ďťż
 
[Warszawa] O wszystkim i o niczym...





Mies - Śro Mar 25, 2009 9:01 am
Arkady Kubickiego otwarte na prima aprilis

Jerzy S. Majewski 2009-03-25

Są jednym z najbardziej frapujących zabytków stolicy, gdzie historia splata się z nowoczesnością, a sztuka z funkcjonalnością. Odyseja prac konserwatorskich i budowlanych w Arkadach trwała 14 lat, czyli o cztery dłużej niż podróż greckiego herosa z Troi na Itakę. I tak jak ona pełna była katastrofalnych zwrotów, burzliwych chwil i powracającej nadziei. Brakowało pieniędzy, mozolnie szukano projektanta, a w konkursie architektonicznym zastanawiano się, w jaki sposób najlepiej zaadaptować budowlę.



Arkady wzniesione z niebywałym rozmachem w latach 1818-21 przez architekta Jakuba Kubickiego jako taras zamkowy skrywały pod spodem brukowaną jezdnię o długości 200 metrów. Teraz przeszklono je a nieużywana ulica zamieniła się w jedno z najwspanialszych wnętrz Zamku Królewskiego W 100 procentach oryginalne.



Projektant adaptacji Stanisław Fiszer (m.in. współtwórca gmachu Giełdy przy Książęcej) wskazuje na ogromne wnętrze i cieszy się, że udało się mu zachować jego ogromną przestrzeń.

- Zamiast ścian wydzieliliśmy fragment wnętrza na część teatralną za pomocą ruchomych kurtyn - mówi.

Pokazuje na iście cyklopie sklepienia z cegły, z których usunięto fragmenty tynku, a także "dywaniki" z kolorowych marmurów wiodące do XVIII-wiecznych stancji, gdzie mieściły się kiedyś mieszkania służby dworskiej.



Wnętrze Arkad jest majstersztykiem pełnym niespodzianek architektonicznych tak lubianych przez Fiszera. Tu dopracowany jest każdy detal. Ot, zwykła szklana ścianka oddzielająca wnętrze arkad od stancji. To nie seryjnie produkowany, fabryczny produkt, ale dzieło sztuki. - Najpierw w Paryżu, gdzie mieszkam, narysowałem szkic ścianki. Przefaksowałem go do mojej warszawskiej pracowni. Tu Piotr Szwed ślęczał nad każdym szczegółem i odsyłał mi swoje wersje. Tak między Warszawą a Paryżem wędrowały setki rysunków jednej ścianki - mówi Fiszer.



W Arkadach nie ma dwóch identycznych klatek schodowych, portali z betonu, marmuru i alabastru. Nie ma dwóch takich samych, kamiennych dywaników ani klamek. - Tę w formie sierpa zaprojektowałem ja - mówi Fiszer, a tę w kształcie półksiężyców szkicował Piotr Szwed.

Na deser wczorajszej wycieczki po wnętrzu Arkad architekt pozostawił toaletę. Drugiej podobnej nie ma w całej Warszawie. Zaprojektowana przez córkę Fiszera Krystynę wykończona została blachami i czarnym kamieniem, kojarząc się z XIX-wieczną wizją futurologicznego statku nadpowietrznego czy może okrętu podwodnego z powieści Julies'a Verne'a.

Na pokład tego statku oraz do samych Arkad już za kilka dni każdy będzie mógł wejść. My najciekawsze fragmenty wnętrza Arkad Kubickiego pokażemy w przewodniku, który ukaże się w sobotnio-niedzielnej "Gazecie".
a także
Otwieramy Arkady Kubickiego




d-8 - Śro Mar 25, 2009 11:30 am
warszawa zawsze daje radę



koniaq - Śro Mar 25, 2009 11:49 am
swietnie odnowiono arkady! Teraz tylko pozostaje odnowa elewacji zamku, iluminacja i odbudowa ogrodów zamkowych az do wisly.



beschu - Śro Mar 25, 2009 12:08 pm
Warszawa sobie poradzi. Nie ma nawet co porównywać jej do GOPu, przynajmniej na tym etapie. Tutaj jest całkiem inny poziom problemów- wspólny bilet, nad którym rozmyśla się od 20 lat.




Mies - Śro Mar 25, 2009 12:57 pm

swietnie odnowiono arkady! Teraz tylko pozostaje odnowa elewacji zamku, iluminacja i odbudowa ogrodów zamkowych az do wisly.
O tak, ogrody schodzące do rzeki wyglądałyby świetnie, a prawie zupełnie niewyeksponowana fasada od tej strony jest naprawdę niezła. Niestety do tego należałoby przedłużyć tunel, co jest w planach, ale na razie są pilniejsze potrzeby.

Poniżej dzisiejsze info o zapowiedzi remontu budynku z 1950 roku, który bardzo lubię.

Ożyje biurowiec Metalexportu

Michał Wojtczuk 2009-03-25

Powstały przed półwieczem budynek stojący pomiędzy ulicami Mokotowską i Kruczą zostanie pieczołowicie odremontowany według wskazówek konserwatora zabytków. Zamieni się w nowoczesny, prestiżowy biurowiec.



Firma Yareal Polska poinformowała wczoraj, że w poniedziałek dostała pozwolenie na przebudowę starej siedziby Metalexportu. To jeden z najbardziej wartościowych powojennych budynków Warszawy. Stowarzyszenie Architektów Polskich wpisało go na listę dóbr kultury współczesnej. Sześciopiętrowy budynek z charakterystycznymi pomarańczowymi szybami powstał w latach 1950-56. Zaprojektowali go wybitni architekci Zbigniew Karpiński (autora Ściany Wschodniej) i Tadeusz Zieliński. Choć pracowali w czasach, gdy obowiązującym trendem był socrealizm, ich budynek wyróżnia się klasycznym, funkcjonalistycznym pięknem. - To była bohaterska odtrutka na socrealizm - mówił kilka lat temu "Gazecie" Rafał Jan Szczepański, ówczesny prezes warszawskiego oddziału SARP.



Budynek trzy lata temu kupiła firma Yareal Polska, spółka utworzona przez francuską firmę deweloperską Cogedim specjalizującą się w renowacji starych budowli.

- Budynek zachowa swoją wysokość. Uzyskaliśmy jednak zgodę na powiększenie okien na ostatniej kondygnacji - mówi Monika Jankowska, architekt z pracowni APA Markowski, jedna z autorek projektu przebudowy Metalexportu. Szyby okien utracą pomarańczowy kolor. - To nie jest kwestia estetyki, one dziś nie spełniają norm i nie zapewniają odpowiedniego dostępu światła do wnętrz - tłumaczy architekt.

- Na elewacji zamontujemy płyty z takiego samego wapienia pińczowskiego, jaki był dotąd - zapewnia Monika Jankowska.

We wnętrzach budynku zostaną przebite cztery windy. Pod dziedzińcem na tyłach i częściowo w piwnicach zostanie urządzony podziemny parking na 50 samochodów. Od strony Mokotowskiej w wąskiej części budynku zostanie urządzonych pięć luksusowych apartamentów.

Yareal zapowiada, że chce rozpocząć modernizację biurowca przed końcem tego roku, a oddać go na początku 2011 r.

Michał Wojtczuk

---
Jeżeli ktoś nie kojarzy, o który budynek chodzi, to przed nim postawiono nie tak dawno to: http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/la/z ... EbaE2X.jpg



Prince - Pią Kwi 10, 2009 9:40 pm
Nowy Teatr Warlikowskiego - wyniki konkursu

W dawnej bazie MPO przy ul. Madalińskiego w Warszawie powstanie wielofunkcyjne centrum kulturalne Nowy Teatr. Wczoraj został rozstrzygnięty konkurs urbanistyczno-architektoniczny na jego koncepcję. Zaprojektują go krakowscy architekci KKM Kozień.

Konkurs "na opracowanie koncepcji architektoniczno-urbanistycznej zespołu zabudowy Nowego Teatru" był dwuetapowy i wzbudził ogromne zainteresowanie. - Zgłosiło się ok. 230 pracowni polskich i zagranicznych. Ostatecznie 115 projektów podlegało ocenie. Do drugiego etapu przeszło dziesięć

W finale o laur zwycięstwa starły się dwie prace - krakowskiego biura KKM Kozień i warszawskiego JEMS Architekci. - Były diametralnie różne. Jemsi zaproponowali miasteczko, rozproszony układ budynków, a zespół krakowski - koncentrację i mocny znak, nowy obiekt niczym wielki kontener. Do tego tak ukształtowali cały teren, że zimą będzie można przy Nowym Teatrze saneczkować - mówił Bohdan Paczkowski, przewodniczący sądu konkursowego.

Architekci z Krakowa postanowili bowiem wszystko, co nieistotne schować pod "fałdami ziemi" porośniętymi trawą. I tak jeden z narożników, od strony Madalińskiego, zajmie biurowiec komercyjny (ok. 1 tys. m kw. wymagany przez organizatora). Po przeciwnej stronie, pod zieloną fałdą skrywać się będzie wjazd do garażu podziemnego.

- Po tych pagórkach będzie można chodzić, jeździć na sankach, turlać się. Można też będzie obok wylewać lodowisko - zapewniła dr Magdalena Kozień-Woźniak, architektka i współautorka zwycięskiego projektu

- Propozycja mnie zaskoczyła, bo większość terenu pozostaje otwarta i niezabudowana. Takie pagórki będą dobrym miejscem dla ludzi. I takiego otwarcia na Mokotowie, swoistego marnotrawstwa (przestrzeni) potrzebujemy w Warszawie, bo nie mamy już gdzie oddychać - podsumował Krzysztof Warlikowski.

http://www.bryla.pl/bryla/1,85301,6479017.html

zobaczcie proszę wycięzki projekt, ciekawe co wam przypomina:





czyżby te imbecyle w Wawie nam pozazdrościli czegoś?



absinth - Pią Kwi 10, 2009 9:51 pm

zobaczcie proszę wycięzki projekt, ciekawe co wam przypomina:






zielony dach biblioteki uniwersytetu warszawskiego?

edit
choc w sumie troche bardziej biblioteke uniwersytecka w Delft



Prince - Pią Kwi 10, 2009 9:53 pm
^^tzn??



absinth - Pią Kwi 10, 2009 10:01 pm
ogrod na dachu biblioteki uniwersytetu warszawskiego:




dach biblioteki w Delft:








Prince - Pią Kwi 10, 2009 10:02 pm
Oj o tym ogrodzie w Wawie poprostu nie wiedzieałem



Mies - Sob Maj 23, 2009 2:07 pm
Nowa klubokawiarnia powstanie na Powiślu
Agnieszka Kowalska 2009-05-23

W pięknym okrąglaku, w którym kiedyś mieściły się kasy biletowe stacji PKP, na przełomie czerwca i lipca otworzy swoje podwoje nowa klubokawiarnia Warszawa Powiśle.



Budynek dawnej kasy biletowej z początku lat 60. autorstwa Arseniusza Romanowicza zachwycił młodych animatorów kultury: Norberta Redkie, Bartka Kraciuka i Dawida Bednarskiego. Przez ostatnie lata stał całkiem pusty, popadając w coraz większą ruinę. - Nie było na co czekać. Dlatego zdecydowaliśmy się przystąpić do ogłoszonego przez PKP przetargu, żeby ożywić to miejsce i przywrócić blask tej doskonałej modernistycznej architekturze - mówi Norbert Redkie.

Przetarg wygrali i podpisali z PKP umowę dzierżawy na okres pięciu lat. Adaptację budynku powierzyli młodym architektom z grupy projektowej Centrala. - To był naturalny wybór, oni są prawdziwymi znawcami i popularyzatorami modernistycznej architektury w Warszawie - mówi Dawid Bednarski. Jakub Szczęsny z Centrali śmieje się, że historia zatoczyła koło. - W 2007 r. w "Gazecie" ukazało się nasze zdjęcie na tle tego budynku, bo to było dla nas jedno z tych emblematycznych miejsc, na przykładzie których chcieliśmy pokazać, że warto chronić w Polsce tego typu architekturę. A teraz sami mogliśmy się podjąć takiej rewitalizacji. Fantastyczna sprawa! - przyznaje.

Architekci z Centrali, przystosowując to niewielkie, 70-metrowe pomieszczenie do kawiarnianych potrzeb, musieli pewne oryginalne elementy zastąpić nowocześniejszymi. - Ale synteza bryły Romanowicza zostaje - z tą piękną konchą sufitu podpartą na czterech słupach, której urodę chcemy jeszcze podkreślić dodatkowym oświetleniem - mówi Jakub Szczęsny.

- Nocą ta bryła może przypominać statek kosmiczny. Doskonała sceneria dla alternatywnych wydarzeń kulturalnych! - śmieje się Norbert Redkie. Gospodarze zamierzają urządzić tu, jak to określają "kiosk z wódką i kulturą", który w ciągu dnia będzie funkcjonował jako kawiarnia, a wieczorami zamieniał się w miejsce gorących dyskusji i ciekawych kulturalnych wydarzeń.



- Zapraszamy przedstawicieli organizacji pozarządowych, kuratorów, artystów nowych mediów, żeby realizowali u nas swoje projekty. Chcemy też zagospodarować plac przed budynkiem, wystawić tu stoliki, stojaki na rowery, bo obok biegnie ścieżka rowerowa, organizować plenerowe koncerty - mówi Bartek Kraciuk. Zapytany o to, czy nie obawia się, że w tym miejscu jest większe zapotrzebowanie na wódkę niż na kulturę, odpowiada: - W Warszawie jest wciąż głód tego typu miejsc, a my wcale nie jesteśmy daleko od Centrum.

Warszawa Powiśle przypomina na razie rozgrzebany plac budowy. Ale jak wszystko dobrze pójdzie, lokal zostanie otwarty już na przełomie czerwca i lipca. - Bardzo nam zależy na wyremontowaniu dachu budynku i neonu Warszawa Powiśle, ale na razie nie starcza nam na to funduszy. Liczymy na to, że znajdzie się jakiś sponsor, miłośnik tej architektury, który nas w tym dziele wesprze - apeluje Dawid Bednarski.

Agnieszka Kowalska
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... wislu.html

----------

Kamienica nowych prażan
Agnieszka Kowalska 2009-05-22

Wyobrażacie sobie starą kamienicę z nowoczesną przeszkloną windą, zasiedloną młodymi, twórczymi 30-latkami? Jest taka w sąsiedztwie fabryki wódek Koneser. Adres: Nieporęcka 12.

Lokatorzy Nieporęckiej organizują w tę sobotę grilla. Marynowaną karkówkę kupią jak zwykle po sąsiedzku, wystawią krzesełka, dzieciaki wyniosą piłki i kometki. Goście są mile widziani.

Warto tu wpaść nie tylko ze względu na ciekawych gospodarzy, ale żeby pobuszować po ich niezwykłej kamienicy. W 1998 r. odzyskali ją właściciele, a od nich cztery lata temu odkupiła czwórka francuskich inwestorów. Nie tylko z myślą o tym, żeby na tym zarobić, ale przede wszystkim, żeby stworzyć cacuszko. Zadanie rewitalizacji powierzyli młodym architektom - Gildasowi Boursinowi, Maćkowi H. Paryskowi i Adamowi Rejnardowi. Gildas i Maciek znają się ze studiów. Organizowali akcje artystyczne z lodowymi rzeźbami i w końcu zaczęli razem pracować w swoim wyuczonym zawodzie.



- Fantastycznie jest wejść w taką przestrzeń i móc ją tworzyć od początku. We Francji młody architekt nie miałby takiej szansy - przyznaje Gildas. Część dawnych lokatorów kamienicy dostała mieszkania gdzie indziej, część została. Nowi gospodarze nie chcieli, żeby to miejsce straciło swój praski charakter. Mozolny remont trwał trzy lata, wymagał cierpliwości i jak to określa Gildas -"papierologii". Architekci wymienili instalacje, wyremontowali dach, zmienili układ mieszkań. No i zamontowali tę ultranowoczesną windę z widokiem na podwórko, w lustrach której odbija się stara praska kapliczka z Matką Boską. Zachowali też mnóstwo oryginalnych elementów - drewniane podłogi i drzwi, żeliwne elementy, w niektórych miejscach odsłonili ceglane ściany.

Gildas z żoną Iriną zamieszkał tu od razu. Dlaczego Francuz wybrał Pragę? - Jestem w Warszawie od dziewięciu lat, wcześniej mieszkałem na Woli, na Wilczej, na Saskiej Kępie, ale nigdzie nie było takiej lokalnej atmosfery jak tutaj. Ludzie mówią ci tu dzień dobry na każdym rogu, wszyscy się znają - wylicza Gildas.

Na Nieporęcką 12 kolejno wprowadzali się przyjaciele, bratnie dusze. 30-latki z dorobkiem. Oprócz Gildasa (lat 30) mieszkają tu teraz m.in. Kuba - współtwórca streetartowej galerii [v]iuro (lat 31), Celestyna - fotografka (lat 29), Darek - malarz (lat 42), Piotr, który prowadzi galerię mebli vintage smallna (lat 31), Marcin - wydawca w agencji KAVA KAVA (lat 31), Ola - studentka kulturoznawstwa (lat 23). Spotykają się we wspólnej przestrzeni na parterze, urządzonej pięknymi meblami z lat 60. i 70., która w ciągu dnia służy jako pracownia architektów, a wieczorami zamienia się w imprezownię. Wszyscy lokatorzy mają do niej klucze. Można tu pograć w piłkarzyki, posłuchać muzyki. Wcześniej na parterze był zagracony do granic możliwości zakład szewski i praska meta.

- Jeszcze długo ciągnęli do nas lokalni menele - mówi Gildas. Z rdzennymi prażanami nowi przybysze dogadali się szybko, dzięki ściance wspinaczkowej, którą zbudowali na ścianie budynku i podwórkowym imprezom integracyjnym. - My już nie jesteśmy z zewnątrz. Jesteśmy swoi - dodaje z dumą Gildas.

Za półtora miesiąca zaczynają budowę sąsiedniej kamienicy przy Nieporęckiej 12a, która miała powstać w 1939 r., tuż po zakończeniu budowy ich domu, ale wojna przerwała te plany. Stąd ta dziwna dziura, pusta plomba, która zaskakuje teraz w ciągu kamienic na Nieporęckiej. Pracownia Gildasa Boursina zbuduje tu całkowicie nowoczesny apartamentowiec, z tarasami na dachu, windami wjeżdżającymi do mieszkań i technicznie zaawansowanym parkingiem.


Architektonicznie ciekawy, choć już nie tak jak Nieporęcka 12, która jest ewenementem - praską kamienicą ze szklaną windą.

Grill na Nieporęckiej 12 w sobotę (23 maja) od godz. 16.

http://www.nieporecka.pl/Wall/

Agnieszka Kowalska
http://wyborcza.pl/1,94899,6640991,Kami ... razan.html



d-8 - Nie Maj 24, 2009 12:17 am
vivat Warschau !



absinth - Nie Maj 24, 2009 8:25 pm

Nowa klubokawiarnia powstanie na Powiślu
Agnieszka Kowalska 2009-05-23

W pięknym okrąglaku, w którym kiedyś mieściły się kasy biletowe stacji PKP, na przełomie czerwca i lipca otworzy swoje podwoje nowa klubokawiarnia Warszawa Powiśle.



troche mi sie skojarzylo z tym naszym


heh od jakis 2 lat marzy mi sie zeby powstal tam jakis lounge bar



kiwele - Nie Maj 24, 2009 8:35 pm

troche mi sie skojarzylo z tym naszym


heh od jakis 2 lat marzy mi sie zeby powstal tam jakis lounge bar


A co? Tam sie obecnie nic wiecej nie dzieje?
Przeciez nie tak dawno, w pewne dni tygodnia, roilo sie tam od kibicow. Byly tam tlumy na ogol starszych panow obstawiajacych zaklady
co do wyscigow hippicznych na Sluzewcu.
To co nam wkrotce zostanie jako zainteresowania czasu wolnego?



Mies - Nie Maj 24, 2009 11:02 pm

Byly tam tlumy na ogol starszych panow obstawiajacych zaklady
co do wyscigow hippicznych na Sluzewcu.
To co nam wkrotce zostanie jako zainteresowania czasu wolnego?

A tej wiosny zrobiła się moda na Służewiec. Po latach uznawania tego miejsca za obciachowe, wystarczyło kilka artykułów w Stołku i zaczęło pojawiać się tam podobno sporo ludzi. Zresztą warto, bo jest tam całkiem niezła przedwojenna architektura - np. http://www.facebook.com/home.php#/album ... =509184532



Mies - Pon Cze 29, 2009 10:25 am
Wiadomo, kto dostał Nowy Świat
Agnieszka Kowalska 2009-06-24

Lokal po kawiarni Nowy Świat najprawdopodobniej poprowadzi Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego, kierowane przez Sławomira Sierakowskiego.



Oficjalnie władze dzielnicy Śródmieście dopiero dziś mają podjąć decyzję, komu wynajmą lokal u zbiegu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Ale jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, już zapadła. Członkowie zespołu opiniującego oferty po rozmowach z dwoma finalistami uznali, że propozycja środowiska "Krytyki Politycznej" (Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego kierowane przez Sławomira Sierakowskiego) jest najlepsza. Zwłokę w ogłoszeniu werdyktu tłumaczą tym, że trzeba go było przedstawić zarządowi dzielnicy, bo to on podejmuje ostateczną decyzję. Należało też tak skonstruować umowę z najemcą, by upewnić się, że Nowy Świat będzie miejscem otwartym na inne środowiska, z szeroką działalnością kulturalną, ale też profesjonalnie prowadzoną kawiarnią.

Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego chce stworzyć na Nowym Świecie Centrum Kultury "Nowy Wspaniały Świat". Na parterze miałaby być kawiarnia, księgarnia, salonik prasowy i główne miejsce wydarzeń artystycznych: premier książkowych, debat, slamów poetyckich, festiwali filmowych, koncertów. Na piętrze mieściłby się Otwarty Uniwersytet Obywatelski, dla wszystkich głodnych wiedzy, z zajęciami prowadzonymi przez wybitnych polskich i zagranicznych intelektualistów. A w piwnicy - miejsce działań artystów sztuk wizualnych i "Laboratorium Młodych", czyli alternatywny domu kultury prowadzony przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę". Jedną z witryn nowej kulturalnej kawiarni dostałaby na prezentację swoich prac grupa Twożywo. Programowe wsparcie przy prowadzeniu Nowego Wspaniałego Światu zaoferowali m.in.: Instytut Teatralny, Fundacja Galerii Foksal, Nowy Teatr, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Instytut Socjologii i Instytut Kultury Polskiej UW.

- Jeśli decyzja dzielnicy rzeczywiście będzie na tak, to planujemy dwa otwarcia - zapowiada Dorota Głażewska ze Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. - Jedno jak najszybciej, aby miejsce już funkcjonowało, nie później niż miesiąc po podpisaniu umowy z dzielnicą, drugie - oficjalne - na przełomie września i października, połączone z szeregiem wydarzeń otwierających sezon.

Przypomnijmy - śródmiejscy urzędnicy po kilku nieudanych komercyjnych przetargach, zdecydowali się wynająć pusty lokal po dawnej kawiarni Nowy Świat na cele kulturalne, na trzy lata, oferując preferencyjną stawkę czynszu 12 zł za m kw. Zgłosiło się 15 chętnych. Oferty oceniał powołany przez burmistrza zespół doradców, w którego skład weszli m.in. naczelnik wydziału kultury dzielnicy Śródmieście Krzysztof Czubaszek, Marek Kraszewski - dyrektor miejskiego biura kultury, Paweł Potoroczyn - dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza, Bogna Świątkowska z fundacji Bęc Zmiana. Do finałowej rozgrywki przeszło dwóch oferentów: Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego i Fundacja Obroty Rzeczy kierowana przez Grzegorza Waligórę i Krzysztofa Gałkowskiego.

Agnieszka Kowalska
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... Swiat.html

-------------

Najlepsza impreza weekendu odbyła się na dworcu
Agnieszka Kowalska 2009-06-28

To była impreza tego weekendu. Otwarcie klubokawiarni Warszawa Powiśle w okrąglaku z 1962 r., w którym kiedyś mieściły się kasy biletowe stacji PKP, okazało się ogromnym sukcesem.



W nocy z piątku na sobotę bawiła się tu cała młoda kulturalna Warszawa. Świetnie sprawdził się duży placyk przed okrąglakiem, pagórek i schody na peron - do siedzenia, pogawędek i obserwacji inauguracyjnego koncertu formacji Antykrystyna (z Maciem Morettim i Marcinem Maseckim w strojach zielonych żabek). Ale zanim zagrali, nastąpiło symboliczne odsłonięcie budynku zakrytego białym materiałem, a gości dowiozły z zaprzyjaźnionych lokali wesołe klubobusy.

- Nie śmieliśmy liczyć na tak wysoką frekwencję. Właściwie to ludzie sami się zorganizowali przez marketing szeptany i internet. Atmosfera była genialna i radosna. Bardzo się cieszymy - komentował już po wszystkim Dawid Bednarski, który wraz z Bartkiem Kraciukiem i Norbertem Redkiem stworzył ten - jak go nazywają - kiosk z wódką i kulturą.

Zanim w połowie lipca zacznie tu pełną parą działać klubokawiarnia czynna od 8 rano do ostatniego gościa, gospodarze zapowiadają kilka pojedynczych wydarzeń, m.in. już jutro o godz. 19 spotkanie poświęcone architekturze modernistycznej prowadzone przez Grzegorza Piątka i członków grupy projektowej Centrala, którzy zmodernizowali budynek Warszawy Powiśle. Dodatkową atrakcją będzie loteria. Do wygrania fragmenty oryginalnej elewacji stacji Powiśle z 1962 r.

Agnieszka Kowalska
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... worcu.html

Więcej foto z imprezy http://www.bobrowiec.ownlog.com/



kaspric - Pon Cze 29, 2009 8:14 pm
Brak słów, rewelacja!



Mies - Śro Lip 01, 2009 5:29 pm
A wczoraj, po wykładzie Grzegorza Piątka o ochronie powojennego modernizmu,


miała miejsce próba pierwszego, po wieloletniej przerwie, zapalenia neonu.

Tutaj filmik:
http://www.facebook.com/posted.php?id=1 ... 5923105515

Jak widać niektórych literek brakuje, ale niedługo ma być lepiej!



Mies - Sob Lip 11, 2009 8:52 pm
Zobacz miniatury budynków - ikon PRL-u
Agnieszka Kowalska 2009-07-11

Ceramiczne miniaturki budynków - ikon PRL - wymyśliła studentka wzornictwa Magdalena Łapińska. Modele Sezamu, kina Skarpa, Dworca Centralnego, Rotundy i nieodżałowanego Supersamu można oglądać na wystawie "Pomysłowe pomysły" w siedzibie fundacji Bęc Zmiana.



- Do 18 roku życia mieszkałam w samym centrum Warszawy, w kamienicy na rogu Emilii Plater i Al. Jerozolimskich i te budynki pamiętam od zawsze. Nie ukrywam, że mam do nich sentyment - mówi Magdalena Łapińska. - Dwóch z nich, Supersamu i kina Skarpa, już nie ma. Supersam można było zburzyć, bo nie został wpisany do rejestru zabytków. To wielkie niedopatrzenie, zwłaszcza jeśli pamięta się jego wyjątkową konstrukcję i formę. Chciałam wywołać u warszawiaków chwilę refleksji nad tym, że te symbole krajobrazu miasta mogą bezpowrotnie zniknąć - dodaje.



- To doskonały pomysł na pamiątkę z Warszawy. Mam nadzieję, że podchwycą go producenci - ocenia Bogna Świątkowska z Bęc Zmiany. W malutkiej siedzibie fundacji przy ul. Mokotowskiej 65 zebrała prace utalentowanych młodych warszawskich projektantów - studentów i absolwentów Wydziału Wzornictwa Przemysłowego Akademii Sztuk Pięknych. Na kilku metrach kwadratowych udało się tu pomieścić m.in. latającą lampę i chodzące krzesło, koło do podróżowania na krótkich dystansach, uroczą dziecięcą toaletkę i metalowy stolik w ażurowe wzory. Wystawa nosi tytuł "Pomysłowe pomysły" i jest pierwszą z cyklu prezentacji pod wspólnym hasłem Design WAWA.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,9519 ... PRL_u.html



grabki - Pon Lip 13, 2009 11:54 am
warszawka warszawka, zawsze gubię się wtym mieście



brysiu - Śro Sie 19, 2009 11:01 pm
daaaaaaaaawno mnie nie było, no ale cóż - czasy takie i owakie, więc i wypowiedzi szukam gdzieś, gdzie anuż wysłuchają, przeczytają, skomentują i w ogóle...;-)

Świątynia Opatrzności Bożej

No cóż - wylano sporo żali, skomentowano już pod każdym względem, kłótni co nie miara o wszystko: wiara a państwo, państwo a religia, religia a człowiek, człowiek a sprawa Kościoła (jako wspólnoty).

Nie.

Nie będę patrzeć na to, tylko na projekt. Kto, dla kogo, po co i czy w ogóle przydatny - Czas [Historia - przyp. Brysiu] rozsądzi. Zwykle dyskusje na tematy budowlane toczą się o projekt. Dopiero później, gdy już będzie "ooooooch" i "aaaaach" lub "o k*rde" [ ] i "co to k*chnia jest?!" [ ], toczy się ta prawdziwa, niejednokrotnie merytoryczna dyskusja o przydatności, miejscu i pożytku z danej budowli. Jej wpływ na miejsce dla pokoleń? Tego nikt nie może przewidzieć - pokolenia jak w piosence - się zmieniają, ich poglądy też. Ja na ten przykład jestem zatwardziałym, "konserwatywnym w swych poglądach lewicowcem", uznającym za "boskie" to, co ludzkie. Nie ma na świecie obiektywizmu - jest subiektywizm, podparty (lub nie) obietnicą bezstronności. Dlatego zajmę się samym projektem, a nie tłem społeczno-ideologicznym całej koncepcji.

Na początek - usprawiedliwienie samego siebie przed samym sobą.
Żałowałem masakrycznie, że nie wygrał projekt autorstwa p. Marka Budzyńskiego, ze "wzgórzem z aniołem" (widok na bryłę głównego kościoła), amfiteatr z Jezusem (nawiązanie do sztuczki z chodzeniem po wodzie: woda jest - Jezus w wodzie; wody nie ma - ot, figurka se stoi) i pełno nawiązań do Starego/Nowego Testamentu (jednymi słowy - Biblii). Kiedyś bym się kłócił z każdym, kto nie uznawałby tego projektu jako najwłaściwszego i najlepszego. Dzisiaj patrzę na ten projekt i widzę kicz, ale nieograniczony kicz. Arcydosłowność bijąca zza każdego rogu, Jezusek, woda, strumyczek, "Anioł", kilka wejść...

Kłóci się to z moja ideą Opatrzności jako Wotum Narodu Polskiego (dzisiaj się to zmieniło w Wotum Narodu Rzymskokatolickiego, ale miało byc nie o tym). Polak lubi w religii monumentalność i boskość/maryjność, a w polskości - monumentalność/dosłowność. Idealnym przykładem jest bazylika licheńska [WWW], którą miałem okazje wizytować; ławki zakończone kształtem husarskich skrzydeł, biały orzeł wciśnięty na każdym możliwym rzeźbieniu/obrazie, wszechobecność Szczerbca itd. - gatunek "Kiczus polonius" w każdym możliwym brzmieniu...

Nieco inaczej ma być w nowej ŚOB:
[youtube]3EUeaPOpk7U[/youtube]
Widać... pustkę. ArcyBarok Narodowo-Katolicko-MusiszuwierzyćbojaknietośniePolak-owaty ustąpił "współczesności". Każdy szanujący się arcyKatolik spodziewałby się conajmniej Orzełka w ołtarzu bądź wszechobecnej biało-czerwoności. Otóż nie.
Wersja powyżej jest surowa z kilkoma akcentami religijnymi (ołtarze i irytujący dominujący krzyż w ołtarzu), tudzież nieco kaplic po jednej w każdym rogu...
...no i dominujący, SUROWY monumentalizm, kolumny wskazujące na kopułę, z której sączy się światło Opatrzności [Bożej - wersja rzymskokatolicka - przyp. Brysiu]. Idealne nawiązanie, bryłą baroku w koncepcję gotyku - kopuła jako element dominujący, przygniatający, ale surowy i trwożący.
Zewsząd widać beton. wszystko delikatnie oświetlone naturalnie, nigdzie nie widać lampek w stylu żarówka-z-płomieniem (może będzie zastosowane nowe oświetlenie OLED?;-)), plac surowy, bez większych krzyżowisk czy innych pomników świętych-uśmiechniętych. Z koncepcji wychodzi nawet na park, gdzie można się przejść, skontemplować ogólny betonizm okolicy nad naturalnością zamierzchłych czasów (choć, jak powiedział kiedyś mój przyjaciel - "chcesz widzieć drzewa - idź do lasu"), usiąść na ławeczce i posłuchać wiernych gołębi, korzystających z okazji placów i ludzi. Widzieć skośnookich turystów pstrykających to i owo, czuć zapach z pobliskiej budki z kebabem, lizać rozwodnione lody...
Sam projekt "wyciskarki do cytrusów" podoba mi się. Wpasowuje się w "oryginalny" wilanowski nadProjekt nowej dzielnicy dla nieco-bogatszych-od-plebsu.

Oryginalnie, no bo tak: kupiliśmy już mieszkanie za te paręset tysięcy PLN, mamy place zabawe, idealnie proste i równe drogi, więc i kościół powinien sie wyróżniać...
...i wyróżnia się. Lecz pomału, z biegiem czasu, "wyciskarka do cytryn" staje się budowlą, muzeum nawet, z dofinansowaniem Ministerstwa Kultury [...i Dziedzictwa Narodowego - przyp. Brysiu]. Fakt, jak w bazylice w Licheniu na każdym kroku można będzie natknąć się na "cegiełkę" (w obydwu miejscach rozumianą nader dosłownie) z nazwą datkowicza lub też pomnik pomysłodawcy (w przypadku Lichenia - ks. Makulskiego) wystawiony za życia, na Miejsce Poświęcone Czemuśtam.

Generalnie, ŚOB ma być centralną świątynią Wilanowa, (wkrótce) podstawową świątynią Warszawy i jedną z trzech najważniejszych świątyń Narodu Polskiego w Wierze Rzymskokatolickiej.

Skąd wiem?...

Przed ołtarzem głównym w bazylice licheńskiej jest mozaika. Przedstawia ona trzy najważniejsze dla Współczesnego Narodu Polskiego miejsca czci religijnej - Licheń, Warszawę (Wilanów) i Kraków (Łagiewniki) (Częstochowa ma jedynie nieco większy krzyżyk):
.
Chcąc - nie chcąc jesteśmy na to skazani, że trzy monumentalne świątynie zawładną katolickimi sercami, jedna mniej, inna bardziej...
...ale to kwestia religijna, w która nie chciałem wchodzić, więc na tym skończę...

EDIT: poprawiono niektóre linki. Brysiu.



Mies - Nie Paź 04, 2009 11:08 am
Boom na neony
Zapaleniem odnowionego neonu na pawilonie meblowym Emilia rozpocznie się w sobotę warszawski festiwal projektowania. Ratowanie starych neonów stało się w Warszawie wręcz modne.

Niestety, zanim tak się stało, wiele z nich trafiło na złom. Zniknęły 'Maszyny do Szycia' z Marszałkowskiej, neony kin Atlantic, Moskwa czy Polonia. Podzieliły los wielu modernistycznych budynków okresu PRL-u, tj. kino Skarpa, pawilon Chemii czy Supersam.



Przełom nastąpił ok. 2000 r., kiedy miłośnicy neonów z pokolenia 30-latków zaczęli działać - uwrażliwiać na ich piękno, ratować. Zawiązało się nieformalne stowarzyszenie Piękne Neony, którego członkowie (m.in. Łukasz Gorczyca z galerii Raster i Robert Jarosz) zbierali archiwalia, stare zdjęcia i pocztówki. W 2004 r. projekt muzeum neonów autorstwa Magdaleny Piwowar i Grzegorza Piątka zwyciężył w studenckim konkursie 'Architektury-Murator'. W maju 2006 r. artystka Paulina Ołowska we współpracy z Fundacją Galerii Foksal odnowiła piękną 'Siatkarkę' z lat 60. na pl. Konstytucji. Wreszcie w listopadzie 2007 r. 'Gazeta' zorganizowała wystawę 'Polski Neon' w Pałacu Kultury ze zdjęciami warszawskich neonów autorstwa Ilony Karwińskiej - Polki mieszkającej w Londynie. Wydaliśmy też album z tymi fotografiami. Na wystawie Ilona pokazała uratowane przed zniszczeniem neony: Berlin z Marszałkowskiej i Ambasador z Al. Ujazdowskich (własność ambasadora Luksemburga). Od tego czasu udało jej się jeszcze w porę przechwycić neony ze sklepu Tkaniny Dekoracyjne z ul. Nowowiejskiej i z kina Praha. Teraz szuka ściany w Warszawie, na której te neony po renowacji mogłyby być eksponowane.

Przychylnym starym reklamom świetlnym miejscem jest TR Warszawa przy Marszałkowskiej 8. Tu w 2007 r. odnowiono neon TEATR z lat 70., tu odbyła się też wystawa archiwalnych materiałów firmy Reklama, która od lat 50. produkowała najciekawsze warszawskie neony, a teraz je renowuje (archiwum trafiło ostatecznie do zbiorów Muzeum Sztuki Nowoczesnej). Na dniach, w otwieranej właśnie przy teatrze kulturalnej knajpce Delikatesy.TR, będziemy mogli podziwiać dwa neony 'Delikatesy' z lat 80., uratowane z pl. Wilsona.

Dużo jest podobnych inicjatyw, trudno wymienić wszystkie - właściciele klubokawiarni Warszawa Powiśle, ulokowanej w okrąglaku dawnych kas biletowych stacji PKP, zbierają fundusze na renowację swojego neonu (tę akcję wspomogła 'Architektura-Murator', sprzedając cegiełki na wczorajszy bal architektów w SARP-ie, z których dochód zostanie przeznaczony na ten cel). Fundacja Krystyny Jandy zadeklarowała, że zrobi wszystko, by odnowić neon przejętego właśnie przez nią kina Ochota. Dlatego w Warszawie właściciele sklepów i punktów usługowych już wiedzą, że starych neonów nie wyrzuca się na śmietnik.

W ratowanie cennych neonów zaangażowało się też Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które po naszej wystawie 'Polski Neon' zadeklarowało, że stworzy neonową kolekcję. Piękna odnowiona 'Skarpa' zdobi już wnętrze tymczasowej siedziby Muzeum przy ul. Pańskiej 3. - Generalnie staramy się, by neony mogły przetrwać w ich oryginalnych lokalizacjach. A 'Skarpę' - jako przykład bardzo dobrego wzornictwa - planujemy włączyć do ekspozycji stałej naszego muzeum na pl. Defilad - mówi Marcel Andino Velez z MSN.

Trudno się więc dziwić, że inaugurację organizowanego przez Muzeum festiwalu projektowania Warszawa w budowie uświetni odpalenie kolejnego odnowionego neonu - Emilii - który zniszczony zniknął z budynku w 2002 r. W samym pawilonie, wśród eksponowanych tam na co dzień mebli, zobaczymy festiwalową wystawę z klasycznymi krzesłami z lat 50-70. XX w. z kolekcji Muzeum Narodowego i ASP oraz pracami 30 projektantów młodego pokolenia (meblami, lampami, przedmiotami dekoracyjnymi), które do 22 listopada będzie tam można nie tylko oglądać, ale też kupować.
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,1014 ... neony.html



Mies - Nie Paź 04, 2009 9:05 pm
Neony nocą
Foto z Życia warszawy:












d-8 - Pon Paź 05, 2009 3:31 am
fajne!



d-8 - Nie Lis 01, 2009 5:23 pm
troche z innej beczki :

Warszawa nie do wzięcia
Katarzyna Zacharska2009-10-25, ostatnia aktualizacja 2009-10-25 20:04

Blisko połowa mieszkańców Warszawy przyjechała tu w pogoni za lepszym życiem i karierą. Czy pamiętacie swoje początki? Oto opowieść o trzech dziewczynach z prowincji, które nie miały szczęścia, nie skończyły dobrych szkół i nie wiedzą, dlaczego na rozmowie kwalifikacyjnej nie odpowiada się szczerze na wszystkie pytania

Kiedy reżyserki filmu dokumentalnego "Warszawa do wzięcia" przedstawiły scenariusz filmu do oceny ekspertom, usłyszały: jest mało wiarygodny. Bo niemożliwe, aby w Polsce ktoś w wieku 20 lat pierwszy raz jechał pociągiem albo nie był nigdy w kinie.

To nie miał być smutny film. Dwie młode dokumentalistki Karolina Bielawska i Julia Ruszkiewicz znalazły ogłoszenie w gazecie o programie aktywizacji zawodowej dziewcząt z terenów popegeerowskich. Warunki: 18-25 lat, rodzic lub dziadek z PGR. Oferta: mieszkanie przez pół roku w warszawskiej bursie, wyżywienie i doradca zawodowy (to ma im pomóc pójść na swoje).

Reżyserki towarzyszyły z kamerą Ani, Gosi i Ilonie z popegeerowskich wsi. Ania chce być fryzjerką, Gosia (ośmioro braci, w pierwszej scenie na filmie rąbie drewno) chce się wyrwać z domu, a Ilona pragnie lepszej przyszłości dla siebie i synka. Warszawę znają z telewizji.

- Uwielbiam film "Dziewczyny do wzięcia" Janusza Kondratiuka. I zobaczyłam jego bohaterki 30 lat później - mówi reżyserka Karolina Bielawska.

Pociąg zbliża się do stacji

Szybko okazało się, że dzisiaj przyjazd do Warszawy to nie wypad po facetów, ale wyprawa do innego świata po lepsze życie.

Każda z bohaterek zostawia pełną obaw rodzinę. Najtrudniej jest Ilonie, rozstaje się z czteroletnim synkiem, ale jej mama zachęca dziewczynę, aby spróbowała. Mama Gosi nie chce, żeby gdziekolwiek wyjeżdżała, a mama Ani martwi się, jak dziewczyna sobie poradzi, skoro nie jechała nigdy pociągiem.

Jesteśmy z nimi, gdy każda słyszy słowa, które kiedyś usłyszała po raz pierwszy połowa mieszkańców tego miasta: "Pociąg zbliża się do stacji Warszawa Centralna".

W bursie obowiązują takie zasady jak w internacie: ustalone godziny powrotów, wychowawczyni sprawdza czystość w pokojach. Dziewczyny trenują pisanie CV, mają zajęcia z savoir-vivre'u. Są inteligentne. Mają większe życiowe doświadczenie od rówieśników z miast. Ale są bardzo naiwne.

Reżyserki spędziły z bohaterkami kilka miesięcy, kamera stała się czymś naturalnym, widzimy dziewczyny podczas rozmów o pracę, gdy wyznają miłość, opowiadają o marzeniach, snują refleksje na temat tego, co jest w życiu ważne.

Gosia pisze CV. Na pytanie, jakie ma umiejętności stwierdza, że właściwie nic nie potrafi. Ale brawurowo radzi sobie na pierwszej rozmowie o pracę - od razu zostaje hostessą w restauracji. Słyszymy jak Ilona, starając się o pracę w sklepie spożywczym, mówi z rozbrajającą szczerością, że pracowała w sklepie, ale ją zwolnili, bo nie spełniała wymogów kasjerskich. Na pytanie, czy próbowała się dowiedzieć co się za tym kryje, odpowiada, że nie. Widzimy też, jak najbardziej zdecydowana na wyjazd Ania po dwóch dniach poddaje się i wraca. Dla każdej z nich Warszawa jest doświadczeniem szorstkim i przykrym.

- Byłyśmy pewne, że nasze bohaterki sobie poradzą. Ale życie nas przerosło. W pewnym momencie same się pogubiłyśmy. Z jednej strony bardzo lubimy te dziewczyny, trzymałyśmy za nie kciuki. Jednocześnie miałyśmy ochotę nimi potrząsnąć, powiedzieć "obudź się kobieto, wykorzystaj szansę, nie wracaj tam" - opowiada reżyserka Karolina Bielawska.

- Dla kogoś, kto nie jechał pociągiem i nie był nigdy w kinie, Warszawa to wyzwanie. Nasze bohaterki gubią się w zwykłych sytuacjach podczas kontaktów międzyludzkich. To jak z chorym, który nie trawi jedzenia. Co z tego, że się go karmi, skoro organizm nie przyswaja pokarmu - dodaje.

A w Warszawie każdy jechał pociągiem

Grono ekspertów, w tym dziennikarzy (nie wiemy, ilu z nich to przyjezdni), nie dowierzało w przedstawiony w filmie obraz ludzi z popegeerowskich wsi. - Najbardziej nas zaskoczyło, że nie wierzyli nam dziennikarze, którzy powinni wiedzieć, co się dzieje w Polsce. To przypomina sytuację, kiedy jechałam ze znajomymi nad morze. Po drodze ich pięcioletnia córka zapytała "To co, my już wyjechaliśmy z Polski?". I również w trakcie realizacji filmu dostrzegłyśmy takie myślenie: Polska jest w Warszawie, dalej już jej nie ma - mówi Bielawska.

- Jest XXI wiek, a do wielu miejscowości autobus nie zawsze przyjeżdża, cena biletu miesięcznego jest zaporowa. Edukacja kończy się na gimnazjum - mówi Julia Ruszkiewicz.

- Praca nad "Warszawą do wzięcia" była dla nas wielką lekcją pokory. Od widzów usłyszałyśmy, że uświadomili sobie, w jak dobrych warunkach się wychowali. Że już nigdy nie powiedzą, że wszystko sami sobie zawdzięczają. Bo przecież rodzice zapewnili im wykształcenie, przekonali, że trzeba próbować.

Film mógł skończyć się w chwili, w której najbardziej zadziorna Gosia spotyka chłopaka, wynajmują razem mieszkanie. Zarzeka się, że nigdy nie wróci do Zalesia. Ale to nie jest produkcja fabularna, z happy endem. Dwa miesiące później Gosia rozstała się z chłopakiem i wróciła do domu.

- Dla ludzi, o których jest ten film, jedynym oknem na świat jest telewizja - mówi Karolina Bielawska. - A telewizja daje im Dodę, Mandarynę i jeszcze bardziej odsuwa od świata. Czasami małe ziarenko zaczyna kiełkować i ktoś zaczyna myśleć. My wokół nie spotkałyśmy takich ziarenek. Zastanawiam się, gdzie jest szkoła, gdzie jest kościół, gdzie jest telewizja, gdzie są wszyscy?

W programie "Przystań na skarpie" wzięło udział ponad 800 dziewczyn. Ukończyła go ok. połowa. Wśród nich też filmowa bohaterka, Gosia. Ale jak wiemy, jej się nie udało, bo po próbie wynajmowania mieszkania z poznanym w Warszawie chłopakiem poddała się i wróciła do Zalesia.

Film "Warszawa do wzięcia" można zobaczyć od 26 do 29 października o 16 w warszawskim kinie Kultura. Nie wiadomo, czy trafi do kin, bo nie ma dystrybutora.

Źródło: Dziennik Metro
http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,718 ... iecia.html



d-8 - Pon Lis 02, 2009 12:16 pm
Pod okupacją reklamy
Rozmawiał: Grzegorz Lisicki2009-11-02, ostatnia aktualizacja 2009-11-01 20:21

Zrobiły z naszego kraju śmietnik. To chaos, kicz, tandeta, wizualna agresja - tak o miejskich i przydrożnych reklamach mówią Elżbieta Dymna i Marcin Rutkiewicz*, autorzy właśnie wydanego albumu "Polski outdoor".

Polski outdoor - reklama w przestrzeni publicznej, Elżbieta Dymna, Marcin...Grzegorz Lisicki: Naprawdę Polska jest tak zaśmiecona przez reklamę?

Elżbieta Dymna: Tak. Dziwią nas reakcje pełne niedowierzania. To, co jest na naszych zdjęciach, widać przecież dookoła. Zdjęcia robiliśmy podczas wyjazdów do różnych miast, nad morze, w góry. Wszędzie reklamy agresywnie atakują. Panuje bałagan i brzydota. Najgorsze, że po obejrzeniu zdjęć trzeba wyjść na zewnątrz i oglądać to na własne oczy. To aż boli.

Marcin Rutkiewicz: Weźmy zdjęcie otwierające album, z przedmieść Częstochowy. Na kupie stoją tablice reklamowe: biało-granatowa oferta salonu samochodowego, olbrzymia żółto-czerwona McDonalda. Jedna wyższa, druga niższa. Jedna pozioma, druga pionowa, a nad wszystkim góruje wiadukt oklejony żółto-niebieskim bannerem Castoramy. W samym środku tego bałaganu stoi niepozorna tablica: Jasna Góra, 8 km. To zdjęcie jest fantastyczną metaforą naszego kraju.

To też świadectwo szczególnego momentu rozwoju gospodarki rynkowej w Polsce.

E.D.: Pewnie za 30 lat ludzie oglądający te zdjęcia nie będą mogli uwierzyć, że pozwoliliśmy, by nasz kraj tak wyglądał. Chcemy, żeby ludziom w Polsce otworzyły się oczy. Bo najgorsze, co mogło nas spotkać - i spotkało - to zobojętnienie na ten bałagan.

M.R.: Album to również analiza przyczyn tego stanu i propozycje koniecznych zmian. To także zrobione przez nas prywatne badanie opinii publicznej. Można powiedzieć, że jakościowe. O wypowiedź poprosiliśmy bowiem szereg osób tworzących polską kulturę: Jacka Żakowskiego, Zbigniewa Hołdysa, prof. Andrzeja Bliklego, Marcina Mellera, Wilhelma Sasnala, Fisza, Wojciecha Eichelbergera, Edwarda Dwurnika, prof. Stefana Kuryłowicza, Magdalenę Cielecką, Vienio i wielu innych.

Niemal wszyscy mówią to samo. Magdalena Staniszkis, urbanistka, postuluje wojnę totalną z działalnością reklamową. "Z okupantem się nie negocjuje" - napisała. "Zmasowana degradacja" - to prof. Blikle. Marcin Meller: "Kiedy na to patrzę, chce mi się rzygać". Skąd takie postawy wobec reklamy zewnętrznej?

M.R.: Branża reklamowa dysponuje badaniami, z których wynika, że tylko 6 proc. ludzi postrzega reklamę jako problem. Wierzymy, że to prawda. Pewne wyjaśnienie, dlaczego tak jest, dał wypowiadający się w albumie Michał Chaciński: ktoś uciął nam część mózgu odpowiedzialną za percepcję. Zobojętnieliśmy, nie widzimy problemu.

I właśnie to stało się motorem naszych działań.

E.D.: Degradacja przestrzeni publicznej przez reklamę w Polsce stała się zagrożeniem kulturowym. Mamy na to dowody - 200 stron naszego albumu. Widać szczególną cechę reklamy - niepowstrzymane dążenia do zawłaszczenia przez nią całego świata. Pokazujemy plaże zamienione w reklamowe pola bitew, miejsca szczególnie wartościowe krajobrazowo upstrzone koślawymi tablicami, kościoły obstawione billboardami itd.

To chyba reklama dzika.

E.D.: Z tą oferowaną poprzez duże międzynarodowe często firmy nie jest lepiej. Oni się biją na lokalizacje. Ile razy już to było mówione: firma A stawia swój nośnik w miejscu X. Za chwilę w tym samym miejscu zjawia się firma B. Jej billboard jest większy, wyższy - musi być lepsza niż konkurencja. Potem przyjeżdża firma C. Ta stawia już billboard gigant, na dodatek na ukos. I tak w kółko. Skutek oszałamiający. Tego mamy na zdjęciach mnóstwo. Przygnębiający przykład to Zakopane, które nawet zabytkowy budynek, który powinien być ozdobą Krupówek, pozwala oklejać z każdej strony billboardami i ekranami wideo. Pokazujemy, jak reklama wdziera się na stare dworce PKP i zabytki w Gdańsku, Krakowie, we Wrocławiu, w Warszawie. Jak przyczepia się do miejsc kultu religijnego, cmentarzy. Przygnębia tandetna siata na Bibliotece Jagiellońskiej i dmuchany balon obok. Kiczowate bannery na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych czy Uniwersytecie Warszawskim pokazują jądro problemu - reklama to łatwe i spore pieniądze. Nawet szacowne instytucje ich bardzo potrzebują. Oklejają się więc reklamą i w ten sposób dają przykład z góry.

M.R.: W zeszłą sobotę naszą prezentację oglądał prezydent Poznania i jednocześnie prezes Związku Miast Polskich Ryszard Grobelny. Dla samorządowców z tego związku nieokiełznany zalew reklam to bardzo istotny problem. Ale samorządy nie mają skutecznych narzędzi prawnych, by regulować ład przestrzenny i powstrzymać reklamowy potop.

Wy lobbujecie za ustawą, która reklamę w Polsce ucywilizuje.

M.R.: Nasz album wyślemy do kilkuset znaczących osób. Do ministrów, posłów, czołowych dziennikarzy, ludzi kultury. Także do przedstawicieli firm reklamowych. Chcemy, by wielu ludzi widziało potrzebę zmian. Uważamy, że doraźne zmiany w prawie, łatanie dziur nie rozwiążą problemu. Konieczna jest odrębna ustawa precyzyjnie regulująca sferę informacji komercyjnej. W albumie dajemy konkretną propozycję, co można z tym zrobić: wprowadzić regulacje dotyczące sytuowania reklam, możliwości limitowania liczby nośników reklamowych w miastach i gminach. Postulujemy też, by pojawiły się strefy ochronne całkowicie wolne od reklam: tereny zielone, rekreacyjne, miejsca kultu religijnego i cmentarze, miejsca pamięci, szkoły i uczelnie.

E.D.: Nie walczymy z reklamą, chcemy, by wzbogacała przestrzeń publiczną, a nie niszczyła jej. Wierzymy, że wspólnym wysiłkiem możemy uporządkować ten chaos. Po to zrobiliśmy ten album.

* Elżbieta Dymna i Marcin Rutkiewicz - założyciele warszawskiego stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.pl, które stara się o ucywilizowanie rynku reklamy zewnętrznej w Polsce, podejmuje też społeczne akcje czyszczenia ulic Warszawy z nielegalnych plakatów i ogłoszeń, które oblepiają ściany, słupy i latarnie. Organizatorzy spotkań Okrągłego Stołu Reklamowego, podczas których przedstawiciele władz miasta i urzędów oraz branży reklamowej rozmawiają o sposobie unormowania obecności reklam w Warszawie.

Polski outdoor - reklama w przestrzeni publicznej, Elżbieta Dymna, Marcin Rutkiewicz, wydawnictwo Klucze Sp. z o.o.

Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,75475,7210080,Pod_ ... klamy.html

-----------------------------------

i jeszcze link do organizatorow przedsiewziecia :

http://miastomojeawnim.pl/index.php/album/

fajne foty, nie ma co!



Silesian - Czw Lis 26, 2009 10:44 pm
Wawa w najbliższych latach 2009-2012 wyda 12 mld na inwestycje.
"Do największych przedsięwzięć zaliczył m.in. budowę centralnego odcinka drugiej linii metra. "Jest to projekt na kwotę 3,1 mld zł, z czego blisko 3 mld zł ma być pokryte ze środków Unii Europejskiej" - powiedział."

Skoro Warszawa może mieć takie silne wsparcie finansowe to może warto pomyśleć nad linią metra u Nas:)
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... olicy.html



kropek - Pią Lis 27, 2009 9:21 am
^ ^ ^ duuuuzo dostana z UE...
metro za 100 mln zlotych.. nieźle.



Cuma - Pią Lis 27, 2009 10:11 am
Bo tam nie ma takich Baronów co twierdza że ma być wszędzie po równo...



absinth - Pią Lis 27, 2009 5:52 pm

"Do największych przedsięwzięć zaliczył m.in. budowę centralnego odcinka drugiej linii metra. "Jest to projekt na kwotę 3,1 mld zł, z czego blisko 3 mld zł ma być pokryte ze środków Unii Europejskiej" - powiedział."

bzdura!
napisze wprost: taki poziom dofinansowania jest niemozliwy - oznaczaloby to bowiem, ze ta inwestycja uzyskałaby ponad 90% poziom dofinansowania z funduszy europejskich. W Programie Operacyjnym Infastruktura i Środowisko w ramach, ktorego realizowana ma byc ta inwestycja jest to niemożliwe, gdyż maksymalny próg dofinansowania w ramach działania 7.3 (obejmującego m.in budowę lini metra) wynosi maksymalnie 50% kosztów i to kosztów kwalifikowanych (czyli tylko tych, ktore są zgodne z odpowiednimi wytycznymi 0 UE nie placi za wszystkie kategorie wydatkow)
przy czym poziom moze odbiegac od maksymalnego w zaleznosci od obliczen tzw luki w finansowaniu
Jedynie dla PKP PLK SA przewidziano mozliwość uzyskania do 100% dofinansowania, ale Wnioskodawca w przypadku metra nie jest PKP PLK tylko miiasto stołeczne Warszawa



onto - Wto Gru 08, 2009 1:11 pm
Wielka Iluminacja Świątecznej Warszawy

Stolica promienieje. W sobotę oficjalnie rozpoczęto sezon świąteczny uroczystym odpaleniem iluminacji na warszawskich ulicach. Świetliste kaskady, lampiony zawieszone na latarniach oraz girlandy świateł ciągną się wzdłuż Traktu Królewskiego, od pl. Zamkowego aż do ulicy Gagarina.
Całość ozdób kosztowała ponad 4 mln zł. - Mimo kryzysu postanowiliśmy rozbudować oświetlenie świąteczne. To efekt badań, które przeprowadziliśmy po zeszłorocznej Gwiazdce. Okazało się, że wiele turystów przyjeżdżało do Warszawy specjalnie po to, żeby zobaczyć udekorowaną stolicę. To najlepsza promocja miasta i te pieniądze nam się zwrócą. Poza tym miano stolicy zobowiązuje - przekonuje Magdalena Łań z warszawskiego ratusza.

















http://bryla.gazetadom.pl/bryla/1,85301 ... szawy.html

A na koniec mały Quiz z wiedzy o regionie !!!

Miasto wielkich wydarzeń w tym roku na iluminacje świąteczne wyda

A ) 300 tys
B) 600 tys
C) 60 tys



rasgar - Wto Gru 08, 2009 1:41 pm
U nas będzie równie cepeliowo co zwykle.

Wiem że są i fani obecnego oświetlenia, ale dla mnie - niestety - jest to reklikt głębokiej komuny.

Może, gdyby 3 maja, rynek, stawowa, pl.Szewczyka, Mickiewicza - gdyby pachniały świeżością, świeżym równym marmurem, czystymi kamienicami, przyjazną przestrzenią miejską - MOŻE wtedy byłyby czymś co warto zachować - takim smaczkiem z przeszłości, a'la akcja z neonami.

Teraz wygląda to kiepsko



absinth - Wto Gru 08, 2009 3:48 pm

Wielka Iluminacja Świątecznej Warszawy

Stolica promienieje. W sobotę oficjalnie rozpoczęto sezon świąteczny uroczystym odpaleniem iluminacji na warszawskich ulicach. Świetliste kaskady, lampiony zawieszone na latarniach oraz girlandy świateł ciągną się wzdłuż Traktu Królewskiego, od pl. Zamkowego aż do ulicy Gagarina.
Całość ozdób kosztowała ponad 4 mln zł. - Mimo kryzysu postanowiliśmy rozbudować oświetlenie świąteczne. To efekt badań, które przeprowadziliśmy po zeszłorocznej Gwiazdce. Okazało się, że wiele turystów przyjeżdżało do Warszawy specjalnie po to, żeby zobaczyć udekorowaną stolicę. To najlepsza promocja miasta i te pieniądze nam się zwrócą. Poza tym miano stolicy zobowiązuje - przekonuje Magdalena Łań z warszawskiego ratusza.

















http://bryla.gazetadom.pl/bryla/1,85301 ... szawy.html

A na koniec mały Quiz z wiedzy o regionie !!!

Miasto wielkich wydarzeń w tym roku na iluminacje świąteczne wyda

A ) 300 tys
B) 600 tys
C) 60 tys


no ozdoby mamy sprzed 10 sezonow... i oprocz tego aniolka przy kosciele mariackim nic nowego sie nie pojawilo.

zalosc



kiwele - Wto Gru 08, 2009 4:47 pm
Trudno uwierzyc, ale gdyby dzis za sprawa jakiejs magicznej paleczki jednym ruchem przywrocic katowickie neony sprzed dokladnie pol wieku, takie jakie byly wtedy, to nawet bez dalszych iluminacji Katowice prezentowalyby sie wieczorem lepiej niz iluminowana Warszawa.



bidzis004 - Śro Gru 16, 2009 11:10 pm
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34 ... tuka_.html



SPUTNIK - Czw Gru 17, 2009 9:32 pm
http://wszystkozle.pl/



d-8 - Sob Gru 19, 2009 2:01 pm
http://www.joemonster.org/filmy/21209/P ... dentow_SGH



maciek - Sob Gru 19, 2009 2:46 pm
Warszawa to przede wszystkim wygwizdowie zimowe. Nigdzie w Polsce poza oczywiście ścianą wchodnią, której przedpolem jest Warsiawa nie jest tak zimno jak tam. Wieje tak, że nawet największy twardziel zastanawia się nad tym aby w delegację ubrać kalesony. Mówię Wam a pod Warszawą w różnych wiochach jest tak super, że pewnie wielu w czw i pt nie dojechało do swojej ukochanej Warsiawy. Naprawdę coś o tym wiem i proszę ze mną nie polemizować



MarcoPolo - Nie Gru 20, 2009 8:50 am
Bylem kiedys w Warszawce w najwieksze mrozy. U nas byly podobne temperatury wtedy ale tam odczuwalem wieksze zimno i wiatr.



koniaq - Nie Gru 20, 2009 10:35 am
racja



d-8 - Nie Gru 20, 2009 11:47 am
i tak lubie warszawe 'na zimno'



salutuj - Czw Gru 31, 2009 3:18 pm
Takie rzeczy tylko w Warszawie

http://www.wykop.pl/ramka/233351/froter ... dochodzisz

Tarło

Dojeżdżasz, to dochodzisz.

Najłatwiej szczytować w WKD w godzinach szczytu: rano i po pracy. Warszawska Kolejka Dojazdowa - kolebie się powoli od 80 lat na trasie Warszawa Centralna - Podkowa Leśna, a tu się skład rozdwaja na Milanówek i Grodzisk. WKD ma zasługi dla konspiratorów z AK i spekulantów, którzy za okupacji wozili żywność do stolicy. Grywała też w filmach np. w "Pożegnaniach" wg powieści Dygata. Teraz zaś zapewnia najtańszy seks niewirtualny. Jadąc, dochodzi się za 6 zł. Ulgi na bilety dla uczniów i studentów.

Roman i Paweł są doświadczonymi froterystami. To termin branżowy. Ocierają się w tłoku o kobiety. Daje to przyjemność seksualną, emocje i zapewnia głębsze niż zwykły seks zgłębianie żeńskiej natury.

Roman - lekko po czterdziestce. Wszystko ma czarne: rozciągnięty turecki sweter, drelichowe spodnie, okulary i zęby z wyjątkiem górnej czwórki, której nie ma wcale.

Paweł - lat 23. Przystojny, zadbany, modne ciuchy i zapachy. Jest studentem, więc ma dużo czasu. Froteruje z nudów.

Spotykamy się w pubie na stołecznym przedmieściu. Paweł: - Zaczęło się przypadkiem. Kolejka hamowała. Rzuciło ludźmi i tłok przycisnął mnie do licealistki. Kiedy mi stanął na jej biodrze, nie odsunąłem się, tylko głupio bąknąłem przepraszam. Ona udawała, że nie słyszy, nie widzi, nie czuje. Kończę. Po kilku czy kilkunastu dniach na peronie Centralnego znów ją widzę, a ona mnie. Patrzy i nie wsiada od razu do kolejki. Idę, ona też. Staję obok i kiedy już pełno ludzi, jawnie się przyciskam. Odwraca się do mnie przodem i uśmiecha. No to jadę na mongoła. To jest określenie profesjonalne. Wtedy zresztą jeszcze go nie znałem. Oznacza, że wyjmuję fiuta, zwilżam i trę o jej gołe ciało. Mongolenie jest najwyższym stopniem froterowania.

Kolejką WKD o tej samej porze jeżdżą w większości ci sami ludzie. Sporo z nich zna się z widzenia. Za trzecim razem już z daleka widzę moją licealistkę. Ona mnie też wypatrzyła. Przepuszcza pociąg. Wyczekuje, aż będę wsiadać. Czyli daje wyraźny sygnał. Do następnej kolejki włazimy razem. Nigdy nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem.

Po jakimś czasie, kiedy mnie wypatrzyła, już udawałem, że jej nie widzę, i wsiadałem do innego wagonu. Dlaczego? Bo stałem się już graczem, froterem. A to sport. Wymaga niespodzianek. W kolejce toczy się seksualna gra między mną a kobietami. W 99 przypadkach na 100 one podejmują współpracę, ale żeby była przyjemność, potrzeba tego jednego procentu ryzyka.

Roman mieszka z rodzicami. Ojciec kolekcjonuje muszelki, matka pluszowe misie. Utrzymują syna z emerytur, ale on, żeby mieć na piwo, szlugi i bilety WKD, przez kilka dni w miesiącu zarabia na strzeżonym parkingu. W pozostałe froteruje, a potem siedzi w internecie, gdzie na tajnym forum ocieracze dzielą się wrażeniami.

Roman wkłada na podróże kolejką długi sweter i luźne spodnie z rozporkiem na rzep, który wszyła mu matka. Nie pytała po co.

Roman: - Obowiązkowo trzymam reklamówkę w jednej ręce, a w drugiej gazetę. Reklamówkę żeby się zasłonić, a gazetę - żeby się wytrzeć po wytrysku. Honorowo jest wytrzeć się o kogoś, ale nie zawsze można. Dla mnie wiek kobiety o tyle tylko gra rolę, że szukam krótkich spódniczek. Wtedy dotyka się członkiem gołego ciała, a nie ubrania. Jeśli są warunki, wyciągam fiuta i, ocierając się, trzepię konia ręką, na której wisi reklamówka. Zwykle jest to prawa. Po kilku minutach dochodzę i odchodzę. Chyba że mój obiekt mnie przytrzyma, bo sama chce podotykać i dochodzić. To się zdarza. Częściej froteruję jednak na sucho, przez spodnie. Taka jest szara codzienność, mówi się trudno.

Dla postronnych pasażerów nic się nie dzieje. Ale zazwyczaj dla nas dwojga to namiętny, cichy pojedynek. Nigdy nie dostałem w gębę. Najwyżej usłyszę zabierz tę rękę. Czasem z uśmiechem. Zdarzenia są zresztą różne. Raz kobieta w średnim wieku przez dłuższą chwilę nie reagowała, a potem powiedziała do faceta, z którym jechała, może męża: Franek zamień się ze mną miejscem. A kiedy zastawiła się mężem, do mnie złośliwie zasyczała: Proszę kontynuować, niech pan sobie nie przerywa. On to bardziej lubi.

Paweł: - Zboków jest pełno, że rzygać się chce. Kiedyś mongolę od tyłu wczesną emerytkę w mini, nagle ona fuknęła: Przestań wreszcie Jurek, to przecież widać. Nie jestem Jurek - bąknąłem odruchowo, a ona: Przepraszam, myślałam, że mówię do syna. Czułem, że coś mi obok śmierdzi szatnią szkolną, patrzę, a to jedzie z mamusią małolat - matkojebca.

Roman: - Kiedy tak człowiek latami jeździ tą WKD, czasem po dwa kursy dziennie tam i z powrotem, można wypatrzyć innych numerantów, którzy też tu froterują. Niektórzy nie wstydzą się tego, można do nich zagadać i pogadać. Kolega wskaże ci dobry obiekt, opowie, jak która reaguje. Są np. amatorzy, którzy mają smak tylko na siatkarki. One zawsze w środy o 18.00 wsiadają wMilanówku spocone, bo trenują gdzieś, gdzie nie ma natrysków. To bierze.

Paweł: - Są takie, które same cię szukają w wagonie, ale potem jak się do niej przykleisz, udają, że niczego nie zauważają i nie czują, co się dzieje. Nawet same przed sobą udają te cnotki. Są takie co wpierw powiedzą odwal się chamie, a później się przyciskają. Są te, które nic nie udają, ale oczekują swojej też przyjemności, i inne, które podnieca, że tobie dają miłą chwilę. Trafiam i na takie perwersantki, które nie pozwolą siebie dotknąć, a potem za mną przeciskają się przez ludzi w wagonie, bo lubią sobie popatrzeć. Podnieca je, jak froteruję inny obiekt. Kiedyś gościu, co podpatrzył, jak ocieram się na mongoła, powiedział do mnie: A teraz weź rozgrzej moją dziewczynę. Jedna pani w trakcie dotyku szepnęła: Śmiało, śmiało. I z powagą objaśniła, że po tym, co robimy w kolejce, nadal może mężowi przysięgać na krzyż, że nigdy go nie zdradziła. Takie jej przysięgi to jego religijne hobby.

Niektórzy z pasażerów jeżdżą latami kolejką WKD, nie mówiąc, nie patrząc, jakby byli sami na bezludnej wyspie. Inni wsiadają z własnym umówionym towarzystwem. Jeszcze inni czy inne tu szukają znajomości. Jadące z pracy biurwy wymieniają ze sobą przepisy kuchenne, dietetyczne i kosmetyczne. Kwadransami gadają o maseczkach i kremach. W WKD dużo jest też polityki, narzekania, zwierzeń, omawiania seriali, teoretycznego majsterkowania i ogrodnictwa. W kolejce spędza się nie mniej czasu niż przeciętnie z rodziną. Tu naprawdę zawiązuje się społeczeństwo. A cóż to za społeczeństwo bez seksu?

- Wiecie, że to, co robicie, może wpędzić was w kłopoty? - ostrzegam. - Kilka miesięcy temu prasa opisywała przypadek Zygmunta Cz. z Zamościa, który za podobne czyny płacił grzywny, a w końcu trafił do pierdla.

- Mówię ci, one same tego chcą - stwierdza Paweł. - Robię to tylko z nudów. Łatwo przecież znaleźć dziewczynę.

- Ocieraczem jestem tylko przez kilka miesięcy w roku - słyszę od wstającego Romka. - To letni sport.I lepiej nie pytaj, co robię zimą.



Kris - Sob Sty 02, 2010 10:02 pm
W Warszawie brakuje centrum kongresowego
Dariusz Bartoszewicz
2010-01-02, ostatnia aktualizacja 2010-01-01 21:30

Wielki komercyjny kompleks tuż obok Stadionu Narodowego to szansa dla Polski, Warszawy i Pragi-Północ. Jeśli nie powstanie, do Stadionu będziemy musieli dopłacać 30-40 mln zł rocznie.


Stadion City nagrodzona koncepcja zagospodarowania okolic Stadionu Narodowego według pracowni JEMS Architekci i spółki Dawos. Stadion u góry, poniżej kompleks towarzyszących obiektów, w tym centrum kongresowe, hotel i hale wystawowe.
JEMS ARCHITEKCI I SPÓŁKA DAWOS

Na szczyt klimatyczny do Kopenhagi zjechało niedawno 30 tys. VIP-ów, ekspertów i dziennikarzy. W Warszawie nie da się zorganizować imprezy o takiej randze, bo nie ma gdzie. Brakuje centrum kongresowego z hotelem obok. Nie ma nowoczesnych powierzchni wystawienniczych z zapleczem i do tego w dobrze urządzonej okolicy, która ma dobre połączenia ze ścisłym centrum, dworcami, lotniskiem.

Cel - turystyka konferencyjna

- W Warszawie musi powstać centrum kongresowe. Wszystkie sąsiednie stolice je mają, Budapeszt na blisko 18 tys. ludzi. W Hiszpanii podobnych obiektów różnej wielkości jest ponad 200. A o czym my rozmawiamy? Chcemy jeden na całą Polskę! Lokalizacja przy Stadionie Narodowym jest znakomita. Bez tego efekt Euro zostanie zaprzepaszczony - uważa Alex Kloszewski z firmy doradców ds. nieruchomości Colliers International i szef fundacji Warsaw Destination Alliance, która reklamuje Warszawę za granicą i przekonuje, że tu warto przejeżdżać, robić interesy, zakupy i spędzać czas wolny.

W Warszawie jeszcze nie byli

Koncepcja wielofunkcyjnego centrum z salą na kongresy jest narysowana w kompleksie tzw. Stadion City (autorstwa JEMS Architekci i spółki Dawos) obok budowanej narodowej areny. To właśnie obiekty tego centrum miałyby zarabiać na utrzymanie Stadionu. Jak dotąd żaden z polityków rządowych ani lokalnych nie zająknął się, kiedy one powstaną.

- Wielkie kongresy organizuje się z dużym wyprzedzeniem. Jeśli moglibyśmy podać datę, że centrum kongresowo-konferencyjne obok Narodowego będzie gotowe np. w 2015 czy 2016 r., już moglibyśmy o nie zabiegać. Mamy szanse, bo w tzw. turystyce konferencyjnej liczy się też efekt nowości. Uczestnicy podobnych imprez byli już wszędzie, a w Warszawie jeszcze nie - przypomina Juliusz Kłosowski z WDA.

Efekt Euro w euro

Na podstawie doświadczeń innych krajów eksperci z Colliers International oszacowali korzyści, jakie da Euro 2012. Z trwałych to nowoczesna infrastruktura zbliżona do zachodnich krajów UE. Te bardziej doraźne to wpływy z turystyki. Na 3-4 dni przyjedzie prawie 1,5 mln kibiców. Zostawią 300-500 tys. euro. Stołeczne hotele będą mieć lepsze obłożenie jeszcze przez cztery lata po Euro. To efekt promocji miasta przy okazji międzynarodowej imprezy, który będzie z czasem malał.

Zainteresowanie Warszawą ma podtrzymywać właśnie Stadion City. To też szansa dla zaniedbanej Pragi - takie centrum to np. ok. tysiąca kilkuset nowych miejsc prac. Do tego zwiększone zapotrzebowanie na różne usługi zewnętrzne i konsumpcję, co oznacza zyski dla lokalnych firm.

Hotelarze mówią, że ich branża bez takich inwestycji nie ma szans na rozwój. Thomas Schoen, szef regionalny Starwood Hotels & Resorts (ta sieć ma Westin, Bristol, Sheraton), mówił "Gazecie": - Dopóki nie powstanie Stadion City z centrum kongresowym nie ma miejsca na nowy cztero-, pięciogwiazdkowy hotel.

Specjaliści mają gotowe szacunki kosztów potrzebnych inwestycji. Budowa centrum kongresowego to ok. 100 mln euro, centrum wystawienniczego - ok. 30 mln, centrum rozrywki - 33 mln, czterogwiazdkowego hotelu na 350-400 pokoi - 62 mln, centrum handlowego - 10 mln, biur - 26 mln (wszystkie ceny w euro).

Projekt wspierany, nierealizowany

Ideę powstania centrum wspiera społeczny komitet na rzecz jego budowy. Oprócz WDA skupia m.in. Krajową Izbę Gospodarczą, Związek Pracodawców Warszawy i Mazowsza, Instytut Nauk Ekonomicznych PAN. Zorganizował kilka spotkań z poprzednim ministrem sportu i władzami Warszawy. Kloszewski przypominał na jednym z nich, że takie centra na świecie to prawie zawsze własność miasta. Prezydent Warszawy przyznała, że w programie wyborczym miała centrum konferencyjne. Ale jak mówiła była przekonana, że zadziała PPP (Partnerstwo Publiczno-Prywatne) i nie trzeba będzie dokładać z miejskich funduszy.

Specjaliści zgadzają się, że Stadion City można zrealizować tylko w ramach PPP. Problemem w tym, żeby to partnerstwo mogło się rozwijać. Żaden projekt prywatny nie ma tu szans na realizację bez porozumienia z Ministerstwem Sportu, które w imieniu skarbu państwa zarządza prawie całym terenem wokół narodowej areny.

A resort się nie spieszy. Jakub Kwiatkowski, rzecznik ministerstwa, potwierdza, że priorytetem jest Euro 2012. O innych inwestycjach teraz się nie mówi.

Narodowy stadion mchem porośnięty

A czy w ogóle wchodzi w grę przekazanie miastu gruntu? Hanna Gronkiewicz-Waltz deklarowała w 2009 r., że "ratusz wchodzi w projekt, jeśli Ministerstwo Sportu przekaże mu ponad 30 ha przy stadionie". - Wszystko musi być przemyślane. Nie wolno pochopnie podejmować decyzji - zastrzega dziś Kwiatkowski.

Miasto też się asekuruje. Rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk podpowiada, że model współpracy z prywatnym partnerem powinno wypracować ministerstwo, bo to ich grunt. - Projekt będziemy wspierać. Możemy zapewnić pomoc w organizowaniu konkursu, zdobyciu potrzebnych uzgodnień, budowie potrzebnej infrastruktury. Ale terenu i tak nie można rozkopać przed Euro - twierdzi Andryszczyk.

Tłumaczy, że ze względu na brak doświadczeń w realizacji projektów PPP miasto powinno zacząć od czegoś łatwiejszego. - W przyszłym roku odbędzie się w tej formule przetarg na nowe wiaty przystankowe, w 2011 r. powinna się zacząć budowa parkingów podziemnych. Dopiero będziemy zdobywać doświadczenie i przymierzać się do realizacji większych projektów - mówi Andryszczyk.

- Powinno być tak. Zaraz po meczach Euro wjeżdżają koparki i zaczyna się budowa Stadion City. Aby to był realny scenariusz, już trzeba wiedzieć, jak i kto ma to robić. Chyba że chcemy, by Stadion Narodowy porósł mchem jak ten Dzięsięciolecia - uważa Alex Kloszewski.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95 ... owego.html



salutuj - Nie Sty 03, 2010 1:15 am
"wszystkie sasiednie stolice mają"

o ja cię!



Maciek B - Nie Sty 03, 2010 9:38 am
No taki ich punkt widzenia salutuj. Poza tym wymagania wobec takiego miasta jak Warszawa są jednak większe niż np Katowic. My centrum kongresowe możemy mieć, oni muszą. Tak jak duży stadion piłkarski. Trochę gańba, że budują go dopiero teraz.



salutuj - Nie Sty 03, 2010 12:17 pm
Nic nie muszą.
To ja proponuję przenieść stolicę i wtedy my powiemy ze musimy.

Warszawa nie jest miastem o jakimś szczególnym położeniu, historii etc by coś jej się należało bardziej niż nam.



Maciek B - Nie Sty 03, 2010 2:52 pm
Po pierwsze nigdzie nie napisałem, że im się należy. Wstyd, że w stolicy tak dużego państwa nie można organizować dużych kongresów z powodu braku odpowiedniej infrastruktury.
Po drugie przeczytaj artykuł jeszcze raz. Nigdzie nie jest napisane, że centrum kongresowe miałoby powstać z "państwowych" pieniędzy. Więcej! Inwestycja miałaby być realizowana w formie PPP. Więc tak jak nic Warszawiakowi do naszego MCK, tak nam nic do ich centrum. Wybudują to za swoje pieniądze.
Po trzecie osoby zaangażowane w powstanie owego centrum to Warszawiacy. Mam mieć im za złe, że chcą dobrze dla swojego miasta?
Po czwarte dobrze życzę wszystkim miastom w Polsce.

A tak poza tym oszczędź nam tu na forum uzewnętrzniania swoich warszawskich kompleksów.



salutuj - Nie Sty 03, 2010 5:56 pm

Po pierwsze nigdzie nie napisałem, że im się należy. Wstyd, że w stolicy tak dużego państwa nie można organizować dużych kongresów z powodu braku odpowiedniej infrastruktury.
Po drugie przeczytaj artykuł jeszcze raz. Nigdzie nie jest napisane, że centrum kongresowe miałoby powstać z "państwowych" pieniędzy. Więcej! Inwestycja miałaby być realizowana w formie PPP. Więc tak jak nic Warszawiakowi do naszego MCK, tak nam nic do ich centrum. Wybudują to za swoje pieniądze.
Po trzecie osoby zaangażowane w powstanie owego centrum to Warszawiacy. Mam mieć im za złe, że chcą dobrze dla swojego miasta?
Po czwarte dobrze życzę wszystkim miastom w Polsce.

A tak poza tym oszczędź nam tu na forum uzewnętrzniania swoich warszawskich kompleksów.


Mnie wcale nie jest wstyd z powodu, że Warszawa czy tam stolica czegoś nie ma.
To Ty masz jakieś, kompleksy skoro odczuwasz wstyd z tego powodu.
Na razie niewiele jest mowy o źródle finansowania, choć wiadomo już że miasto Warszawa odżegnuje się od płacenia, wskazując przy tym na jakiś udział ministerstwa, więc nie jest tak jak Ty próbujesz to przedstawić.

Podziwiam Twoją troskę o inne miasta. Ich mieszkańcy na ogół mają w nosisie Katowice i GOP, o ile nie są nastawieni negatywnie. O tak obcej Ci rzeczy jak konkurencja nie wspominając.



Maciek B - Nie Sty 03, 2010 6:53 pm

Mnie wcale nie jest wstyd z powodu, że Warszawa czy tam stolica czegoś nie ma.
To Ty masz jakieś, kompleksy skoro odczuwasz wstyd z tego powodu.


Stolica jest naturalną wizytówką całego kraju. Jej wizerunek w większym lub mniejszym stopniu rzutuje na całą resztę.


Na razie niewiele jest mowy o źródle finansowania, choć wiadomo już że miasto Warszawa odżegnuje się od płacenia, wskazując przy tym na jakiś udział ministerstwa, więc nie jest tak jak Ty próbujesz to przedstawić.

"(...)jakiś udział ministerstwa(...)"... Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz, a do tego zapoznaj się z ustawą o partnerstwie publiczno-prywatnym. Miasto Warszawa musi dogadać się z ministerstwem odnośnie przekazania gruntów pod centrum, które w ten sposób staną się wkładem podmiotu publicznego, niezbędnego do realizacji inwestycji w formie ppp.


Podziwiam Twoją troskę o inne miasta. Ich mieszkańcy na ogół mają w nosisie Katowice i GOP, o ile nie są nastawieni negatywnie. O tak obcej Ci rzeczy jak konkurencja nie wspominając.

"O tak obcej Ci rzeczy jak konkurencja nie wspominając." - nie kojarzę, byśmy mieli okazję poznać się osobiście.

Preferuję konkurencję "najlepszy z najlepszych", nie zaś "najlepszych spośród słabych". Uważasz, że Katowic i GOP-u na to nie stać? Że muszą czekać na niemoc innych?



salutuj - Nie Sty 03, 2010 7:09 pm

Stolica jest naturalną wizytówką całego kraju. Jej wizerunek w większym lub mniejszym stopniu rzutuje na całą resztę.

Chyba Twoją. Moją wizytówką na pewno nie jest.

"(...)jakiś udział ministerstwa(...)"... Przeczytaj ten artykuł jeszcze raz, a do tego zapoznaj się z ustawą o partnerstwie publiczno-prywatnym. Miasto Warszawa musi dogadać się z ministerstwem odnośnie przekazania gruntów pod centrum, które w ten sposób staną się wkładem podmiotu publicznego, niezbędnego do realizacji inwestycji w formie ppp.




Maciek B - Nie Sty 03, 2010 7:38 pm

Chyba Twoją. Moją wizytówką na pewno nie jest.

Nie jest moją wizytówką. Jest wizytówką całego państwa (o czym zresztą wyraźnie napisałem). Może chciałeś napisać "Nie jest wizytówką mojego państwa". Wtedy ok, zrozumiem. Tylko czy to w tym momencie zmienia fakt, że stolica jest wizytówką kraju? Nie.


Czytałem. Nie trzeba być politykiem by wiedzieć co te wypowiedzi znaczą w polityce:

Prezydent Warszawy przyznała, że w programie wyborczym miała centrum konferencyjne. Ale jak mówiła była przekonana, że zadziała PPP (Partnerstwo Publiczno-Prywatne) i nie trzeba będzie dokładać z miejskich funduszy.

Rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk podpowiada, że model współpracy z prywatnym partnerem powinno wypracować ministerstwo, bo to ich grunt.


1. Miejskie fundusze to sprawa Warszawy. Nam nic do tego.
2. Jeśli ministerstwo ma wypracować model współpracy, to co w tym złego? Chyba, że liczyłeś na to, że te 30ha zostanie sprzedane, a pieniądze pozyskane w ten sposób trafią na Śląsk?


Nie muszę osobiście Cię znać, byś wyraził sobą jakiś pogląd, chyba ze chcesz przez to powiedzieć, że piszesz co innego niż myślisz, albo nie myślisz nad tym, co piszesz.
Konkurencja fair play i najlepszy z najlepszych to może być w szachach albo ping-pongu, ale nie w zyciu i polityce :-)


Musisz mnie znać, by pisać co jest dla mnie obce, a co nie. (Notabene daruj sobie te sztuczki demagogiczne).
Co do konkurencji to nie ma o czym dyskutować. Chyba zbyt radykalnie różnimy się poglądami. Choć model "najlepszy z najlepszych" nie wyklucza działania wbrew fair play. Sprawia za to, że cała moc sprawcza, ale i odpowiedzialność spoczywa w jednych rękach, bez wpływu działań innych stron.



salutuj - Nie Sty 03, 2010 8:05 pm

Nie jest moją wizytówką. Jest wizytówką całego państwa (o czym zresztą wyraźnie napisałem). Może chciałeś napisać "Nie jest wizytówką mojego państwa". Wtedy ok, zrozumiem. Tylko czy to w tym momencie zmienia fakt, że stolica jest wizytówką kraju? Nie.

To też nieprawda. Stolica może być, ale nie musi być wizytówką państwa. Wizytówką mogą być inne miasta równie dobrze.
W szczególności w takich kwestiach jak np stadion, najwyższy wieżowiec, centrum kongresowe... nie muszą one być największe, najlepsze, najnowsze i najwspanialsze w stolicy.

1. Miejskie fundusze to sprawa Warszawy. Nam nic do tego.
2. Jeśli ministerstwo ma wypracować model współpracy, to co w tym złego? Chyba, że liczyłeś na to, że te 30ha zostanie sprzedane, a pieniądze pozyskane w ten sposób trafią na Śląsk?




Maciek B - Nie Sty 03, 2010 10:06 pm

To też nieprawda. Stolica może być, ale nie musi być wizytówką państwa. Wizytówką mogą być inne miasta równie dobrze.
W szczególności w takich kwestiach jak np stadion, najwyższy wieżowiec, centrum kongresowe... nie muszą one być największe, najlepsze, najnowsze i najwspanialsze w stolicy.


Nie musi być wizytówką, ale jest. Nie musi być najpiękniejszy, największy, najlepszy stadion, wieżowiec, centrum kongresowe, ale uważam, że być W WOGÓLE muszą. To już ich problem skąd na to pozyskają środki. Byłbym rad, gdyby z własnej kasy, a nie państwowej. Akurat w kwestii, że na Warszawę zrzucać się musi cały kraj jesteśmy po tej samej stronie barykady


Krytyka dotyczyła przede wszystkim tego że "warszawie się należy".
Jednak skoro miasto się odżegnuje, to jasnym jest ze pieniądze będą niewarszawskie. Chwała im jak bedzie to PPP, a tak naprawdę to zobaczymy ile w tym bedzie pomocy budżetu w imię "należy się"


Tyle, że ani ja, ani jakakolwiek osoba wypowiadająca się w tym artykule nie wypowiada "Warszawie się należy". Zwłaszcza w moim przypadku dokonałeś nadinterpretacji.


Nie muszę znać osobiście. Na w polemice na forum wystarczy, gdy oprę się o to co sam wypisujesz. Chyba, że właśnie wypisujesz bzdury, nad którymi się nie zastanawiasz. Wtedy faktycznie znać nie muszę, bo i nawet nie byłoby po co.

Nadal nie wiem skąd wydobyłeś z dwóch pierwszych moich postów w tej dyskusji stwierdzenie: "O tak obcej Ci rzeczy jak konkurencja nie wspominając.".
Dla ciebie to polemika, dla mnie - manipulacja.


Stwierdzenie, że "moc sprawcza i odpowiedzialność spoczywa w jednych rekach i bez wpływu działan innych stron" to taka fantazja, szczególnie jesli chodzi o politykę w obecnym uwarunkowaniu, że faktycznie niewielkie jest tu pole do dyskusji :lol:
Podtrzymuję wobec tego swoje zdanie o Twojej znajomości tematyki konkurencji, ewentualnie przystanę na stwierdzenie, ze jest ona oderwana od życia.


To, że takie wyznaje poglądy, nie znaczy, że nie zdaję sobie sprawy ze specyfiki konkurencji w obecnej sytuacji politycznej. Tym niemniej pozwolisz, że pozostanę przy swoim. Przynajmniej pozostanę naiwniakiem z dobrym humorem, nie udającym, że ma wpływ na więcej, niż w rzeczywistości.



d-8 - Pon Sty 18, 2010 7:00 pm
tu w sumie tez pasuje, wiec tu tez wkleje :

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/10,8 ... szawy.html




Strona 11 z 12 • Wyszukiwarka znalazła 1300 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12