Na razie odbywajĹĄ się tu przestawienia, np "Odys" według koncepcji Leszka Bzdyka, Roberta Rumasa i Piotra Wyrzykowskiego. Za jakiÂśczas teren postoczniowy stanie się zupełnie innym miejscem
fot. Dominik Sadowski / AG



Anna Cymer 19-08-2005, ostatnia aktualizacja 19-08-2005 18:33

W Łodzi czy na ÂŚlĹĄsku istniejĹĄ całe poprzemysłowe fragmenty miasta, które straciły swojĹĄ produkcyjnĹĄ funkcję. Zamiast je burzyć, można je rewitalizować i robić w nich centra kulturalne

Po czasach planów szeÂścioletnich i marzeń o Âświetlanej przyszłoÂści przemysłu ciężkiego pozostało wielkie dziedzictwo - ogromne tereny fabryk, stoczni, hut, kopalń. Opuszczone, niszczejĹĄce, często za duże by po prostu zrównać je z ziemiĹĄ. W wielu wypadkach, np. w Łodzi czy na ÂŚlĹĄsku, problem dotyczy nie pojedynczych obiektów architektonicznych - to całe poprzemysłowe fragmenty miasta, które straciły swojĹĄ produkcyjnĹĄ funkcję.

Wiadomo, że trzeba je na nowo zagospodarować, często jednak albo brakuje pomysłu, albo wiary, że warto.

Portowe drapacze chmur

Projektami rewitalizacyjnymi terenów poprzemysłowych jako pierwsza zajęła się Wielka Brytania.

Ogromny teren doków we wschodnim Londynie, port i stocznie, od połowy lat 60. zaczęły być likwidowane. W 1981 r. rzĹĄd Margaret Thatcher powołał do życia London Docklands Development Corporation, w celu przekształcenia terenu o powierzchni 21 km kwadratowych według nowych potrzeb. W kilkanaÂście lat powstała de facto nowa częÂść miasta, z nowoczesnym centrum biznesowo- handlowym (Canary Wharf) otoczonym przez luksusowe dzielnice mieszkaniowe. NowĹĄ komunikację dostosowano do istniejĹĄcej siatki kanałów (mieszkańcy apartamentowców mogĹĄ "parkować" jachty pod oknami); zachowane zabytkowe budynki wkomponowano w otoczenie, dÂźwigi i podnoÂśniki na nabrzeżach odrestaurowano, sĹĄ teraz swoistymi dziełami sztuki, przypominajĹĄcymi dawne funkcje okolicy.

Podobne zabudowania portowe w Liverpoolu zajmujĹĄ dziÂś: oddział Tate Gallery, Muzeum Morskie i Muzeum The Beatles.

Założona w połowie XIX w. przez Napoleona III paryska dzielnica rzeÂźni w l. 80 XX w. została przetworzona w wielki park naukowy La Villette, mieszczĹĄcy nowoczesne Muzeum Nauki i Techniki, kina, sale konferencyjne, centra edukacyjne. W niewielkim zakresie pojawia się tam działalnoÂść czysto komercyjna, a projekt finansowany był z publicznych funduszy.

W czasach ÂświetnoÂści fabryka Fiata w Turynie robiła wrażenie powierzchniĹĄ 350 tys. m kw. stali i betonu oraz ponaddwukilometrowĹĄ trasĹĄ do testowania aut umieszczonĹĄ na dachu, 21 m nad ziemiĹĄ. Po zmianach technologicznych zakład kupił prywatny inwestor i w latach 1989-94 w potężnych halach stworzył hotel, centrum handlowe i kompleks konferencyjno-wystawowy.

ÂŚladem Wieliczki

Procesy rewitalizacyjne zaczęte w Europie w latach 70. w Polsce pojawiły się w latach 90. NajstarszĹĄ realizacjĹĄ jest Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce (kopalnię do zwiedzania udostępniono 50 lat temu, gdy jeszcze nie mówiło się o rewitalizacji). Wieliczka jest na tyle popularna, że trasa wycieczkowa utrzymuje się tylko z biletów. Wieliczka staje się też centrum kultury, z salami koncertowymi i teatralnymi - odbywały się tu m.in. gala opery krakowskiej, koncert Nigela Kennedy'ego i spektakle "Madame Butterfly" i "Hamleta". To i promocja miejsca, i kolejne Âźródło zarobku. Oraz wzór do naÂśladowania.

DziÂś największe wyzwanie stoi przed Górnym ÂŚlĹĄskiem. Opuszczone kopalnie, huty, fabryki - cały region jest nimi naszpikowany. To duży kłopot, ale i duży potencjał.

Wystarczy popatrzeć na to, co z podobnymi terenami zrobili Niemcy. Wpisana na listę ÂŚwiatowego Dziedzictwa UNESCO kopalnia węgla kamiennego Zollverein koło Essen, jedna z największych w Europie (pracowało tu 5 tys. górników), została zamknięta w 1989 r. i natychmiast przejęta przez władze Północnej Westfalii. We współpracy z RadĹĄ Miasta Essen powstała fundacja, która przekształciła obiekt w centrum edukacyjne oraz wynajmujĹĄc powierzchnie muzeom, galeriom, pracowniom artystów, szczególnie zwiĹĄzanym z designem.

Większa ingerencja miała miejsce w kopalni MaximilianhĂźtte, też w Północnej Westfalii, w której w latach 80. zaczęto organizować targi kwiatowe, by wkrótce stworzyć rodzinny park, znany z hodowli egzotycznych roÂślin.

W Polsce jak kto chce

Na ÂŚlĹĄsku zaistniało już sporo pojedynczych inicjatyw rewitalizacyjnych. W XIX-wiecznym szybie kopalnianym "Guido" w Zabrzu odtworzono - jako trasę edukacyjnĹĄ - wystrój ówczesnej kopalni. W Katowicach szyb Wilson przejęły osoby prywatne, tworzĹĄc w nim galerię rzeÂźby i malarstwa. Zabytkowa częÂść Browaru Tyskiego jest dziÂś oÂśrodkiem kulturalnym, jeden z chorzowskich budynków fabrycznych zajmuje centrum konferencyjne o "industrialnej" nazwie "Magazyn Ciekłego Tlenu".

Ogromny projekt (na razie w fazie koncepcyjnej) dotyczy Kopalni Węgla Kamiennego "Katowice", znajdujĹĄcego się w centrum miasta obiektu, w którym planowane jest odtworzenie zniszczonego w 1942 r. Muzeum ÂŚlĹĄskiego.

- Z całĹĄ pewnoÂściĹĄ nie powinno się ratować za wszelkĹĄ cenę każdego budynku - sugeruje Irena Fugalewicz z Fundacji dla ÂŚlĹĄska zajmujĹĄcej się ochronĹĄ dziedzictwa kulturowego tego regionu - nie chodzi o to, żeby zrobić skansen, ale zachować i nadać nowĹĄ funkcję najbardziej wartoÂściowym najciekawszym obiektom.

Renowacja nieczynnego od 40 lat zabytkowego dworca kolejowego w centrum Katowic, który na wzór paryskiego Musee D'Orsay miał być centrum sztuki, odbędzie się już całkiem inaczej. PKP podzielił budynek na małe częÂści, każdĹĄ sprzedajĹĄc osobno. Wyklucza to realizację jakiejÂś spójnej koncepcji.

ŁódÂź to kolejne miejsce pełne poprzemysłowych zabytków. Pojedyncze budynki zajęły i wyremontowały firmy lub instytucje (np. Uniwersytet i Politechnika Łódzka), na zagospodarowanie większoÂści z nich wciĹĄż jednak nie ma pomysłu.

Największym przedsięwzięciem ostatnich lat jest przebudowa ogromnej, XIX-wiecznej fabryki Izraela Poznańskiego na centrum handlowo-rozrywkowe Manufaktura. Teren 27 ha przy ul. Ogrodowej zawiera 12 ceglanych budynków o powierzchni 90 tys. m kw. i niedługo ma pomieÂścić centrum handlowe, wielosalowe kino, restauracje, hotel, muzea i galerie.

To projekt czysto komercyjny - inwestor, firma Apsys, jest zarzĹĄdcĹĄ wielu centrów handlowych we Francji. W Manufakturze jednak, poza sklepami i restauracjami, będĹĄ m.in. trzy muzea (budowę dwóch z nich finansuje Unia Europejskiej - filię Muzeum Sztuki oraz wzorowane na paryskim La Villette Muzeum Nauki i Techniki dla dzieci).

Młode Miasto w starej Stoczni

Wielkim projektem jest rewitalizacja Stoczni Gdańskiej. Po ogłoszeniu w 1996 r. upadłoÂści stocznię przejęła Stocznia Gdynia, produkcję przenoszĹĄc na wyspę Ostrów, a pozostawiajĹĄc po sobie do zagospodarowania 73 ha gruntów, wraz z obiektami i infrastrukturĹĄ.

- NaszĹĄ strategiĹĄ jest maksymalne wykorzystanie atmosfery miejsca - mówi Roman Sebastyański z Synergii 99, firmy zajmujĹĄcej się tym projektem. - SkładajĹĄ się na niĹĄ jeszcze przedwojenne tradycje stoczniowe, tradycje solidarnoÂściowe oraz zwiĹĄzek tego miejsca z wodĹĄ.

W nowej dzielnicy handlowo- rozrywkowo-mieszkaniowej podkreÂślone będzie jej naturalne skierowanie ku wodzie. Przy placu "SolidarnoÂści" powstanie Europejskie Centrum SolidarnoÂści i stĹĄd poprowadzi główna promenada ku nabrzeżu. Na terenie Młodego Miasta znajdĹĄ się tereny handlowe, biurowe, rekreacyjne (m.in. nadwodny bulwar, terminal pasażerski) i mieszkaniowe (2 tys. mieszkań) połĹĄczone z resztĹĄ Trójmiasta liniĹĄ tramwajowĹĄ. Wszystko to daje szansę naturalnego włĹĄczenia tego terenu w życie Gdańska, stworzenie "miasta o europejskim charakterze", jak nazywa to Sebastyański.

Nowe funkcje planujĹĄ nadać władze Warszawy tzw. Fortowi ÂŚliwickiego, fragmentowi XIX-wiecznych fortyfikacji po praskiej stronie stolicy. MajĹĄ być one przystosowane do funkcji mieszkaniowych, z wykorzystaniem starej zabudowy i wzbogaceniem jej o nowe bloki.

Najprostszym rozwiĹĄzaniem jest sprzedaż i skomercjalizowanie obiektów poprzemysłowych. Jednak nie jest to jedyny sposób. Unia Europejska posiada Âśrodki na dofinansowanie koncepcji ratowania takich terenów. Zintegrowany Program Rozwoju Regionalnego dofinasowuje projekty rewitalizacji obszarów poprzemysłowych i powojskowych.

Polska Organizacja Turystyczna promuje tzw. turystykę industrialnĹĄ, wspomagajĹĄc projekty przekształcenia takich obiektów w atrakcje turystyczne.

MożliwoÂści jest wiele, wystarczy docenić tkwiĹĄcy w poprzemysłowym dziedzictwie potencjał i przezwyciężyć brak wiary, że przerobienie starej fabryki w nowoczesnĹĄ galerię sztuki może być i sukcesem, i dochodowym przedsięwzięciem. Wystarczy dobry pomysł i konsekwentna współpraca samorzĹĄdów, inwestorów, architektów i póÂźniejszych użytkowników obiektu.



Wit - Nie Sie 21, 2005 3:46 pm
hmmmm...wpadł mi do głowy pomysł, by w przyszłości GKW zaadaptowalaby jakiś obiekt poprzemysłowy jako swoją siedzibę i świadectwo działalności...
oczywiści takie przedsięwzięciebez sponsorów nie mogło by sie obejść
pożyjemy...zobaczymy



absinth - Nie Sie 21, 2005 4:40 pm
moze wieza cisnien na Borkach
albo chociaz ta z KWK Katowice
kiedys byla na sprzedaz a teraz hmmm chyba to juz nalezy do Muzeum Slaskiego ale pewny nie jestem



drzewko - Nie Sie 21, 2005 4:48 pm
Albo jakis budynek na baildonie.

Przy okazji mozna stworzyc gelerie forografi przemysłowej



absinth - Nie Sie 21, 2005 4:54 pm
bardzo ladne budynki ma tez Porcalana Slaska
a Baildona wyburza
poczytaj ostatnie posty w watku o SCC



MGL - Nie Sie 21, 2005 5:17 pm

albo chociaz ta z KWK Katowice
kiedys byla na sprzedaz a teraz hmmm chyba to juz nalezy do Muzeum Slaskiego ale pewny nie jestem


Napewno należy do MŚ - przeglądałem kompletną dokumentację foto-inwentaryzacyjną wszystkich ich obiektów.



Bruno_Taut - Nie Sie 21, 2005 6:40 pm
A słyszeliście o planach dotyczących wieży szybu "Krystyna" po KWK "Szombierki". Obiekt unikatowy, widok na Bytom niesamowity - idealne miejsce do wykorzystania. Niestety, krążą słuchy, że prezydent Bytomia, który ma już na sumieniu stary browar przy Wrocławskiej, czeka na pretekst, by z pomocą konserwatora wojewódzkiego ściągnąć wieże z rejestru zabytków. Maszynę wyciagową już trtafił szlag.



absinth - Nie Sie 21, 2005 9:42 pm
przeciez nie tak dawno obiekt zostal wpisany na liste zabytkow...
Bytom jest chyba najgorzej zarzadzanym miastem w GOP
tam jest duzo dobrej architektury ktora niszczeje
trzeba byc skonczonym idiotoa zeby chciec zniszczyc taka perle modernizmu



Wit - Nie Sie 21, 2005 9:48 pm
Panowie .....to który obiekt przejmujemy....mówię serio....sponsorów się znajdzie...wierzę,zę uda sie przejąć jakiś obiekt w celu działania GKW



absinth - Nie Sie 21, 2005 9:51 pm
Krystyne
to jest cudo architektury
tam obok tez byl taki podobny budynek z zegarem ale juz go rozebrano



Wit - Nie Sie 21, 2005 9:58 pm
Tylko GKW ma swoją siedzibe w Bytomiu
Czemu nie.....ale chodzi mi jednak o jakiś katowicki obiekt
PS.Szombierki są super....mam nadzieje, ze znajdą godziwego administratora



miglanc - Nie Sie 21, 2005 9:59 pm
a moze ta fajowa Wieza cisnien w centrum miasta? Uwielbiam ja.



absinth - Nie Sie 21, 2005 10:02 pm

Tylko GKW ma swoją siedzibe w Bytomiu
Czemu nie.....ale chodzi mi jednak o jakiś katowicki obiekt
PS.Szombierki są super....mam nadzieje, ze znajdą godziwego administratora

chodzi ci o elektrocieplownie?
ona caly czas dziala
mozna tam zorganizowac wycieczke jesli ktos jest chetny
sam obiekt jest niesamowity i bardzo klimatyczny



Wit - Nie Sie 21, 2005 10:09 pm
elektrownia Szombierki to arcydzieło.....jeżeli da sie tam zorganizowac zwiedzanie, to sie piszę



absinth - Nie Sie 21, 2005 10:13 pm
ok tylko trzeba zebrac grupe minimum 10 osobowa bo to jest z przewodnikiem i mniejszych grup nie obsluguja



Wit - Nie Sie 21, 2005 10:18 pm
w naszym przypadku nie powinien to być problem zorganizujemy wyjazd



Bruno_Taut - Nie Sie 21, 2005 10:21 pm
Elektrociepłownie "Szombierki" jest w programie Górnośląskich Dni Dziedzictwa. Niestety w piątek:(.



solo - Wto Sie 23, 2005 1:56 pm

mysle ze projektantom nic nie brakuje. to wszechobecny brak funduszy
Tak, tak... Poza talentem niczego więcej im nie brakuje.
A tłumaczenie wszystkiego typowo polskim hasłem: "to z powodu braku funduszy" jest w tym przypadku śmieszne - tak się składa, że jeżeli już jest inwestor i pomysł na jakiś konkretny obiekt to za tym idą fundusze, a kiepskie projekty w takim przypadku są spowodowane właśnie tym, że projektanci są do bani.



absinth - Pon Paź 03, 2005 9:53 pm
Gazeta.pl > Katowice > Kultura

Poniedziałek, 3 października 2005

W Czeladzi powstała galeria sztuki współczesnej w budynku starej elektrowni

Łukasz Kałębasiak 03-10-2005 , ostatnia aktualizacja 03-10-2005 16:19

Czeladź stała się bogatsza o galerię sztuki współczesnej w starym budynku na terenie dawnej kopalni Saturn. Kiedyś powstawał tam prąd, dziś generuje się tylko pozytywne doznania

To gratka nie tylko dla zainteresowanych sztuką, ale również fanów architektury postindustrialnej w świetnym stanie. Galeria Sztuki Współczesnej w Czeladzi nieprzypadkowo nosi nazwę Elektrownia. Miasto zainstalowało ją w odnowionym budynku siłowni byłej kopalni Saturn sprzed ponad 100 lat! Po galerii Szyb Wilson w Katowicach to dopiero drugi obiekt poprzemysłowy w naszym regionie, który służy teraz celom kulturalnym.

- Kiedy dwa lata temu miasto przejęło obiekty po kopalni Saturn, powstał pomysł urządzenia w nich m.in. galerii, bo takie wnętrza są do tych celów wręcz stworzone - mówi Wiesława Konopelska z Urzędu Miejskiego w Czeladzi. Elektrownia była najlepiej zachowanym miejscem. Powstała w 1903 roku i przez 93 lata służyła jako siłownia. Najpierw za sprawą wielkich, parowych turbin, potem do wnętrza hali wstawiono transformatory. Mimo niezłego stanu i tak trzeba było włożyć sporo pracy w przywrócenie elektrowni dawnego blasku. Miasto wyremontowało piękny, drewniany dach i zwalczyło pleniący się na ścianach grzyb. Dzięki pracy młodych ludzi wiekowe maszyny parowe znów wyglądają tak, jakby za chwilę miały zacząć pracę. Koła zamachowe wielkości dwóch dorosłych mężczyzn i "prehistoryczna" tablica kontrolna po francusku z mechanicznymi zegarami u każdego pasjonata zabytków techniki wywoła drżenie rąk. Tym bardziej, że galeria Elektrownia została doprowadzona niemal do stanu z początków XX wieku. Niepasujące już do tego klimatu, bardziej współczesne transformatory i szafy trafiły na złom.

W tym industrialnym otoczeniu oglądamy dwie wystawy dwóch, śląskich fotografików. Zbigniew Sawicz pokazał zdjęcia autotematyczne, bo poświęcone właśnie elektrowni kopalni Saturn. Stanisław Michalski też "orbituje" wokół Saturna (na marginesie warto dodać, że jest laureatem nagrody burmistrza Czeladzi - Pierścienie Saturna). W niezwykle plastyczny sposób pokazał odradzanie się życia na terenie kopalni. Zdjęcie skromnej roślinki, przebijającej się z czarnej od odpadów ziemi, powinno być symbolem całej galerii Elektrownia, która wydobywa piękno z brzydoty.

Wprawdzie galeria nie ma jeszcze swoich kuratorów czy nawet pracowników, ale już powstaje jej program na najbliższe miesiące. Zima przywieje do Elektrowni rzeźby w drewnie uczestników zakończonego niedawno miejskiego pleneru. Uzupełnią je najprawdopodobniej prace dwóch czeladzkich artystek zajmujących się ceramiką. O wyborze rzeźby zadecydowała konieczność. - Na razie budynek jest nieogrzewany - tłumaczy Konopelska. Tylko rzeźby wytrzymają zaś zimowe chłody. W dalszych planach jest wymiana wystaw z galerią Szyb Wilson i udostępnienie Elektrowni absolwentom ASP w Katowicach na ich prace dyplomowe. Pewne plany miasto wiąże również z podziemną częścią galerii - pod betonową podłoga jest druga, równie duża przestrzeń. Kiedyś pozwalała robotnikom dostać się do spodnich części maszyn, żeby je konserwować i naprawiać. Teraz mógłby tam powstać np. pub.

Galeria Elektrownia mieści się na terenie byłej kopalni Saturn przy ul. Dehnelów. Na razie wszyscy chętni do jej zwiedzania proszeni są o zapowiedzenie wizyty u Anny Binek-Zajdy, tel.: 265 42 93 (Pałac Ślubów)



absinth - Śro Paź 26, 2005 9:14 am
Dawne osiedle patronackie ma szanse wypięknieć

Środa, 26 października 2005r.

Katowice mają swój Giszowiec, Knurów natomiast – III Kolonię, czyli rozciągającą się od zabudowań kopalnianych dzielnicę stylowych familoków. Pojawił się pomysł, by pozyskać pieniądze na rewitalizację budynków z unijnych funduszy. Może się to jednak okazać trudne.
REKLAMA

Budynki III Kolonii powstały w 1904 roku jako kopalniane osiedle patronackie. Na jego temat, jak mówi kustosz izby pamięci mieszczącej się w budynku dyrekcji kopalni powstały nawet dwie prace doktorskie. Giszowiec powstawał jako zabudowa miejska, budynki w starej części Knurowa natomiast – jako wiejska. Knurowska III dzielnica nie jest traktowana jako zabytek. Znajduje się jedynie jest pod ochroną konserwatora zabytków. I to może być przeszkoda w pozyskaniu unijnych pieniędzy.

– Kilka tygodni temu radni objęli ten obszar programem rewitalizacji. I to jest już pierwszy krok do przywrócenia tym unikalnym zabudowaniom właściwego wyglądu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, unijne pieniądze nie mogą być wydawane na renowację obiektów mieszkaniowych. Obecne przepisy kończą jednak swój żywot w przyszłym roku, stąd pozostaje mieć nadzieję, że uwzględnione zostaną takie sytuacje, jak ta w naszym mieście. Innym problemem jest duże rozproszenie własności w tych budynkach. Mnogość wspólnot mieszkaniowych może być barierą. Przy pozyskiwaniu unijnych funduszy trzeba bowiem zgłaszać projekt w imieniu jednego właściciela – mówi Krzysztof Stryczek odpowiedzialny w knurowskim magistracie za fundusze europejskie.

– Nie wydaje mi się, aby fakt, że w budynkach znajdują się mieszkania, był przeszkodą w pozyskaniu pieniędzy z tego właśnie źródła. Z tego co wiem, w Ustce urzędnicy zdobywali je właśnie z unijnego budżetu na potrzeby renowacji kamienic mieszkalnych na starówce – powątpiewa Tomasz Reginek, przewodniczący Rady Miasta.

Władzom miasta zależy na upiększeniu tej dzielnicy również z tego względu, że gdy pojawi się autostrada, to oczom tych, którzy z niej zboczą, ukaże się właśnie III Kolonia. Stąd też pomysł, by jeden z budynków zamienić na miejskie muzeum. Jest raczej mało prawdopodobne, by we władanie miasta przeszła znajdująca się wszak w sąsiedztwie zabudowań Izba Pamięci KWK Knurów. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, dyrekcja knurowskiej kopalni nie jest zainteresowana pozbyciem się swej chluby.

(jh) - Dziennik Zachodni





absinth - Czw Gru 08, 2005 11:54 pm
dotarlem jedynie do tych renderow i nic wiecej nie wiem...
projekt Medusagroup:







jezeli cos z tego wyjdzie to bede sie bardzo cieszyl choc trzeba przyznac ze Medusa Group ostatnio sie zaczyna powtarzac w swoich projektach



Oskar - Czw Gru 08, 2005 11:58 pm
Taki projekt cieszy oko. Jestem na "Tak"!



jacek_t83 - Pią Gru 09, 2005 12:32 am
Dla mnie bomba!!! Jestem jak najbardziej na TAK !!!



d-8 - Pią Gru 09, 2005 8:55 am
no spoko te projekty. zeby tylko cos z tego wyszlo.
pierwsza wizualka skojarzyla mi sie w pierwszym momencie z tym ze dotyczy DT Centrum na Korfantego kolo superjednostki



Andrzej - Pią Gru 09, 2005 11:31 am

no spoko te projekty. zeby tylko cos z tego wyszlo.
pierwsza wizualka skojarzyla mi sie w pierwszym momencie z tym ze dotyczy DT Centrum na Korfantego kolo superjednostki


faktycznie podobne



absinth - Pią Gru 16, 2005 11:44 am


Rozrywkowa cechownia

Piątek, 16 grudnia 2005r.

Niszczejący budynek cechowni KWK Knurów ma już właściciela. Został nim Sylwester Skóra, do którego należy również knurowska dyskoteka „Power play”. Planuje on tu uruchomić centrum rozrywki z salą na okolicznościowe przyjęcia, dyskoteką, stołami do bilarda. Inwestor ma jednak problem, by korzystać z drogi dojazdowej, a tym samym, jak twierdzi, nie może rozpocząć inwestycji oszacowanej na milion złotych!

Cechownia dla starostwa była balastem. Od kilku lat starało się pozbyć budynku, ale chętnych brakowało. Jak w kalejdoskopie zmieniały się natomiast wyceny obiektu. O ile jej wartość w 2000 roku została oszacowana na ponad 2 mln 500 tysięcy, o tyle cztery lata później drastycznie zmalała. Jedna z wycen opiewała np. na 820 tys. zł. Ostatecznie budynek został sprzedany przez starostwo za 417 tysięcy.

Sylwester Skóra chce uruchamiać centrum rozrywki, tymczasem sprawa sprzedaży jego siedziby trafiła do prokuratury.

Sylwester Skóra mówi, że zainteresował się budynkiem słysząc o kolejnym nieudanym przetargu. Przystąpił do rokowań i zgodził zapłacić 417 tysięcy złotych za czterokondygnacyjny budynek o powierzchni 1100 metrów. Podkreśla, że to nie pod niego była ustalana kwota i nic go nie interesują wcześniejsze perturbacje z wycenami. Chciałby natomiast ruszyć z inwestycją.

– Prezydent Knurowa popiera moje starania o uruchomienie centrum rozrywki, bo budynek straszy w samym centrum miasta. Od niego jednak w tym momencie niewiele zależy. Mam wrażenie, że kupując od starostwa budynek nabyłem kota w worku. Nie mogę wjechać na teren posesji ciężkim sprzętem budowlanym, bo okazuje się że nabyłem również drogę, gdzie swoje urządzenia ciepłownicze ma knurowska firma Megawat. Moje pisma utknęły gdzieś w urzędniczej machinie i nie wiem, czy uda mi się rozpocząć działalność, tak jak planowałem, pod koniec przyszłego roku.

Marian Sadecki, członek Zarządu Powiatu mówi, że w momencie nabywania cechowni Sylwester Skóra nie określał, jakie ma plany wobec budynku. Gdy dookreślił się, że planuje uruchomić dyskotekę okazało się, że musi mieć z dwóch stron dojazd do posesji. Na jednej z dróg znajdują się wspomniane kanały. Procedurę przystopowała również, jak twierdzi Marian Sadecki, m.in. procedura związana ze zmianą sposobu użytkowania obiektu. – Kanały ciepłownicze znajdowały się na wszystkich planach, więc nie powinny być dla nabywcy niespodzianką. Nie ukrywaliśmy tego faktu, wręcz przeciwnie. Zasilały one m.in. budynek cechowni przy ul. Szpitalnej. Pan Skóra miał przecież dostęp do wszystkich dokumentów. Do właściciela nieruchomości należy jednak teraz wymuszenie na Megawacie, by przełożył rury. Cieszymy się, że udało się nam sprzedać tę „trudną” nieruchomość i liczymy, że nowy właściciel zrobi z niej dobry użytek.

Tymczasem ciągle nie ma odpowiedzi kto i na jakim etapie przyczynił się do różnic w wycenach budynku. Radny Henryk Szary zawiadomił o tym prokuraturę. – Chcę wiedzieć, czy to górnictwo zawyżyło wartość budynku, czy starostwo – wyjaśnia Szary dodając, że był już przesłuchiwany jako świadek. W 2000 roku kopalnia Knurów wykonała tzw. operat szacunkowy obiektu, chcąc skorzystać z przepisów oddłużeniowych i przekazać budynek Skarbowi Państwa. Nieruchomość była wówczas warta ponad 2 mln 500 tys. zł. Na same procedury przetargowe starostwo w 2003 r. wydało ponad 7 tys. zł. Przedstawiciele zarządu powiatu tłumaczą, że dokumentacja jest w porządku, a obniżanie ceny było zasadne, bo budynek niszczał i tracił na wartości. W rozmowie z DZ starosta Michał Nieszporek mówił, że sam ma teraz wątpliwości, czy wycena dokonana przez Gliwicką Spółkę Węglową nie została zawyżona. – Inna sprawa, że w tym czasie wartość budynku mogła spaść, bo był on m.in. odłączony od centralnego ogrzewania. Procedury przetargowe za mojej kadencji były przestrzegane. Co do wysokości wycen – pozostaje duży znak zapytania. Kwestię tę powinni ocenić fachowcy. Prawda jest też taka, że cenę weryfikuje rynek – dodał starosta.

Joanna Heler - Dziennik Zachodni



absinth - Pon Gru 26, 2005 11:51 am
i jeszcze to znalazlem w magazynie "Nieruchomosci Komercyjne w Polsce"

Katowice: hotel w kopalni
Hotel, restauracja i centrum konferencyjne już
niebawem mają powstanie przy szybie Wilson w
Janowie, pozostałościach po KWK Wieczorek.
Gotowy jest już szkic przebudowy. Inwestorem
jest prywatny przedsiębiorca, prezes firmy Pro
Inwest, który w szybie Wilson prowadzi już
galerię. Tym razem chodzi o to, aby do
zabytkowych obiektów przyciągnąć turystów. Na
razie jednak trzeba czekać na ekspertyzę
budowlaną, budynki są bowiem bardzo
zniszczone. Trzeba też uporządkować sprawy
związane z własnością budynków. Wilson leży na
pograniczu Katowic, nieopodal Nikiszowca, który
chętnie odwiedzają turyści. Na to, aby mogli
przenocować w hotelu, muszą jeszcze poczekać,
choć jeśli wszystko dobrze pójdzie, przebudowa
zacznie się nawet jeszcze w tym roku. Ekspertyza
budowlana i konsultacje z konserwatorem
zabytków zabiorą co najmniej sześć miesięcy.
Przebudowywana będzie kilkukondygnacyjna
hala i nieco niższy od niej budynek stojący obok.



SPUTNIK - Pon Gru 26, 2005 1:28 pm
kiedys był o tym krótki reportaż na trójce , mam nadzieje , ze wypali



absinth - Pon Gru 26, 2005 1:33 pm
mam pewne informacje ze ponoc nic z tego nie bedzie ale na SSC ciiii...

dzis napisalem do inwestora i czekam na odpowiedz zobaczyny czy sie potwierdzi...



maciek - Pon Gru 26, 2005 1:40 pm
Tacy ludzie zasługują na uznanie. Wstrzymam się jednak z tym do rozpoczęcia inwestycji, chociaż i tak już jestem pełen podziwu dla inicjatywy z galerią.

BTW, myślę, że powinniśmy zrobić listę ludzi, którzy promują region i tzw. "anty promotórów", żeby nie nazwać ich niegrzeczniej pasożytami. Na tej drugiej liście na pewno znajdzie się na czołowym miejscu urzędniczka z Zabrza, której Zabrze "zawdzięcza" turystyczną stagnację.



Tequila - Nie Mar 26, 2006 5:15 pm
Szyb Mikołaj w Rudzie Śląskiej zamieni się w muzeum

pj 26-03-2006 , ostatnia aktualizacja 26-03-2006 18:37

Unia Europejska pomoże odnowić zabytkowy szyb Mikołaj w Rudzie Śląskiej. - Chcemy urządzić tu muzeum przemysłu - mówi Henryk Mercik, miejski konserwator zabytków

Szyb Mikołaj to perełka architektury przemysłowej. Powstał w 1912 roku, zaprojektował go architekt. - Dzięki temu nie ma mowy o przypadkowości. Wszystko jest zrobione fachowo. Szyb Mikołaj był kiedyś osobną kopalnią. Razem z nim wybudowano elektrownię, która działa do dziś. Po wojnie zniszczono cechownię i markownię, ale szyb ocalał. Potem był częścią kopalni Wawel - mówi Mercik. Przypomina, że to właśnie tutaj swego czasu działała największa kopalnia węgla w Europie. - Odwiedził ją nawet Johann Wolfgang Goethe - mówi. Wiadomo już, że UE pomoże w jego remoncie. Na początek przygotowany zostanie projekt rewitalizacji szybu.

Miasto od kilku lat stara się dbać o zabytek. Naprawiono dach, doprowadzono prąd i odnowiono maszynę wyciągową. Ciągle działa, chociaż sam szyb jest już zasypany.

Mercik już wie, co będzie tu po remoncie. - Chcemy stworzyć muzeum przemysłu. Mamy sporo eksponatów, w nadszybiu będzie można urządzać wystawy. Odnowimy też wieżę wyciągową. Będzie z niej świetny punkt widokowy - snuje plany Mercik.



MGL - Pon Mar 27, 2006 5:39 am

Szyb Mikołaj w Rudzie Śląskiej zamieni się w muzeum


Tytułem rozszerzenia powyższej wiadomości -> Tutaj trochę informacji aktualnych oraz galeria zdjęć również z Mikołaja: http://mkz.ruda-sl.pl/index.html



Wit - Pon Mar 27, 2006 6:48 am
OSIEDLE "KAUFHAUS"
RUDA ŚLĄSKA - NOWY BYTOM
UL. NIEDURNEGO






Rewelacyjnie odnowione familoki...pięknie wyglądają "na żywo" i na fotce



MGL - Pon Mar 27, 2006 7:52 am

Rewelacyjnie odnowione familoki...pięknie wyglądają "na żywo" i na fotce

ale czy widziałeś je od podwórza? Niestety czar pryska od d.py strony



d-8 - Pon Mar 27, 2006 7:57 am

Rewelacyjnie odnowione familoki...pięknie wyglądają "na żywo" i na fotce

ale czy widziałeś je od podwórza? Niestety czar pryska od d.py strony



Wit - Pon Mar 27, 2006 9:40 am
Nie, MGL, nie miałem okazji....trochę smutno, że nie zadbano też o oficyny familoków



jacek_t83 - Pon Mar 27, 2006 9:48 am
Ale tak jest rowniez w przypadku renowacji kamienic, odnawia sie frontowe fasady a srodek sie zostawia nie we wszystkich ale w wiekszosci



MGL - Pon Mar 27, 2006 11:12 am

Ale tak jest rowniez w przypadku renowacji kamienic, odnawia sie frontowe fasady a srodek sie zostawia nie we wszystkich ale w wiekszosci

Wiesz, swego czasu opracowywałem kilkanaście takich projektów dla mysłowickich i katowickich kamienic. I w sytuacji, gdy nie dociepla się elewacji podwórzowych - normalną rzeczą jest wydanie dyspozycji o oczyszczeniu cegły metodą JOS.
A jak widać na Kaufhausie, dyspozycja ta została wykonana częściowo od tej "reprezentacyjnej" strony, podobnie jak wymiana okien, oszczędności i chachmyncenie jak zawsze :\
----------
A odnośnie Katowic: dwie z wspomnianych kamienic to róg Mariackiej i Francuskiej - na chwilę obecną remont elewacji jeszcze nie został ukończony.
Inne tego typu projekty głównie w M-cach wstrzymane - czekają...



Wit - Pią Kwi 14, 2006 5:08 pm
I jeszcze raz o bytomskim lofcie Przema Łukasika:

"Loft po Śląsku, czyli jak zbudować dom na kopalni

Tomasz Malkowski 14-04-2006 , ostatnia aktualizacja 14-04-2006 10:23

Opuszczone hale, magazyny, obiekty kopalniane, samotnie sterczące wieże wodne to dziedzictwo przemysłowe Śląska. Niestety, niepotrzebne nikomu budynki powoli popadają w ruinę. Wystarczy jednak trochę wyobraźni, by dostrzec w tych murach olbrzymi potencjał. Czyż nie mogą być ciekawym miejscem do zamieszkania? Co myślicie o domu na terenie kopalni?

Nie trzeba szukać daleko. W Bytomiu pewien architekt zamieszkał wraz z rodziną na terenie nieczynnych już Zakładów Górniczo-Hutniczych "Orzeł Biały". Wszyscy wiedzą, gdzie mieszka i chętnie wskazują drogę do "dziwnego domu". Stoi tuż na skraju starego osiedla, za murem zakładów. Właściciel nadał mu nazwę "Bolko Loft", na cześć szybu Bolko, który góruje nad okolicą.

Zbliżam się do loftu. Biały, prostopadłościenny budynek na wysokich żelbetowych słupach jeszcze do niedawna funkcjonował jako lampiarnia. Wokół typowy księżycowy krajobraz poprzemysłowy, porozrzucane budynki zakładów, różne nieczynne instalacje. Zadzieram głowę do góry, przede mną wspinaczka stalową klatką schodową. Wchodząc, odkrywam coraz to nowe widoki, a z najwyższego podestu, tuż przed drzwiami wejściowymi, widzę już całą okolicę jak na dłoni. Stukam do stalowych drzwi i myślę sobie, że właściciel wziął sobie do serca angielskie przysłowie: "My house is my castle" (mój dom jest moją twierdzą).

Przechodzę przez ścianę i zapiera mi dech

Przemysław Łukasik, gospodarz loftu, jest współtwórcą gliwickiej pracowni architektonicznej "medusa group". Z przedsionka przechodzimy przez przezroczystą ścianę wykonaną z pasów z tworzywa - podobne stosuje się w chłodniach. Otwiera się przede mną rozległa przestrzeń dzienna. W pierwszej chwili zapiera mi dech.

- Nasze poprzednie mieszkanie to było maleńkie M-2. Tutaj mamy aż 200 m kw. Duża przestrzeń to główny plus loftu. Sam blat kuchenny jest tu większy od naszej kuchni w bloku - mówi architekt.

Istotnie, wielki drewniany blat, spoczywający na konstrukcji z kątowników, zajmuje centralne miejsce loftu. Łukasik opowiada, że w czasie przyjęć wykorzystywany bywa jako barek, tutaj toczą się rozmowy. Obok stoi szklany stół, który po przedłużeniu może pomieścić nawet dwadzieścia osób.

Przy adaptacji lampiarni na mieszkanie architekt ograniczył się do wykorzystania tego, co zastał. - Przypominało to bardziej pracę konserwatora zabytków. Sufit oczyszczono do gołego betonu, stalową konstrukcję postanowiłem wypiaskować i pomalować na szaro. Wszystkie instalacje biegną na ścianach bądź pod sufitem. Nic nie jest sztucznie zakrywane papendeklem. Wykorzystano też istniejące ścianki działowe. Podłogi w całym budynku to po prostu surowa posadzka betonowa, jedynie sypialnie wyłożono drewnianą posadzką przemysłową - mówi Łukasik.

Choć wnętrze utrzymane jest w surowej stylistyce przemysłowej, jest jednak całkiem przytulne. Architekt zachował sporą liczbę artefaktów w postaci stalowych szafek na ubrania, pochodzących z szatni czy tabliczek z informacjami dotyczącymi przepisów BHP.

Urzekający jest zwłaszcza widok z wnętrza budynku, bo niewielkie okna kadrują poprzemysłowy krajobraz. Największe wrażenie robi łazienka, okno której wychodzi wprost na szyb Bolko. - Wiele osób gdy jest po raz pierwszy w łazience, myśli, że to obraz w ramie. Dla takich widoków warto tu żyć - mówi gospodarz.

"Bolko Loft" nie jest jeszcze skończony. Z zewnętrznych ścian budynku sterczą wysunięte belki, pozostałe po pracach modernizacyjnych. Wkrótce zostaną wykorzystane do konstrukcji balkonu, który będzie okalał budynek. - To będzie taki spacerniak - żartuje architekt. - Na dachu powstanie duży taras. To nie jakaś fanaberia. Po prostu gdy będę chciał wypić kawę na powietrzu, bliżej mi na dach niż do ogrodu.

Dom jest jak czuły barbarzyńca

Z jednej strony żelbetowa konstrukcja budynku brutalnie wyróżnia się z otoczenia, z drugiej odpowiada na wszystkie potrzeby swoich mieszkańców i tworzy przyjazną przestrzeń. Dwaj synowie Łukasika mają tu mnóstwo miejsca do zabawy. - Młodszy syn, Bartek, już tu się urodził. Mieszkanie w lofcie z pewnością wywiera wpływ na dzieci. Starszy syn, Kuba, przyniósł kiedyś z przedszkola rysunek naszego domu. Jest płaski i na nogach. Różni się od typowych domków, jakie zwykle rysują dzieci i jakie ja sam rysowałem - mówi ze śmiechem architekt.

Łukasik ubolewa tylko, że musiał ostatnio otoczyć dom siatką. - Pewnego razu wróciliśmy po dłuższej nieobecności i zauważyliśmy brak kawałka klatki schodowej. Niestety, musimy się bronić przed złomiarzami.

Jeszcze niedawno pod loftem w czasie deszczu bawiły się dzieci. Architekt planuje urządzić tutaj boisko. - Moi synowie mogliby tu wraz z kolegami bawić się nawet w niepogodę. Zresztą największym plusem domu na słupach jest to, że zajmuje niewiele miejsca.

Tysiącmetrową działkę Łukasik chce zagospodarować w prosty sposób, który korespondowałby z przemysłowym charakterem okolicy. Na razie w ciepłe dni ustawia nadmuchiwany basen, w którym pluskają się dzieci.

Loft na okładkach czasopism

Dom własny architekta odczytywany jest zazwyczaj jako manifest twórcy, jednak Łukasik się od tego odżegnuje. - Ten dom to dzieło wtórne. Jestem architektem, ale moi bliscy nimi nie są, nie chciałem ich skazywać na życie w budynku na pokaz. Loft to raczej sposób na życie, filozofia, jednak całkiem prosta, pragmatyczna. Jednym z głównych motywów powstania tego domu jest ekonomia. Budowa była naprawdę niedroga, zamknęła się w kwocie 130 tys. zł. Stąd tyle rozwiązań przemysłowych, które zazwyczaj są najtańsze.

Budynek od początku zyskał sławę. Był opisywany w prasie branżowej, zagrał w wielu teledyskach i reklamówkach. Lech Majewski kręcił tu sceny do swego najnowszego filmu. Budynek znalazł się w gronie 20 najważniejszych polskich budynków i wraz z wystawą "Polska. Ikony architektury" będzie promował rodzimą architekturę za granicą.

Tylko w trakcie mojej wizyty w lofcie grupa kilkunastu studentów z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadzała badania dotyczące relacji między śląską tożsamością a sposobem zamieszkiwania. Zachowywali się jak japońscy turyści, filmując i fotografując każdy kąt. - To są aspekty architektury, których nie sposób przewidzieć - mówi ze śmiechem Łukasik.

Architekt podkreśla, że decyzja przerobienia kopalnianej lampiarni na dom była przypadkowa. Nie robił żadnych specjalnych badań czy analiz. - Na taki krok każdy może się poważyć. Jedynym problemem były sprawy prawne i formalne. Natrafiłem na opór ze strony urzędników, musiałem walczyć z ich schematycznym myśleniem. Przepychanki w różnych urzędach trwały prawie dwa lata, zaś sama adaptacja tylko osiem miesięcy. Nie rozumiem, dlaczego są takie dysproporcje - mówi Łukasik. - W Nowym Jorku, już w latach 60. i 70. artyści zaczęli wykorzystywać stare budynki fabryczne na pracownie. To tam narodziła się moda na lofty, dzięki której uratowano wiele zabytków przemysłowych. Dziś SoHo jest jedną z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych dzielnic Manhattanu. Wierzę, że i u nas może być podobnie, że od takich małych działań, jak mój loft, może zacząć się rewitalizacja całej okolicy. "

Loft z dołu


Salon


Kuchnia


Łazienka




stolek - Czw Kwi 27, 2006 9:20 am
Dziennik zachodni nr 99, 27 Kwietnia 2006 dodatek Rybnik

Ponad 782 tysiące złotych kosztować będzie adaptacja wieży ciśnień, znajdującej się na terenie zabytkowej kopalni Ignacy w Niewiadomiu, na wieżę widokową. Miasto otrzymało na ten cel dofinansowanie z budżetu państwa oraz z Unii Europejskiej. Unia dołoży najwięcej, bo prawie 600 tysięcy złotych, z budżetu państwa Rybnik otrzyma na wieżę nieco ponad 78 tysięcy złotych. Z budżetu miasta na ten cel pójdzie ponad 117 tysięcy złotych.

- To drugi, bardzo konkretny krok, by uratować kopalnię Ignacy. Pierwszym było wpisanie obiektów do rejestru zabytków. Mamy nadzieję, że teraz kolejne kroki będą już łatwiejsze - mówi Ewa Mackiewicz ze Stowarzyszenia Zabytkowej Kopalni Ignacy, które od początku jest najbardziej zaangażowane w ratowanie zabytku.

Wieża ciśnień składa się z trzonu oraz zbiornika na wodę. Murowany trzon wieży powstał około 1880 roku, wówczas był kominem. W 1952 r. na jego szczycie dobudowano stalowy zbiornik wodny o unikalnej konstrukcji.

Wieża ma obecnie wysokość 46 metrów. Dodając do tego wysokość bezwzględną terenu otrzymujemy najwyższy w okolicy obiekt, z którego możliwa jest obserwacja panoramy Rybnika, a także sąsiednich miast.

W ramach przewidzianych projektem technicznym prac zaplanowano m.in.: zdemontowanie rurociągów wewnątrz wieży, rozbiórkę przybudówki, rozebranie pokrycia dachu i ścian obudowy zbiornika, wykonanie schodów zewnętrznych, pomostu widokowego i posadzki. Wieża wyposażona zostanie też we wszelkie niezbędne instalacje, będzie też gruntownie odnowiona.

Jednorazowo z wieży będzie mogła korzystać grupa do 15 osób.

- Przy takich inwestycjach największe ryzyko polega na niemożliwych do przewidzenia "niespodziankach", które mogą się pojawić już w trakcie prac remontowych i adaptacyjnych - podkreśla Adam Fudali, prezydent Rybnika. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, prace rozpoczną się już w maju, a zakończą w październiku przyszłego roku. A miasto już teraz przymierza się do zdobywania kolejnych dotacji na ratowanie kopalni Ignacy, ze środków na lata 2007-2013. - Trzeba zabezpieczyć 15 procent środków w budżecie i pisać wnioski o dotacje - mówi prezydent Fudali.

Karina Sieradzka - Dziennik Zachodni



m20 - Czw Kwi 27, 2006 9:50 pm
Jakiś czas temu w 'Aktualnosciach' była infomacja że wieża ciśnień w Rybniku ma być zrewitalizowana i oddana do zwiedzania. Czy wie ktos cos wiecej na ten temat?, bo wyglada mi to na kolejny news z cyklu ... marzenia; o konkretach nie bylo nic- ani kto za to zapłaci i kiedy ma być gotowe ...



Kris - Czw Kwi 27, 2006 10:15 pm
Taka sama historia jest związana z wieżą ciśnień przy kop. Wujek (Gallus). Pare lat temu była informacja , że wieża jest do sprzedania wraz z działką (200 m). Propozycja ponoć była na kafejkę internetową. Ale pomysł upadł, a chętnych do kupienia nie było. Dziś przykro patrzeć jak z dnia na dzień obiekt niszczeje.

Mam pytanie: jak się wprowadza zdjęcia na forum ? bo chętnie bym powrzucał kilka fotek



Wit - Czw Kwi 27, 2006 10:30 pm
Jak piszesz posta masz trochę opcji do wyboru powyżej....ten obrazek

oznacza wklejenie obrazka....musisz tylko wkleic jego adres internetowy w wyświetlone pole



Kris - Pią Kwi 28, 2006 11:11 am
dzięki (nowy się wciąż uczy)




stolek - Pią Kwi 28, 2006 9:01 pm
może pare zdjęć Wieży ciśnień przy kop Ignacy:
Wieża w obecnym stanie:



Wieża, widok z hałdy- na pierwszym planie malwy (nie wiem czy to poprawna nazwa), widać też naszybie szybu Kościuszko (Grundman), fragment komina, a zaraz obok komina na horyzoncie widać sylwetkę zlikwidowanego szybu JEDŁOWNIK II (z kop KWK Marcel, a pozniej z KWK Anna):




Kris - Pią Maj 05, 2006 8:59 pm
Wieża ciśnień będzie atrakcją starej kopalni



pj 05-05-2006 , ostatnia aktualizacja 05-05-2006 21:29

Zabytkowa kopalnia Ignacy w Rybniku będzie miała kolejną atrakcję. Dzięki unijnej dotacji wieża ciśnień zostanie zamieniona na punkt widokowy

Przebudowa wieży będzie kosztowała ponad 780 tys. zł, ale prawie 600 tys. dołoży Unia Europejska. Pierwsi turyści będą mogli wdrapać się na nią już w październiku przyszłego roku. Jednocześnie zmieści się tu 15 osób. Konstrukcja wieży powstała ok. 1880 r. i początkowo był to komin. Dopiero w 1952 r. na jego szczycie dobudowano ogromny stalowy zbiornik na wodę. Całość ma 46 m i widać z niej nie tylko Rybnik, ale także Radlin, Rydułtowy i pobliski Wodzisław Śląski.

Kopalnia powstała w 1792 r. Jej pierwsza nazwa to Hoym, ale w latach 30. zeszłego stulecia, na cześć prezydenta Polski Ignacego Mościckiego, zmieniono jej imię. Do dziś kopalnia to jedna z perełek Rybnika. Można tu podziwiać m.in. zachowaną w doskonałym stanie maszynę parową z 1900 r., która obsługuje szyb Głowacki. Druga, z 1920 r., działa z kolei przy szybie Kościuszko. - Mamy umowę z Kompanią Węglową i możemy oprowadzać turystów po terenie kopalni - mówi Ewa Mackiewicz, wiceprezes Stowarzyszenia Zabytkowej Kopalni Ignacy. Cieszy się, że wieża ciśnień będzie przebudowana i odnowiona. - Mam nadzieję, że to początek kompleksowej rewitalizacji kopalni - dodaje.

Źródło:



m20 - Sob Maj 06, 2006 5:17 pm
Fajnie, ale takich inwestycji powinno byc 10 razy więcej. Mam nadzieje ze inne miasta wezma szybko przyklad, bo jak unia daje 3/4 calej kwoty- tak jak w tym przypadku- to trzeba wykorzystac



absinth - Pon Maj 08, 2006 12:44 pm
KONFERENCJA:

Kraków - 9.05.2006

Być Ślązakiem to konferencja zorganizowana przez Koło Naukowe Studentów Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. W trakcie spotkania zostaną podsumowane dwa realizowane przez studentów UJ projekty. Ich celem było zbadanie postaw i relacji ludzi mieszkających w najbliższym sąsiedztwie obiektu Bolko Loft w Bytomiu oraz określenie wartości zrewitalizowanej architektury poprzemysłowej i sposobu, w jaki funkcjonuje ona w świadomości zbiorowej mieszkańców Górnego Śląska - na przykładzie Silesia City Center.

W konferencji wezmą udział między innymi reżyser Kazimierz Kutz oraz architekci Przemo Łukasik i Łukasz Zagała.

Informacje: Dawid Hajok, tel.: 0 608 315 384



Safin - Pon Maj 08, 2006 4:24 pm
a o której i gdzie miałaby być ta konferencja?



Kris - Wto Maj 09, 2006 9:06 pm
W Siemianowicach powstanie dydaktyczny park górniczy



Tomasz Malkowski 09-05-2006 , ostatnia aktualizacja 09-05-2006 22:26

Na dawnych terenach górniczych, tuż przy boisku do hokeja na trawie, siemianowiccy urzędnicy planują utworzenie miniskansenu przemysłowego. Mają się w nim pojawić zabytkowe maszyny z kopalni Michał.

Siemianowice mają bogatą historię górniczą, jednak spuścizna poprzemysłowa była dotychczas traktowana po macoszemu. To już ostatni dzwonek, by uratować oryginalne maszyny, wagony na węgiel czy parową wyciągarkę. Pomysł ich ponownego wykorzystania magistrat siemianowicki przygotowywał już od dawna. Na razie wybrano i zabezpieczono eksponaty. Niestety, maszyny nie mogą pozostać w swym pierwotnym miejscu. Obiekty po kopalni Michał należą dziś do kilku prywatnych firm. - Postawiliśmy na skwer przy boisku do hokeja na trawie na ul. Olimpijskiej - mówi Jerzy Kopyczek, naczelnik wydziału ochrony środowiska.

Niektórzy mieszkańcy Michałkowic czują się pokrzywdzeni, że to nie u nich powstanie skansen. - Sam jestem z Michałkowic, ale miejsce przy kompleksie sportowym Siemion jest naprawdę dobre. To zaczątek rewitalizacji tej części miasta. Maszyny nie opuszczą Siemianowic, co więcej, staną na terenie pokopalnianym - mówi Jacek Guze, wiceprezydent Siemianowic Śląskich.

Pierwszym etapem prac będzie zagospodarowanie skweru. Mają się na nim pojawić nowe alejki, ławki oraz drzewa i krzewy. Maszyny będą tonęły w zieleni. Nad ich konserwacją będą pracować m.in. uczniowie siemianowickich szkół.

Terenem wokół boiska coraz bardziej interesują się inwestorzy. Wykupiono już kilka budynków, które do tej pory niszczały. W jednym z nich powstanie nowoczesne centrum odnowy biologicznej. Oprócz tego będzie hotel olimpijski, a w budynku po dyrekcji - dom spokojnej starości.

- Budynki odzyskają dawny blask, a wszystko za prywatne pieniądze - cieszy się Guze. - Zaczęło się od boiska do hokeja na trawie. Był to mały krok do poprawy wizerunku robotniczego fragmentu centrum Siemianowic. Obiekt jest jednym z czterech podobnych w kraju. Jest więc szansa, że powstanie miejsce, gdzie mieszkańcy będą mogli oddać się rekreacji, a po wstawieniu maszyn, także zadumie nad kawałkiem historii Siemianowic.Gazeta Wyborcza



SPUTNIK - Wto Maj 09, 2006 9:18 pm
jak czytam o kolejnych skansenach/muzeach górniczych to mi się scyzoryk sam w kieszeni otwiera.. :/

kto tam bedzie chodził , jeżeli w każdym mieście na śłąsku bedzie muzeum górnictwa :/

zamiast adaptować takie miejsca w niekonwencjonalny sposób to tworzy się kolejne instytucje z góry skazane na porażkę. .

a za 2/3 lata po remoncie rozpocznie się biadolenie ,że nie ma pieniedzy na utrzymanie...



jacek_t83 - Wto Maj 09, 2006 9:21 pm

jak czytam o kolejnych skansenach/muzeach górniczych to mi się scyzoryk sam w kieszeni otwiera.. :/


przeciez ty nie nosisz scyzoryka w kieszeni tylko Sky's
a tak poza tym to sie zgadzam



Wit - Wto Maj 09, 2006 9:22 pm
Bardzo dobry pomysł....moja okolica



absinth - Sob Maj 20, 2006 11:18 pm


Galeria Elektrownia w Czeladzi działa na pełnych obrotach

Łukasz Kałębasiak 19-05-2006 , ostatnia aktualizacja 19-05-2006 16:04

Dawna siłownia kopalni Saturn w Czeladzi rozpoczęła działalność jako Galeria Sztuki Współczesnej "Elektrownia". To chyba jedyne miejsce w kraju, gdzie obrazy zawiesza się za pomocą ręcznej suwnicy

- Brat mojej matki, Piotr Król, pracował w tej kopalni na dole około roku 1900 - wspominała Zofia Długosz, która mimo 80 lat przyjechała z Będzina na rozpoczęcie sezonu galerii Elektrownia. Jej wuj, gdyby mógł teraz odwiedzić starą siłownię, raczej nie byłby zaskoczony zmianami. Ponadstuletnie maszyny, wielkie koła zamachowe i ogromne, szklane zegary wciąż tam są. Teraz jednak posłużą już tylko jako tło dla obrazów, grafik czy rzeźb. Stowarzyszenie Inicjatyw Kulturalnych z Czeladzi ochrzciło starą siłownię galerią już jesienią, ale dopiero teraz otworzyło tam pierwszą wystawę sztuki współczesnej.

Katowicki malarz Lech Kołodziejczyk, profesor Instytutu Sztuki UŚ w Cieszynie, nie krył zadowolenia, że to właśnie jego obrazy są pierwszymi pokazywanymi w Elektrowni. Zresztą malarstwo Kołodziejczyka i architektura poprzemysłowa są sobie bardzo bliskie. Dwa lata temu jego obrazy wisiały w byłej cechowni kopalni Wieczorek, czyli galerii Szyb Wilson. - To miłość wzajemna. Ja kocham takie wnętrza, a one kochają moje obrazy - żartował malarz.

Jest w tym jednak dużo prawdy, bo wielkie płótna Kołodziejczyka aż się proszą o wielką przestrzeń. Dla Elektrowni artysta przygotował mały przegląd tego, czym zajmował się od prawie trzech dekad. Kolejne cykle: "Fantomanie", "Kosmogonie", "Luminofory" czy w końcu "Głowy" pokazują, jak przez lata malarz starał się uporządkować chaos. Posługując się abstrakcją, próbuje uchwycić w ruchu sprawy realne, choć trudne do zatrzymania: powstawanie światła, narodziny kosmosu. Bo Kołodziejczyk nie uważa się za abstrakcjonistę. - To, co maluję, to realność, ale oddawana środkami abstrakcyjnymi - tłumaczy.

Do końca roku w galerii Elektrownia zobaczymy jeszcze trzy wystawy. W wakacje pojawią się tam Prace Roku 2005 katowickiego ZPAP, potem swoje obrazy pokaże katowicki artysta Henryk Bzdok, a sezon zamkną absolwenci Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach.

Galeria Sztuki Współczesnej "Elektrownia" działa na terenie dawnej kopalni Saturn w Czeladzi przy. ul. Dehnelów. Miejsce nie ma jeszcze stałych godzin otwarcia, ale strażnicy chętnie oprowadzą gości.



max sie z tego ciesze bo budynki Saturna sa na prawde swietne i te 2 kominy



Wit - Nie Maj 21, 2006 4:30 am
+ super kominy Jowisza w Wojkowicach....nadal stoją i wyglądają super....akurat z mieszkania w siemcach mam niezły widok....od Dąbrówki Małej po Azoty w Chorzowie



Kris - Pon Maj 22, 2006 9:03 pm


Partyjka squasha w hucie



Jeszcze w poniedziałek w hali trwały ostatnie prace wykończeniowe
Fot. Grzegorz Celejewski / AG

Jacek Madeja 22-05-2006 , ostatnia aktualizacja 22-05-2006 20:31

Chcesz zamknąć się z przeciwnikiem w małej sali i sprawdzić, kto jest lepszy w odbijaniu piłeczki od ściany? Nic prostszego. Od wtorku w Gliwicach rusza jedno z największych centrów squasha w kraju.

W starej modelarni Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych jeszcze dwa lata temu powstawały odlewy pomników. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że była to część huty. Pod dachem otwarto cztery nowoczesne klimatyzowane korty do squasha.

W Polsce odbijanie piłeczki w zamkniętym pomieszczeniu uchodzi za sport elitarny. Tymczasem początki dyscypliny temu zaprzeczają. Jako pierwsi w squasha zaczęli grać angielscy więźniowie, którzy z braku miejsca odbijali piłkę o ścianę. Później gra przeniosła się do elitarnych szkół brytyjskich, gdzie cieszyła się dużą popularnością wśród arystokratycznych uczniów. Dzisiaj, jak mówi Bogdan Żelazny, prezes gliwickiego klubu, squash staje się sportem masowym. - Ludzie kojarzą go z zachodnich filmów, kiedy dwóch biznesmenów wyskakuje na mecz podczas lunchu. Tymczasem to sport powszechnie dostępny, w którym może sprawdzić się każdy - wyjaśnia Żelazny.

Gliwicki klub jest największym ośrodkiem squasha na Śląsku i jednym z trzech największych w Polsce. Można tutaj również poćwiczyć na siłowni, skorzystać z sali fitness i sauny. Swoje umiejętności będzie można doskonalić pod okiem profesjonalnych trenerów, wśród których jest Marcin Kozik z Zabrza, mistrz polski w tej dyscyplinie.

- Squash to cała filozofia życia. Jak ktoś raz spróbuje, to już trudno przestać. Nie ukrywam, że to bardzo męcząca dyscyplina, ale przecież o to chodzi - mówi Żelazny.

Z sąsiedztwa klubu zadowolony jest Tadeusz Wojarski, prezes GZUT-u. - Od 2004 r. nie użytkujemy hali i właściwie od tego czasu to miejsce czekało na jakieś nowe przeznaczenie. Tyle się teraz mówi o urządzaniu centrów sportowych czy rozrywkowych w starych obiektach poprzemysłowych. U nas się to udało - twierdzi Wojarski.



d-8 - Pon Maj 22, 2006 9:29 pm
ten pomysl i miejsce na squasha swietne ! idzie kilka spraw w dobrym kierunku.
coraz wiecej osob dostrzega to, ze budynki poprzemyslowe to idealny 'material' na adaptacje i zagospodarowanie a nie wyburzenie. Wsrod tych dostrzegajacych coraz czesciej mozna spotkac wlodarzy miast. Co prawda w roznych miastach roznie bywa, ale mimo wszystko

bylismy wczoraj ze Sky w Czeladzi w opisywanym powyzej 'saturnie' i tamtej galerii - fajna sprawa i fajne miejsce. Warto zobaczyc !!!
mily pan portier wpuszcza bez problemu - wystarczy zadzwonic i nie nalezy sie sugerowac napisem 'nieupowaznionym wstep wzbroniony'



absinth - Sob Lip 01, 2006 11:08 am


Tomasz Malkowski 30-06-2006 , ostatnia aktualizacja 30-06-2006 18:27
Śląsk szczęśliwie poprzemysłowy

Po ciężkich latach restrukturyzacji przemysłu ciężkiego nadchodzą lepsze czasy dla regionu. Opuszczone kopalnie i huty powoli zapełniają się galeriami, sklepami oraz biurami. Szansą dla Śląska nie są już pokłady węgla, ile pokłady inwencji ludzi tu mieszkających.

Gigantyczne ceglane kominy, olbrzymie hale o wspaniałej konstrukcji, wieże zegarowe, samotnie sterczące konstrukcje to najbardziej charakterystyczne elementy śląskiego krajobrazu. Przez wiele lat patrzono na nie bez entuzjazmu. Traktowano je jak niepotrzebny balast przeszłości. W latach 90. buldożery wjechały na tereny zamkniętych kopalń i hut. Dzieła zniszczenia dopełniła przyroda oraz ludzie, którzy z zawziętością mrówek rozkładali na części stalowe elementy konstrukcji. W niejednym mieście fragmenty wielkiego pieca czy wieży wyciągowej odjechały na składakach, wózkach dziecięcych czy też zostały wyniesione na plecach bezimiennych przedstawicieli industrialnego recyklingu.

I tak w ciągu kilkunastu lat moglibyśmy utracić dziedzictwo budowane przez pokolenia. W końcu jednak zrozumiano, na czym polega wartość poprzemysłowego dziedzictwa. I nie jest to wyłącznie wartość architektoniczna, a głównie mentalna. Wieże wyciągowe, tak jak w krajobraz, wrosły bowiem w serca Ślązaków. Zubożając przestrzeń o elementy poprzemysłowe, zniszczylibyśmy swoją tożsamość.

Wczoraj browar, dziś biurowiec

Jednym z prekursorów ratowania poprzemysłowego dziedzictwa jest przedsiębiorca Johan Bros. W latach 70. wyjechał z Polski do Niemiec. - Zobaczyłem, że w wielu starych fabryczkach czy halach przemysłowych powstają biura, galerie czy nawet luksusowe mieszkania. Na Zachodzie zapoczątkował tę modę Andy Warhol. Gdy wróciłem na Śląsk w 1989 roku, postanowiłem wykupić jakiś upadły zakład i zrobić coś podobnego - mówi Bros.

Bros wybrał popadający w ruinę dawny Browar Mokrskich w Katowicach Szopienicach. Rozwijający się od 1880 roku browar był kompleksem ceglanych budynków, każdy z niezwykle oryginalnym detalem. Produkcja piwa zakończyła się już w pierwszej połowie XX wieku. Od tego czasu budynki powoli upadały. - Chciałem, by miejsce było atrakcyjne dla firm, jednak najbardziej zależało mi na ratowaniu zabytków. Najpierw urządzano tu głównie hurtownie, ale stale podnosimy standard budynków. Przybywa więc biur, firm projektowych - wyjaśnia Bros. Teren wokół budynków wybrukowano, powstały place, uliczki i zaułki, które są miejscami ekspozycji sztuki współczesnej. - Zaprosiłem do współpracy krakowskich artystów. Interesuję się sztuką współczesną, od lat kolekcjonuję obrazy i rzeźby. Razem z przyjaciółką Moniką Pacą tworzę instalacje czy kolaże.

Odnowiony Browar Mokrskich, nazywany też Factory Centrum, to dziś jeden z najlepiej zachowanych kompleksów zabudowy zakładów spożywczych na Górnym Śląsku. - Budynki poprzemysłowe to szansa dla Śląska. Powinny być objęte specjalnym programem, bo ich rewitalizacja to część walki z bezrobociem. Odnowione hale są doskonałym miejscem dla firm, ale i dla sztuki. Browar wpisuje się w dzielnicę z tradycjami i zależy mi, żeby był żywym fragmentem miasta, powstają tu knajpki, na dziedzińcach odbywają się występy artystyczne. Przestrzenie prywatne firm przenikają się z publicznymi - mówi Bros.

Sztuka w kopalni

Kolejnym dziełem Brosa jest Szyb Wilson. I tu był podobny scenariusz jak w przypadku Browaru Mokrskiego. Popadający w ruinę kompleks, gdzie wśród gruzu biegały szczury, a w olbrzymich halach zalęgły się nawet nietoperze, uratowano w ostatniej chwili. - Urzekło nas piękno architektury tego fragmentu kopalni Wieczorek. To miejsce szczególne, tuż obok jest Nikiszowiec, perła wśród osiedli robotniczych, w pobliżu są Giszowiec i Szopienice. Może być to duża atrakcja dla turystów. Zawsze staram się jak najmniej ingerować w istniejące budynki, tak by nie straciły swego charakteru. Dlatego zamiast zabudowywać wielkie hale, pomyślałem, że w tym miejscu świetnie będzie się czuć sztuka. Tak powstała w 1998 roku Galeria Szybu Wilson - dodaje Bros.

W budynkach cechowni i łaźni powstała galeria. Pozostałą część budynków przeznaczono na cele komercyjne. Miejsce żyje przez cały tydzień, w tygodniu zapełniają je pracownicy biur i firm, w weekend - koneserzy sztuki. Biura mieszczą się również w pasażach dookoła galerii.

Dwie główne sale ekspozycyjne następują po sobie. Pierwsza odnowiona, pomalowana na biało, to dawna cechownia. Druga przestrzeń to łaźnia, gdzie pod sufitem wiszą jeszcze łańcuchy, na których górnicy wieszali kiedyś swoje ubrania. Ta druga sala jest szczególnie lubiana przez artystów, zachowała swój dawny klimat, tutaj minimalnie ingerowano w pierwotny stan. Nierówna posadzka, ściany z częściowo odpadającym tynkiem dają wrażenie, jakby jeszcze wczoraj była tu ruina, a przedwczoraj przechodzili tędy górnicy.

Galeria Szybu Wilson wyrobiła sobie silną markę, artyści wręcz zabiegają, żeby móc w tej magicznej przestrzeni wystawiać swoje dzieła. Jednak to nie koniec rewitalizacji tego miejsca. Ostatnio na stojącym obok galerii schronie przeciwatomowym powstał plac zabaw. Wystające z ziemi betonowe wywietrzniki pomalowano na wesołe kolory, jedynie pancerne drzwi zdradzają, że pod spodem kryje się bunkier.

Z tyłu kompleksu na tchnięcie nowego życia czeka jeszcze kilka zrujnowanych budynków pochodzących z różnego okresu. Bros do ich renowacji zaprosił młodych architektów z Gliwic. Budynki nie mają dużej wartości historycznej, jednak stanowią nierozerwalną część kompleksu zabudowy. Część z nich to już tylko goła, stalowa konstrukcja. - Proponujemy zachowanie konstrukcji i wypełnienie jej nowym materiałem, ale tak by zachować magię miejsca. Ważne, by były to proste, współczesne materiały przemysłowe. Częściowo planujemy zastosować poliwęglan komorowy, spod którego będzie przeświecać stara konstrukcja - mówi Przemo Łukasik, współautor koncepcji z "medusa group".

- Takie działania w krajobrazie Śląska, które zachowują dziedzictwo regionu, to obowiązek architektów, niezależnie czy obiekt ma wartość historyczną. Również te najnowsze obiekty przemysłowe zasługują na rehabilitację i włączenie w tkankę miejską - mówi Łukasz Zagała z "medusa group".

Galeria pod napięciem

O tym, że sztuka dobrze czuje się w przestrzeniach poprzemysłowych, nie trzeba przekonywać nikogo ze Stowarzyszenia Inicjatyw Kulturalnych w Czeladzi. W tamtejszej elektrowni kopalni Saturn utworzyli we wrześniu 2005 roku Galerię Sztuki Współczesnej "Elektrownia". To pierwszy przykład adaptacji budynku pokopalnianego w Zagłębiu. Saturn to kawałek historii nie tylko śląskiego przemysłu. W 1898 roku kopalnia została odkupiona od ówczesnego właściciela przez łódzkich królów bawełny: Karola Scheiblera i Alfreda Biedermanna, głównych udziałowców Towarzystwa Górniczo-Przemysłowego "Saturn". Dalszy ciąg rozwoju tego miejsca to już historia, jakby żywcem przeniesiona z kart Reymontowskiej "Ziemi obiecanej". W ciągu kilkunastu lat Saturn stał się jednym z największych zakładów w tej części Śląska, dostarczał węgiel m.in. łódzkim fabrykom włókienniczym. Na początku XX wieku powstała elektrownia, ceglany budynek z wysokimi oknami, ze stojącą obok niewielką wieżą, otoczony kasztanowcami. Dziś prawie nic się tu nie zmieniło. We wnętrzu zachowała się większość starych maszyn. Na olbrzymim kole zamachowym wybita jest data "1903", tuż obok stoi pulpit sterowniczy z całym mnóstwem tajemniczych zegarów. Miejsce wygląda jak przed stu laty, jest pamiątką po złotym wieku Czeladzi. Zachowało się tak dobrze, gdyż jeszcze do 1996 roku pracowały tu urządzenia, które wciąż dostarczały energię. Dziś wśród maszyn wiszą obrazy, obok stoją rzeźby. I tylko zwiedzający mają problem, czy patrzeć na sztukę współczesną, czy może na historyczną już myśl techniczną.

- To dopiero początek większych działań. Planujemy na całym pięciohektarowym terenie kopalni Saturn utworzyć rodzaj skansenu. Jednak nie ma być to martwe muzeum, ile miejsce spotkań, wymiany myśli, działań artystycznych. Obok stoi jeszcze kilka budynków, które czekają na nowe funkcję. W Domu Zbornym chcielibyśmy utworzyć szkołę dawnego rzemiosła - mówi Wiesława Konopelska, inicjatorka stworzenia galerii.

Loft w lufcie

Coraz więcej przykładów pozwala nam się oswoić z niecodziennymi galeriami w przestrzeniach poprzemysłowych. Jednak czy można zamieszkać w kopalni? Jedynym na Śląsku, który odważył się na taki krok, jest architekt Łukasik. Zamieszkał razem z rodziną na terenie dawnych Zakładów Górniczo-Hutniczych "Orzeł Biały" w Bytomiu. Tam w dawnej lampiarni powstał słynny już "Bolko loft". Willa na nogach, bo budynek wznosi się osiem metrów na ziemią, spoczywa na potężnych żelbetowych słupach. Ten loft to dobry przykład niewielkiej renowacji, która wpływa pozytywnie na całe otoczenie. Jakby za pomocą niewielkiego nakłucia, akupunktury można poprawić otaczającą przestrzeń. Architekt wierzy, że jego dom może uratować okoliczną przestrzeń. Ludzie mieszkający obok już inaczej postrzegają kopalnię. Widzą w niej nowy potencjał.

- Loft to raczej sposób na życie, filozofia, jednak całkiem prosta, pragmatyczna. Jednym z głównych motywów tego domu jest ekonomia. Cała inwestycja była naprawdę niedroga. Zamknęła się w kwocie 130 tys. zł. Stąd tyle rozwiązań przemysłowych, które zazwyczaj są najtańsze. Sam obiekt, pochodzący z lat 70., nie jest może piękny, za to jego forma jest "szczera". Przy adaptacji nie chciałem stracić tego klimatu. Moje działania ograniczały się do wykorzystania tego, co zastałem, przypominało to bardziej pracę konserwatora zabytków - opowiada Łukasik. Dom sprawia wrażenie trochę surrealistycznego. Dzieci kąpią się w nadmuchiwanym basenie rozłożonym pod budynkiem, a tuż obok przechodzą górnicy, zmierzający do pracy. Jednak loft powoli oswaja brutalną postindustrialną przestrzeń. - W Nowym Jorku, już w latach 60. i 70. artyści zaczęli wykorzystywać stare budynki fabryczne na swoje pracownie, narodziła się tam moda na lofty, dzięki której uratowano wiele zabytków przemysłowych. Dziś SoHo jest jedną z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych dzielnic Manhattanu. Wierzę, że i u nas może być podobnie - mówi Łukasik. Architekt planuje, by w kolejnych budynkach pokopalnianych zrobić mieszkania.

Zawieszony w powietrzu loft urzeka widokami, niewielkie okna kadrują poprzemysłowy krajobraz, największe wrażenie robi łazienka, której okno wychodzi wprost na szyb Bolko.

- Wiele osób, gdy po raz pierwszy jest w łazience, myśli, że to obraz w ramie. Dla takich widoków warto tu żyć - mówi Łukasik.

Dobra energia

Gigantyczna elektrociepłownia w Bytomiu Szombierkach, perła górnośląskiej architektury przemysłowej, czeka na swoją szansę. Za kilka lat zakład zakończy produkcyjny żywot. Dobrym przykładem, co zrobić z podobnym likwidowanym obiektem, jest Tate Modern w Londynie. Otwarta w 2000 roku galeria powstała w dawnej elektrowni Bankside. Dziś jest najbardziej znaczącą galerią sztuki współczesnej w Wielkiej Brytanii. W ciągu kilku lat obiekt przyciągnął 5 mln zwiedzających. Podobnie może być z bytomską elektrociepłownią, dawniej elektrownią. Zaprojektowana przez braci Zillmannów z podberlińskiego Charlottenburga gigantyczna budowla może stać się nowym centrum kulturalnym miasta i regionu. Olbrzymia hala maszyn, w której zdemontowano turbiny, od kilku lat jest już miejscem znaczących wydarzeń artystycznych. Odbywają się tu wystawy, pokazy taneczne. W 2004 roku na terenie elektrociepłowni odbył się pierwszy bytomski plener artystyczny. Dla artystów było to miejsce niezwykle inspirujące. - Mamy plany adaptacji elektrociepłowni na centrum kulturalno-rozrywkowe. Jednak to na razie odległa przyszłość. Póki co walczymy konsekwentnie o to, by obiekt żył i by wszelkie wydarzenia kulturalne promowały obiekt - mówi Jacek Janas, prezes zarządu Zespołu Elektrociepłowni Bytom SA.

Coraz więcej miast chce zająć się renowacją zabytków poprzemysłowych. W Rudzie Śląskiej na drugie życie czekają szyb Mikołaj oraz szyb Andrzej. W Gliwicach na terenach po kopalni Gliwice powstaje Centrum Edukacji i Biznesu, gdzie uratowano budynek cechowni i maszynowni. W Bytomiu miasto szuka inwestora, który wykorzystałby do nowych celów szyb Krystyna. Jego modernistyczna bryła góruje nad całym miastem.

Po latach zaniedbania jest jeszcze wiele do zrobienia w dziedzinie rewitalizacji terenów poprzemysłowych. Jest więc nadzieja, że Śląsk nie straci swojej twarzy i charakteru. Tam, gdzie kiedyś pracowali górnicy i hutnicy, jutro będziemy spotykać biznesmenów i artystów.


Galeria w Szybie Wilson. Szyb Wilson to niezwykłe przedsięwziecie, już dziś jest mekką artystów z całej Polski, a Johan Bros - jego właściciel - planuje rozbudowę.


Tak na wizualizacji wyglądają dalsze plany adaptacji Szybu Wilson


Galeria w Elektrocieplowni Saturn
Fot. Maciej Jarzębiński /AG


Bolko loft
Fot. Przemek Jendroska / AG Fot.


Stary Browar w Szopienicach
Fot. Dawid Chalimoniuk / AG



to juz Krystyna i moja fotka




i EC Szombierki foto by d-8

Jesli z Szombierek zrobiliby cos na ksztalt londynskiej Tate Modern to pialbym z zachwytu



d-8 - Sob Lip 01, 2006 6:01 pm

Jesli z Szombierek zrobiliby cos na ksztalt londynskiej Tate Modern to pialbym z zachwytu

to ja poprosze wtedy o funkcje piewcy pomocniczego

a tak poza tym to jak sie przeczyta taki podsumowujacy artykul to nawet pozytywnym wnioskiem jest, ze jednak w kwestii ratowania tych obiektow, ktore jeszcze sa - to cos sie jednak dzieje.
Moze nie jest to bardzo duzo, albo tyle, ile wielu z nas by chcialo, zeby bylo, ale mimo wszystko.



absinth - Nie Lip 02, 2006 8:59 pm


Jacek Madeja 02-07-2006 , ostatnia aktualizacja 02-07-2006 17:15

Wyburzono wieżę ciśnień w Zabrzu

Zakończyła się rozbiórka stuletniej wieży ciśnień na terenie zabrzańskiego Linodrutu. - To ogromna strata dla poprzemysłowego krajobrazu miasta - mówi Dariusz Walerjański, historyk.

Wieżę postawiono na początku zeszłego stulecia. Dostarczała wodę do fabryki Deichsela, późniejszego Linodrutu. Od połowy lat 50., kiedy przestała być użyteczna, stała się ozdobą okolicy. - To była charakterystyczna dla naszej dzielnicy budowla. Całe moje dzieciństwo kojarzę właśnie z wieżą. A wystarczył zaledwie tydzień, żeby zniknęła - nie ukrywa żalu Jadwiga Staniszewska, która mieszka przy ul. Sobieskiego.

Budowla była w dobrym stanie aż do ostatniej zimy. Wtedy ze szczytu oderwały się dwie betonowe płyty, odsłaniając zbiornik na wodę.

Urzędnicy zabrzańskiego magistratu, by ratować wieżę, zaproponowali wydzielenie działki, na której się znajduje, i znalezienie inwestora, który ocaliłby zabytek. - Miejski konserwator zabytków prowadził rozmowy z syndykiem Linodrutu w tej sprawie, jednak bez rezultatu - informuje Katarzyna Paliczka z magistratu.

Według ekspertyzy zleconej na wniosek Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego wieża w każdej chwili groziła zawaleniem, dlatego zdecydowano się na jej wyburzenie. Prace można było rozpocząć bez przeszkód, ponieważ obiekt nie był wpisany do rejestru zabytków.

- Wieże ciśnień to nasze śląskie świątynie techniki. To cenne świadectwo minionej epoki. Szkoda, że w ten sposób straciliśmy kolejny zabytek, na dodatek w Zabrzu, które aspiruje do miana miasta turystyki przemysłowej - mówi Dariusz Walerjański, historyk, który kilka publikacji poświęcił śląskim wieżom ciśnień.



MarcoPolo - Pon Lip 03, 2006 7:19 am
Bardzo niedobrze, nie dosyc ze to dziedzictwo to jeszcze uwielbiam takie budynki.



Strona 1 z 7 • Wyszukiwarka znalazła 547 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7